Małpa is watching you.
Sentyment do gier typu RPG i przygodowych będzie mi towarzyszył pewnie do końca życia. Właśnie przez ten sentyment, często zdarza mi się sięgać po konkretne tytuły. Nie zawsze jednak słusznie.

Recenzja | Karciane Podziemia

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest

by Kakao, 27.07.2019

Sentyment do gier typu RPG i przygodowych będzie mi towarzyszył pewnie do końca życia. Właśnie przez ten sentyment, często zdarza mi się sięgać po konkretne tytuły. Nie zawsze jednak słusznie.

Recenzja | Karciane Podziemia

by Kakao, 27.07.2019
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest

Zdarzają się w życiu takie momenty, które stają się dla człowieka punktami zwrotnymi dla jego dalszego rozwoju. Z perspektywy czasu jestem w stanie wskazać przeżycia, które wywarły na mnie duży wpływ. Są konkretne utwory, przez które postanowiłem zostać muzykiem. Są też gry, przez które nierozerwalnie związałem się z graniem. Jednym z takich tytułów był Icewind Dale. Gra komputerowa oparta na systemie Dungeons and Dragons, należąca w dużej mierze do gatunku dungeon crawler. Grupa śmiałków przemierzała kolejne pieczary i lochy, zbierając skarby oraz walcząc z potworami.

Nic więc dziwnego, że kiedy z gier komputerowych przerzuciłem się na planszówki, zacząłem szukać w nich podobnych doznań. Czy Karciane Podziemia mi ich dostarczyły?

Dowiecie się w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie.

  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?

Karciane Podziemia - w jakim klimacie jest utrzymana gra?

recenzja karciane podziemia gra planszowa
„Przygoda wzywa! Pojawiły się podziemia, a w ich czeluściach monstrualne pomioty. Wasze zadanie, jako Bohaterów jest jasne: podbić każdy loch, pokonać każdego przeciwnika i poradzić sobie z każdym napotkanym zagrożeniem”.

Nie mam ostatnio szczęścia do fabuły w grach. Karciane Podziemia w swoim głównym założeniu to kompaktowy dungeon crawler na kartach. Brak tutaj jednak sensownego wprowadzenia fabularnego. Bohaterowie nie mają imion, lochy do których wkraczają nie mają nazwy. Zapomnijcie o tworzeniu własnej postaci. Ot, bezimienny heros, który kosi potwory w nienazwanej pieczarze. Po co żyje, dokąd zmierza? To bez znaczenia. Nie znamy motywacji postaci, nie znamy powodów, dla których kierują się na dno lochu. Nie wiemy co to za lochy i dlaczego siedzą w nich bestie. Możemy jedynie założyć, że bohaterowie żyją po to, by walczyć z potworami. A potwory istnieją wyłącznie dlatego, żeby dać się zgładzić. Wprowadzenie fabularne sugeruje, swoją drogą, że „tak nakazuje tradycja”.

W co ja mam tu wejść, jako gracz? Co mam sobie wyobrazić?

Mam wrażenie, że twórcy gier często świadomie odpuszczają sobie element kreowania  przedstawianego w grze świata. Klimat niejednokrotnie albo w ogóle nie istnieje, albo jest uszyty tak nieudolnie, że budzi w graczach co najwyżej politowanie. Nie szanuję takiego podejścia. Tłumaczenie, że „to tylko taka mała gra i nie było sensu dopisywać do niej dużej fabuły”, to mydlenie oczu. Nie trzeba dużej fabuły, żeby wciągnąć gracza w jakieś realia. Ba, czasami w ogóle nie potrzeba tekstu.

Wystarczy sam pomysł na wydanie. Tutaj zaś dostajemy grę przygodową kompletnie bez kontekstu. Brakuje tu czegokolwiek, co motywowałoby bohaterów. Nawet w żartobliwym, munchkinowatym tonie, co pasowałoby do konwencji lekkiej gry karcianej. Gracz nie otrzymuje jednak nic. Chyba, że zwrot „pojawiły się podziemia” miał być żartobliwy. W moim odczuciu nie jest, co najwyżej drwi właśnie z gracza. Mam iść walczyć z potworami, bo tak robią bohaterowie. I nie zadawać pytań, bo to mała gra. Może kogoś to bawi. Mnie, jak widać, nie.

W związku z powyższym z przykrością stwierdzam, że grając w Karciane Podziemia, nie czuję, że przemierzam lochy. Nie mam ochoty zdobywać lepszego uzbrojenia. Nie utożsamiam się z postacią. Gra nie ma w sobie za grosz przygody, co powinno być podstawą tytułu w tym gatunku. Pozostaje mi więc liczyć na to, że mechanika walki będzie rekompensowała te niedostatki. Skoro fabularnie to nie RPG, ani dungeon crawler, to może chociaż przyzwoity hack n’ slash?

Karciane Podziemia - na czym polega gra?

Gracze starają się zejść na dno lochu, by pokonać czyhającą tam bestię. Po drodze muszą pokonać szereg przeciwników i uniknąć pułapek.

Informacje o grze

  • Gatunek: Kooperacyjna / Dla dwojga / Solo
  • Wydawca: Asmadi Games
  • Autor: Chris Cieslik
  • Grafika: Alanna Cervenak, Will Pitzer
  • Rok wydania: 2016
  • Rodzaj: Cooperative, dice rolling
  • Czas gry: 45 minut
  • Liczba graczy: 1-2
  • Ograniczenie wiekowe: 14+
  • Losowość: absurdalnie duża
W Polsce za wydanie Karcianych Podziemi odpowiada wydawnictwo Czacha Games.

Karciane Podziemia - co znajdziesz w pudełku?

karciane podziemia planszówka recenzja
  • 5 kart bohaterów
  • 30 kości
  • 1 karta kolejności działań w turze
  • talia składająca się z 56 kart
  • 15 czerwonych znaczników obrażeń
  • 6 białych znaczników mikstur
  • 1 podkładka przebiegu kampanii
  • instrukcja
Karciane Podziemia to próba upchnięcia dużej gry w małym pudełku. Mamy tu znaczniki obrażeń, karty postaci, kości, talię potworów, oraz tryb kampanii. Zawartość pudełeczka z grą robi pozytywne wrażenie.

Jak się gra w Karciane Podziemia?

Gracz (lub gracze, w wariancie dwuosobowym) wybiera kartę postaci. Postać ma zdeterminowany zestaw cech, zobrazowany ilością odpowiadających im kości. Jeśli więc „zwinność” postaci ma 5 punktów, oznacza to, że przy teście na zwinność, gracz może rzucić 5 kośćmi.

Podczas gry możemy swojego bohatera rozwijać. Na różne sposoby – dodając mu punkty doświadczenia, umiejętności lub zdobywając przedmioty. Im więcej punktów doświadczenia, tym więcej przedmiotów i wyższe współczynniki cech może mieć dany bohater.

Gra składa się głównie z talii kart, które pełnią rolę lochów. Za każdym razem, gdy gracz wykonuje ruch, musi z zakrytej talii dobierania odrzucić dwie karty. Symbolizuje to upływający czas. Kiedy czas się kończy, schodzimy na kolejny poziom lochu. Gra staje się trudniejsza, bo z każdym kolejnym piętrem będziemy mieli dodatkowy test do wykonania podczas potyczki. Po zejściu na samo dno mierzymy się z bossem.

Gracz wykłada przed sobą cztery zakryte kary z talii. Są to zamknięte drzwi. Jeśli decyduje się je otworzyć, odrzuca dwie karty z talii (upływający czas). Odkrywa wtedy jedną z kart i podejmuje decyzję. Może uciec (odrzucić kolejne dwie karty, by otworzyć inne drzwi) lub zmierzyć się z tym, co jest na właśnie odrzuconej karcie.

W przypadku gdy chcemy stawić czoła wyzwaniu lub odbyć pojedynek, w grę wchodzą kości. Mamy ich tyle, ile wynoszą współczynniki cech naszej postaci. Każdy potwór lub wyzwanie wymaga wyrzucenia określonego wyniku. Dowolne dwie kości możemy wymienić na jedną, która jest swoistym jokerem, tj. zastępuje kość dowolnej umiejętności. Kość ta ma wynik odpowiadający wartości niższej z odrzuconych kości. Jeśli nie udało się zakryć wszystkich pól-testów na odkrytej karcie, postać odnosi rany. Podczas walki możemy używać też specjalnych umiejętności, pozwalających dodatkowo ingerować w przebieg walki.

Jak można wygrać w Karciane Podziemia?

dungeon crawler karciane podziemia
Grę wygrywamy, jeśli dotrzemy na dno lochu i pokonamy czyhającą tam na nas bestię.

Karciane Podziemia - jakie są moje wrażenia z gry?

Podoba mi się zaczerpnięty z gier RPG zamysł karty postaci i kości przypisywanych do danej umiejętności. Sprawdzony pomysł – tutaj skompresowany i wrzucony do karcianki. Fajnie, o to chodziło.

Podoba mi się mechanika rozwoju postaci. Po skończonym pojedynku wzrastają jej doświadczenie i specjalne umiejętności do odpalania podczas walki. No to teraz mamy już prawie Diablo II na kartach. Czad, na to liczyłem.

Rozumiem ideę małej gry, do zabrania ze sobą i rozłożenia w zasadzie wszędzie. Bardzo cenię sobie takie rozwiązania. Dodatkowo o charakterze kooperacyjnym, co jeszcze bardziej podkręca jej RPGowy klimat. Toż to nie Diablo, to w zasadzie kompaktowy Baldur’s Gate!

Tyle tylko, że nie! To przygodowa gra o zwiedzaniu lochów bez fabuły. A jej losowość doprowadza mnie do szewskiej pasji.

Gra może skończyć się w trzech rundach. Nie musisz mieć przy tym jakiegoś wyjątkowego pecha. Wystarczy, że na kilku kościach, z kilkunastu którymi rzucisz, wypadnie nie to co trzeba. Na samym początku gry zupełnie nie masz jak się przed tym bronić. Możesz być pomysłowy, elokwentny i doświadczony w tego typu grach. Tutaj to bez znaczenia.

Karciane Podziemia przez swoją losowość są dość trudne już w partiach dwuosobowych. W trybie solo poziom trudności wznosi się na wyżyny absurdu.

Siedziałem kiedyś w kawiarni. Dotarłem na umówione spotkanie grubo przed czasem, wyciągnąłem więc Karciane Podziemia i postanowiłem zagrać „na móżdżenie”. Mocno analizując każdy ruch i prawdopodobieństwo wygranej. No i nic. Na 3 rozegrane partie wszystkie skończyły się fiaskiem. Zawsze w momencie, kiedy nie dopisywało mi szczęście. Bo tak. Choćbym nie wiem jak się skupił nad grą. Wypadło parę jedynek i dwójek. I to by było na tyle.

Tutaj nawet decyzje podejmowane przez gracza ciągle wiążą się z losowością. Dotyczy to dosłownie każdej możliwej akcji. Podejmujesz wyzwanie? Rzucasz kośćmi. Toczysz walkę? Rzucasz kośćmi. Wchodzisz do pomieszczenia? Odkrywasz, a jakże, losową kartę. Uciekasz? Chyba tylko po to, by znów spróbować szczęścia w dociągu kart. Gra jest tak losowa, że już na wstępie możemy trafić na najsilniejsze potwory z talii. Chwieje to całą ideą dungeon crawlera. Sens takich gier tkwił w spotykaniu coraz to silniejszych bestii. A nie takich, które akurat się wylosowały.

Wprost uwielbiam, gdy gra generuje sytuacje, w których zaprawiony w boju bohater krytycznie nie trafia! Oczywiście w decydującym momencie starcia. To takie klimatyczne i pełne fabularnego sensu! Na 20 kostkach wyleciały same jedynki i dwójki. Gracz nic z tym już nie może zrobić, bo Karciane Podziemia umożliwiają jedynie wymianę dwóch kości na jedną będącą jokerem. O wartości niższej z dwóch odrzuconych kości. I gra się kończy. Nie ma kolejnej szansy, nie ma kolejnego ciosu. Trafiasz, albo nie.

To świetna zabawa! Poważnie. To czysty relaks, kiedy patrzymy, jak los podejmuje decyzje za nas. Głęboko odprężam się patrząc, jak najsilniejsi bohaterowie giną bez żadnej mojej ingerencji i wbrew mojej woli. Po każdej takiej przegranej już nie mogłem doczekać się kolejnej partyjki. Tak naprawdę, to nie. Nie ma rzeczy, która irytowałaby mnie bardziej.

Zdarzało mi się kilka razy zejść na dół lochu, by zmierzyć się z bossem. Wyłącznie dzięki szczęściu. Nigdy nie wygrałem. Czy to w trybie solo, czy w kooperacji która jest łatwiejsza, nigdy nie udało mi się ukończyć Karcianych Podziemi. Ani razu. Wszystkim graczom, którym się ta niesamowita sztuka udała, serdecznie gratuluję w życiu szczęścia. I wytrwałości.

Gra ta skutecznie, na długie, miesiące obrzydziła mi tryb solo. Do tej pory, kiedy przychodzi mi rzucić kostką, przypominają mi się Karciane Podziemia. Jeden z najbardziej losowych, demotywujących i drażniących tytułów, jaki widziały moje oczy.

W parze gra się odrobinę przyjemniej. Do gry dochodzi element kooperacyjny. Gracze muszą naradzić się wspólnie, jak użyć wyników z kości, decydują też o tym, kto otrzyma nagrody lub ewentualne rany. Które drzwi otworzyć jako następne. Karciane Podziemia nieco wtedy zyskują na grywalności.

Moja ocena Karcianych Podziemii

Wykonanie gry jest co najwyżej znośne.  Oczywiście z literówkami. Kości są bardzo drobne i niskiej jakości. Wiele do życzenia pozostawia też napisana drobnym maczkiem instrukcja. Rozczarowują grafiki, nie ma na czym tu zawiesić oka.

Gra nie jest trudna do zrozumienia i wytłumaczenia. Nie ułatwia tego instrukcja, ale da się przez nią przebrnąć. Mechaniki rządzące Karcianymi Podziemiami są w gruncie rzeczy proste. A sama gra, niestety, dość płytka. Rzucamy kośćmi, układamy je na karcie spotkania. Decydujemy w jaki sposób wzmocnić naszego bohatera.

Mam za sobą kilkanaście partii w Karciane Podziemia. Po kilku miesiącach przerwy usiadłem do tej gry w celach stricte recenzenckich. Już po kilku minutach przypomniałem sobie, jak irytujący i frustrujący jest to tytuł. W moim odczuciu nie jest regrywalny. Nie chcę już w to więcej grać.

Zależy od tego, do jakich bogów i jak skutecznie się modlisz. Jak fortuna sprzyja, to można siedzieć przy tym i z godzinę. Jak nie, to partia kończy się po 10 minutach.

Nie bawię się przy Karcianych Podziemiach. Trochę lepiej jest w trybie dwuosobowym. Ale tylko trochę, bo to nadal tak samo losowy i płytki jak kałuża tytuł.

W chwili pisania recenzji, cena Karcianych Podziemi waha się od 75zł do 100zł i moim zdaniem obie ceny są znacznie przesadzone.

Co mi się najbardziej podoba w grze Karciane Podziemia?

  • pomysł upchnięcia dungeon crawlera na kartach
  • tryb dwuosobowy
  • małe gabaryty gry

Co mi się najmniej podoba w grze Karciane Podziemia?

  • losowość
  • wykonanie
  • grafiki
  • absurdalny poziom trudności
  • tryb solo
  • brak klimatu i chociażby minimalnej fabuły.

Podsumowanie i ocena gry Karciane Podziemia

0 /10
Ocena końcowa

Byłem na tę grę swojego czasu dość napalony. Ze względu na sentyment do gier RPG. Szukałem jakiegoś planszowego odpowiednika, który byłby mały i zgrabny. Który mógłbym zabrać ze sobą wszędzie i rozegrać partyjkę w wolnej chwili. Liczyłem się z tym, że tego RPG będzie co najwyżej namiastka. Ale byłem gotów zadowolić się klimatem i dającą satysfakcję mechaniką, kosztem zaawansowanego systemu rozwoju postaci. Miałem ochotę zejść do podziemi i pomachać mieczem przez godzinkę. Bez konieczności wpatrywania się w monitor. Karciane Podziemia wydawały się spełniać wszystkie te założenia. Nie zawsze mam czas i ochotę na rozłożenie Mage Knighta czy Descenta.

Klimatu jednak nie ma tu za grosz. A mechanika sprowadza się do liczenia na szczęście w rzutach kośćmi. Wybór umiejętności i rozwój postaci mają marginalne znaczenie. Wystarczy seria wyjątkowo niefortunnych rzutów i nie uratują nas żadne podjęte wcześniej decyzje. To wyjątkowo frustrujące. Karciane Podziemia to nie dungeon crawler, tylko Totolotek.

Gra może spodobać się osobom, które chcą zdawać się na ślepy los. Jeśli lubicie hazard, nie szukacie w grach strategicznej głębi, fabuły ani klimatu, będzie to doskonały wybór. W przeciwnym razie darujcie sobie tę pozycję.

Moja finalna ocena odnosi się wyłącznie do trybu dwuosobowego. Tryb solo to 1,5/10. Irytuje, nudzi i zniechęca.

Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:5    Średnia:4.8/5]