Małpa is watching you.

Inbetween to asymetryczna, losowa gra karciana, osadzona w realiach młodzieżowego serialu. Już widzę dużą szansę, że mi się to nie spodoba. Życie jednak lubi zaskakiwać. Czy zaskoczy mnie tym razem?

Recenzja | Inbetween

Ocena UraburaGames (4.7)
4.7/5
Recenzja by Kakao

Inbetween gra planszowa- recenzja gry w klimacie serialu Stranger Things.

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest

Kiedy to piszę, właśnie wystartował trzeci sezon hitu od Netflixa. Nie oszukujmy się, większość fanów obejrzy go przy jednym posiedzeniu. I pozostanie, jak zwykle, z kacem po ulubionym serialu. Co robić, jak nie ma już czego oglądać? A chciałoby się więcej?

Pomysłem na pozbycie się takiego kaca może być gra planszowa. Tudzież karciana. Stranger Things nie doczekało się w prawdzie jeszcze oficjalnego wydawnictwa. Nie znaczy to jednak, że nie ma tytułu, który tematycznie nawiązywałby do tego serialu. Jest, jak najbardziej. Przed Wami recenzja gry planszowej Inbetween. Kto z Was zechce wcielić się w złowrogą Istotę, a kto ocali ludzi przed zagładą?
Dowiecie się w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie.
  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?

W jakim klimacie jest utrzymana gra?

gra planszowa inbetween recenzja
Akcja gry toczy się w miasteczku Upsideville. Jego mieszkańcy zostali zaatakowani przez tajemniczą i złowieszczą Istotę, która przeciąga ludzi do mrocznego wymiaru. Brzmi znajomo, prawda?
Inbetween bezpośrednio nawiązuje swoją tematyką do serialu Stranger Things. Nie jest to powiedziane dosłownie, ponieważ gra nie posiada licencji Netflixa. Inspiracje widać jednak gołym okiem. Wystarczy spojrzeć na grafiki. Tematyka i mechanika gry, związana z przechodzeniem między wymiarami, nie pozostawiają złudzeń co do źródła, z którego inspiracje czerpali autorzy.
Ciekawostką jest fakt, że pierwotnie gra miała być o… poczcie królów polskich. Dopiero później autorzy zdecydowali się zmienić jej tematykę. Był to strzał w dziesiątkę, bo jak ulał pasuje ona do mechaniki.

Na czym polega gra?

Jeden z graczy wciela się w Istotę z innego wymiaru. Drugi stara się uchronić mieszkańców miasteczka Upsideville przed zagładą. Gracze będą przeciągać ludzi z jednego wymiaru w drugi i wzajemnie utrudniać sobie wykonanie zadania, jakim jest całkowite pochłonięcie lub zabezpieczenie trzech spośród dziesięciu postaci w grze.

Informacje o grze

  • Gatunek: Strategiczna / Dla Dwojga
  • Wydawca: Board&Dice
  • Autor: Adam Kwapiński
  • Grafika: Seweryn Borkowski, Tomasz Kalisz, Paweł Niziołek, Rafał Szłapa, Sebastian Zakrzewski
  • Rok wydania: 2017
  • Rodzaj: Area Control / Area Influence, Hand Management, Take That, Variable Player Powers
  • Czas gry: 20-40 minut
  • Liczba graczy: 2
  • Ograniczenie wiekowe: 12+
  • Losowość: średnia
Gra planszowa Inbetween to dzieło polskiego projektanta, Adama Kwapińskiego. Znanego chociażby z tytułów takich jak Lords of Hellas, czy obecnie tryumfującego na rynku Nemesis.

Co znajdziesz w pudełku?

planszówka inbetween recenzja
  • 18 dwustronnych kart postaci
  • 28 kart miasta oraz 28 kart Istoty
  • 11 żetonów symboli
  • 2 karty świadomości oraz 2 znaczniki świadomości
  • 1 znacznik aktywności
  • 1 dwustronny żeton kierunku
  • 20 kostek energii, po 10 w kolorze każdego gracza
  • 10 znaczników bezpieczeństwa
  • 2 karty pomocy
  • instrukcja
Pudełko niepozorne, a jednak trochę dobra w środku jest! Inbetween to przykład gry, która ma dokładnie tyle elementów, ile trzeba. Wątpliwości może budzić jednak sposób, w jaki zredagowana jest instrukcja. Podczas lektury odniosłem wrażenie, że jest nieco chaotyczna i niegramatyczna.

Jak się gra w Inbetween?

inbetween planszówka rozstawienie
Podczas gry w Inbetween gracze dobierają ze swoich talii karty, które pozwalają im zagrywać akcje. Swoje ruchy wykonują naprzemiennie. Wskutek wykonanych czynności zdobywają punkty energii oraz świadomości. Punkty energii mogą przeznaczyć na „odpalenie” dodatkowej akcji z zagranej właśnie karty. Świadomość pozwala użyć jednej konkretnej umiejętności podczas całej gry. Chyba, że gracz uzbiera sześć punktów świadomości. Wtedy automatycznie wygrywa.
Kolejność wykonywanych ruchów wyznacza wędrujący po kartach postaci Znacznik Aktywności. Raz ustawiamy go niebieską, raz czerwoną stroną. To informacja o tym, kto wykonuje ruch.
Tura gracza składa się z czterech faz i  przebiega następująco:
  • Faza Świadomości - gracz może użyć zdolności z Karty Świadomości. Raz na całą grę.
  • Faza Akcji - gracz musi wykonać jedną z 3 dostępnych akcji. Może zagrać kartę, przygotować się (odrzucić dowolną ilość kart i dobrać tyle, by mieć 5 na ręce) lub odpocząć (pobrać punkty energii z kontrolowanych przez siebie postaci).
  • Faza Aktywności - aktywowana zostaje umiejętność z karty postaci, na której znajduje się Znacznik Aktywności. Zdolność postaci odpalana jest wtedy, gdy postać znajduje się w konkretnym wymiarze i ma odpowiedni status spośród 3 widocznych na jej karcie. Jeśli znajduje się w Inbetween, pomiędzy wymiarami, nic się nie dzieje. Gracz, w którego wymiarze znajduje się postać, może skorzystać ze zdolności postaci i podnieść poziom swojej Świadomości o 1. Nawet, jeśli to nie jest jego tura!
  • Faza ruchu - Znacznik Aktywności porusza się zgodnie z kierunkiem wyznaczonym przez Znacznik Kierunku.
Zagrywając kartę, przesuwamy znacznik bezpieczeństwa na jednej z postaci, która ma taki sam symbol jak ten widoczny na karcie. Możemy też położyć w ten sposób dodatkowy symbol na dowolną postać, tak, by mieć większe szanse na przeciągnięcie jej do naszego wymiaru.

Wspomniałem wyżej o tym, że postaci mogą znajdować się w Inbetween. To stan, w którym postać nie należy do żadnego z wymiarów. Gracz zagrywając kartę z symbolem postaci, zawsze „przeciąga” ją na swoją stronę. Chyba, że wcześniej znacznik bezpieczeństwa na tej postaci osiągnął maksimum, tj. została ona pochłonięta lub zabezpieczona. Ten stan jest nieodwracalny. Często zdarza się tak, że znacznik bezpieczeństwa dociera do punktu, w którym wynosi on 0. Umieszczany jest wtedy poza kartą postaci. I to właśnie Inbetween. Postać nie należy do żadnego z wymiarów.

Kolejne uruchomienie znacznika na tej postaci sprawi, że jej karta zostanie odwrócona, lub znacznik wróci na tę postać (w zależności od tego, który z graczy niem poruszył). Jeśli zostanie odwrócona, nadal będzie w Inbetween, ale znacznik bezpieczeństwa będzie teraz poruszał się na korzyść gracza, który obrócił tę kartę. Chyba, że drugi gracz zrobi to samo… znów obracając kartę na stronę przeciwną. To kluczowy mechanizm tej gry, który może wydawać się niezbyt intuicyjny. Jest tak, dopóki nie zobaczy się go w akcji. Wtedy wszystko staję się jasne i nabiera sensu. Bez obaw.

Jak można wygrać grę?

Wygrywa gracz który całkowicie przeciągnie do swojego wymiaru trzy postaci, lub osiągnie 6 punktów świadomości. Jeśli w którymkolwiek momencie gry zostanie jedynie 5 kart postaci, wygrywa gracz z większą ich ilością po swojej stronie.

Jakie są moje wrażenia z gry?

Inbetween wryło mnie w ziemię swoją ergonomią. To szalenie kompaktowa gra karciana. Pod każdym względem. Zarówno fizycznych gabarytów, jak i mechaniki. W tym wypadku zdecydowanie udało się upchnąć dużo zabawy do małego pudełeczka. To trudne zadanie, bo zakłada pewien minimalizm i oszczędność. Inbetween jest po prostu zgrabne. Wszystkiego jest tyle, ile potrzeba. Działa i trwa tyle, ile powinno.

To pozornie mała gra. Ileż na tych kilkudziesięciu kartach upchnięto rozwiązań! Mamy tu element zarządzania zasobem-energią, którym odpalamy dodatkowe akcje. Asymetryczne zdolności graczy. Tematyczną mechanikę przeciągania postaci między wymiarami. Dodatkowe akcje do zagrywania z tychże postaci. Ikony na kartach, pozwalające odnosić się do nich zagrywanymi akcjami. Punkty świadomości. Możliwość wpływania na kierunek ruchu. Miasto dostaje karty ekwipunku, które dają stały efekt. Możemy też eliminować karty postaci z gry. A do tego trzy warunki zwycięstwa.

Adam Kwapiński popisał się swoim kunsztem.Gra pozostała przy tym wszystkim łatwa do wytłumaczenia i zrozumienia. Elementy mechaniki pięknie się ze sobą zazębiają. Ze stosunkowo niewielkiej ilości elementów wycisnął, ile tylko się dało. Jestem pod wrażeniem.

Rozgrywki przebiegają płynnie. Gracze skupiają się na wzajemnym podkładaniu sobie kłód pod nogi. Przeciągają postacie na swoje strony, nie stroniąc od wrednych zagrań. Nie myśli się tu o zawiłościach mechanicznych. Czynności które wykonujemy podczas gry, wchodzą w krew już po kilku ruchach.
Losowość? Jest. Umiarkowana. I w tym przypadku dobrze, że jest. Biorę ją na klatę, bo jest uzasadniona tematycznie. Kiedy miasto walczy z nieznaną siłą z innego wymiaru, mogą zdarzyć się nieprzewidziane rzeczy. Losowość nie psuje przy tym gry. Na kilkanaście rozegranych partii nigdy nie miałem wrażenia, że wygrywam lub przegrywam ze względu na dociąg kart. Gracze mają do dyspozycji szereg akcji, pozwalających okiełznać wpływ szczęścia na przebieg rozgrywki.
Gra Istotą i Ludźmi to dwa diametralnie różne doznania. Istota jest bardziej ofensywna. Podczas rozgrywki miałem wrażenie, że kontroluję wściekłą, złą, pierwotną siłę. Z kolei Miasto to więcej możliwości, ze względu na ilość różnych kart w talii, ale też mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia danej akcji. Należy przy tym wspomnieć, że Inbetween jest bardzo dobrze zbalansowane. Niezależnie od tego, którą stroną gramy, mamy równe szansę na zwycięstwo.
Inbetween może pełnić w kolekcji gier różnorakie funkcje. Dwie partie z rzędu, z zamienieniem się rolami, umilą cały wieczór, dostarczając porządnej dawki grania. Jedna partia sprawdzi się jako przerywnik pomiędzy większymi tytułami. Od pytania „gramy w Inbetween”, do rozłożenia gry na stole, mijają trzy minuty. Równie szybko gra trafia do pudełka po rozegranej partii.
Długo zastanawiałem się nad tym, czy w Inbetween jest coś, co mi się nie podoba.
Instrukcja jest po prostu dziwna. Nie była to najprzyjemniejsza lektura. Dopiero, gdy usiadłem do gry, przekonałem się jak to wszystko ma działać. Moim zdaniem jest to element, który można było zrobić lepiej. Może właśnie przez sformułowania zawarte w instrukcji, trudno było mi zrozumieć niektóre zasady. Jak choćby przechodzenie postaci między wymiarami. Ten mechanizm jest mało intuicyjny dopóki nie zobaczymy go w akcji. Gra nie jest też mocno klimatyczna. Tło fabularne pasuje do mechaniki, ale o głębokiej immersji możecie zapomnieć.
Inbetween jest tytułem szalenie niedocenionym. Szkoda, bo ergonomia tego projektu zdecydowanie zasługuje na uwagę. Jest to jedna z przyjemniejszych gier dwuosobowych, w jakie miałem okazję zagrać. Jest wystarczająco wymagająca, emocjonująca, a na dodatek wzbudza napięcie. Przy tym jest stosunkowo krótka. Nie ma tu czekania na swoją turę i paraliży decyzyjnych. Chyba, że siądą do tego Herku z Johnym. Wtedy zdążę z Gawronem zagrać w trzy inne gry w międzyczasie 😀

Moja ocena gry

Wykonanie

Podoba mi się oprawa graficzna Inbetween. Zainteresowanie budzi samo pudełko. Z jednej strony przedstawiające wymiar Istoty, z drugiej ludzi. Oglądając je, obracamy je tak samo, jak karty w grze.  Z wymiaru w wymiar.  Trzeba je wziąć do ręki, żeby znaleźć umieszczony z boku tytuł. Nawet po zakoszulkowaniu kart, w tym pudełku wszystko elegancko się mieści. Elementów jest dokładnie tyle ile trzeba. Grafiki na kartach podkreślają asymetryczność stron. Mają w sobie też coś przygodowo-komiksowego, są adekwatne do ciężaru gry. Jakość poszczególnych elementów nie budzi zastrzeżeń.

Prostota

Jestem w stanie wytłumaczyć zasady gry w Inbetween w pięć minut. Sama rozgrywka nie należy do prostych, gdyż obserwować musimy kilka zmiennych jednocześnie. Kontrolujemy kolejność kart postaci, poziomy energii i świadomości – swoje i przeciwnika. Zerkamy na symbole na postaciach i kartach, które mamy na ręce. A wszystko to odbywa się bardzo naturalnie. Zazwyczaj przegrywa gracz, który traci kontrolę nad grą – nie zauważa na przykład, że jego przeciwnik za dwie tury zwiększy swoją Świadomość o kolejny punkt. Wymusza to duże skupienie.
Możecie spotkać się z opinią, że wygrana ilością punktów Świadomości jest łatwiejsza, niż wygrana na przeciągnięcie 3 postaci do swojego wymiaru. Nie odniosłem takiego wrażenia.

Re-Grywalność

Re-grywalność jest spora. Na dzień dzisiejszy jest to jedna z moich ulubionych gier dwuosobowych, która na stałe zagościła w mojej kolekcji. Mam za sobą kilkadziesiąt partii i nie odmówię kolejnej.

Czas rozgrywki

20-40 minut. Jest to adekwatny czas jak na taki stopień skomplikowania. Zdarzyło mi się rozgrywać dwie partie z rzędu.

Fun

Uwielbiam takie projekty. Bawię się tu świetnie. Każda z partii jest niepowtarzalna. Gra planszowa Inbetween ma swój specyficzny klimat. Mechanicznie wszystko tu elegancko płynie. Chętnie wracam do tej pozycji i zabieram ją ze sobą gdzie tylko się da.

Cena vs. Jakość

Gra była warta już swojej pierwotnej ceny (okolice 110zł), a obecnie można dostać ją dużo taniej. Z nieznanych mi przyczyn przeszła na naszym rynku bez echa. Mogę tylko domyślać się, że mogło chodzić o gabaryty. To niepozorna karcianka, może wydawać się przez to droga. Ilość gry w grze którą otrzymujemy w zamian za wydane pieniądze jest jednak kolosalna. Stosunek ceny do jakości i regrywalności jest znakomity.

Co mi się najbardziej podoba w grze Inbetween?

  • dużo "gry w grze"
  • zbalansowana asymetryczność
  • poziom skomplikowania rozgrywek adekwatny do czasu ich trwania
  • kompaktowość zarówno pudełka, jak i samej gry
  • szybkie rozkładanie i sprzątanie gry
  • mechanika pasująca do tła fabularnego
  • emocje towarzyszące grze
  • losowość nie psująca rozgrywki
  • jakość wydania

Co mi się najmniej podoba w grze Inbetween?

  • dziwnie napisana instrukcja
  • mało intuicyjny mechanizm przechodzenia postaci między wymiarami - trzeba go zobaczyć w akcji, żeby zrozumieć jego działanie
  • klimat to nie moja bajka, gra generalnie nie jest też turbo klimatyczna sama z siebie

Podsumowanie

Zaryzykuję stwierdzenie, że Inbetween to swoisty „must have”. Dla tych, którzy lubią szybkie, kompaktowe, ale nieoczywiste gry. Dla par, które nie boją się interakcji negatywnej. Fani Stranger Things i podobnych sytuacji mogą dodatkowo podnieść i tak już wysoką ocenę w górę. Przyznam, że sam nie przepadam za tym serialem. A przy Inbetween bawię się świetnie. Gra angażuje i zmusza do myślenia na kilku płaszczyznach, a przy tym jest stosunkowo krótka. Zabierzecie ją do plecaka, a nawet damskiej torebki i rozłożycie gdziekolwiek, gdzie znajdziecie kawałek stolika.
Kakao rekomenduje!
Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:7    Średnia:4.9/5]

Inbetween to asymetryczna, losowa gra karciana, osadzona w realiach młodzieżowego serialu. Już widzę dużą szansę, że mi się to nie spodoba. Życie jednak lubi zaskakiwać. Czy zaskoczy mnie tym razem?

Recenzja | Inbetween

Ocena UraburaGames (4.7)
4.7/5
Recenzja by Kakao

Inbetween gra planszowa- recenzja gry w klimacie serialu Stranger Things.

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest

Kiedy to piszę, właśnie wystartował trzeci sezon hitu od Netflixa. Nie oszukujmy się, większość fanów obejrzy go przy jednym posiedzeniu. I pozostanie, jak zwykle, z kacem po ulubionym serialu. Co robić, jak nie ma już czego oglądać? A chciałoby się więcej?

Pomysłem na pozbycie się takiego kaca może być gra planszowa. Tudzież karciana. Stranger Things nie doczekało się w prawdzie jeszcze oficjalnego wydawnictwa. Nie znaczy to jednak, że nie ma tytułu, który tematycznie nawiązywałby do tego serialu. Jest, jak najbardziej. Przed Wami recenzja gry planszowej Inbetween. Kto z Was zechce wcielić się w złowrogą Istotę, a kto ocali ludzi przed zagładą?
Dowiecie się w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie.
  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?

W jakim klimacie jest utrzymana gra?

gra planszowa inbetween recenzja
Akcja gry toczy się w miasteczku Upsideville. Jego mieszkańcy zostali zaatakowani przez tajemniczą i złowieszczą Istotę, która przeciąga ludzi do mrocznego wymiaru. Brzmi znajomo, prawda?
Inbetween bezpośrednio nawiązuje swoją tematyką do serialu Stranger Things. Nie jest to powiedziane dosłownie, ponieważ gra nie posiada licencji Netflixa. Inspiracje widać jednak gołym okiem. Wystarczy spojrzeć na grafiki. Tematyka i mechanika gry, związana z przechodzeniem między wymiarami, nie pozostawiają złudzeń co do źródła, z którego inspiracje czerpali autorzy.
Ciekawostką jest fakt, że pierwotnie gra miała być o… poczcie królów polskich. Dopiero później autorzy zdecydowali się zmienić jej tematykę. Był to strzał w dziesiątkę, bo jak ulał pasuje ona do mechaniki.

Na czym polega gra?

Jeden z graczy wciela się w Istotę z innego wymiaru. Drugi stara się uchronić mieszkańców miasteczka Upsideville przed zagładą. Gracze będą przeciągać ludzi z jednego wymiaru w drugi i wzajemnie utrudniać sobie wykonanie zadania, jakim jest całkowite pochłonięcie lub zabezpieczenie trzech spośród dziesięciu postaci w grze.

Informacje o grze

  • Gatunek: Strategiczna / Dla Dwojga
  • Wydawca: Board&Dice
  • Autor: Adam Kwapiński
  • Grafika: Seweryn Borkowski, Tomasz Kalisz, Paweł Niziołek, Rafał Szłapa, Sebastian Zakrzewski
  • Rok wydania: 2017
  • Rodzaj: Area Control / Area Influence, Hand Management, Take That, Variable Player Powers
  • Czas gry: 20-40 minut
  • Liczba graczy: 2
  • Ograniczenie wiekowe: 12+
  • Losowość: średnia
Gra planszowa Inbetween to dzieło polskiego projektanta, Adama Kwapińskiego. Znanego chociażby z tytułów takich jak Lords of Hellas, czy obecnie tryumfującego na rynku Nemesis.

Co znajdziesz w pudełku?

planszówka inbetween recenzja
  • 18 dwustronnych kart postaci
  • 28 kart miasta oraz 28 kart Istoty
  • 11 żetonów symboli
  • 2 karty świadomości oraz 2 znaczniki świadomości
  • 1 znacznik aktywności
  • 1 dwustronny żeton kierunku
  • 20 kostek energii, po 10 w kolorze każdego gracza
  • 10 znaczników bezpieczeństwa
  • 2 karty pomocy
  • instrukcja
Pudełko niepozorne, a jednak trochę dobra w środku jest! Inbetween to przykład gry, która ma dokładnie tyle elementów, ile trzeba. Wątpliwości może budzić jednak sposób, w jaki zredagowana jest instrukcja. Podczas lektury odniosłem wrażenie, że jest nieco chaotyczna i niegramatyczna.

Jak się gra w Inbetween?

inbetween planszówka rozstawienie
Podczas gry w Inbetween gracze dobierają ze swoich talii karty, które pozwalają im zagrywać akcje. Swoje ruchy wykonują naprzemiennie. Wskutek wykonanych czynności zdobywają punkty energii oraz świadomości. Punkty energii mogą przeznaczyć na „odpalenie” dodatkowej akcji z zagranej właśnie karty. Świadomość pozwala użyć jednej konkretnej umiejętności podczas całej gry. Chyba, że gracz uzbiera sześć punktów świadomości. Wtedy automatycznie wygrywa.
Kolejność wykonywanych ruchów wyznacza wędrujący po kartach postaci Znacznik Aktywności. Raz ustawiamy go niebieską, raz czerwoną stroną. To informacja o tym, kto wykonuje ruch.
Tura gracza składa się z czterech faz i  przebiega następująco:
  • Faza Świadomości - gracz może użyć zdolności z Karty Świadomości. Raz na całą grę.
  • Faza Akcji - gracz musi wykonać jedną z 3 dostępnych akcji. Może zagrać kartę, przygotować się (odrzucić dowolną ilość kart i dobrać tyle, by mieć 5 na ręce) lub odpocząć (pobrać punkty energii z kontrolowanych przez siebie postaci).
  • Faza Aktywności - aktywowana zostaje umiejętność z karty postaci, na której znajduje się Znacznik Aktywności. Zdolność postaci odpalana jest wtedy, gdy postać znajduje się w konkretnym wymiarze i ma odpowiedni status spośród 3 widocznych na jej karcie. Jeśli znajduje się w Inbetween, pomiędzy wymiarami, nic się nie dzieje. Gracz, w którego wymiarze znajduje się postać, może skorzystać ze zdolności postaci i podnieść poziom swojej Świadomości o 1. Nawet, jeśli to nie jest jego tura!
  • Faza ruchu - Znacznik Aktywności porusza się zgodnie z kierunkiem wyznaczonym przez Znacznik Kierunku.
Zagrywając kartę, przesuwamy znacznik bezpieczeństwa na jednej z postaci, która ma taki sam symbol jak ten widoczny na karcie. Możemy też położyć w ten sposób dodatkowy symbol na dowolną postać, tak, by mieć większe szanse na przeciągnięcie jej do naszego wymiaru.
Wspomniałem wyżej o tym, że postaci mogą znajdować się w Inbetween. To stan, w którym postać nie należy do żadnego z wymiarów. Gracz zagrywając kartę z symbolem postaci, zawsze „przeciąga” ją na swoją stronę. Chyba, że wcześniej znacznik bezpieczeństwa na tej postaci osiągnął maksimum, tj. została ona pochłonięta lub zabezpieczona. Ten stan jest nieodwracalny. Często zdarza się tak, że znacznik bezpieczeństwa dociera do punktu, w którym wynosi on 0. Umieszczany jest wtedy poza kartą postaci. I to właśnie Inbetween. Postać nie należy do żadnego z wymiarów. Kolejne uruchomienie znacznika na tej postaci sprawi, że jej karta zostanie odwrócona, lub znacznik wróci na tę postać (w zależności od tego, który z graczy nim poruszył). Jeśli zostanie odwrócona, nadal będzie w Inbetween, ale znacznik bezpieczeństwa będzie teraz poruszał się na korzyść gracza, który obrócił tę kartę. Chyba, że drugi gracz zrobi to samo… znów obracając kartę na stronę przeciwną. To kluczowy mechanizm tej gry, który może wydawać się niezbyt intuicyjny. Jest tak, dopóki nie zobaczy się go w akcji. Wtedy wszystko staję się jasne i nabiera sensu. Bez obaw.

Jak można wygrać grę?

Wygrywa gracz który całkowicie przeciągnie do swojego wymiaru trzy postaci, lub osiągnie 6 punktów świadomości. Jeśli w którymkolwiek momencie gry zostanie jedynie 5 kart postaci, wygrywa gracz z większą ich ilością po swojej stronie.

Jakie są moje wrażenia z gry?

Inbetween wryło mnie w ziemię swoją ergonomią. To szalenie kompaktowa gra karciana. Pod każdym względem. Zarówno fizycznych gabarytów, jak i mechaniki . W tym wypadku zdecydowanie udało się upchnąć dużo zabawy do małego pudełeczka. To trudne zadanie, bo zakłada pewien minimalizm i oszczędność. Inbetween jest po prostu zgrabne. Wszystkiego jest tyle, ile potrzeba. Działa i trwa tyle, ile powinno.

To pozornie mała gra. Ileż na tych kilkudziesięciu kartach upchnięto rozwiązań! Mamy tu element zarządzania zasobem-energią, którym odpalamy dodatkowe akcje. Asymetryczne zdolności graczy. Tematyczną mechanikę przeciągania postaci między wymiarami. Dodatkowe akcje do zagrywania z tychże postaci. Ikony na kartach, pozwalające odnosić się do nich zagrywanymi akcjami. Punkty świadomości. Możliwość wpływania na kierunek ruchu. Miasto dostaje karty ekwipunku, które dają stały efekt. Możemy też eliminować karty postaci z gry. A do tego trzy warunki zwycięstwa.

Adam Kwapiński popisał się swoim kunsztem.Gra pozostała przy tym wszystkim łatwa do wytłumaczenia i zrozumienia. Elementy mechaniki pięknie się ze sobą zazębiają. Ze stosunkowo niewielkiej ilości elementów wycisnął, ile tylko się dało. Jestem pod wrażeniem.

Rozgrywki przebiegają płynnie. Gracze skupiają się na wzajemnym podkładaniu sobie kłód pod nogi. Przeciągają postacie na swoje strony, nie stroniąc od wrednych zagrań. Nie myśli się tu o zawiłościach mechanicznych. Czynności które wykonujemy podczas gry, wchodzą w krew już po kilku ruchach.
Losowość? Jest. Umiarkowana. I w tym przypadku dobrze, że jest. Biorę ją na klatę, bo jest uzasadniona tematycznie. Kiedy miasto walczy z nieznaną siłą z innego wymiaru, mogą zdarzyć się nieprzewidziane rzeczy. Losowość nie psuje przy tym gry. Na kilkanaście rozegranych partii nigdy nie miałem wrażenia, że wygrywam lub przegrywam ze względu na dociąg kart. Gracze mają do dyspozycji szereg akcji, pozwalających okiełznać wpływ szczęścia na przebieg rozgrywki.
Gra Istotą i Ludźmi to dwa diametralnie różne doznania. Istota jest bardziej ofensywna. Podczas rozgrywki miałem wrażenie, że kontroluję wściekłą, złą, pierwotną siłę. Z kolei Miasto to więcej możliwości, ze względu na ilość różnych kart w talii, ale też mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia danej akcji. Należy przy tym wspomnieć, że Inbetween jest bardzo dobrze zbalansowane. Niezależnie od tego, którą stroną gramy, mamy równe szansę na zwycięstwo.
Inbetween może pełnić w kolekcji gier różnorakie funkcje. Dwie partie z rzędu, z zamienieniem się rolami, umilą cały wieczór, dostarczając porządnej dawki grania. Jedna partia sprawdzi się jako przerywnik pomiędzy większymi tytułami. Od pytania „gramy w Inbetween”, do rozłożenia gry na stole, mijają trzy minuty. Równie szybko gra trafia do pudełka po rozegranej partii.
Długo zastanawiałem się nad tym, czy w Inbetween jest coś, co mi się nie podoba.
Instrukcja jest po prostu dziwna. Nie była to najprzyjemniejsza lektura. Dopiero, gdy usiadłem do gry, przekonałem się jak to wszystko ma działać. Moim zdaniem jest to element, który można było zrobić lepiej. Może właśnie przez sformułowania zawarte w instrukcji, trudno było mi zrozumieć niektóre zasady. Jak choćby przechodzenie postaci między wymiarami. Ten mechanizm jest mało intuicyjny dopóki nie zobaczymy go w akcji. Gra nie jest też mocno klimatyczna. Tło fabularne pasuje do mechaniki, ale o głębokiej immersji możecie zapomnieć.
Inbetween jest grą szalenie niedocenioną. Szkoda, bo ergonomia tego projektu zdecydowanie zasługuje na uwagę. Jest to jedna z przyjemniejszych gier dwuosobowych, w jakie miałem okazję zagrać. Jest wystarczająco wymagająca, emocjonująca, a na dodatek wzbudza napięcie. Przy tym jest stosunkowo krótka. Nie ma tu czekania na swoją turę i paraliży decyzyjnych. Chyba, że siądą do tego Herku z Johnym. Wtedy zdążę z Gawronem zagrać w trzy inne gry w międzyczasie 😀

Moja ocena gry

Wykonanie

Podoba mi się oprawa graficzna Inbetween. Zainteresowanie budzi samo pudełko. Z jednej strony przedstawiające wymiar Istoty, z drugiej ludzi. Oglądając je, obracamy je tak samo, jak karty w grze.  Z wymiaru w wymiar.  Trzeba je wziąć do ręki, żeby znaleźć umieszczony z boku tytuł. Nawet po zakoszulkowaniu kart, w tym pudełku wszystko elegancko się mieści. Elementów jest dokładnie tyle ile trzeba. Grafiki na kartach podkreślają asymetryczność stron. Mają w sobie też coś przygodowo-komiksowego, są adekwatne do ciężaru gry. Jakość poszczególnych elementów nie budzi zastrzeżeń.

Prostota

Jestem w stanie wytłumaczyć zasady gry w Inbetween w pięć minut. Sama rozgrywka nie należy do prostych, gdyż obserwować musimy kilka zmiennych jednocześnie. Kontrolujemy kolejność kart postaci, poziomy energii i świadomości – swoje i przeciwnika. Zerkamy na symbole na postaciach i kartach, które mamy na ręce. A wszystko to odbywa się bardzo naturalnie. Zazwyczaj przegrywa gracz, który traci kontrolę nad grą – nie zauważa na przykład, że jego przeciwnik za dwie tury zwiększy swoją Świadomość o kolejny punkt. Wymusza to duże skupienie.
Możecie spotkać się z opinią, że wygrana ilością punktów Świadomości jest łatwiejsza, niż wygrana na przeciągnięcie 3 postaci do swojego wymiaru. Nie odniosłem takiego wrażenia.

Re-Grywalność

Re-grywalność jest spora. Na dzień dzisiejszy jest to jedna z moich ulubionych gier dwuosobowych, która na stałe zagościła w mojej kolekcji. Mam za sobą kilkadziesiąt partii i nie odmówię kolejnej.

Czas rozgrywki

20-40 minut. Jest to adekwatny czas jak na grę o tym stopniu skomplikowania. Zdarzyło mi się grać dwie partie z rzędu.

Fun

Uwielbiam takie projekty. Bawię się tu świetnie. Każda z partii jest niepowtarzalna. Gra planszowa Inbetween ma swój specyficzny klimat. Mechanicznie wszystko tu elegancko płynie. Chętnie wracam do tej pozycji i zabieram ją ze sobą gdzie tylko się da.

Cena vs. Jakość

Gra była warta już swojej pierwotnej ceny (okolice 110zł), a obecnie można dostać ją dużo taniej. Z nieznanych mi przyczyn przeszła na naszym rynku bez echa. Mogę tylko domyślać się, że mogło chodzić o gabaryty. To niepozorna karcianka, może wydawać się przez to droga. Ilość gry w grze którą otrzymujemy w zamian za wydane pieniądze jest jednak kolosalna. Stosunek ceny do jakości i regrywalności jest znakomity.

Co mi się najbardziej podoba w grze Inbetween?

  • dużo "gry w grze"
  • zbalansowana asymetryczność
  • poziom skomplikowania rozgrywek adekwatny do czasu ich trwania
  • kompaktowość zarówno pudełka, jak i samej gry
  • szybkie rozkładanie i sprzątanie gry
  • mechanika pasująca do tła fabularnego
  • emocje towarzyszące grze
  • losowość nie psująca rozgrywki
  • jakość wydania

Co mi się najmniej podoba w grze Inbetween?

  • dziwnie napisana instrukcja
  • mało intuicyjny mechanizm przechodzenia postaci między wymiarami - trzeba go zobaczyć w akcji, żeby zrozumieć jego działanie
  • klimat to nie moja bajka, gra generalnie nie jest też turbo klimatyczna sama z siebie

Podsumowanie

Zaryzykuję stwierdzenie, że Inbetween to swoisty „must have”. Dla tych, którzy lubią szybkie, kompaktowe, ale nieoczywiste gry. Dla par, które nie boją się interakcji negatywnej. Fani Stranger Things i podobnych sytuacji mogą dodatkowo podnieść i tak już wysoką ocenę w górę. Przyznam, że sam nie przepadam za tym serialem. A przy Inbetween bawię się świetnie. Gra angażuje i zmusza do myślenia na kilku płaszczyznach, a przy tym jest stosunkowo krótka. Zabierzecie ją do plecaka, a nawet damskiej torebki i rozłożycie gdziekolwiek, gdzie znajdziecie kawałek stolika.
Kakao rekomenduje!
Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:7    Średnia:4.9/5]

Skomentuj

avatar