Otrzymaj dary nordyckich bogów. Najeżdżaj wioski. Plądruj krainy. Staw czoła potężnym potworom lub zgiń w chwalebnej walce. Może wtedy zasłużysz na miejsce w Valhalli i zostaniesz zapamiętany za najwięcej…punktów chwały?!

Recenzja | Blood Rage

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
by Johny, 19.01.2020
Otrzymaj dary nordyckich bogów. Najeżdżaj wioski. Plądruj krainy. Staw czoła potężnym potworom lub zgiń w chwalebnej walce. Może wtedy zasłużysz na miejsce w Valhalli i zostaniesz zapamiętany za najwięcej…punktów chwały?!

Recenzja | Blood Rage

by Johny, 19.01.2020
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest

Mitologia nordycka to wdzięczny materiał na…cokolwiek. Film, książka, serial czy gra. Nieważne. Ta tematyka jest bardzo plastyczna i łatwo można ją zaadaptować do każdej konwencji.

Nigdy nie zapomnę jak pierwszy raz zetknąłem się z tym klimatem. Doświadczyłem go w grze komputerowej Max Payne, gdy byłem jeszcze nastolatkiem. Pamiętam jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie ta mroczna i brudna wizja autorów. Valkirie jako narkotyk, nieznane, przerażające bóstwa, ciała upadłych aniołów, Ragnarök. Na samo wspomnienie ciarki przechodzą mi po plecach.

Od tamtej pory z wielkim sentymentem podchodzę do tej tematyki i krytycznym wzrokiem spoglądam na próby komercjalizacji skandynawskich legend. A zwłaszcza gdy dotyczy to gier planszowych.

Jak zatem wypadła planszówka w nordyckim klimacie? Przed wami recenzja Blood Rage.

  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?
Dowiecie się już w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie.

Blood Rage - w jakim klimacie jest utrzymana gra?

blood rage recenzja gra planszowa
„Pozostało już tylko kulić się ze strachu i czekać na nadciągający koniec.”

Ragnarök – mitologiczny koniec świata. Wojna Bogów, która przynosi krew, szał oraz chwałę dla wybranych. Klany wikingów stają ze sobą do opętańczej walki. Rzucają się wir morderczych starć. Potwory stępują na ziemię, aby przyłączyć się do najodważniejszych wodzów. Czasu zostało niewiele. Świat ulega destrukcji. Wraz z nim, dusze martwych wojowników trafiają do Valhalli.

Ile z tego klimatu przeciekło do gry Blood Rage?

Na pierwszy rzut oka sporo, ale tak naprawdę trudno powiedzieć. Motyw tej planszówki jest niezwykle intrygujący i daje duże pole do popisu dla projektanta. Czy mechaniczne rozwiązania w tej grze wyciągają esencje mitologii nordyckiej na planszę?

Postaram się odpowiedzieć na to pytanie w dalszej części mojej recenzji gry planszowej Blood Rage.

Blood Rage - na czym polega gra?

Blood Rage to krwawy szał bojowy w wykonaniu wikingów. Starcie klanów podczas końca świata. Taniec ostrzy i jęk toporów. Ostateczna rozpierducha!

Podczas gry będziesz najeżdżał krainy, plądrował wioski, zdobywał dary bogów i lał się po pyskach z innymi graczami. Stawką jest wieczna chwała i miejsce przy stole Odyna w Valhalli.

Pragniesz dostąpić tego zaszczytu?

Informacje o grze

  • Gatunek: Strategiczna
  • Wydawca: CMON/Portal Games (Polska)
  • Autor: Eric M.Lang
  • Grafika: Henning Ludvigsen, Mike McVey, Adrian Smith
  • Rok wydania: 2015
  • Rodzaj: Area Control
  • Czas gry: 60-90 min.
  • Liczba graczy: 2-4
  • Ograniczenie wiekowe: 14+
  • Losowość: średnia

Blood Rage uchodzi za jedną z lepszych gier w swoim gatunku (tak słyszałem☺). A przynajmniej takie opinie krążą na polskim rynku. W „sieci” znajdziesz wiele pochlebnych komentarzy na temat tej planszówki. Jeśli zerkniemy na drogę jaką przeszedł jej autor – Eric M. Lang, w swojej projektanckiej karierze, to zobaczymy, że Blood Rage stanowi istotną pozycję w jego dorobku.

Gra została wypuszczona w 2015 roku. Oryginalnym wydawcą Blood Rage jest firma Cool Mini or Not, w skrócie CMON, która odpowiada za wiele innych gier spod znaku Lang’a. Słynie z tego, że przykłada nieprzyzwoicie dużą wagę do jakości figurek. Ostatnio również do ich wielkości.

Czy tak jest również w przypadku gry planszowej Blood Rage?

Sprawdź…

... co znajdziesz w pudełku?

blood rage recenzja planszówka
  • 49 figurek
  • 52 kolorowe podstawki
  • 4 plastikowe znaczniki chwały
  • 102 karty
  • 1 plansza
  • 36 żetonów
  • 4 karty klanów
  • 2 karty pomocnicze

W kartonie z grą jest pozornie niewiele elementów, które dzięki grafikom, poprawnie budują atmosferę tej planszówki. Na uznanie zasługują świetnie wykonane figurki. Gdy weźmiesz je do ręki poczujesz, że są solidnie wykonane. Cienkie fragmenty nie łamią się tak łatwo jak choćby w Lord of Hellas, a postacie potworów „ciążą” w dłoni.

Każdy z graczy otrzymuje unikatowe jednostki klanów, a bestie w trakcie partii będą pod kontrolą wybranych osób. To typowy dla gier Lang’a motyw zmieniania kolorowych podkładek pod figurkami, który spotkać możesz również w Rising Sun.

Poza tym napotkasz tu karty, których opisy i ilustracje nawiązują do charakteru planszówki. Ich efekty są znamienne dla całej rozgrywki. Rozmiar tych kart jest niewielki, a większość nadrukowanej przestrzeni stanowi tekst. Przedstawione ilustracje to jedynie tło, którego często się w ogóle nie dostrzega. Szkoda. Ale ważne, że starają się nawiązywać do klimatu i są tematyczne.

blood rage planszetka

Nie zdziw się też gdy trafisz w Blood Rage na elementy, które odbiegają designem od współczesnych standardów. Będzie to plansza, która trąca już nieco starością oraz zbyt jaskrawa i dziwna planszetka Valhalli. Ogólnie gra sprawia wrażenie niekonsekwentnej graficznie. Z jednej strony otrzymujemy przepiękną ilustrację na odwrocie planszy gracza, a z drugiej powykrzywiany i szpetny Yggdrasill na środku mapy. Brakuje tu spójności. 

Przypomnę tylko, że ta planszówka niedługo skończy 5 lat! Jak widać bardzo dużo zmieniło się od tego czasu w projektowaniu szaty graficznej do gier. Gdy przesiądziesz się na Blood Rage z takich tytułów jak wspomniany wcześniej Rising Sun czy Scythe (klik!) lub Tapestry (klik!) to zobaczysz różnicę.

blood rage figurki 3

Nie licząc tych słabych elementów, Blood Rage należy do porządnie wydanych planszówek. Co by nie powiedzieć, to nie jest tytuł, który odpycha. Co to, to nie! Przyciąga uwagę, głównie ze względu na dopasione figurki.

Jak się gra w Blood Rage?

„Nawet w obliczu ostatecznej zagłady świata, niestrudzenie prowadzisz wojowników swojego klanu na polu bitwy, podbijasz i plądrujesz – w końcu zostałeś do tego stworzony.”

Gra podzielona jest na 3 epoki, które nieubłaganie odmierzają czas jaki pozostał do zagłady świata. Epoka składa się z kilku etapów (faz):

  • Dary Bogów – dobieramy 8 kart, a następnie draftujemy 6 kart na rękę.
  • Akcje – po kolei wykonujemy działania spośród 5 dostępnych – kosztują nas punkty szału.
  • Odrzucanie kart z ręki – zostawiamy na ręce 1 kartę, która przechodzi do następnej fazy.
  • Wyprawy – rozpatrujemy zagrane karty wypraw i otrzymujemy punkty.
  • Ragnarök – unicestwiamy 1 region na mapie.
  • Powroty z Valhalli – jednostki zabite w tej epoce wracają do naszej puli.

Epokę zaczynamy zawsze od dobierania kart. To chyba najważniejsza faza gry. Karty determinują styl rozgrywki, zapewniają bonusy oraz umożliwiają rozwój naszego klanu.

W Blood Rage każde działanie ma swój koszt w punktach szału. Faza akcji trwa dopóki wszyscy nie spasują lub gdy zabraknie już punktów szału. Rozwiązanie znane z wcześniejszej gry Langa, za którą specjalnie nie przepadam – Chaos w Starym Świecie (klik!). Tutaj sprawdza się naprawdę rewelacyjnie. Ilość punktów szału można w trakcie gry zwiększać, poprzez rozwój statystyki klanu.

W trakcie gry będziemy umieszczam nasze jednostki na mapie, przemieszczać je, rozwijać klan lub przywoływać potwory, a także zagrywać karty wypraw i oczywiście plądrować wybrane regiony.

Więcej o fazie akcji i walce między graczami dowiesz się oglądając ten krótki film przygotowany przez wydawnictwo Portal Games:

Blood Rage jest w większej mierze grą taktyczną niż strategiczną. Nasze decyzje opieramy głównie o karty, które dobieramy w fazie draftu. Robimy to 3 razy na grę. To co nam się „trafi” zostawiamy na ręce i próbujemy ułożyć z tego sensowe zagrania. Nigdy nie zdarzyło mi się, żebym z powodu draftu doświadczył niesprawiedliwości czy braku balansu. A to dlatego, że…

…klany, obecne w grze, różnią się wyłącznie nazwami i kształtem figurek. Wszyscy zaczynamy z tego samego poziomu. Dopiero w trakcie gry nasze frakcje zaczynają się między sobą różnić (asymetria). Będzie to wynikiem zagrywanych kart rozwinięć oraz decyzji, które statystyki klanu będziemy podnosić. Bazowo startujemy z 6 punktami Szału, 3 punktami w Toporach i 4-ma w Rogach. Plądrując wybrane krainy będziemy te wartości zwiększać lub nie. To ważne, bo za osiągnięcie 4 poziomu w statystyce, dostajemy na koniec gry dodatkowe punkty chwały.

Statystyki klanu:

  • Szał – określa punkty szału, które mamy do dyspozycji na początku epoki
  • Topory – definiuje ilość punktów chwały, którą dostać możemy za wygraną walkę
  • Rogi – określa ilość jednostek, które możemy wystawić na planszę
Podczas gry będziemy decydować na jakich rozwinięciach nam zależy i jakie statystki klanu będziemy starali się zwiększać. Jakby tego było mało, to możemy jeszcze zwerbować do swojej świty rozmaite potwory. Oczywiście będziemy to robić bazując na dociągu kart, ale to my ostatecznie podejmujemy decyzję. Mamy tą losowość niejako pod kontrolą.

Jak można wygrać w Blood Rage?

Gra rozbija się o punkty chwały (zwycięstwa). Oczywiście trzeba ich zdobyć jak najwięcej. Jest na to kilka sposobów:
  • Zabijanie wrogich jednostek w walce
  • Wysyłanie jednostek do Valhalli w fazie Ragnaröku
  • Rozwijanie klanowych atrybutów (statystyk)
  • Efekty na kartach z darami bogów
U nas, po skończonej partii, różnica punktowa między graczami jest zazwyczaj duża. Ostatnia epoka w grze dostarcza wielu okazji do podniesienia swojego wskaźnika chwały.

Blood Rage - jakie są moje wrażenia z gry?

blood rage figurki
„Gra imprezowa dla geeków. W sam raz na wieczór z piwkiem w ręku” – Kakao

Gdy zaczynam grać w Blood Rage’a to czuję mrowienie na plecach. Ręce zaczynają mi delikatnie drżeć, a zmysły się wyostrzają. Nadchodzi przypływ adrenaliny. Gadzi mózg na chwile przejmuje kontrolę, a ja wchodzę w tryb walki. A może, jak zwykle, mam parcie na wygraną? ;p

W każdym razie jest „coś” w tej planszówce co wzbudza we mnie prymitywne instynkty. Chęć wypróbowania swoich sił, wejścia w otwartą konfrontację, dokopania innym graczom. Właśnie za to uwielbiam Blood Rage’a. Wyzwala emocje. Wzbudza napięcie. A im bliżej końca tym jest bardziej nerwowo. Widzę to w oczach moich współgraczy. W ich ukradkowych spojrzeniach, ciężkich oddechach, okrzykach radości po wygranym starciu. W jakimś stopniu każdemu udziela się ten „krwawy szał”.

Z drugiej strony mój entuzjazm nieco przygasa, gdy zaczynam wykonywać pierwsze akcje. Gadzi mózg musi ustąpić racjonalnemu myśleniu. Zaczyna się etap „kminienia” i planowania, którego w tej grze planszowej jest sporo.

Nie bez powodu Kakao utrzymuje, że Blood Rage to zamaskowane euro. Znajdziemy tu przecież elementy typowe dla tego gatunku. Mam na myśli zarządzanie kartami na ręce. Optymalizację wykonywanych akcji. Kalkulację punktów szałów w kontekście planowanych działań. Budowanie silnika, który pomoże nam w końcowych fazach rozgromić przeciwników. A wszystko to przebrane za zgrabne i dynamiczne area control, gdzie nasi wojownicy toczą ze sobą zaciekłe boje na planszy. W świecie mitologii nordyckiej. Podczas końca świata. Rewelacja, prawda?

blood rage instrukcja

No tak. Wszystko się tutaj zgadza. Gdyby nie jeden mały szkopuł…zdobywanie punktów chwały.

Potrafisz sobie wyobrazić mniej podniecający sposób na wygraną? W krwawym  świecie wikingów? Bo ja nie. Średnio mi to pasuje do motywu przewodniego planszówki. Kłóci się z moim wyobrażeniem Ragnaröku. Co więcej studzi moją chęć do otwartej konfrontacji i…zmniejsza immersję.

Pewnie dlatego podczas gry pojawiają się we mnie mieszane uczucia. Ekscytacja ustępuje miejsca kalkulacji, a spontaniczna bijatyka na planszy zamienia się w ostrożne podchody. Akcje muszą być przemyślane, a wybrane karty rozwinięć tworzyć ze sobą synergię. Jak w dobrym eurasie ☺ Nie mam nic przeciwko, lubię ten sposób myślenia.

blood rage plansza

W Blood Rage podoba mi się wiele elementów. W szczególności asymetria wynikająca z decyzji graczy. Widać ją bardzo wyraźnie w ostatniej epoce, gdy nagromadzone efekty z kart zaczynają tworzyć „kulę śnieżną”. To bardzo satysfakcjonujące i emocjonujące doświadczenie. Zwłaszcza podczas ostatniego draftu, kiedy wiesz że zaraz do walki musisz rzucić wszystkie swoje siły. Jednocześnie starasz się przewidzieć co przeciwnik ma w zanadrzu. Wtedy najczęściej pojawiają się słowa na „k” i na „ch”. Znak, że wybór kart nie jest wcale taki oczywisty i prosty. 

Na uwagę zasługuje również fakt, że mechaniki zgrabnie ze sobą współgrają. Praktycznie nie czuje, że gram w eurasa. Nie. Ja przemieszczam jednostki, plądruję krainy, przywołuję potwory. Skupiam się na planszy. Intuicyjnie staram się zoptymalizować moje posunięcia. Nie widać gołym okiem tego eurasowatego elementu. Jest dobrze schowany pod warstwą tematyczno-klimatyczną gry. Podobnie jak w Pangei.

Jednak czasem ten „nordycki klimat” Blood Rage’a przeobraża się w wesołość. Tak! Śmieszkujemy nad planszą piorąc się po pyskach i pijąc piwko. To pomaga zredukować, przynamniej część, nagromadzonego w trakcie gry napięcia. Nadal jest intensywnie, ale już w trochę inny sposób. To nie Listy z Whitechapel (klik!). Tutaj jest luźniej. Rozgrywka płynie w swobodnym tempie. Przyśpiesza stopniowo z akcji na akcję, żeby wybuchnąć na koniec podczas ostatnich, epickich starć.

Sam system walki jest w porządku. Szybki, sprawny, dynamiczny. Bez większych przestojów i liczenia. Super! Równie sprytnie został rozwiązany temat skalowania. Przy mniejszej liczbie graczy dostajemy ograniczoną pulę kart i nie wszystkie regiony są dostępne. Tyle. Chociaż nie mam potrzeby, żeby siadać do Blood Rage’a w dwie osoby. Jakoś tego nie czuję. Za to na 3-4 graczy robi się naprawdę gorąco.

Ale, ale…

blood rage karty

Recenzja gry Blood Rage byłaby niekompletna, gdybyśmy nie wzięli pod lupę kilku niedociągnięć.

Po pierwsze. Nie można rozpętać bitwy w już splądrowanym regionie, co bywa nieco frustrujące. Tym bardziej gdy jest to region, w którym znajdują się już jednostki przeciwnika, a my chcemy go osłabić. Albo gdy zwyczajnie chcemy wejść do jakiegoś obszaru, ale nie ma tam już miejsca na nasze jednostki. Z drugiej strony zmusza nas to do podejmowania szybkich decyzji. Kontrolowania terytoriów i angażowania się w konflikty kiedy przeciwnicy są słabsi lub gdy są nieobecni na mapie. Można to wykorzystać jako element taktyczny. Jestem w stanie to zrozumieć.

Po drugie. Nasi wojownicy, Jarl i potwory określane są mianem „figurek”. Czy można bardziej odrzeć z klimatu efekt karty czy opisy akcji? Chyba nie. Napotkasz na ten zwrot stosunkowo często w instrukcji.

Po trzecie. Przemieszczamy po planszy nasze FIGURKI w sposób nielogiczny. Wojska mogą przewalić się przez całą mapę z jednego regionu do drugiego. Ot tak. Bez żadnego większego uzasadnienia. Graczom przyzwyczajonym do sukcesywnego zajmowania pozycji na mapie może to nieco przeszkadzać. Ponadto, raz postawiony we fiordzie drakkar nie może zostać przesunięty, dopóki nie zostanie zniszczony. Nie wesprze tym samym wojsk walczących po drugiej stronie krainy, jeśli zajdzie taka potrzeba. Nie potrafię znaleźć na to fabularnego usprawiedliwienia.

Dlaczego tak jest?

Ponieważ w Blood Rage’u znajdziesz uproszczenia. Skróty myślowe, które ułatwiają wejście do gry mniej zaawansowanym osobom. Z jednej strony to bardzo duży plus. Dzięki temu gra tak szybko płynie, a próg wejścia jest stosunkowo niski. Z drugiej strony, czasem te rozwiązania rażą w oczy – jak choćby te wspomniane wyżej. Czujesz, że można było bardziej się w gryźć w temat. Zrobić immersyjną planszówkę podszytą grubym klimatem.

Ale czy to by pomogło?

Gra stałaby się znacznie cięższa, mniej przystępna i znacząco dłuższa. A tak mamy ciekawy, lekki tytuł, przy którym można się naprawdę nieźle bawić. Chyba o to właśnie chodziło.

Moja ocena Blood Rage

blood rage figurki 2

Lepiej niż przyzwoicie. Niemniej Blood Rage wypadnie blado w porównaniu ze współczesnymi tytułami. Nie można mu jednak odmówić specyficznego wdzięku, który przejawia się w surowości  i nieco ascetycznym designie. Ten z kolei pasuje do tematu planszówki. Zimnego, nieprzyjaznego Ragnaröku. Najbardziej rzuca się w oczy brak spójności wybranych elementów. Ale figurki, po tych 5 latach nadal dają radę!

Instrukcja jest napisana bardzo prostym i zrozumiałym językiem. Poszczególne etapy gry są uporządkowane i dobrze wytłumaczone. Jak wracam po dłuższej przerwie do Blood Rage’a wystarczy, że spojrzę na jednostronicowe podsumowanie zasad i jestem gotów do tłumaczenia.

Jak na grę w swoim gatunku Blood Rage jest prostym tytułem. Może stanowić „bramę”, która prowadzić będzie do trudniejszych gier z gatunku area control. Wystarczy kogoś przez nią przeprowadzić. Nie będzie trudno. Podczas gry sporą pomocą są nadrukowane opisy akcji na planszetkach graczy. Schemat tury również nie sprawia trudności. Mija kilka chwil i każdy łapie zasady.

Nic, tylko siadać i grać!

W Blood Rage nie zabrakło elementów, które mają nas skłonić do rozegrania kolejnych partii. W głównej mierze są to karty powiązane z systemem draftu. Za każdym razem dostajemy inny zestaw, a nasze wybory dyktują charakter późniejszych akcji oraz budują asymetrię. Do tego, w każdej rozgrywce inne regiony ulegają destrukcji i zmienia się bonus za plądrowanie krain.

A najważniejsze. Wstając od stołu masz poczucie, że mogłeś zagrać odrobinę inaczej i jesteś skłonny usiąść ponownie.

Z tłumaczeniem zasad 2 godziny. W takim czasie udało mi się raz zamknąć Blood Rage’a. Ale tylko raz. Zazwyczaj partia trwa mniej więcej do 2,5-3 godzin. W skrajnych przypadkach może przekroczyć 3 godziny, jeśli ekipa przy stole jest wyjątkowo zawzięta. U na się to zdarza wyjątkowo często. Nie wiedzieć czemu…☺

Siłą Blood Rage’a są emocje i interakcja między graczami. Ta gra w skuteczny sposób zachęca do rywalizacji. Standardem jest walka i nieustanne konflikty na planszy. Czuć napięcie w powietrzu niemalże przez całą grę.    

Klimat jest dostrzegalny, a mechaniki dobrze z nim korelują. Jest niewiele abstrakcji, rozwiązań do których można by się przyczepić. Mam jednak wrażenie, że można było pójść trochę głębiej z tematyką i wyeksponować bardziej nordycką mitologię. 

Zazwyczaj w swoich tekstach komentuję także losowość. Jak przedstawia się ten temat w recenzji Blood Rage’a? Zasadniczo nie mam zastrzeżeń. Znajdziesz tu elementy losowe w postaci kart, ale mechanizm draftu (dobierania) pozostawia decyzyjność w Twoich rękach. To mi pasuje. Nawet wspominana na forach strategia Lokiego jest do powstrzymania (zbieranie punktów chwały za śmierć własnych jednostek), jeśli zareagujesz w odpowiednim momencie.

Blood Rage dostarcza mi pożądanych wrażeń, solidnej rozrywki i przyjemnie rozgrzewa mózgownicę.

Blood Rage dostałem jako prezent urodzinowy. Czyli w najlepszej możliwej cenie!

W dniu pisania recenzji gra kosztuje między 220-250 złotych. Jeśli dostaniesz ją gdzieś taniej to nawet bym się nie zastanawiał. A nawet w tych pieniądzach zrobisz stosunkowo dobry „deal”. Warto pamiętać, że NIE jest to szczyt wydawniczej finezji, a gra ma już swoje lata. Dostarcza jednak rozrywki na bardzo przyzwoitym poziomie.

W moim przypadku prezent okazał się trafiony ☺

Co mi się najbardziej podoba w grze Blood Rage?

  • dynamika rozgrywki
  • proste zasady
  • system zagrywania akcji
  • różne sposoby na zwycięstwo
  • „kurcząca się” mapa
  • przejrzysta i dobrze napisana instrukcja
  • spora ilość emocji i napięcia
  • solidne i piękne figurki
  • fun w trakcie gry
  • wyzwala w graczach ducha rywalizacji
  • ogromna dawka interakcji

Co mi się najmniej podoba w grze Blood Rage?

  • nieco przestarzały wygląd mapy oraz niektórych komponentów
  • system przywoływania i przemieszczania jednostek jest mało realistyczny
  • mimo wszystko brak „głębi fabularnej” – klimat mitologii skandynawskiej nie znalazł w tej grze swojego pełnego odbicia
  • zbieranie punktów chwały jest mało podniecające w grze o wikingach.

Podsumowanie i ocena Blood Rage

blood rage pudełko
0 /10
Ocena końcowa

Blood Rage to gra planszowa, która wymyka się jednoznacznej kategoryzacji. Zaciera się w niej granica między euro i area control. Mechanizmy charakterystyczne dla tych dwóch kategorii przyjemnie ze sobą współgrają. Zarządzanie punktami szału aktywizuje analityczne myślenie. Walka toczona na planszy wyzwala niesamowite pokłady emocji. Te dwa światy się przenikają w tym jakże zgrabnym i dynamicznym tytule.

Podejmowane decyzję będą bardziej taktyczne, niż strategiczne. Długofalowe planowanie ustępuje miejsca energicznemu reagowaniu na to co dzieję się na planszy. Będziesz działał tu i teraz, obserwując bacznie poczynania innych graczy. Bo interakcji w Blood Rage nie unikniesz.

Dzięki temu gra absorbuje naszą uwagę i wciąga nas w wir krwawych walk do samego końca (świata).

Komu spodoba się Blood Rage?

To będzie idealna gra dla tych, którzy szukają średniej ciężkości area control. Bez zbędnych przestojów, paraliży decyzyjnych czy dłużyzn. Dla ludzi, którą lubią negatywną interakcję w grach i nie boją się konfrontacji.

Na pewno będzie to dobry wstęp do tematyki gier opierających się na kontrolowaniu obszaru. Szczególnie dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji zetknąć się z tym gatunkiem.

Ameritrashowcy mogą nie być zachwyceni w 100%. Styl myślenia w Blood Rage nawiązuje swoich charakterem bardziej do gier euro, niż przygodowych planszówek nasączonych klimatem. A ci, którzy ubóstwiają już area control, odnajdą w tej grze swobodę, dynamikę i klimat potraktowany z delikatnym przymrużeniem oka. W sam raz na luźne, piątkowe mordobicie.

Do wystawienia najwyższej oceny brakuje mi głębi fabularnej, większej immersji i mniejszej ilości uproszczeń oraz zmiany warunków wygranej. Zdaję sobie sprawę, że wtedy ta gra nie byłaby taka sama. Mielibyśmy w rękach zupełnie inny tytuł. Może już nie tak przyjemny i lekki jak jest obecnie.

Mam nadzieję, że ta recenzja gry planszowej Blood Rage okazała się dla Ciebie pomocna. Jeśli masz jakieś pytania to śmiało zadaj je w sekcji z komentarzami poniżej. Polub nasz fanpage, aby być na bieżąco z nowościami. Obserwuj nasz profil na insta, jeśli masz apetyt na ciekawe, planszówkowe fotki. Wspólnymi siłami będziemy skuteczniej rozpowszechniać naszą pasję do gier planszowych.

Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów: 5   Average: 5/5]
Facebook
Instagram
Reklama