Małpa is watching you.
Pociągi, kopalnie i huty. Wkroczmy w świat angielskiej rewolucji przemysłowej. Co sądzę o Brass: Birmingham? Czy tytuł o budowaniu przedsiębiorstw jest warty uwagi? I co ma z tym wspólnego piwo?

Recenzja | Brass: Birmingham

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
by Kakao, 01.10.2019
Pociągi, kopalnie i huty. Wkroczmy w świat angielskiej rewolucji przemysłowej. Co sądzę o Brass: Birmingham? Czy tytuł o budowaniu przedsiębiorstw jest warty uwagi? I co ma z tym wspólnego piwo?

Recenzja | Brass: Birmingham

by Kakao, 01.10.2019
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest

Z czym kojarzą się Wam eurasy? Zazwyczaj odpowiedzią na to pytanie jest zbieranie surowców i podliczanie punktów. Tego typu gry nie słyną z interakcji i budzenia wielkich emocji. Rzadko towarzyszy im odczuwalny klimat, a nawet jeśli, jest to zwykle mocno umowna i naciągana kwestia. Gracze zwykli wręcz mawiać, że tematyka „doklejona” została do zbioru abstrakcyjnych mechanik. W wielu przypadkach trudno się z tym nie zgodzić.

Długo rozglądałem się za tytułem, który byłby wyjątkiem od tej reguły. Tym razem na stół trafia Brass: Birmingham. Recenzja odpowie na pytanie – czy udało mi się w końcu odnaleźć unikat wśród ekonomicznych planszówek?

  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?
Tego wszystkiego dowiecie się w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie.

Brass: Birmingham - w jakim klimacie jest utrzymana gra?

brass birmingham gra planszowa recenzja

Brass: Birmingham utrzymany jest w klimacie rewolucji przemysłowej. Powstają koleje, fabryki i kopalnie węgla. Akcja rozgrywa się w latach 1770-1870 i pokazuje historię rywalizujących ze sobą przedsiębiorców brytyjskiego regionu West Midlands. Czy temat gry przekłada się na jej mechanikę?

I tak i nie. Powiedziałbym, że gra planszowa Brass: Birmingham balansuje gdzieś na krawędzi między abstrakcją i realizmem. Stawiamy przędzalnie i wytwórnie ceramiki, łączymy ze sobą miasta, handlujemy z kupcami. Akcje są tematyczne. „Silnik” gry jednak pozostał abstrakcyjny, bo wszystko odbywa się z pomocą dobieranych losowo kart. Panuje swoisty dualizm. Temat jest odzwierciedlany przez akcje graczy i oprawę graficzną. Nie wszystkie mechaniki starają się symulować rzeczywistość, ale część to robi. Całość ma klimat i sens. Podczas gry czuję, że czarne kostki to węgiel, a pomarańczowe to żelazo. Nie odnoszę wrażenia, że temat został doczepiony na siłę.

Brass: Birmingham - na czym polega gra?

Gracze wcielą się w historyczne postaci przedsiębiorców czasów rewolucji przemysłowej. Będą budować fabryki, produkować piwo, handlować i łączyć miasta przy pomocy kolei. W praktyce ostatecznie i tak chodzi o punkty. Rozgrywka zaroi się od trudnych, emocjonujących decyzji. Brass: Birmingham to gra optymalizacyjna. Zależeć będzie nam na tym, by z każdego ruchu wyciągnąć dla siebie jak najwięcej korzyści. Równie często będziemy próbowali pokrzyżować plany innym graczom. Jest tu bowiem naprawdę spora dawka negatywnej interakcji.

Informacje o grze

  • Gatunek: Strategiczna
  • Wydawca: Roxley / Phalanx
  • Autor: Martin Wallace, Matt Tolman, Gavan Brown
  • Grafika: Damien Mammoliti, David forest & Lina Cossette
  • Rok wydania: 2018, polska edycja 2019
  • Rodzaj: Ekonomiczna, zarządzanie ręką, budowanie połączeń
  • Czas gry: ok. 120 minut
  • Liczba graczy: 2-4
  • Ograniczenie wiekowe: 14+
  • Losowość: teoretycznie średnia, w praktyce nieodczuwalna
Brass: Birmingham to reedycja klasycznego Brassa z 2007 roku. Obecnie na rynku są dwie wersje tej gry: recenzowane przeze mnie Birmingham oraz Lancashire. Ta ostatnia to reimplementacja klasyka, z odświeżoną oprawą graficzną i domyślnie dodanym, fanowskim wariantem dwuosobowym. Birmingham z kolei to przemyślany od podstaw tytuł, bazujący na pierwowzorze, ale wprowadzający szereg usprawnień. W recenzji Brass: Birmingham nie będę się odnosił do różnic między edycjami. Potraktuję tę grę jak osobną, niezależną pozycję.

Brass: Birmingham - co znajdziesz w pudełku?

brass recenzja pudełko
  • dwustronna plansza
  • 4 planszetki graczy
  • 56 żetonów połączeń (po 14 w każdym z kolorów graczy)
  • 8 kart jokerów (4 karty miast, 4 karty przedsiębiorstw)
  • 64 karty miast i przedsiębiorstw
  • 4 karty pomocy
  • 4 znaczniki punktów zwycięstwa (PZ)
  • 30 kostek węgla
  • 15 beczek piwa
  • 4 znaczniki dochodu
  • 18 kostek żelaza
  • 77 żetonów pieniędzy
  • 180 żetonów przedsiębiorstw (po 45 w każdym z kolorów graczy)

Okładka Brass: Birmingham intryguje mnie niezmiernie, od pierwszego wejrzenia. Jest tajemnicza i zachęca do otwarcia pudełka. Planszetki graczy mają słuszną grubość. Wyglądają pięknie i są praktyczne, mimo dużej ilości graficznych zdobień. Żetony również zostały wykonane porządnie i spełniają swoje zadanie. Plansza główna jest jedną z najładniejszych, jakie widziały moje oczy. Jej estetyka i szczegółowość są powalające.

Mogę spędzić długie chwile przyglądając się grafikom miast. Karty obecne w grze to majstersztyk! Cały projekt jest niezwykle klimatyczny, przemyślany i wiarygodny. Jedyną słabą stroną jest fakt, że matowe pokrycie planszy będzie ulegało zarysowaniom. Ostrożnie z szuraniem znacznikami, bo niestety, po grze będzie widać ślady zużycia.

Instrukcja przedstawia zasady w sposób przejrzysty i zrozumiały. Bez zbytecznych komplikacji i udziwnień. Podczas pierwszej partii zdarzyło mi się do niej zajrzeć dwa razy, by upewnić się, że gramy zgodnie z regułami. Od tamtej pory nic w Brassie nie budzi moich wątpliwości.

Jak się gra w Brass: Birmingham?

Szczegółową instrukcję w języku angielskim znajdziecie tutaj. Ja pokrótce przybliżę Wam, jak przebiega rozgrywka.

Gra napędzana jest przez talię kart, przedstawiających różne miasta i przedsiębiorstwa. Mamy też dwa tory – punktów zwycięstwa i dochodu. Ten ostatni mówi nam, ile kasy dostaniemy na końcu rundy. Zazwyczaj mamy 8 kart na ręce. By wykonać akcję, musimy odrzucić jedną z nich. W swojej turze wykonujemy po dwa ruchy i dobieramy nowe karty. Po akcjach wykonanych przez wszystkich graczy, ustalana jest na nowo ich kolejność. Ten, kto wydał najmniej pięniędzy, staje się pierwszym graczem i tak dalej.

Jakie akcje możemy wykonać w Brass: Birmingham?

  • Pożyczka - otrzymujemy 30 funtów i cofamy się na torze dochodu.
  • Rozpoznanie - mechanizm pozwalający kontrolować losowość. Odrzucam dwie karty z ręki, by dobrać „jokery” przedsiębiorstwa i miasta. Pozwalają one zbudować cokolwiek, gdziekolwiek.
  • Sprzedaż - pozwala osiągnąć zysk z wybudowanych fabryk. By dokonać transakcji, musimy być połączeni z miastem, w którym przebywa kupiec i mieć dostęp do piwa. Przecież o suchym pysku nie robi się interesów! 🙂
  • Rozwój - pozwala ulepszyć dostępne do skonstruowania budynki. Płacimy za niego stalą. Możemy pozyskać ją od innych graczy lub z rynku.
  • Rozbudowa połączeń - tworzy siatkę naszego przedsiębiorstwa. Im jest ich więcej, tym lepiej zapunktujemy na koniec gry.
  • Budowa - najważniejszą akcja. By ją wykonać, musimy odrzucić kartę konkretnego miasta lub przedsiębiorstwa. Karta miasta pozwala nam budować w miejscu, które przedstawia. Karta przedsiębiorstwa umożliwia budowę w mieście, z którym jesteśmy połączeni. Oczywiście musimy opłacić koszt wybranej konstrukcji. W funtach i surowcach.
  • Przebudowa przedsiębiorstwa - zastępujemy je wtedy żetonem fabryki, kopalni lub huty wyższego poziomu. Umożliwia to zgarnięcie większej ilości punktów.

Jak można wygrać w Brass: Birmingham?

brass recenzja gra planszowa

W Brassie punktujemy dwukrotnie. W połowie gry, kiedy kończy się Era Kanałowa, oraz na końcu, gdy zamykamy Erę Kolejową. Wygrywamy dzięki liczbie połączeń, które udało się stworzyć oraz fabrykom, którymi wykonaliśmy akcję sprzedaży. Punktują też wyeksploatowane kopalnie i huty.

Brass: Birmingham - jakie są moje wrażenia z gry?

Eurasy kojarzą się zazwyczaj ze spokojnymi rozgrywkami. Każdy sobie coś buduje, zbiera jakieś zasoby, na końcu liczy się punkty. Czasami zdarza się mniej lub bardziej umyślnie zablokować poczynania przeciwnika. Na przykład podbierając mu akcję potrzebną do zrealizowania planu. A jak jest w Brass: Birmingham?Zupełnie inaczej. Gra pozornie przypomina klasyczne euro. Powstają budynki, mamy zasoby, konstruujemy połączenia między miastami. Są też oczywiście punkty. Zapomnijcie jednak o mało inwazyjnych planszówkach, w których każdy szuka dla siebie optymalnego rozwiązania. Partie kipią od interakcji, a my gotujemy się od emocji. Chamskie zagrania potrafią tutaj nie tylko pozbawić konkurentów jakiejś możliwości, ale mogą nawet wywrócić całą ich strategię do góry nogami! Rozgrywki są zacięte, a gracze zawzięci. Jakby jutra miało nie być. Liczy się tylko ta plansza. Brass: Birmingham pozwala na pośrednią, ale negatywną interakcję. Musicie takową lubić i mieć tego świadomość, zanim usiądziecie do wspólnej partii. W przeciwnym razie widzę małe szanse na to, by gra Wam się spodobała.

Współoddziaływania jest co nie miara. Abstrahując od interakcji negatywnej – nie macie szans na zwycięstwo, jeśli nie będziecie obserwować poczynań innych graczy. Ich akcje stają się bowiem dostępnym dla wszystkich źródłem surowców, niezbędnych podczas rozgrywki. Można też bezczelnie podpiąć się pod czyjeś osiągnięcia i zapunktować za połączenie z żetonami, które udało się sprzedać konkurencji. Dzięki temu rozgrywki w Brass: Birmingham są żywe i angażujące.

Gra jest losowa ze względu na dociąg kart. Operujemy tym, co aktualnie mamy na ręce. Część akcji staje się łatwiejsza, a część trudniejsza do wykonania. Wygrywa tutaj najlepszy, nie ten, kto miał najwięcej szczęścia. Losowość podkręca tylko niepowtarzalność rozgrywek. „Jakieś ale” mam jednak co do abstrakcyjności niektórych mechanik.

Kilka rozwiązań jest mało intuicyjnych przy pierwszym zetknięciu z tym tytułem. Dla przykładu podczas akcji sprzedaży, mogę skorzystać ze swojego piwa. Nawet jeśli znajduje się ono na drugim krańcu mapy i nie mam z nim fizycznego połączenia. Wolno mi też zużyć piwo któregokolwiek z graczy… ale tym razem muszę mieć połączenie z konkretnym browarem. To są właśnie takie „kruczki”, które zdarzają się w grze planszowej Brass: Birmingham. Sprawiają, że rozgrywka traci trochę na immersji. Mają sens wyłącznie mechaniczny. Na szczęście, nie ma ich wiele. Nie wszystkim będą one też przeszkadzały.

brass znaczniki

Niezależnie od liczby graczy przy stole, partie są jednakowo angażujące. Przy trzech i czterech graczach dzieje się nieco więcej, niż podczas rozgrywek w duecie. Ale gra i tak skaluje się wyśmienicie i jest fenomenalną dwuosobówką. Zabawa we dwoje daje dużo radości, przy okazji jest szybsza. Krócej czekamy na swój ruch. Brass: Birmingham Potrafi wywinąć mózg na lewą stronę. To tytuł z kategorii „easy to learn, hard to master”.

Jak już przyswoimy sobie, w jaki sposób wykonuje się konkretne akcje, rozgrywka wydaje się być prosta. Pozory mylą. Już po kilku turach dociera do nas, jaki to kolos złożony z dziesiątek zależności. Wykonanie upragnionego, wysoko punktującego zagrania, często wymaga umysłowego wysiłku na poziomie olimpijskim.

Brass: Birmingham to spora dowolność. Możemy rozwijać się we wszystkich możliwych kierunkach. Wyspecjalizować się w konkretnym towarze i próbować sprzedawać go jak najczęściej. Rozprzestrzenić się na połowie mapy, punktując za połączenia i odcinając innych graczy, albo zainwestować w zrównoważony rozwój.

Możliwości jest bez liku. Ma to tym większe znaczenie, że strategię warto mieć w głowie już na samym początku rozgrywki, a potem taktycznie ją modyfikować w czasie trwania partii. Jest więc dowolność, ale ograniczona. Przede wszystkim przez decyzje innych graczy. Ciągle rośnie cena surowców, a na mapie robi się coraz ciaśniej. Nie pomaga też ograniczony czas, bo z góry wiadomo, ile ruchów wykonamy podczas rozgrywki.

Podoba mi się sposób, w jaki gra ewoluuje w trakcie jej trwania. Każdy kolejny ruch jest coraz bardziej emocjonujący. Zdarza się, że któryś z graczy swoją decyzją zmusza nas do kompletnego przeprogramowania strategii. W połowie rozgrywki, gdy kończy się Era Kanałowa, usuwane są połączenia między miastami. Trzeba walczyć o nie na nowo, inwestując kolejne funty, tym razem w kolej. Znikają też przestarzałe przedsiębiorstwa, więc jeśli nie zdążyliśmy z nich skorzystać, nie będą miały już żadnej wartości. Sprawia to, że musimy myśleć długofalowo. Nie gramy też ciągle w to samo, bo warunki znacząco ulegają zmianie. Uwielbiam, kiedy gry funkcjonują w ten sposób.

Moja ocena Brass: Birmingham

brass recenzja plansza

Gdyby wszystkie pozycje na rynku były wydane na takim poziomie, poszedłbym z torbami. Na szczęście tak nie jest, więc mój portfel wykazuje jeszcze oznaki życia. Brass: Birmingham wykonany jest przepięknie! Matowa, dwustronna plansza. Nienachalnie ozdobiona, klimatyczna i czytelna. Obłędna jakość kart. Planszetki graczy z grubej, wytrzymałej tektury. Wszystko ma odpowiednią wielkość, jest spójne i praktyczne. Lepiej, niż wzorowo.

Gra planszowa Brass: Birmingham jest idealnie wyważona. Główny mechanizm to banał – odrzucam kartę, płacę koszt zagrania akcji i to by było na tyle. Pamiętać trzeba o kilku zależnościach podczas pozyskiwania surowców. Część z nich jest abstrakcyjna. Ale nie ma ich znowu aż tak dużo, by cały czas się nad nimi zastanawiać. Wchodzą w krew już po pierwszej partii. To, co banalne w tej grze nie jest ani trochę, to decyzje. Co, gdzie i kiedy wybudować. Właśnie takie rozwiązania cenię niezmiernie. Pozorną prostotę rozgrywki z ciężarem decyzji i mnogością dróg do zwycięstwa. Mimo kilku łatwych do wykonania akcji, mój mózg często doświadczał prawdziwej gorączki.

Z każdą kolejną rozgrywką będziecie odkrywać drzemiącą w grze głębię. Możliwości testowania różnych strategii i dróg do zwycięstwa, reagowania na poczynania przeciwników. Brass: Birmingham ma w sobie coś takiego, że bezpośrednio po zagranej partii nie chce się go chować do pudełka. Tylko od razu zagrać jeszcze raz. Spróbować wykręcić wyższy wynik. Rozgrywki są przyjemne i wciągające. Niby ciągle tylko budujemy fabryki, kopalnie i połączenia między nimi. A nie można się od tego oderwać.

To kolejny aspekt Brass: Birmingham, który mi się podoba. Gra trwa tyle, ile powinna. Jest płynna i dynamiczna. Rozgrywka wspaniale łączy ze sobą otwartość piaskownicy i klaustrofobiczną ciasnotę mokrej piwnicy. Czasami zdarzają się przez to paraliże decyzyjne. Zwłaszcza wtedy, gdy gracze próbują zmaksymalizować swój końcowy wynik. Wydawało mi się, że będzie to skutkowało długim czasem pojedynczej partii. Myliłem się. Ograniczenie ilości tur graczy i podział gry na dwie ery działa tutaj wyśmienicie.

Ta gra to obecnie moje ulubione euro. Nie jest tak rewolucyjne i śmiałe mechanicznie, jak Food Chain Magnate. Ale radość z gry jest co najmniej taka sama, a może nawet większa. Ubóstwiam Brass: Birmingham. Za jego zgrabność. Losowość, której nie odczuwam. Dynamikę i interakcję, również tą negatywną. Za to, jak angażuje, jak mocno muszę przy nim myśleć. A jednocześnie za swoistą lekkość mechaniki. Ta gra ma w sobie coś takiego, że z całych sił chce się w nią wygrać. Nie odpuszcza się do końca.

Rozgrywka uczy ponoszenia konsekwencji za swoje akcje. Nie jest tak „karząca” jak w przypadku Food Chain Magnate, gdzie jeden błąd może kompletnie przesądzić o wygranej lub przegranej. Decyzje jednak mają spory ciężar i niebagatelne znaczenie, a to dla mnie jest kluczowe.

Kiedy to piszę, gra leży rozstawiona na moim biurku. Gotowa do rozegrania kolejnej partii. Widzę przed sobą kapitalną jakość komponentów, piękną planszę, niedorzecznie wysokiej jakości karty. Wiem też, ile radości Brass: Birmingham sprawia podczas rozgrywki. To planszówka warta każdej wydanej złotówki. Tytuł do grania na lata. Zajmuje w mojej kolekcji honorowe miejsce.

Co mi się najbardziej podoba w grze Brass: Birmingham?

  • przepiękny projekt i wykonanie. Estetyka!
  • pudełko bez zbędnego miejsca na chińskie powietrze.
  • optymalna liczba elementów.
  • złożone, lecz w gruncie rzeczy proste do przyswojenia zasady.
  • idealny balans pomiędzy prostotą a skomplikowaniem.
  • optymalny czas trwania rozgrywki.
  • dużo emocjonujących decyzji. Zwłaszcza jak na grę typu euro.
  • interakcja między graczami. Właśnie po to siadam do planszy.
  • porażająca ilość dróg do zwycięstwa.
  • skalowanie. Na dwóch graczy Brass Birmingham śmiga, aż miło.
  • stosunek jakości do ceny.
  • głębia rozgrywki.
  • niezależność językowa.
  • nieodczuwalna, minimalna losowość.

Co mi się najmniej podoba w grze Brass: Birmingham?

  • może wywoływać paraliże decyzyjne
  • część mechanik mimo wszystko jest abstrakcyjna. Aż chciałoby się, by gra była bardziej symulacyjna i tematyczna. Ale wtedy jej ocena nie zmieściłaby się w skali.
  • nie spodoba się miłośnikom negatywnej interakcji. W Brassie można koncertowo popisać się chamstwem i zrujnować czyjeś plany, wjeżdżając w nie jak taran.

Podsumowanie i ocena Brass: Birmingham

brass znaczniki2
0 /10
Ocena końcowa

Nie ma idealnych gier planszowych. Nie znaczy to, że pewne prace nie zasługują na maksymalną możliwą notę. Food Chain Magnate otarł się o ideał. Brakuje mi tam high endowego wykończenia, a ciężar samej rozgrywki jest większy, niż w przypadku Brass: Birmingham. Tutaj za to zgadza się praktycznie wszystko. Czas trwania partii, genialne wykonanie, skalowanie, optymalny stosunek skomplikowania zasad do podejmowanych decyzji. Gra jest odpowiednio dynamiczna, angażuje i sprawia, że chce się do niej wracać.

Dlatego Brass: Birmingham otrzymuje ode mnie najwyższą możliwą ocenę i znak jakości Kakao. Polecam tę grę oburącz i całym sercem. Zwłaszcza zaawansowanym euro graczom, którzy docenią płynnie działającą rozgrywkę. Żałuję, że mechaniki nie są trochę mniej abstrakcyjne. Oprawa gry aż prosi się o realizm i symulacyjność. Ale taki już urok tego tytułu i nie zmienię swojej oceny dlatego, że chciałbym właśnie takich doznań. Brass: Birmingham daje mi coś innego. Zgrabną, wciągającą łamigłówkę, sprytnie podszytą rewolucją przemysłową. Dzięki czemu nie jest to „suche euro” sensu stricto. Od planszy trzeba mnie odciągać. Siłą.

Komu się nie spodoba? Na pewno ludziom, którzy lubią brzydkie przedmioty ;). A poważnie – to nie jest lekka gierka, na niezobowiązujące spotkanie. Tutaj trzeba planować, kombinować i optymalizować. Jeśli nie lubicie takiego sposobu myślenia, to nie jest gra dla Was. Dobrze jest też mieć już jakąś planszówkową przeszłość, zanim do niej usiądziecie. Brass: Birmingham jednak ma kilka zasad do przyswojenia i spory ciężar. Zaawansowani gracze, zwłaszcza lubiący ekonomiczną tematykę, powinni być wniebowzięci. Ja jestem. Starczy tego pisania… wracam do planszy!

Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:17    Średnia:5/5]