Małpa is watching you.

Stary Świat stanął u progu zagłady. Cztery demoniczne Potęgi zstępują na ziemię, aby siać terror i zniszczenie. Czy uda im się całkowicie unicestwić życie? Który Bóg będzie stanowić największe zagrożenie?

Recenzja | Chaos w Starym Świecie

Ocena UraburaGames (2.7)
2.7/5
Recenzja by Johny

Chaos w Starym Świecie - recenzja gry planszowej. Czy Stary Świat runie pod naporem czterech Niszczycielskich Potęg?

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest

Świat Warhammera znam jeszcze z lat młodości, gdy zaczynaliśmy naszą przygodę z grami RPG. Poczułem dużą radość na myśl o powrocie do settingu znanego z dzieciństwa i rozegraniu partii w planszówkę, osadzoną właśnie w tych realiach. Do tego w jedną z najlepiej ocenianych gier na świecie (?). Czyżby? Przekonajcie się sami.  Przed wami recenzja gry planszowej Chaos w Starym Świecie.

  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?
Dowiecie się w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie.
Gotów na dewastację Starego Świata?

W jakim klimacie jest utrzymana gra?

recenzja chaos w starym świecie planszówka
Czterej przerażający Bogowie Chaosu zstępują na ziemie, aby siać grozę i zniszczenie. Dążą do całkowitej destrukcji planety. Wszędzie, gdzie się pojawią, zostawiają za sobą krwawy ślad. Znaczą teren niezliczoną liczbą trupów i wynaturzeń. W swojej podłości stanowią największe zagrożenie dla rasy ludzkiej. Zwiastują koniec dla świata osadzonego w uniwersum Warhammer’a.
Krótką charakterystykę gry znajdziesz w tym filmiku:

Na czym polega gra?

Gracze wcielają się w czterech Bogów Chaosu, zwanych również Niszczycielskimi Potęgami. Będzie to:
  • Khorne – żądny mordu i rozlewu krwi Pan Czaszek. Krwawy Bóg.
  • Tzeentch – lubujący się w plugastwie i chorobach Pan Plag. Władca Zarazy.
  • Nurgle – mistrz kłamstwa i podstępu Wielki Spiskowiec. Władca Losu.
  • Slaanesh – uosobienie wszelkich żądz i pragnień Pan Pożądania. Książę Bólu i Rozkoszy.
Każde z bóstw na swój własny sposób będzie pustoszyć Stary Świat. Od razu podejmą ze sobą krwawą walkę o dominację nad rasą ludzką. Aby to zrobić będą przyzywać plugawych popleczników, siać zepsucie oraz miażdżyć swoich przeciwników. Świat będzie stawiał im opór. Ten, który okaże się być największym zagrożeniem, zostanie zwycięzcą.

Informacje o grze

  • Gatunek: Strategiczna
  • Wydawca: Fantasy Flight Games, Galakta (Polska)
  • Autor: Eric M. Lang
  • Grafika: Tim Arney-O'Neil, Kevin Childress, Andrew Navaro, Brian Schomburg, WiL Springer
  • Rok wydania: 2009
  • Rodzaj: Area Control, Dice Roling,
  • Czas gry: 60-120 minut
  • Liczba graczy: 3-4
  • Ograniczenie wiekowe: 13+
  • Losowość: duża
Twórcą Chaosu w Starym Świecie jest Eric M. Lang – autor doskonale znany, również na polskim rynku gier planszowych. Słynie z takich tytułów jak Blood Rage czy Rising Sun. Polskim wydaniem gry zajęła się firma Galakta. Obecnie dostępność „Chaosu” jest mocno ograniczona. To wynik utraty praw autorskich przez wydawnictwo Fantasy Flight Games do świata Warhammera. Dlatego też nie można wykonać dodruku gry. Na rynku szczególnie pożądany jest dodatek o nazwie „Rogaty Szczur”, który wprowadza do rozgrywki piątego gracza. My mamy podstawowa wersję.

Co znajdziesz w pudełku?

chaos w starym świecie recenzja gra planszowa
  • instrukcja
  • plansza
  • 4 wskaźniki zagrożenia
  • 4 zestawy plastikowych łączników
  • 4 arkusze potęg
  • 4 znaczniki mocy
  • 4 znaczniki punktów zwycięstwa
  • 16 żetonów postępu zagrożenia
  • 116 żetonów zepsucia
  • 6 żetonów wydarzeń
  • 4 żetony bohaterów
  • 6 żetonów szlachty
  • 20 żetonów chłopów
  • 6 żetonów skavenów
  • 14 żetonów spaczenia
  • 96 kart chaosu
  • 20 kart ulepszeń
  • 5 kart spustoszenia
  • 28 kart starego świata
  • 5 kości
  • 1 krwiopijec Khorna
  • 6 krwiopuszczy
  • 4 zaprzysiężonych krwi
  • 1 Wielki Nieczysty
  • 5 siewców zarazy
  • 6 trędowatych
  • 1 Pan Przemian
  • 3 horrory
  • 8 akolitów
  • 1 strażnik tajemnic
  • 3 demonice
  • 6 kusicieli
Chaos w Starym Świecie to demoniczna esencja klimatu Warhammera. Po rozpakowaniu gry naszym oczom ukazuje się cudownie przygotowana plansza. Mapa stylizowana jest na ludzką skórę podwieszoną na hakach (!). Rozciąga się na poszczególne obszary, których granice znaczą bruzdy po cięciu nożem. Oprawa graficzna jest mroczna. Wzbudza niepokój i doskonale wprowadza w styl rozgrywki. Niestety mapa, pomimo jej epickości, jest mało praktyczna. Niektóre regiony są tak niewielkie, że nie mieszczą się na nich figurki, nie wspominając o kartach chaosu i żetonach zepsucia. Dodatkowo, kolorystyka figurek, żetonów i terenów na mapie zlewa się sobą. Dopiero po dłuższym patrzeniu na region dostrzegamy interesujące nas elementy.
Gracze do dyspozycji dostają także planszetki bogów, indywidualny zestaw kart chaosu oraz żetony zepsucia. Każdą frakcję cechuje inna kolorystyka, a także unikatowe jednostki. Figurki może nieco odbiegają rozmiarem od współczesnych, ale weźmy pod uwagę to, że gra wydawana była 10 lat temu. Jak dla mnie dają radę. Są klimatyczne. Bardzo podobają mi się także koła zagrożenia umiejscowione w rogu planszy. Świetny dobór barw. Nasuwają mi na myśl kabalistyczne, plemienne symbole. I te krwistoczerwone kości. Super!
Gra prezentuje się rewelacyjnie. Trzeba przyznać, że została wydana z dużym rozmachem.

Jak się gra w Chaos w Starym Świecie?

Każdy z graczy losuje jednego z potężnych Bogów Chaosu. Frakcje te są całkowicie asymetryczne.
Co to znaczy?
Mamy inne warunki zwycięstwa na kole zagrożenia, różne jednostki, karty ulepszeń oraz karty chaosu. Wybór boga całkowicie warunkuje styl gry. Musimy trzymać się określonej strategii. To znaczy nie musimy, ale wtedy nasze szanse na zwycięstwo maleją. Dobrze jest wykorzystywać potencjał postaci, którą wylosowaliśmy. Kolejność ruchów jest ściśle ustalona i niezmienna przez całą grę. Zaczyna Khorn, potem gracz po jego prawej stronie (Nurgle) itd.
Gra przebiega w sześciu fazach:

1. Faza Starego Świata

Karty starego świata to odpowiedź na niszczycielskie działania bogów. Swoista obrona przed zepsuciem na planszy. Jeśli wszystkie zostaną dociągnięte to gracze przegrywają. Świat poradził sobie z zagrożeniem. Każda karta ma określony efekt, który wprowadza dodatkowe elementy/warunki na planszy. Najsłabszy gracz rozpatruje efekt karty. W każdej rundzie odkrywamy jedną kartę starego świata i natychmiast wykonujemy zapisaną na niej akcję.

2. Faza Dobierania

Każdy z graczy dopiera karty chaosu ze swojej talii. Ilość kart zależna jest od Potęgi, którą gramy. Nie ma limitu kart na ręce. Karty chaosu możemy zagrywać na mapę w Fazie Przyzywania. Każdy region przyjmie maksymalnie do dwóch kart chaosu. W zależności od frakcji, karty te będą miały rozmaite efekty. Mogą np. zwiększać obronę naszych jednostek.

3. Faza Przyzywania

Najciekawsza faza gry. To właśnie w tym miejscu przyzywamy jednostki na mapę i zagrywamy karty chaosu. Każda jednostka i każda karta ma określony koszt w punktach mocy (akcji). Zaczynamy z 6 punktami (Khorne ma 7 na start). Możemy ich liczbę zwiększyć kartą rozwoju, a w przypadku Tzeentch’a również kartami chaosu. Zagranie karty i/lub jednostki obniżają naszą pulę akcji w tej rundzie. Gdy wyczerpiemy wszystkie punkty mocy, kończymy nasze akcje. Przesuwanie jednostek po mapie odbywa się w podobny sposób.

4. Faza Walki

Po kolei, zaczynając od pierwszego regionu, rozpatrujemy walkę. Odbywa się ona w każdym regionie, gdzie przynajmniej jeden gracz może rzucić kośćmi walki i jest tam potencjalna ofiara (jednostki innych graczy lub chłopi). Rzut odbywa się tyloma kośćmi, ile symboli toporów mają jednostki znajdujące się w obszarze. Używamy K6. Każdy wynik od 4 wzwyż liczy się za obrażenie. Analogicznie od 3 w dół – brak obrażenia. Uwaga! Szóstki przerzucamy. To znaczy każda „6” liczy się jako obrażenie z możliwością przerzutu i zadania dodatkowych obrażeń. Potem gracz decyduje na jakie jednostki rozdziela zadane obrażenia. Następuję tura kolejnej osoby. Jednostki zadają obrażenia równocześnie. Chyba, że Khorne ulepszy swoje Krwiowpuszcze, wtedy od razu usuwa jednostki przeciwnika z mapy. Nie mają możliwości oddania ciosu.

5. Faza Zepsucia

Składa się z dwóch kroków. Po pierwsze gracze sprawdzają dominację. Jeśli, któryś z nich ma sumę jednostek i wartości z kart chaosu, większą, niż opór regionu, to zdobywa punkty. Po drugie zepsucie. Za każdego kultystę, który został na planszy po fazie walki, kładziemy jeden żeton zepsucia w regionie.

6. Faza Końcowa

To czynności porządkujące mapę. Usuwanie kart chaosu. Rozpatrzenie żetonów bohaterów. Rozpatrzenie efektów z kart starego świata. Przyznawanie punktów za spustoszone regiony, jeśli takie są. Kręcenie kołami zagrożenia. Sprawdzenie warunków końca gry.
Po rozegraniu kilkudziesięciu rund nadal nie potrafiłem zapamiętać kolejności rozpatrywania akcji w fazach zepsucia i końcowej. Za każdym razem musieliśmy się posiłkować ściągawką z planszetki gracza. Na tym etapie gra niesamowicie zwalnia. Rozpatrujemy teren po terenie i rozstrzygamy walki. Dopiero potem podliczamy punkty i sprawdzamy warunki zwycięstwa.

Kilka uwag do przebiegu rozgrywki:

Karty starego świata spełniałyby swoją rolę lepiej, gdyby dawały określony bonus dla najsłabszego gracza. Rzadko tak się dzieje. Dociąg tych kart jest niezwykle losowy i w wielu przypadkach bezużyteczny, albo…psujący grę jednemu, wybranemu graczowi.
W instrukcji pojawia się sporo słów o podobnym znaczeniu. Na przykład zepsucie, spaczenie, spustoszenie, zniszczenie i zagrożenie. Trochę za dużo tego słownego plugastwa. Można się w tym pogubić. „To ja wykładam dwa żetony spaczenia, nie…spustoszenia. Tfu. Zepsucia!” ☺

Jak można wygrać grę?

chaos w starym świecie plansza
Na dwa sposoby.
Po pierwsze przekręcając swoje koło zagrożenia do ostatniego poziomu. Każde bóstwo posiada określone warunki zwycięstwa. Najłatwiej i najszybciej kręci nim Khorne, ponieważ punktuje za każdy obszar, na którym zabije wrogą jednostkę. Pozostali gracze muszą położyć 2 żetony zepsucia na danym obszarze, po spełnieniu określonych warunków. Jeśli masz najwięcej postępu zagrożenia, to kręcisz kołem dwa razy.
Drugi sposób to wygrana na punkty. Otrzymujemy je za pustoszenie obszarów na mapie. Robimy to przy pomocy kultystów (jednostka pierwszego poziomu). Za każdego kultystę umieszczonego na mapie kładziemy 1 żeton zepsucia. Gdy uzbiera się ich 12, region ulega destrukcji, a gracze przydzielają punkty. Jeśli jeden z nich uzyska 50 punktów, to gra w tej rundzie się zakończy.
Co ciekawe. Pierwszy warunek jest ważniejszy od drugiego. Jeśli w jednej rundzie dojdzie do spełnienia obu, wygrywa gracz, który zakręcił kołem do końca, bez względu na wynik punktowy.

Jakie są moje wrażenia z gry?

Przyznam szczerze, że Chaos w Starym Świecie mnie rozczarował. Zanim usiadłem do stołu z tą grą, dużo się nasłuchałem pochlebnych opinii na jej temat. Przeczytałem i obejrzałem sporo recenzji Chaosu w Starym Świecie. Niektórzy nawet twierdzili, że to najlepsza gra na świecie (!). Wprost nie mogłem się doczekać, aż wpadnie w moje ręce. W końcu zasiadłem do pierwszej partii. I co?
Moje zdziwienie było ogromne, gdy Gawron przejechał po nas jak walcem i zrównał nasze bóstwa z ziemią. Oczywiście wylosował Khorna. I w tym miejscu zaczyna się pierwszy i moim zdaniem największy zgrzyt tej planszówki. Nierówna i niezbalansowana postać, która zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych.
Khorne to prawdziwy koks, którego jedynym celem jest zabijanie. Indywidualne moce pozostałych graczy nijak się mają do rozwałki, jaką może urządzić im Khorn. W moim odczuciu ma najłatwiejszy cel do spełnienia. Jedyne co musi zrobić podczas rundy to ubić wrogą jednostkę. Grając Nurglem miałem za zadanie rozkładać po dwa żetony spustoszenia na obszarach gęsto zaludnionych. To środek mapy. Idealne miejsce dla Khorna. Może się z nich wszędzie przemieszczać i atakować jednostki innych graczy. Gdzie bym się nie ruszył to Khorn już tam był. W wiadomym celu.
Oprócz tego, że Khorne najszybciej przesuwa tarczę zagrożenia, to jeszcze został wyposażony w arsenał kart i rozwinięć, który uniemożliwią zdobywanie punktów pozostałym. Karty zabraniające pustoszenie danego terenu. Karty uniemożliwiające ucieczkę z obszaru. Karty teleportu dla swoich jednostek. Jeśli go nie upilnujesz w pierwszych turach to pozamiatane. Problem w tym, że jeśli Khornem gra „kumata” osoba, to nie sposób go blokować. A jedyna, taktyczna podpowiedź w instrukcji to „unikaj Khorna”. Wielkie dzięki za takie rady. Gra sprowadza się do tego, że wszyscy gracze muszą ze sobą współpracować i pilnować jedną postać!
Rozumiem idee frakcji, która ma biegać po planszy i robić zamieszanie. Wprowadzać chaos na mapie. W końcu tytuł gry zobowiązuje. Szczególnie, gdy cele pozostałych osób są do siebie bardzo podobne i raczej defensywne. Jednak jest to na tyle niezbalansowany mechanizm, że konkurowanie z Khornem nie sprawia mi radości. Gra nie jest rywalizacją między asymetrycznymi, aczkolwiek równymi frakcjami. To walka o przetrwanie w Starym Świecie, który jest zdominowany przez Khorna. Pozostałe frakcje, pomimo asymetryczności są do siebie bardzo podobne. Nie czuję zasadniczej różnicy między graniem Nurglem, a Tzeentch’em. Na ich tle Khorne zdecydowanie się wyróżnia.
Drugi poważny problem tej gry to jej losowość. Walki rozstrzygamy przy użyciu kości. Ta opcja byłaby jeszcze do przełknięcia, gdyby nie fakt, że wynik „6” jest przerzucany (możliwość zadania dodatkowych obrażeń). To mechanizm wyjęty rodem z gry Ryzyko! Nie zdziw się, gdy 1 jednostka zabije 3 albo 4 inne. Tak po prostu. Bo miała szczęśliwe rzuty. Do tego dochodzą jeszcze losowo dobierane karty starego świata oraz losowe karty chaosu. Nie jesteśmy w stanie oszacować wyniku starcia, ani opracować sensownej linii obrony.
Oczywiście wszystkie te argumenty można zanegować stwierdzeniem, że tę grę trzeba dobrze poznać, że ma ona głębię po rozegraniu „X” partii. Nie wątpię, że tak jest. Pewnie można opracować strategie i zagrania, które uprzykrzą życie Khornowi, a nas przybliżą do wygranej. Sam takich szukałem podczas gry. Tyle tylko, że po rozegraniu kilku partii nie mam ochoty ich dalej szukać. Przynajmniej na razie. Wolałbym mieć pewność, że jak siadam do stołu, to każdy ma równe szanse. Szczególnie jeśli wszyscy grają po raz pierwszy. A asymetria w trakcie gry wynika bardziej z obranej strategii, niż szczęśliwego dociągu frakcji. Tutaj tak nie ma. Trzy bóstwa próbują mozolnie spustoszyć świat, a jedno po prostu ich sieka i wygrywa (najczęściej). Jeśli chcemy zmienić ten trend musimy się nieźle napocić i poirytować.
Chaos w Starym Świecie to pierwsza gra, w której odpuściłem walkę o wygraną, żeby wspólnie z innymi graczami rozwalić Khorna. Zrobiliśmy to dosłownie chwilę po tym jak zorientowaliśmy się, że jest bliski zwycięstwa. Zmobilizowaliśmy wszystkie swoje siły, a i tak polegliśmy. Myślę, że to wystarczy za komentarz.
Niemniej Chaos w Starym Świecie ma także swoje plusy. Czuć w nim ogromny klimat. Z gry wyłaniają się „plugastwa” w postaci idealnie dopracowanych grafik. Wszędzie czuć zniszczenie i chaos. Wizerunki Bogów budzą respekt. Plansza, w całej swej krasie, przykuwa wzrok do końca rozgrywki. Fani Warhammera będą zachwyceni wizualną stroną tej planszówki. I nie tylko oni.
Bardzo pozytywnie oceniam również system wykonywania akcji. Dostajemy pulę punktów, którą rozdzielamy wedle uznania i po kolei. Dzięki temu wykonywanie akcji jest dynamiczne i elastyczne. Możemy skorygować naszą strategię po zagraniu przeciwnika – dopóki mamy jeszcze punkty akcji. System ten został rozwinięty w kolejnych grach Lang’a, jak choćby Blood Rage, czy ostatnio w Pangei (RedImp).
Chaos w Starym Świecie ocieka negatywną interakcją. To kolejny element, który bardzo cenię w grze. Ilość wrednych akcji jest tutaj niesamowita. W zasadzie każdy ruch, generuje jakieś nieczyste zagranie. A to zagrywanie kart chaosu, a to rozmieszczanie jednostek lub walka. Trwa nieustanne przepychanie się na planszy, uciekanie do innych terenów. Jest to na swój sposób bardzo dynamiczne i interesujące.

Moja ocena gry

Mam problem z recenzją Chaosu w Starym Świecie. Bardzo się napaliłem na ten tytuł. Słyszałem o nim wiele pochlebnych opinii. A później nastąpiło zderzenie z rzeczywistością. Po rozegraniu „dziewiczej” partii byłem w szoku. Pierwsza moja myśl: „ta gra jest cholernie nierówna”.
Zachwiane są balans i skalowalność. Zdecydowanie większy sens ma rozgrywka na czterech, niż trzech graczy. Trzy osoby, bez Khorna, dałyby teoretycznie radę, gdyby nie fakt, że mają podobny styl gry. Może dojść do sytuacji, gdzie każdy punktuje na innym obszarze mapy. Nie byłoby wtedy interakcji i brutalnej walki o obszary. A przecież nie o to chodzi w walce Bogów Chaosu, prawda? Pewnie dlatego twórcy wymyślili postać-zabijakę, która będzie biegała po planszy z toporem w ręku i wprowadzała trochę zamieszania. Pomysł naprawdę ciekawy, ale wykonanie słabe.

Wykonanie

Przepiękne. Bardzo klimatyczna szata graficzna, cudownie zilustrowana mapa. Solidne figurki, które odbiegają nieco od dzisiejszych standardów, ale dają radę.

Prostota

Chaos w Starym Świecie to nie jest gra dla początkujących. Zasady są skomplikowane. Należy pamiętać o wielu zależnościach między akcjami. Nie jest to strasznie ciężki tytuł, ale do najprostszych też nie należy. Na pewno nie będzie to odpowiednia gra dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z planszówkami.

Re-Grywalność

Tutaj duży plus. Do gry możemy siadać wiele razy. Wspomniane wcześniej losowe elementy, sprawiają, że każda partia będzie wyglądała nieco inaczej.

Czas rozgrywki

Bardzo przyzwoity, nawet jak na ekipę UraburaGames. Pierwszą partię pyknęliśmy w 2 godziny (Khorne nas zmiażdżył). Kolejne rozgrywki to czas bliżej 3-3,5 godziny (dla 4 osób).

Fun

Uwielbiam gry typu area control i wprost ubóstwiam negatywną interakcję. Nienawidzę natomiast losowości i drażni mnie brak kontroli nad grą. Chaos w Starym Świecie łączy te dwa wymiary. Pewnie dlatego mam tak mieszane uczucia w stosunku do tej gry. Nie bawiłem się dobrze podczas tych kilku partii, które rozegraliśmy. Często odczuwałem frustrację i bezsilność. Raz nawet udało mi się wygrać, ale tylko ze względu na szczęśliwy dociąg karty starego świata. Zablokowałem wtedy możliwość walki na centralnym obszarze mapy, blokując Khorna. Nie poczułem z tego powodu wielkiej satysfakcji. Jeśli siądę kiedyś do Chaosu w Starym Świecie ponownie, to tylko po to, aby udowodnić sobie i grze, że można go pokonać w równym starciu.

Cena vs. Jakość

Gra jest praktycznie niedostępna w tradycyjnych kanałach sprzedaży (sklepy z planszówkami). Trzeba jej szukać na rynku wtórnym. Z tego powodu cena Chaosu wraz z dodatkiem (Rogaty Szczur) potrafi wystrzelić w kosmos. I tylko najwięksi zapaleńcy będą skłonni zapłacić za taką przyjemność. Z mojej perspektywy warto to przemyśleć. Jest wiele innych gier na rynku, które dostarczą ci  podobnych wrażeń, za znacznie mniejsze pieniądze.

Co mi się najbardziej podoba w grze Chaos w Starym Świecie?

  • mroczny klimat
  • świetnie wykonana (graficzne) plansza

Co mi się najmniej podoba w grze Chaos w Starym Świecie?

  • niezbalansowana postać - Khorne
  • nierówne szanse na wygraną
  • jednostki, żetony i znaczniki nie mieszczą się na niektórych obszarach mapy, która dodatkowo jest mało czytelna
  • system rozstrzygania walk kośćmi
  • nadmierna losowość
  • zasadniczo mało użyteczne karty Starego Świata
  • powtarzające się często karty chaosu na ręce

Podsumowanie

recenzja chaosu w starym świecie
Chaos w Starym Świecie to ciekawe połączenie gry strategicznej z ameritrashem. Znajdziesz tu negatywną interakcję oraz elementy losowe, które osadzone zostały w nietuzinkowej konwencji. Krwawa walka o spustoszenie świata oraz nieustanna przepychanka na mapie. Tego możesz się spodziewać, gdy usiądziesz do stołu z „Chaosem”.
W związku z powyższym nie będzie to odpowiedni tytuł dla euro graczy. Bardziej dla tych, którzy nie boją się losowości w walce. Lubią rywalizować z innymi i stosować wredne zagrywki. Chaos w Starym Świecie nie jest dobrą grą na rozpoczęcie przygody z planszówkami. Klimat może okazać się zbyt ciężki. To tytuł dla zapaleńców gatunku, którzy w stałej ekipie będą spotykać się i pustoszyć Stary Świat raz za razem. Gra faworyzuje znajomość zasad i frakcji. Nowe osoby z pewnością polegną w starciu ze starymi wyjadaczami.
Pomimo, że jestem zagorzałym fanem area control i negatywnej interakcji, to Chaos w Starym Świecie nie wywarł na mnie pozytywnego wrażenia.  W  moim odczuciu ta gra jest za bardzo losowa i niezbalansowana. Wiem, że nie jestem odosobniony w tej opinii. Natomiast w planszówkej społeczności dominuje przekonanie, że jest to jedna z lepszych gier w swoim gatunku.
Dlaczego?
Ponieważ zawiera wiele elementów, które mogą się podobać. Klimat, różne frakcje, dynamikę, bardzo ciekawy system wykonywania akcji. Do tego jest osadzona w znanej i lubianej konwencji świata Warhammer’a. Dla fanów gatunku i osób, które są zdeterminowane, aby „wymasterować” grę, będzie to dobry tytuł. Tacy na pewno znajdą ogromna przyjemność w graniu Bogami Chaosu. Dla pozostałych doradzam najpierw zagrać, a dopiero potem podjąć decyzję zakupową. Szczególnie, że gra nie jest tania na rynku wtórnym. 
Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:4    Średnia:5/5]

Autor wpisu: Łukasz “Johny” Kurzedlak – pasjonat planszówek i dobrego jedzenia.
Dla mnie gry planszowe to rywalizacja. Gram po to, aby wygrać. Zawsze znajdę sposób na zwycięstwo, nawet za cenę kłótni z dziewczyną. Tryb jednoosobowy – to nie dla mnie 🙂 Więcej o UraburaGames.

Stary Świat stanął u progu zagłady. Cztery demoniczne Potęgi zstępują na ziemię, aby siać terror i zniszczenie. Czy uda im się całkowicie unicestwić życie? Który Bóg będzie stanowić największe zagrożenie?

Recenzja | Chaos w Starym Świecie

Ocena UraburaGames (2.7)
2.7/5
Recenzja by Johny

Chaos w Starym Świecie - recenzja gry planszowej. Czy Stary Świat runie pod naporem czterech Niszczycielskich Potęg?

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest

Świat Warhammera znam jeszcze z lat młodości, gdy zaczynaliśmy naszą przygodę z grami RPG. Poczułem dużą radość na myśl o powrocie do settingu znanego z dzieciństwa i rozegraniu partii w planszówkę, osadzoną właśnie w tych realiach. Do tego w jedną z najlepiej ocenianych gier na świecie (?). Czyżby? Przekonajcie się sami.  Przed wami recenzja gry planszowej Chaos w Starym Świecie.

  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?
Dowiecie się w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie.
Gotów na dewastację Starego Świata?

W jakim klimacie jest utrzymana gra?

recenzja chaos w starym świecie planszówka
Czterej przerażający Bogowie Chaosu zstępują na ziemie, aby siać grozę i zniszczenie. Dążą do całkowitej destrukcji planety. Wszędzie, gdzie się pojawią, zostawiają za sobą krwawy ślad. Znaczą teren niezliczoną liczbą trupów i wynaturzeń. W swojej podłości stanowią największe zagrożenie dla rasy ludzkiej. Zwiastują koniec dla świata osadzonego w uniwersum Warhammer’a.
Krótką charakterystykę gry znajdziesz w tym filmiku:

Na czym polega gra?

Gracze wcielają się w czterech Bogów Chaosu, zwanych również Niszczycielskimi Potęgami. Będzie to:
  • Khorne – żądny mordu i rozlewu krwi Pan Czaszek. Krwawy Bóg.
  • Tzeentch – lubujący się w plugastwie i chorobach Pan Plag. Władca Zarazy.
  • Nurgle – mistrz kłamstwa i podstępu Wielki Spiskowiec. Władca Losu.
  • Slaanesh – uosobienie wszelkich żądz i pragnień Pan Pożądania. Książę Bólu i Rozkoszy.
Każde z bóstw na swój własny sposób będzie pustoszyć Stary Świat. Od razu podejmą ze sobą krwawą walkę o dominację nad rasą ludzką. Aby to zrobić będą przyzywać plugawych popleczników, siać zepsucie oraz miażdżyć swoich przeciwników. Świat będzie stawiał im opór. Ten, który okaże się być największym zagrożeniem, zostanie zwycięzcą.

Informacje o grze

  • Gatunek: Strategiczna
  • Wydawca: Fantasy Flight Games, Galakta (Polska)
  • Autor: Eric M. Lang
  • Grafika: Tim Arney-O'Neil, Kevin Childress, Andrew Navaro, Brian Schomburg, WiL Springer
  • Rok wydania: 2009
  • Rodzaj: Area Control, Dice Roling,
  • Czas gry: 60-120 minut
  • Liczba graczy: 3-4
  • Ograniczenie wiekowe: 13+
  • Losowość: duża
Twórcą Chaosu w Starym Świecie jest Eric M. Lang – autor doskonale znany, również na polskim rynku gier planszowych. Słynie z takich tytułów jak Blood Rage czy Rising Sun. Polskim wydaniem gry zajęła się firma Galakta. Obecnie dostępność „Chaosu” jest mocno ograniczona. To wynik utraty praw autorskich przez wydawnictwo Fantasy Flight Games do świata Warhammera. Dlatego też nie można wykonać dodruku gry. Na rynku szczególnie pożądany jest dodatek o nazwie „Rogaty Szczur”, który wprowadza do rozgrywki piątego gracza. My mamy podstawowa wersję.

Co znajdziesz w pudełku?

chaos w starym świecie recenzja gra planszowa
  • instrukcja
  • plansza
  • 4 wskaźniki zagrożenia
  • 4 zestawy plastikowych łączników
  • 4 arkusze potęg
  • 4 znaczniki mocy
  • 4 znaczniki punktów zwycięstwa
  • 16 żetonów postępu zagrożenia
  • 116 żetonów zepsucia
  • 6 żetonów wydarzeń
  • 4 żetony bohaterów
  • 6 żetonów szlachty
  • 20 żetonów chłopów
  • 6 żetonów skavenów
  • 14 żetonów spaczenia
  • 96 kart chaosu
  • 20 kart ulepszeń
  • 5 kart spustoszenia
  • 28 kart starego świata
  • 5 kości
  • 1 krwiopijec Khorna
  • 6 krwiopuszczy
  • 4 zaprzysiężonych krwi
  • 1 Wielki Nieczysty
  • 5 siewców zarazy
  • 6 trędowatych
  • 1 Pan Przemian
  • 3 horrory
  • 8 akolitów
  • 1 strażnik tajemnic
  • 3 demonice
  • 6 kusicieli
Chaos w Starym Świecie to demoniczna esencja klimatu Warhammera. Po rozpakowaniu gry naszym oczom ukazuje się cudownie przygotowana plansza. Mapa stylizowana jest na ludzką skórę podwieszoną na hakach (!). Rozciąga się na poszczególne obszary, których granice znaczą bruzdy po cięciu nożem. Oprawa graficzna jest mroczna. Wzbudza niepokój i doskonale wprowadza w styl rozgrywki. Niestety mapa, pomimo jej epickości, jest mało praktyczna. Niektóre regiony są tak niewielkie, że nie mieszczą się na nich figurki, nie wspominając o kartach chaosu i żetonach zepsucia. Dodatkowo, kolorystyka figurek, żetonów i terenów na mapie zlewa się sobą. Dopiero po dłuższym patrzeniu na region dostrzegamy interesujące nas elementy.
Gracze do dyspozycji dostają także planszetki bogów, indywidualny zestaw kart chaosu oraz żetony zepsucia. Każdą frakcję cechuje inna kolorystyka, a także unikatowe jednostki. Figurki może nieco odbiegają rozmiarem od współczesnych, ale weźmy pod uwagę to, że gra wydawana była 10 lat temu. Jak dla mnie dają radę. Są klimatyczne. Bardzo podobają mi się także koła zagrożenia umiejscowione w rogu planszy. Świetny dobór barw. Nasuwają mi na myśl kabalistyczne, plemienne symbole. I te krwistoczerwone kości. Super!
Gra prezentuje się rewelacyjnie. Trzeba przyznać, że została wydana z dużym rozmachem.

Jak się gra w Chaos w Starym Świecie?

Każdy z graczy losuje jednego z potężnych Bogów Chaosu. Frakcje te są całkowicie asymetryczne.
Co to znaczy?
Mamy inne warunki zwycięstwa na kole zagrożenia, różne jednostki, karty ulepszeń oraz karty chaosu. Wybór boga całkowicie warunkuje styl gry. Musimy trzymać się określonej strategii. To znaczy nie musimy, ale wtedy nasze szanse na zwycięstwo maleją. Dobrze jest wykorzystywać potencjał postaci, którą wylosowaliśmy. Kolejność ruchów jest ściśle ustalona i niezmienna przez całą grę. Zaczyna Khorn, potem gracz po jego prawej stronie (Nurgle) itd.
Gra przebiega w sześciu fazach:

1. Faza Starego Świata

Karty starego świata to odpowiedź na niszczycielskie działania bogów. Swoista obrona przed zepsuciem na planszy. Jeśli wszystkie zostaną dociągnięte to gracze przegrywają. Świat poradził sobie z zagrożeniem. Każda karta ma określony efekt, który wprowadza dodatkowe elementy/warunki na planszy. Najsłabszy gracz rozpatruje efekt karty. W każdej rundzie odkrywamy jedną kartę starego świata i natychmiast wykonujemy zapisaną na niej akcję.

2. Faza Dobierania

Każdy z graczy dopiera karty chaosu ze swojej talii. Ilość kart zależna jest od Potęgi, którą gramy. Nie ma limitu kart na ręce. Karty chaosu możemy zagrywać na mapę w Fazie Przyzywania. Każdy region przyjmie maksymalnie do dwóch kart chaosu. W zależności od frakcji, karty te będą miały rozmaite efekty. Mogą np. zwiększać obronę naszych jednostek.

3. Faza Przyzywania

Najciekawsza faza gry. To właśnie w tym miejscu przyzywamy jednostki na mapę i zagrywamy karty chaosu. Każda jednostka i każda karta ma określony koszt w punktach mocy (akcji). Zaczynamy z 6 punktami (Khorne ma 7 na start). Możemy ich liczbę zwiększyć kartą rozwoju, a w przypadku Tzeentch’a również kartami chaosu. Zagranie karty i/lub jednostki obniżają naszą pulę akcji w tej rundzie. Gdy wyczerpiemy wszystkie punkty mocy, kończymy nasze akcje. Przesuwanie jednostek po mapie odbywa się w podobny sposób.

4. Faza Walki

Po kolei, zaczynając od pierwszego regionu, rozpatrujemy walkę. Odbywa się ona w każdym regionie, gdzie przynajmniej jeden gracz może rzucić kośćmi walki i jest tam potencjalna ofiara (jednostki innych graczy lub chłopi). Rzut odbywa się tyloma kośćmi, ile symboli toporów mają jednostki znajdujące się w obszarze. Używamy K6. Każdy wynik od 4 wzwyż liczy się za obrażenie. Analogicznie od 3 w dół – brak obrażenia. Uwaga! Szóstki przerzucamy. To znaczy każda „6” liczy się jako obrażenie z możliwością przerzutu i zadania dodatkowych obrażeń. Potem gracz decyduje na jakie jednostki rozdziela zadane obrażenia. Następuję tura kolejnej osoby. Jednostki zadają obrażenia równocześnie. Chyba, że Khorne ulepszy swoje Krwiowpuszcze, wtedy od razu usuwa jednostki przeciwnika z mapy. Nie mają możliwości oddania ciosu.

5. Faza Zepsucia

Składa się z dwóch kroków. Po pierwsze gracze sprawdzają dominację. Jeśli, któryś z nich ma sumę jednostek i wartości z kart chaosu, większą, niż opór regionu, to zdobywa punkty. Po drugie zepsucie. Za każdego kultystę, który został na planszy po fazie walki, kładziemy jeden żeton zepsucia w regionie.

6. Faza Końcowa

To czynności porządkujące mapę. Usuwanie kart chaosu. Rozpatrzenie żetonów bohaterów. Rozpatrzenie efektów z kart starego świata. Przyznawanie punktów za spustoszone regiony, jeśli takie są. Kręcenie kołami zagrożenia. Sprawdzenie warunków końca gry.
Po rozegraniu kilkudziesięciu rund nadal nie potrafiłem zapamiętać kolejności rozpatrywania akcji w fazach zepsucia i końcowej. Za każdym razem musieliśmy się posiłkować ściągawką z planszetki gracza. Na tym etapie gra niesamowicie zwalnia. Rozpatrujemy teren po terenie i rozstrzygamy walki. Dopiero potem podliczamy punkty i sprawdzamy warunki zwycięstwa.

Kilka uwag do przebiegu rozgrywki:

Karty starego świata spełniałyby swoją rolę lepiej, gdyby dawały określony bonus dla najsłabszego gracza. Rzadko tak się dzieje. Dociąg tych kart jest niezwykle losowy i w wielu przypadkach bezużyteczny, albo…psujący grę jednemu, wybranemu graczowi.
W instrukcji pojawia się sporo słów o podobnym znaczeniu. Na przykład zepsucie, spaczenie, spustoszenie, zniszczenie i zagrożenie. Trochę za dużo tego słownego plugastwa. Można się w tym pogubić. „To ja wykładam dwa żetony spaczenia, nie…spustoszenia. Tfu. Zepsucia!” ☺

Jak można wygrać grę?

chaos w starym świecie plansza
Na dwa sposoby.
Po pierwsze przekręcając swoje koło zagrożenia do ostatniego poziomu. Każde bóstwo posiada określone warunki zwycięstwa. Najłatwiej i najszybciej kręci nim Khorne, ponieważ punktuje za każdy obszar, na którym zabije wrogą jednostkę. Pozostali gracze muszą położyć 2 żetony zepsucia na danym obszarze, po spełnieniu określonych warunków. Jeśli masz najwięcej postępu zagrożenia, to kręcisz kołem dwa razy.
Drugi sposób to wygrana na punkty. Otrzymujemy je za pustoszenie obszarów na mapie. Robimy to przy pomocy kultystów (jednostka pierwszego poziomu). Za każdego kultystę umieszczonego na mapie kładziemy 1 żeton zepsucia. Gdy uzbiera się ich 12, region ulega destrukcji, a gracze przydzielają punkty. Jeśli jeden z nich uzyska 50 punktów, to gra w tej rundzie się zakończy.
Co ciekawe. Pierwszy warunek jest ważniejszy od drugiego. Jeśli w jednej rundzie dojdzie do spełnienia obu, wygrywa gracz, który zakręcił kołem do końca, bez względu na wynik punktowy.

Jakie są moje wrażenia z gry?

Przyznam szczerze, że Chaos w Starym Świecie mnie rozczarował. Zanim usiadłem do stołu z tą grą, dużo się nasłuchałem pochlebnych opinii na jej temat. Przeczytałem i obejrzałem sporo recenzji Chaosu w Starym Świecie. Niektórzy nawet twierdzili, że to najlepsza gra na świecie (!). Wprost nie mogłem się doczekać, aż wpadnie w moje ręce. W końcu zasiadłem do pierwszej partii. I co?
Moje zdziwienie było ogromne, gdy Gawron przejechał po nas jak walcem i zrównał nasze bóstwa z ziemią. Oczywiście wylosował Khorna. I w tym miejscu zaczyna się pierwszy i moim zdaniem największy zgrzyt tej planszówki. Nierówna i niezbalansowana postać, która zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych.
Khorne to prawdziwy koks, którego jedynym celem jest zabijanie. Indywidualne moce pozostałych graczy nijak się mają do rozwałki, jaką może urządzić im Khorn. W moim odczuciu ma najłatwiejszy cel do spełnienia. Jedyne co musi zrobić podczas rundy to ubić wrogą jednostkę. Grając Nurglem miałem za zadanie rozkładać po dwa żetony spustoszenia na obszarach gęsto zaludnionych. To środek mapy. Idealne miejsce dla Khorna. Może się z nich wszędzie przemieszczać i atakować jednostki innych graczy. Gdzie bym się nie ruszył to Khorn już tam był. W wiadomym celu.
Oprócz tego, że Khorne najszybciej przesuwa tarczę zagrożenia, to jeszcze został wyposażony w arsenał kart i rozwinięć, który uniemożliwią zdobywanie punktów pozostałym. Karty zabraniające pustoszenie danego terenu. Karty uniemożliwiające ucieczkę z obszaru. Karty teleportu dla swoich jednostek. Jeśli go nie upilnujesz w pierwszych turach to pozamiatane. Problem w tym, że jeśli Khornem gra „kumata” osoba, to nie sposób go blokować. A jedyna, taktyczna podpowiedź w instrukcji to „unikaj Khorna”. Wielkie dzięki za takie rady. Gra sprowadza się do tego, że wszyscy gracze muszą ze sobą współpracować i pilnować jedną postać!
Rozumiem idee frakcji, która ma biegać po planszy i robić zamieszanie. Wprowadzać chaos na mapie. W końcu tytuł gry zobowiązuje. Szczególnie, gdy cele pozostałych osób są do siebie bardzo podobne i raczej defensywne. Jednak jest to na tyle niezbalansowany mechanizm, że konkurowanie z Khornem nie sprawia mi radości. Gra nie jest rywalizacją między asymetrycznymi, aczkolwiek równymi frakcjami. To walka o przetrwanie w Starym Świecie, który jest zdominowany przez Khorna. Pozostałe frakcje, pomimo asymetryczności są do siebie bardzo podobne. Nie czuję zasadniczej różnicy między graniem Nurglem, a Tzeentch’em. Na ich tle Khorne zdecydowanie się wyróżnia.
Drugi poważny problem tej gry to jej losowość. Walki rozstrzygamy przy użyciu kości. Ta opcja byłaby jeszcze do przełknięcia, gdyby nie fakt, że wynik „6” jest przerzucany (możliwość zadania dodatkowych obrażeń). To mechanizm wyjęty rodem z gry Ryzyko! Nie zdziw się, gdy 1 jednostka zabije 3 albo 4 inne. Tak po prostu. Bo miała szczęśliwe rzuty. Do tego dochodzą jeszcze losowo dobierane karty starego świata oraz losowe karty chaosu. Nie jesteśmy w stanie oszacować wyniku starcia, ani opracować sensownej linii obrony.
Oczywiście wszystkie te argumenty można zanegować stwierdzeniem, że tę grę trzeba dobrze poznać, że ma ona głębię po rozegraniu „X” partii. Nie wątpię, że tak jest. Pewnie można opracować strategie i zagrania, które uprzykrzą życie Khornowi, a nas przybliżą do wygranej. Sam takich szukałem podczas gry. Tyle tylko, że po rozegraniu kilku partii nie mam ochoty ich dalej szukać. Przynajmniej na razie. Wolałbym mieć pewność, że jak siadam do stołu, to każdy ma równe szanse. Szczególnie jeśli wszyscy grają po raz pierwszy. A asymetria w trakcie gry wynika bardziej z obranej strategii, niż szczęśliwego dociągu frakcji. Tutaj tak nie ma. Trzy bóstwa próbują mozolnie spustoszyć świat, a jedno po prostu ich sieka i wygrywa (najczęściej). Jeśli chcemy zmienić ten trend musimy się nieźle napocić i poirytować.
Chaos w Starym Świecie to pierwsza gra, w której odpuściłem walkę o wygraną, żeby wspólnie z innymi graczami rozwalić Khorna. Zrobiliśmy to dosłownie chwilę po tym jak zorientowaliśmy się, że jest bliski zwycięstwa. Zmobilizowaliśmy wszystkie swoje siły, a i tak polegliśmy. Myślę, że to wystarczy za komentarz.
Niemniej Chaos w Starym Świecie ma także swoje plusy. Czuć w nim ogromny klimat. Z gry wyłaniają się „plugastwa” w postaci idealnie dopracowanych grafik. Wszędzie czuć zniszczenie i chaos. Wizerunki Bogów budzą respekt. Plansza, w całej swej krasie, przykuwa wzrok do końca rozgrywki. Fani Warhammera będą zachwyceni wizualną stroną tej planszówki. I nie tylko oni.
Bardzo pozytywnie oceniam również system wykonywania akcji. Dostajemy pulę punktów, którą rozdzielamy wedle uznania i po kolei. Dzięki temu wykonywanie akcji jest dynamiczne i elastyczne. Możemy skorygować naszą strategię po zagraniu przeciwnika – dopóki mamy jeszcze punkty akcji. System ten został rozwinięty w kolejnych grach Lang’a, jak choćby Blood Rage, czy ostatnio w Pangei (RedImp).
Chaos w Starym Świecie ocieka negatywną interakcją. To kolejny element, który bardzo cenię w grze. Ilość wrednych akcji jest tutaj niesamowita. W zasadzie każdy ruch, generuje jakieś nieczyste zagranie. A to zagrywanie kart chaosu, a to rozmieszczanie jednostek lub walka. Trwa nieustanne przepychanie się na planszy, uciekanie do innych terenów. Jest to na swój sposób bardzo dynamiczne i interesujące.

Moja ocena gry

Mam problem z recenzją Chaosu w Starym Świecie. Bardzo się napaliłem na ten tytuł. Słyszałem o nim wiele pochlebnych opinii. A później nastąpiło zderzenie z rzeczywistością. Po rozegraniu „dziewiczej” partii byłem w szoku. Pierwsza moja myśl: „ta gra jest cholernie nierówna”.
Zachwiane są balans i skalowalność. Zdecydowanie większy sens ma rozgrywka na czterech, niż trzech graczy. Trzy osoby, bez Khorna, dałyby teoretycznie radę, gdyby nie fakt, że mają podobny styl gry. Może dojść do sytuacji, gdzie każdy punktuje na innym obszarze mapy. Nie byłoby wtedy interakcji i brutalnej walki o obszary. A przecież nie o to chodzi w walce Bogów Chaosu, prawda? Pewnie dlatego twórcy wymyślili postać-zabijakę, która będzie biegała po planszy z toporem w ręku i wprowadzała trochę zamieszania. Pomysł naprawdę ciekawy, ale wykonanie słabe.

Wykonanie

Przepiękne. Bardzo klimatyczna szata graficzna, cudownie zilustrowana mapa. Solidne figurki, które odbiegają nieco od dzisiejszych standardów, ale dają radę.

Prostota

Chaos w Starym Świecie to nie jest gra dla początkujących. Zasady są skomplikowane. Należy pamiętać o wielu zależnościach między akcjami. Nie jest to strasznie ciężki tytuł, ale do najprostszych też nie należy. Na pewno nie będzie to odpowiednia gra dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z planszówkami.

Re-Grywalność

Tutaj duży plus. Do gry możemy siadać wiele razy. Wspomniane wcześniej losowe elementy, sprawiają, że każda partia będzie wyglądała nieco inaczej.

Czas rozgrywki

Bardzo przyzwoity, nawet jak na ekipę UraburaGames. Pierwszą partię pyknęliśmy w 2 godziny (Khorne nas zmiażdżył). Kolejne rozgrywki to czas bliżej 3-3,5 godziny (dla 4 osób).

Fun

Uwielbiam gry typu area control i wprost ubóstwiam negatywną interakcję. Nienawidzę natomiast losowości i drażni mnie brak kontroli nad grą. Chaos w Starym Świecie łączy te dwa wymiary. Pewnie dlatego mam tak mieszane uczucia w stosunku do tej gry. Nie bawiłem się dobrze podczas tych kilku partii, które rozegraliśmy. Często odczuwałem frustrację i bezsilność. Raz nawet udało mi się wygrać, ale tylko ze względu na szczęśliwy dociąg karty starego świata. Zablokowałem wtedy możliwość walki na centralnym obszarze mapy, blokując Khorna. Nie poczułem z tego powodu wielkiej satysfakcji. Jeśli siądę kiedyś do Chaosu w Starym Świecie ponownie, to tylko po to, aby udowodnić sobie i grze, że można go pokonać w równym starciu.

Cena vs. Jakość

Gra jest praktycznie niedostępna w tradycyjnych kanałach sprzedaży (sklepy z planszówkami). Trzeba jej szukać na rynku wtórnym. Z tego powodu cena Chaosu wraz z dodatkiem (Rogaty Szczur) potrafi wystrzelić w kosmos. I tylko najwięksi zapaleńcy będą skłonni zapłacić za taką przyjemność. Z mojej perspektywy warto to przemyśleć. Jest wiele innych gier na rynku, które dostarczą ci  podobnych wrażeń, za znacznie mniejsze pieniądze.

Co mi się najbardziej podoba w grze Chaos w Starym Świecie?

  • mroczny klimat
  • świetnie wykonana (graficzne) plansza

Co mi się najmniej podoba w grze Chaos w Starym Świecie?

  • niezbalansowana postać - Khorne
  • nierówne szanse na wygraną
  • jednostki, żetony i znaczniki nie mieszczą się na niektórych obszarach mapy, która dodatkowo jest mało czytelna
  • system rozstrzygania walk kośćmi
  • nadmierna losowość
  • zasadniczo mało użyteczne karty Starego Świata
  • powtarzające się często karty chaosu na ręce

Podsumowanie

recenzja chaosu w starym świecie
Chaos w Starym Świecie to ciekawe połączenie gry strategicznej z ameritrashem. Znajdziesz tu negatywną interakcję oraz elementy losowe, które osadzone zostały w nietuzinkowej konwencji. Krwawa walka o spustoszenie świata oraz nieustanna przepychanka na mapie. Tego możesz się spodziewać, gdy usiądziesz do stołu z „Chaosem”.
W związku z powyższym nie będzie to odpowiedni tytuł dla euro graczy. Bardziej dla tych, którzy nie boją się losowości w walce. Lubią rywalizować z innymi i stosować wredne zagrywki. Chaos w Starym Świecie nie jest dobrą grą na rozpoczęcie przygody z planszówkami. Klimat może okazać się zbyt ciężki. To tytuł dla zapaleńców gatunku, którzy w stałej ekipie będą spotykać się i pustoszyć Stary Świat raz za razem. Gra faworyzuje znajomość zasad i frakcji. Nowe osoby z pewnością polegną w starciu ze starymi wyjadaczami.
Pomimo, że jestem zagorzałym fanem area control i negatywnej interakcji, to Chaos w Starym Świecie nie wywarł na mnie pozytywnego wrażenia.  W  moim odczuciu ta gra jest za bardzo losowa i niezbalansowana. Wiem, że nie jestem odosobniony w tej opinii. Natomiast w planszówkej społeczności dominuje przekonanie, że jest to jedna z lepszych gier w swoim gatunku.
Dlaczego?
Ponieważ zawiera wiele elementów, które mogą się podobać. Klimat, różne frakcje, dynamikę, bardzo ciekawy system wykonywania akcji. Do tego jest osadzona w znanej i lubianej konwencji świata Warhammer’a. Dla fanów gatunku i osób, które są zdeterminowane, aby „wymasterować” grę, będzie to dobry tytuł. Tacy na pewno znajdą ogromna przyjemność w graniu Bogami Chaosu. Dla pozostałych doradzam najpierw zagrać, a dopiero potem podjąć decyzję zakupową. Szczególnie, że gra nie jest tania na rynku wtórnym. 
Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:4    Średnia:5/5]

Autor wpisu: Łukasz “Johny” Kurzedlak – pasjonat planszówek i dobrego jedzenia.
Dla mnie gry planszowe to rywalizacja. Gram po to, aby wygrać. Zawsze znajdę sposób na zwycięstwo, nawet za cenę kłótni z dziewczyną. Tryb jednoosobowy – to nie dla mnie 🙂
Więcej o Urabura Games.

Skomentuj

avatar