Małpa is watching you.
Przepis na grę planszową: weź zarządzanie kadrami, sterowce i smażenie hamburgerów. Zmieszaj to z pizzą, piwem i krwiożerczym kapitalizmem. Dodaj planszę i karty. Do smaku dopraw całkowitym brakiem losowości. Voilà!

Recenzja | Food Chain Magnate

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest

by Kakao, 28.07.2019

Przepis na grę planszową: weź zarządzanie kadrami, sterowce i smażenie hamburgerów. Zmieszaj to z pizzą, piwem i krwiożerczym kapitalizmem. Dodaj planszę i karty. Do smaku dopraw całkowitym brakiem losowości. Voilà!

Recenzja | Food Chain Magnate

by Kakao, 28.07.2019
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest

Poszukiwanie prawdziwie immersyjnej rozgrywki w świecie gier planszowych, często przypomina szukanie igły w stogu siana. Szybko okazuje się, że lwia część gier, klimat próbuje budować jedynie za pomocą swojej otoczki. Samego grania jest tam mało. Nawet najbardziej wysmakowane, fabularne teksty i powalające estetyką obrazy nie wystarczą, by przykuć mnie do planszy na dłuższy czas.

Z czasem zaczęło mi być wszystko jedno, o czym jest gra. Tematycznie głęboki tytuł z mechaniką, która daje prawdziwą frajdę? Biały kruk. Przestałem takich szukać i wierzyć, że takowe istnieją. Jeśli samej gry w grze jest dużo, przymykam oko na brak klimatu. Jestem zadowolony, kiedy rozgrywka działa sprawnie i elegancko.

I wtedy wszedł On. Cały na biało.

  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?

Food Chain Magnate - w jakim klimacie jest utrzymana gra?

food chain magnate gra planszowa recenzja
„We are the Home of the Original Burger, not a hippie health haven. And place a billboard next to that new house on the corner. I want them craving beer every second they sit in their posh new garden.”

Otwarcie pierwszej restauracji typu „drive-in” datuje się na lata 20 ubiegłego wieku. Prawdziwy rozkwit, tego typu przybytki, zaliczyły później, bo na przełomie lat 60 i 70.  Oczywiście wszystko miało miejsce w ojczyźnie hamburgera i kapitalizmu. Mniej więcej w tych czasach rozgrywa się akcja Food Chain Magnata. Mniej więcej, bo domyślić się tego możemy wyłącznie ze stylu graficznego pudełka i komponentów.

Na pierwszy rzut oka to kolejne suche euro. Oprawa graficzna kafli, z których gracze składają planszę jest wręcz ascetyczna. Wrażenia ulegają zmianie, kiedy wykona się kilka pierwszych ruchów.

Okazało się, że Food Chain Magnate jest jedną z najbardziej klimatycznych gier typu euro, w jaką miałem okazję zagrać. Jej mechanika jest ściśle powiązana z tematyką. W graczach budzi się żądza pieniądza. Chytrość i chęć wygranej. Wszystko to sprawia, że mimo grania w eurasa, czujemy się jak prezes zarządzający firmą. Walczący o każdego klienta. I o każdego dolara.

Food Chain Magnate - na czym polega gra?

Grając w Food Chain Magnate budujemy sieć restauracji. Sprzedajemy jedzenie i napoje. Zatrudniamy i zwalniamy pracowników. Prowadzimy kampanie marketingowe, generując popyt. A przede wszystkim zarabiamy pieniądze.

Mechanicznie gra jest unikalną, pozbawioną losowości hybrydą budowania talii i przewrotnego area control. Gracze w swoich ruchach dobierają kolejne karty i wykonują akcje dostępne z już posiadanych przez nich kart.

Informacje o grze

  • Gatunek: Strategiczna
  • Wydawca: Splotter Spellen
  • Autor: Jeroen Doumen, Joris Wiersinga
  • Grafika: Iris de Haan, Unze Mode
  • Rok wydania: 2015
  • Rodzaj: Ekonomiczna, Deck Building, Area Control
  • Czas gry: 2-5 godzin
  • Liczba graczy: 2-5
  • Ograniczenie wiekowe: 14+
  • Losowość: brak

Splotter Spellen to kameralne, holenderskie wydawnictwo gier planszowych. Słynie z tytułów  o dużej złożoności, skierowanych do wymagającej publiczności. Na dzień dzisiejszy to jedynie duet dwóch panów – Jeroena Doumena i Jorisa Wiersingi. Obaj pracują na pełen etat w innych branżach. Splotterem zajmują się po godzinach. Inne gry ich autorstwa to Antiquity, Roads & Boats oraz The Great Zimbabwe. Food Chain Magnate to najmłodsze dziecko Splottera. Gra dostępna jest na naszym rynku jedynie w oryginalnym, niemiecko-angielskim wydaniu. Nie ma polskiego dystrybutora.

Food Chain Magnate - co znajdziesz w pudełku?

food chain magnate recenzja planszówka
  • instrukcja
  • 8 kafli domu
  • 20 kafli mapy
  • 8 kafli ogrodu
  • 1 kafel kolejności
  • 16 kafli marketingu
  • 16 znaczników zajętości
  • 3 restauracje dla każdego gracza
  • 1 znacznik kolejności dla każdego gracza
  • 200 drewnianych znaczników pokarmów
  • 222 karty pracowników
  • 84 karty milestone
  • papierowe monety
  • 18 kart rezerwy
  • 6 kart CEO

Gra wygląda niepozornie. Pudełko jednak wypełnione jest po brzegi. Projekt graficzny jest mocno specyficzny i odważny. Do mnie trafia w 100%. Wyróżnia się na tle innych planszówek i dobrze współgra z tematem gry. Ma przywoływać klimat lat 50 XX wieku w USA i robi to świetnie. Gra wygląda tak, jak mogłaby faktycznie wyglądać w tamtych czasach. Brawa dla autorów! Za pomysł i odważne jego wdrożenie. Zwłaszcza w czasach przejaskrawionych produkcji z kilogramami często nic nie wnoszącego do gry plastiku.

Jak się gra w Food Chain Magnate?

Food Chain Magnate jest stosunkowo prosty do wytłumaczenia. Nie wchodząc w zaawansowane zasady, z grubsza opiszę tutaj, na czym polega gra.

Zanim rozpocznie się właściwa rozgrywka, gracze losowo układają kafle planszy. Im więcej graczy, tym plansza będzie większa. Następnie tajnie zagrywają jedną z otrzymanych kart rezerwy. Określają w ten sposób, ile pieniędzy znajdzie się w banku. Będzie miało to wpływ na długość partii.

W kolejnym kroku umiejscawiają na planszy swoje pierwsze restauracje. To krytyczna decyzja. Miejsce, w którym znajdzie się pierwsza knajpa, będzie miało wpływ na dostęp do napojów i ceny produktów, które sprzedawać będzie gracz. Na planszy są domki, w których mieszkają potencjalni klienci. Im dalej domek jest od naszej restauracji, tym droższy jest dla klienta nasz produkt. Klienci zawsze będą szukali najniższej możliwej oferty. Często jest to po prostu najbliższy lokal. Chociaż są w stanie przejechać całe miasto, jeśli będzie im się to opłacało.

Następnie gra przebiega do samego końca wyłącznie w oparciu o akcje dostępne z kart. Zaczynamy grę z kartą CEO, który może zatrudnić jedną osobę. Każdy następny zatrudniony pracownik to kolejna akcja, którą będziemy mogli zagrać w przyszłych turach. Marketingowiec uruchamia kampanie reklamowe. Kucharz zapewnia jedzenie. Szkoleniowiec pomaga nam awansować podwładnych, przez co wykonywane przez nich akcje będą silniejsze. Dziewczyna z działu HR zajmuje się rekrutacją. I tak dalej.

Czarne karty to szczebel zarządzający naszą firmą. Im więcej ich mamy, tym więcej akcji będziemy mogli wykonać. Niedobór managerów sprawia, że części naszych pracowników możemy w ogóle nie wykorzystać w danej rundzie. Nie ma komu trząść naszym biznesem.

W oparciu o ilość i siłę kart managerów, na początku każdej tury („restrukturyzacja”) wybieramy, kogo zaprzęgniemy do roboty. Czyli z których kart chcemy skorzystać.

Żeby sprzedawać, gracze muszą wygenerować popyt. W tym celu zagrywają na planszę kampanie marketingowe – billboardy, ulotki, przelatujące samoloty lub reklamy radiowe. Zazwyczaj wycelowane są one w konkretnego odbiorcę. W tym przypadku w konkretne domki.

Jeśli dany domek ma już zapotrzebowanie wynikające z kampanii reklamowej, będzie chciał je zaspokoić. W odpowiedniej fazie gry mieszkańcy domków idą więc jeść. Gracze określają wtedy, która z restauracji ma najkorzystniejszą ofertę. Robią to w oparciu o odległość od danego domu, dostępność konkretnych produktów oraz cenę. W przypadku remisu, wygrywa restauracja, która ma najlepszą obsługę (najwięcej kelnerek).

Po „fazie kolacji” czas zapłacić pracownikom za wykonaną robotę. Pracownicy najniższego szczebla zasuwają za darmo. Całą resztę trzeba wynagrodzić.

Następnie znów rozgrywana jest „restrukturyzacja”, w której gracze wybierają, których pracowników chcą użyć. Wykonywane są akcje. Potem przechodzimy do rozliczenia, która z restauracji sprzeda swoje produkty. Startują kampanie marketingowe, płacimy pracownikom. I tak wkoło, dopóki nie skończy się limit kasy w banku.

Podczas gry, za spełnienie odpowiednich warunków, gracze zdobywają dodatkowe korzyści – Milestones. Pomagają one zwiększyć przewagę nad rywalami.

Jak można wygrać w Food Chain Magnate?

food chain magnate plansza

Gra kończy się, gdy wyczerpie się kasa w banku. Wygrywa gracz, który zgromadzi najwięcej siana. Dróg wiodących do zwycięstwa są setki. Zwycięzca musi wykazać się dużą elastycznością i strategicznym zmysłem. Nie ma co liczyć na szczęście. Co najwyżej na błędy rywali.

Food Chain Magnate - jakie są moje wrażenia z gry?

„From now on, we’ll sell gourmet burgers. Same crap, double the price. Get my marketing director in here!”

Splotter Spellen stworzyli potwora! Właśnie dla takich tytułów jak Food Chain Magnate gram w planszówki. Gra trafi w gusta wymagających graczy, którzy potrafią docenić głębię rozgrywki i zgrabnie zazębiającą się mechanikę. Szereg czynników sprawia, że jest przy okazji klimatyczna. A nawet bardzo klimatyczna jak na gatunek gier ekonomicznych.

Co sprawia, że Food Chain Magnate jest tak dobry? Czy posiada jakieś cechy, o których nie mogę mówić w superlatywach? Rozgryźmy to, po kolei.

Przede wszystkim jest to łatwy do zrozumienia tytuł. Nie ma tu setki różnych opcji do zapamiętania. Każda z zagrywanych kart robi zazwyczaj jedną rzecz. Reguły rządzące planszą też nie pozostawiają wątpliwości interpretacyjnych. Instrukcja zredagowana jest bezbłędnie – kawa na ławę, bez zbędnych pieszczot i gry wstępnej. Dbałość o szczegóły widać tu na każdym kroku. Wydawnictwo Splotter Spellen poświęciło uwagę temu, co w grach jest najważniejsze. Dzięki temu, jako gracz, skupiam się na strategii, zamiast wertować instrukcję w poszukiwaniu wyjątków od reguł.

Graczy prowadzą przez rozgrywkę pomoce w formie restauracyjnego menu. Wygląda to i działa fantastycznie. Pomimo znacznego ciężaru gry (o czym za chwilę) – tłumaczy się ją łatwiej, niż początkowo przypuszczałem. Gawron na przykład nauczył się grać w Food Chain Magnate w ogóle bez wyjaśniania zasad. Przyglądał się jednej partii i wszystko skumał.  Tak bardzo logiczne są reguły w tym tytule. Wszystko od początku do końca śmiga bez zająknięcia. Założenia przyjęte przez twórców są unikanlne i działają jak w szwajcarskim zegarku.

Rodzi się więc pytanie, gdzie jest ten cały ciężar, skoro to wszystko tak łatwo okiełznać? Ano, w grze. Nie w jej zasadach i milionie opcji do zagrania. Tyko w grze samej w sobie. W rywalizacji, która od samego początku towarzyszy grającym. Otóż w Food Chain Magnate każda decyzja ma znaczenie. A gracze robią wszystko, by wygrać. Wystarczy na moment rozproszyć swoją uwagę, by za chwilę obudzić się z ręką w nocniku. To jest krwiożerczy, kapitalistyczny biznes! Grając w Food Chain Magnate, będziecie walczyć dosłownie o każdego dolara. W grze roi się od wzajemnego krzyżowania sobie planów i chamskich zagrań. Rozgrywki są pełne przebiegłych gambitów. Zdarzają się nieoczywiste, zaskakujące zagrania. Strategie z opóźnionym zapłonem. Bardzo dużo zależy tu od tego, jak grają gracze. To oni, nie gra, kreują wydarzenia.

Co więcej, charakter rozgrywki wymaga od nas wytężonego myślenia o wielu rzeczach jednocześnie. Musimy kontrolować bieżące ruchy konkurencji i starać się przewidzieć jej zamiary. Zadbać o zaplecze produkcyjne. Reklamę. Pensje dla pracowników. Jednocześnie układamy w głowie strategię do wdrożenia w kolejnych turach. Wchodzimy w buty szefa firmy. To nieoczekiwane w takiej grze, immersyjne doświadczenie.

Trudność podejmowanych decyzji potrafi solidnie zagrzać mózg. Czy lepiej zablokować konkurencję teraz i cieszyć się krótkoterminowym zyskiem, czy wdrożyć jakąś długofalową strategię? Jak wykorzystać to, co robią inni gracze na swoją korzyść? Czy zdążę zrealizować swój plan, zanim gra się skończy? To tylko ułamek tego, z czym mierzymy się grając w Food Chain Magnate.

Mechaniki gry cechuje swoisty realizm. Jeśli gracz chce wdrożyć mocną kampanię marketingową, nie zrobi tego jednym ruchem. Musi to zaplanować. Zatrudnić i przeszkolić odpowiednią osobę, inwestując tym samym pieniądze. Poświęca na to akcje, które mógłby wykorzystać do zarobienia w bieżącej turze. Kampania wchodzi w życie z opóźnieniem. Może też nie odnieść żadnego skutku, jeśli konkurencja przewidzi nasze plany i właściwie na nie zareaguje. Wykonywane akcje wiążą się z pewnym ryzykiem. Nie mają przy tym nic wspólnego z losowością.

Food Chain Magnate to euro z niespotykaną ilością interakcji między graczami. Tutaj do współzawodnictwa sprowadza się wszystko, co robimy podczas gry. Każda decyzja którą podejmiecie będzie miała wpływ na to, jak zachowa się konkurencja. Szukacie euro, w którym każdy sobie coś układa, a potem podliczamy punkty? To obchodźcie Food Chain Magnate szerokim łukiem. To dokładne przeciwieństwo.

Gra surowo karze za błędy. Podczas partii czuję ciężar każdej podjętej decyzji. Wiem, że kiepskie zagranie obróci się przeciwko mnie niemalże natychmiast. A jego konsekwencje będą się wlekły za mną nawet do końca rozgrywki. Wynika to ze wspomnianego wcześniej całkowitego braku losowości. Premiowana jest przebiegłość i umiejętność długofalowego planowania. Ma to niestety negatywne konsekwencje. Może demotywować niektórych graczy. Zwłaszcza, gdy zauważą, że już po godzinie gry mogą nie być w stanie dogonić konkurencji. Ja osobiście nie mam z tym problemu. Wdrażam wtedy plan naprawczy. Przeprowadzam masowe zwolnienia i zatrudniam nowych ludzi, by wejść na rynek z nową, mocną kampanią marketingową. Nawet jeśli nie wygram ze względu na to, że partia niedługo dobiegnie końca. Nadal jednak mogę spróbować pokrzyżować szyki konkurencji i nauczyć się czegoś o samej grze. Wyciągnąć konsekwencje ze swoich słabych zagrań, by następnym razem spisać się lepiej. Dla graczy silnie zmotywowanych samą wygraną, Food Chain Magnate może być jednak mocno frustrujący.

„How do you mean, we don’t have enough staff? The HR director reports to you. Hire more people! Train them! But whatever you do, don’t pay them any real wages. I did not go into business to become poor.”

Wspomniałem wyżej o tym, że partyjka w Food Chain Magnate jest immersyjnym doświadczeniem. Część wykonywanych przez graczy akcji jest bardzo tematyczna. Gra w skali symuluje zjawiska zachodzące na rynku. I byciem „symulatorem w skali” można wytłumaczyć większość obecnych w grze opcji. Szereg rozwiązań nieco psuje jednak tę immersję. Służą jedynie temu, by mechanika działała. Na dodatek są mocno abstrakcyjne. Budzi to we mnie mieszane uczucia. Ma szansę naprawić to tegoroczny dodatek The Ketchup Mechanism and Other Ideas. Bo na tę chwilę Food Chain Magnate stoi w rozkroku pomiędzy byciem bardzo serio, a żartowaniem sobie z podjętego tematu. Dobrze, że autorzy poprzez dodatek zdecydowali się dać graczom możliwość na przykład awansowania kelnerek na gwiazdy filmów klasy C. Może to podkręcić żartobliwy charakter całości, którego obecnie jest za mało. Przez to gracze mają wrażenie, że siadają do czegoś bardzo serio. W grze która jest „bardzo serio“, ciężko wytłumaczyć niektóre jej aspekty.

Dlaczego pierwszy postawiony billboard sprawia, że marketingowcy od tej pory pracują za darmo? Kilka takich absurdów więcej ma szansę to zbalansować. Przy okazji czyniąc tytuł jeszcze bardziej rozrywkowym i nieco mniej tematycznym, niż jest obecnie. Myślę, że nie bawiłbym się przy tym tak dobrze, gdyby Food Chain Magnate był turbo suchym symulatorem prowadzenia restauracji. A tak, to Splotter Spellen zmierzają w stronę czegoś na kształt komputerowego Theme Park World lub Pizza Sindicate. Symulatora, ale z jajem. Szkoda, że tego „jaja” nie ma więcej już w podstawce. Gracze nie mieliby wtedy dylematu, jak interpretować zamysł twórców. Na poważnie, czy z przymrużeniem oka?

Moja ocena Food Chain Magnate

food chain magnate planszówka recenzja

Projekt graficzny Food Chain Magnata to strzał w dziesiątkę. Naprawdę lubię grafiki z kart. Plansza jest czytelna i spójna z całym wizerunkiem gry.

Pomoce dla graczy w formie menu, rodem z amerykańskiego baru, są genialne! Gracze przy stole często wyglądają, jakby zastanawiali się, co zamówić do jedzenia. Ależ to pogłębia tematyczność gry i jej immersję! Prosty zabieg, a niezwykle skuteczny.

Okładka pudełka to najwyższa klasa. Jest śliczna, klimatyczna i stylowa. Liczne żarty-sucharki puszczają do graczy oko. Sugerują, by nie brać zawartości bardzo serio. Mimo wszystko, to tylko gra. Gdyby jeszcze tylko sama w sobie zechciała trochę częściej tak pożartować…

Do wygodnego rozegrania partii przyda się potężny stół. Chociaż nie, bez organizera na karty nic nie da nawet kolosalny blat. W to się gra po prostu niewygodnie. Gra o bardzo eleganckiej mechanice, na stole prezentuje się wyjątkowo niechlujnie. W trakcie trwania rozgrywki, obserwator może odnieść wrażenie, że ktoś wysypał zawartość pudełka i wymieszał ze sobą elementy. Ciągle chodzimy dookoła, żeby sięgnąć po potrzebną kartę czy znacznik. Wydłuża to i tak pokaźny czas pojedynczej partii.

W pudełku nie znajdziecie wypraski. Po wsadzeniu kart w koszulki upchnięcie komponentów Food Chain Magnate tam gdzie ich miejsce, staje się dodatkową grą. Grą, w którą absolutnie nie mam ochoty grać. Na półce leży teraz wiekiem do góry, bo oczywiście nie da się tego zamknąć.

Food Chain Magnate w gruncie rzeczy jest prostym tytułem. Nie ma się tu czego bać – dobieramy i zagrywamy karty, czasami wystawiamy na planszy kampanię marketingową lub budynek. Trudność tej gry wynika z ciężaru podejmowanych przez graczy decyzji. Z chęci zarobienia kasy i rozwinięcia firmy. Przechytrzenia konkurencji. Reagowania na sytuację na rynku. To samo w sobie jest trudne, a Food Chain Magnate symuluje te mechanizmy bardzo dobrze.

Wygrana, zwłaszcza w doborowym towarzystwie, będzie trudna. Dobrze jest siadać do tego tytułu z graczami o podobnym doświadczeniu planszówkowym, a już zwłaszcza z podobnym doświadczeniem w graniu w Food Chain Magnate. Weterani nie pozostawią tutaj na nowicjuszach suchej nitki. Przewagę wypracują sobie już w pierwszych kilku turach, gdzie podejmowane są kluczowe, często dla całej partii, decyzje.

Chcę grać w Food Chain Magnate. Ciągle o nim myślę. Dokupię do niego dodatek i wypraskę, żeby pudełko się normalnie zamykało. To tytuł, który na stałe zagościł w mojej kolekcji. Gry w nim jest tyle, że wystarczy mi na lata!

Sposób w jaki zaprojektowano grę zapewnia niepowtarzalność każdej partii. Mnogość opcji strategicznych jest kolosalna. A ja chcę do tego wciąż wracać, by nauczyć się o grze czegoś nowego.

Zależy od ilości graczy przy stole i ich decyzji co do ilości kasy dostępnej w banku. Rozgrywałem w Food Chain Magnate partie trwające 2 godziny. Zdarzały się 3 godzinne. Pierwsza partia w gronie Urabura Games trwała chyba z 6 godzin, ale wynika to wyłącznie ze specyficznego podejścia Herka i Johnego do gier w ogóle. Czas ten nie był miarodajny. Tym razem bez tradycyjnego w tym miejscu żartu w stylu „oni nawet w papier, kamień, nożyce grają trzy godziny”. Co za dużo, to niezdrowo.

Tak czy inaczej, gra potrafi trwać długo. Ale nigdy nie jest to czas zmarnowany. Tytuł ten podatny jest na spory downtime. Czasami przyjdzie nam dłuższą chwilę poczekać na swój ruch. Jest to jedna z jego wad. Nie wiem, czy miałbym ochotę spróbować się zmierzyć z Food Chain Magnatem w pełnym, pięcioosobowym składzie.

No dobra, miałbym. Mogę tylko podejrzewać, że jeśli gracze będą grali mocno strategicznie (a będą), może to trwać cały dzień.

Jeżeli potrafisz pogodzić się z tym, że gra każe za popełnione błędy, Food Chain Magnate to kopalnia zabawy. Źle podjęte decyzje są tutaj szczególnie bolesne. Konkurencja wykorzysta nasze słabości bezlitośnie. Chodzi wszak o zarobienie siana…

Mnie to nie przeszkadza. Ilość dróg rozwoju własnej firmy i sposobów walki z konkurencją jest tak duża, że wyśmienicie bawię się przy Food Chain Magnate. A jeśli uda się wygrać, satysfakcja jest ogromna. Gdy przegrywam, mam ochotę na rewanż. Chcę zagrać jeszcze raz, przyjmując inną strategię. Za każdym razem testuję, na co gra mi pozwoli. A raczej – na co pozwolą mi gracze przy stole.

Słówko o skalowaniu – gra skaluje się bez zarzutu. Partie w liczniejszym gronie osób bywają efektowniejsze i gęstsze, ale na swój sposób składają się z szeregu pojedynków restauracji. Takich samych pojedynków, jak w grze dwuosobowej. Grając w szerszym gronie, często odpuszczamy rozwój w najbardziej odległej części mapy. Najzwyczajniej w świecie nie ma na to czasu. Niezależnie od liczebności składu przy stole, zabawa jest przednia. Preferuję partie 3 i 4 osobowe, ale śmiało mogę polecić Food Chain Magnate do grania w dwie osoby. Staje się on przy okazji tytułem nieco lżejszym i krótszym, bo pilnujemy tylko jednego konkurenta. Choć i tak gdy wstaję od stołu, czuję że mózg wychodzi mi uszami.

Food Chain Magnate jest drogą grą. Nie żałuję jednak ani złotówki wydanej na ten tytuł. Co tu niby tyle kosztuje? Nie ma figurek. Grafika planszy jest ascetyczna. Oprawa kart minimalistyczna. Niektórzy wprost mówią, że „to wygląda jak prototyp”. A jednak… tutaj płaci się za grę w grze. To nie jest prototyp. To ma wyglądać jak gra z lat 50 ubiegłego wieku. I wygląda. Działa przy tym ponadprzeciętnie dobrze.

Jakość kart i papierowych pieniędzy w grze jest jednak sporym mankamentem. Jest zła. Po prostu. Wierzchnia warstwa kart zaginała się nawet podczas ostrożnego wkładania w koszulki. Słabo.

Co mi się najbardziej podoba w grze Food Chain Magnate?

  • unikalna mechanika
  • gra jest immersyjna, mimo tego, że to euro
  • całkowity brak losowości - wygrywa najlepszy!
  • sposób, w jaki gra symuluje rynek
  • klimatyczne grafiki na kartach
  • większość akcji dostępnych w grze ma uzasadnienie fabularne
  • interakcja między graczami, pełną gębą!
  • setki możliwości strategicznych
  • niespotykana ilość „gry w grze”
  • zachęca do rywalizacji i skupienia - nie możemy sobie tutaj odpuścić obserwowania ruchów innych graczy
  • gra nie wybacza błędów, co uczy konsekwencji i ostrożności podczas podejmowania decyzji
  • niepowtarzalność partii, a co za tym idzie - ogromna regrywalność
  • refleksje i dyskusje po grze - Food Chain Magnate to tytuł, przy którym po rozegranej partii słyszę od innych graczy: chcę w to zagrać jeszcze raz, ale tym razem zastosuję inną strategię

Co mi się najmniej podoba w grze Food Chain Magnate?

  • gra nie wybacza błędów, co może demotywować graczy, zwłaszcza, gdy zauważyli, że nie mają już szans na wygraną
  • niektóre elementy mechaniki trudno uzasadnić fabularnie, podczas kiedy inne są bardzo tematyczne - rodzi to dysonans podczas interpretacji gry
  • jakość kart
  • brak wypraski - po obowiązkowym zakoszulkowaniu kart, pudełka nie da się domknąć
  • papierowe pieniądze, które z czasem trzeba będzie czymś zastąpić, prędzej czy później się zużyją, a operowanie nimi jest niewygodne
  • downtime!
  • zajmuje ABSURDALNIE dużo miejsca na stole, często gra się przez to niewygodnie
  • najciekawsze akcje mają miejsce wtedy, kiedy rezerwa kasy w banku jest duża, a gra trwa wtedy kilka godzin

Podsumowanie i ocena Food Chain Magnate

food chain magnate banknoty
0 /10
Ocena końcowa

Godzinami zastanawiałem się, jaką ocenę wystawić Food Chain Magnatowi. Gra ma swoje za uszami, zwłaszcza pod kątem wydawniczym.

Doceniam to, że jest tytułem głębokim. Przemyślanym. Sprawnie działającym. Unikalnym. Klimatycznym i immersyjnym. Pomysłowym. Innowacyjnym. Bardzo regrywalnym. Angażującym. Emocjonującym. To gra, po której zmienia się perspektywa. Gra, o której się myśli. Może się to wydać śmieszne, ale to właśnie Food Chain Magnate śnił mi się po rozegranej partii. A jest to przecież tytuł ekonomiczny. Ducha rywalizacji czuję w nim mocniej niż w niejednym figurkowym area control.

Gra bywa demotywująca. Jakość kart i pieniędzy woła o pomstę do nieba. Nie wybacza błędów – bo nie może. Wynika to z braku losowości. Tutaj po prostu wygrywa najlepszy. Zdarza się, że zwycięzcę widać już w połowie partii. Nie każdemu się to spodoba. Nie ma tutaj akcji pozwalającej odbić się od dna w ostatnich kilku ruchach. W Food Chain Magnate jak w życiu – jeśli konkurencja stworzyła silniejszą markę i lepiej nią zarządza, przegrywamy. Możemy tylko pokornie patrzeć, jak swoim produktem i marketingiem zamiata rynek, kiedy my przespaliśmy swoją szansę. Uczymy się od lepszych.

Chciałbym wystawić ocenę 10/10. Bo takich gier jest zdecydowanie za mało. Bo takie projekty powinno się doceniać bardziej, niż obsypane figurkami wydmuszki. Food Chain Magnate to cholernie dobra gra!

Finalny wynik delikatnie obniżam jedynie ze względu na downtime i brak klimatycznej konsekwencji. Mam wątpliwości co do tego, czy traktować grę poważnie, czy raczej z przymrużeniem oka. Domyślam się tylko (zwłaszcza patrząc na dodatek), że autorom zależało na lekko żartobliwym tonie. Obecnie jest go za mało. Gracze często nadal pytają mnie: a jak uzasadnisz to, że kelnerki zarabiają, nawet jak nic nie sprzedałeś? Uzasadnieniem są skala i uproszczenia. Myślę, że trochę więcej żartów i te pytania znikną.

Jakość kart i papierowych pieniędzy z kolei bez wątpienia są żartem, za co też należy się minus. Dodatkowo bez organizera na karty Food Chain Magnate jest często wędrówką dookoła stołu, by coś komuś podać. Gra zajmuje tyle miejsca na stole, co Rosja na mapie.

Dla kogo jest to tytuł? Dla każdego fana porządnie skrojonych gier planszowych. Dla średniozaawansowanych i zaawansowanych graczy. Jeśli nie boicie się pokornie przyjąć kary za popełnione błędy i sportowo grać do końca, koniecznie dajcie Food Chain Magnatowi szansę!

Gra zostanie w mojej kolekcji. Ma tam ciepłe miejsce na długi, długi czas.

Urabura Games poleca!

Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Sprawdź wątek o Food Chain Magnate na forum gry-planszowe.pl
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:7    Średnia:5/5]