Małpa is watching you.
Déjà vu to anomalia funkcjonowania mózgu, przedstawiająca sytuację aktualnie widzianą, jako wspomnienie. Może być to też błąd Matrixa. Albo nowa gra Michała Oracza. Sprawdźcie co sadzę o tej nowej-starej grze.

Recenzja | Monolith Arena

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest

by Kakao, 30.06.2019

Déjà vu to anomalia funkcjonowania mózgu, przedstawiająca sytuację aktualnie widzianą, jako wspomnienie. Może być to też błąd Matrixa. Albo nowa gra Michała Oracza. Sprawdźcie co sadzę o tej nowej-starej grze.

Recenzja | Monolith Arena

by Kakao, 30.06.2019
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest

Graliście kiedyś w Neuroshimę Hex? To w Monolith Arena też graliście. To ta sama gra. Z jedną zmianą w zasadach i nową oprawą graficzną. Starzy wyjadacze poczują się tu jak u siebie w domu. Nowi gracze mają teraz do wyboru realia postapokaliptyczne lub fantastykę. Czy warto jednak przesiąść się z Hexa na Arenę? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie w poniższej recenzji gry planszowej Monolith Arena.

Zażarta walka na żetony czeka na kolejnych śmiałków. Podejmiecie to wyzwanie?

  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?
Dowiecie się w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie.

Monolith Arena - w jakim klimacie jest utrzymana gra?

monolith arena gra planszowa recenzja

Zazwyczaj w tym miejscu opisuję klimat gry, w którym osadzona jest jej mechanika. Tym razem muszę zachować się trochę inaczej. Bo nie bardzo jest o czym pisać.

Monolith Arena stylizowana jest na modłę fantasy. Z instrukcji nie dowiemy się jednak nawet jak nazywa się kraina, której dotyczą opisy. Ot, „pradawne monolity, starsze od najstarszych kronik i pieśni (…) zawsze są głodne krwi Czempionów”. Doskonale, ja już jestem wkręcony w wir wydarzeń. A Ty?

Tyle tylko, że opis ma jeszcze cztery zdania i się kończy.

Jakie Monolity, jacy Czempioni? Kiedy? Skąd pochodzą, gdzie zmierzają? Czemu ze sobą walczą, po co ta cała arena? Informacje są tak zdawkowe, że równie dobrze mogłoby ich nie być. Neuroshima Hex, mimo wszystko, ma solidne i spójne tło fabularne, oparte na systemie RPG. Mamy tam do czynienia z przemyślaną genezą świata, która uzasadnia istnienie poszczególnych frakcji. W Monolith Arena tego nie ma.

Tutaj gracz dostaje do bólu sztampowe opisy, udające wycinki z jakiegoś uniwersum. Fabularyzowane wstawki o golemach, demonach i rycerzach. Nazwy frakcji  sugerujące ich pochodzenie i historię. Ale żadnego uniwersum, ani historii nie ma. Żeby było zabawniej, mechanika gry w żaden sposób nie daje się usprawiedliwić fabularnie. A jeśli podejmiemy taka próbę to napotkamy same niedorzeczności.

Do Monolith Areny doklejono wtórny, nijaki banał. Nudny, przeciętny, płytki i pospolity szablon, jakich wiele. Gra nie ma kompletnie żadnego klimatu. Ma jaskrawe grafiki w stylu fantasy i pseudoliteracki bełkot w instrukcji. Gdyby autorzy chociaż potraktowali temat z przymrużeniem oka i lekkością…ale nie. Jest śmiertelnie poważnie. Śmiertelnie poważne, ubogie tło fabularne. Bez żadnego związku z mechaniką.

Monolith Arena - na czym polega gra?

Gracze toczą ze sobą krótkie, dynamiczne pojedynki. Będą wystawiać na pole bitwy swoje jednostki. Bronić się i atakować. Przemieszczać się i reagować na poczynania przeciwnika. Będą używać specjalnych umiejętności i liczyć na szczęście. Oj tak, liczenia na szczęście będzie tutaj sporo. Niemalże tyle, co strategii.

Informacje o grze

  • Gatunek: Strategiczna
  • Wydawca: Portal Games
  • Autor: Michał Oracz
  • Grafika: Ewa Kostorz, Rafał Szyma
  • Rok wydania: 2018
  • Rodzaj: Tile placement, variable player powers, player elimination
  • Czas gry: 30 minut
  • Liczba graczy: 2-4
  • Ograniczenie wiekowe: 10
  • Losowość: duża

Twórcą gry planszowej Monolith Arena jest Michał Oracz. To obecnie niezależny autor na rynku gier planszowych, na którego koncie znajduje się m.in adaptacja znanej gry This War of Mine. Wydaniem zajęło się wydawnictwo Portal Games, któremu przewodzi Ignacy Trzewiczek.

Monolith Arena pod względem mechaniki to w zasadzie kopia Neuroshimy Hex, która swoją premierę miała w 2005 roku. Hex cieszy się sporą społecznością graczy zarówno w Polsce, jak i na scenie światowej.

Monolith Arena - co znajdziesz w pudełku?

gra planszowa monolith arena recenzja
  • 140 żetonów (po 35 na frakcję)
  • 8 znaczników frakcji
  • 27 znaczników inicjatywy
  • 22 znaczniki ran
  • 4 żetony sojuszu
  • 1 znacznik aktywnego gracza
  • 16 innych znaczników
  • 12 plastikowych części monolit
  • 4 karty pomocy
  • 1 plansza
  • 1 instrukcja

Gra wykonana jest w stylu, do którego przyzwyczaiło nas wydawnictwo Portal. Jakość poszczególnych komponentów jest wysoka. Pomoce dla graczy zdecydowanie robią efekt wow!

Nie obyło się jednak bez błędów i najbardziej rzucają się one w oczy właśnie na kartach pomocy. Niby gra fantasy, a raz spotykamy słowo runa, a raz… run.

Czytamy: „Runa regeneracji może w normalny sposób…”, by na tej samej karcie podpowiedzi znaleźć „Run regeneracji, z którym połączony jest Sztandar”.

Zatem brawo Portal. Karton fajny, szkoda tylko, że od błędów i tak szczypią oczy. Nie jestem w stanie zrozumieć takiego niedbalstwa.

Jak się gra w Monolith Arena?

monolith arena recenzja gra planszowa

Na początku gry wybieramy lub losujemy frakcję jaką będziemy grać. Do wyboru są Wysłannicy Puszczy, Smocze Imperium, Władcy Otchłani oraz Strażnicy Krain. Frakcje  mocno różnią się od siebie. Do specyfiki frakcji musimy dopasować swój styl gry. Jeśli nasze jednostki mają możliwość szybkiego przemieszczania się po planszy, to nieskorzystanie z tej przewagi zazwyczaj skończy się przegraną. I odwrotnie, mocno ofensywna gra frakcją nastawioną na obronność, niekoniecznie będzie dobrym pomysłem.

Ale zaraz zaraz, skąd mam wiedzieć, co moja frakcja robi?

Jeśli gracze nie grali wcześniej daną armią, lub chcą sobie dokładnie przypomnieć jej cechy, na podorędziu mają karty pomocy. Ściągawki, które ilustrują też ilość danych jednostek. Dzięki temu gracze mogą obliczyć prawdopodobieństwo otrzymania danego żetonu. Ułatwi to także zaplanowanie strategii.

Zanim zacznie się właściwa rozgrywka, gracze wyszukują wśród swoich żetonów żeton Sztandaru. Dla każdego z nich to najczulszy punkt. Jeśli oponent uderzy w Sztandar gracza, zadaje mu rany.

Co dalej?

Pod względem mechaniki dalej jest banalnie. Każda armia to zbiór 35 zakrytych żetonów. W swojej turze gracz dociąga trzy, jeden odrzuca. Pozostałych dwóch może użyć, bądź pozostawić je sobie na później. Jeśli je zostawi, w kolejnej rundzie dociąga tylko tyle żetonów, aby mieć w sumie trzy przed sobą. Znów odrzuca jeden, a pozostałe dwa ma do dyspozycji. I tak przez całą grę.

Żetony dzielą się na:

Żetony planszy

Są to sztandar o którym wspomniałem wyżej, czempioni i runy. Czempioni to jednostki, które mają możliwość ataku wręcz, bądź dystansowego. Część z nich posiada umiejętności defensywne. Często mają też inne specjalne, charakterystyczne dla danej frakcji cechy. Runy to żetony, które możemy podłączyć do pozostałych żetonów planszy,  by w jakiś sposób je wzmocnić.

Żetony rozkazów

Są to żetony wywołujące konkretny efekt w momencie zagrania. Nie zagrywamy ich na planszę, informujemy tylko o ich użyciu. Pozwalają poruszyć swoimi jednostkami, wywołać bitwę lub zadać natychmiastowe obrażenia.

Każdy Czempion ma nadrukowaną cyfrę. To wartość jego inicjatywy. Im większa inicjatywa, tym wcześniej Czempion zaatakuje w przypadku wywołania bitwy przez któregoś z graczy.

W przypadku zapełnienia całej planszy żetonami, automatycznie „odpalane“ jest starcie. Gracze, w zgodzie z punktami inicjatywy jednostek, rozliczają sytuację na planszy. Podobnie dzieje się, gdy któryś z graczy zagra rozkaz bitwy.

Zaawansowani gracze mogą skorzystać z mechaniki Monolitów. Monolity to nic innego, jak wieże składające się ze Sztandaru połączonego z dwiema innymi jednostkami lub runami. Gracz zamiast wystawiać nowe żetony na planszy, może rozwinąć swój monolit. Dopóki tego nie zrobi, monolit traktowany jest jak zwykły Sztandar.

Jak można wygrać w Monolith Arena?

monolith arena żetony

Gra trwa, dopóki któremuś z graczy nie skończą się żetony do dobierania. Może skończyć się też wcześniej, jeśli któryś ze Sztandarów straci wszystkie punkty życia. Wygrywa ten, kto przeżyje, bądź na koniec gry ma więcej punktów życia.

Monolith Arena - jakie są moje wrażenia z gry?

Monolith Arena to gra, którą szybko się rozkłada i tłumaczy. Podstawowe zasady nie budzą większych wątpliwości, nawet wśród początkujących graczy. Poszczególne elementy gry są starannie zaprojektowane, estetyczne i czytelne. Jakość wydania zdecydowanie robi pozytywne wrażenie.

Partie w Monolith Arena są raczej krótkie i dynamiczne. Rozgrywki potrafią być emocjonujące. Gra może posłużyć jako przerywnik między „większymi“ tytułami. Nic nie stoi  też na przeszkodzie, by poświęcić jej cały wieczór.

Podoba mi się to, ile asymetrii udało się upchnąć w tych 4 standardowych frakcjach. Każdą z nich gra się zupełnie inaczej. Po kilkudziesięciu rozegranych partiach mam wrażenie, że frakcje są dobrze zbalansowane. Zadanie to z pewnością nie było łatwe, biorąc pod uwagę fakt, jak diametralnie się różnią między sobą. Za to autorowi, bez wątpienia, należą się brawa.

Nowy-stary tytuł Michała Oracza premiuje dobre poznanie jego mechaniki. Przede wszystkim, bez dobrej znajomości specjalnych zdolności frakcji, nie skorzystamy z monolitów. Bo skąd gracz ma wiedzieć, co tam wsadzić? Musi się „ograć” z daną frakcją. Ta wiedza przychodzi z czasem.

Gra znajdzie swoich zwolenników wśród kilku grup ludzi. Początkujący planszówkowicze odnajdą się w niej dzięki stosunkowo prostym zasadom. Zaawansowani (zwłaszcza miłośnicy Hexa) mogą dobrze poznać frakcje i dalej zagrywać się tak, jak zagrywali się w Neuroshimę. Przy okazji korzystając z nowej mechaniki Monolitów. Kolekcjonerzy i zbieracze już zacierają ręce, w oczekiwaniu na wypuszczenie przez Portal dodatków. Czymś to powietrze wewnątrz pudełka trzeba wypełnić.

Zdaję sobie sprawę z tego, że większość recenzji gry planszowej Monolith w internecie, to głosy zachwytu nad nową odsłoną znanej mechaniki. Rozumiem, za co ten tytuł jest tak ceniony. Będę więc w swojej opinii nieco odosobniony. Czas na łyżkę dziegciu w beczce miodu.

Bez owijania w bawełnę: Ja nie chcę w to grać. W moim mniemaniu zarówno Monolith Arena jak i Neuroshima Hex są grami potwornie losowymi. Ta losowość dokucza mi na tyle, że nie potrafię się przy nich dobrze bawić. Nie umiem ani fabularnie, ani mechanicznie usprawiedliwić sytuacji, w których mój przeciwnik, w pierwszych ruchach, dostaje najsilniejsze jednostki. Bo tak…bo ma po prostu szczęście. A ja nie! Ja odrzucam żetony bitwy i rozkazów, kiedy na stole nie leży jeszcze żaden mój żeton jednostki. Każde takie odrzucenie wyklucza przy tym prawdopodobieństwo, że dostanę te rzeczy na rękę wtedy, kiedy faktycznie będą mi potrzebne. I skraca grę.

Można pokusić się o stwierdzenie, że taki jest urok gier z losowym dociągiem „czegokolwiek“. Absolutnie nie mogę się zgodzić z tą opinią. Niestety, spotkałem się taką argumentacją w odniesieniu do Monolith Areny. Jeśli w grze umieszcza się losowy dociąg, to zazwyczaj daje się też możliwość ingerencji w tą losowość. W Arenie i Hexie tą „ingerencją” jest odrzucenie pechowego dociągu i dobranie kolejnych żetonów. Tylko tyle. Jak żetony nie pasują, to sobie odrzuć. Według mnie to prymitywny mechanizm.

Pamiętacie Magic the Gathering? Prostą jak drut kolekcjonerską karciankę?

Tam też jest losowy dociąg i zagrywanie tego, co akurat mamy na ręce. Ale to gracz decyduje o tym, jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia danej karty! Sam konstruuje swój deck. A Dominion? Kolejna gra z losowym dociągiem. Tyle tylko, że jeśli mam w talii dobrą kartę i chcę zwiększyć szansę na jej zagranie, to gra daje mi możliwość zredukowania objętości talii za pomocą odpowiedniej akcji. Ten sam mechanizm mamy chociażby w Star Realms. Czyli jak się chce, to można.

Tutaj gracze dostają gotowy zbiór żetonów do potasowania – obliczony wcześniej przez autora. Nie mają żadnego wpływu na szanse wejścia do gry konkretnych jednostek czy też akcji. Jak wejdą, to wejdą. Jak nie, no to nie. Wygra nasz przeciwnik, choćbyśmy z maksymalną skutecznością umieszczali swoje jednostki na planszy. Oponent dostaje silniejsze żetony i basta. Potrafi to zepsuć nawet partie turniejowe, co jest przecież niedorzeczne!

Monolith Arena praktycznie wyklucza długofalowe planowanie. Mogę jedynie starać się przewidzieć, kiedy dana jednostka pojawi się na mojej ręce. Teoretycznie, „mechanizm monolitu“ ma zapobiegać temu zjawisku. Jednak, żeby użyć go z głową, trzeba rozegrać minimalnie kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt) partii daną frakcją. Jest to moim zdaniem rozwiązanie tylko dla zatwardziałych pasjonatów Areny i Hexa. Nie są to jednak gry, które jakkolwiek zachęcałyby mnie do tego, bym poświęcił im taką ilość czasu.

Mechanika dobierania do trzech żetonów co turę i odrzucanie jednego, odziera Monolith Arene z resztek pozorów klimatu. Spróbujcie fabularnie uzasadnić kolejność odrzucenia jednej jednostki przez dowódcę armii, w trakcie bitwy. Przekonałbym się do tego rozwiązania, gdyby gra nie siliła się na fantastyczny klimat wojujących ze sobą frakcji. Ale się sili! Zarówno w opisach, jak i na grafikach. Przełknąłbym taką mechanikę w grze, która nie stara się udawać, że nie jest abstrakcyjna. Monolith Arena jest. Nie jest taktyczną grą fantasy, jak możemy przeczytać na pudełku. Nie jest ani fantasy, ani taktyczna. Jest abstrakcyjną grą z kolorowymi rysunkami.

Procesu myślowego, zachodzącego podczas gry, nie nazwałbym planowaniem strategicznym. To raczej reagowanie na ruchy innych graczy za pomocą tego, co akurat mam przed sobą. Z domniemaniem tego, co ewentualnie może mi się trafić w przyszłych turach. Niewiele ma to wspólnego ze strategią. Do gry nie da się usiąść z żadnym odgórnym założeniem. Trudno też po rozegranej partii wyciągnąć jakieś konkretne wnioski. Prócz tych, że trochę jak w szachach, gra punktuje konkretne zagrania i bardzo dobrą znajomość zasad. Oraz frakcji, zarówno swojej, jak i przeciwnika.

Monolith Arena jest grą planszową posiadającą praktycznie wszystkie cechy, które wykluczają moją obecność przy stole. Nie znaczy to jednak, że gra nie ma szansy spodobać się szerszej publiczności. Nie przeszkadza Ci losowość? Szukasz czegoś szybkiego, dynamicznego? Do piwka? No to rozłoż sobie… Neuroshimę Hex. Tak. Neuroshimę Hex. Monolith Arena bowiem, ze względu na zredukowanie wielkości planszy, jest w zasadzie grą dla dwóch osób. W takim składzie jest najbardziej taktyczna i daje jakąkolwiek kontrolę. Już przy trzech osobach robi się zbyt ciasno na planszy. Mechanizm monolitu, odróżniający Hexa od Areny, wymaga dobrej znajomości frakcji. Jeśli siadamy z kimś do gry pierwszy raz, nie ma możliwości, by wsadził w monolit cokolwiek sensownego. Gramy więc bez monolitu, czyli w zasadzie w Neuroshimę Hex. Tylko plansza mniejsza. Po co więc rezygnować z możliwości gry w więcej osób? Nawet jeśli te wieloosobowe starcia w Neuroshimie bywają totalnym chaosem, to na taki radosny chaos ewentualnie daję się namówić. Głównie po to, żeby się pośmiać. Bo na poważnie do tego nie usiądę nigdy w życiu! A już na pewno nie na trzeźwo.

Wspomnę jeszcze o instrukcji. Jak na grę o mechanice „dobierz 3 kafle, odrzuć jeden, użyj dwóch” ilość wątpliwości interpretacyjnych jest zdecydowanie zbyt duża. Każda z frakcji wprowadza kolejne wyjątki od standardowych reguł. Zdarza się więc siedzieć kilka minut z instrukcją, w poszukiwaniu odpowiedzi, czy na pewno dane zagranie jest legalne. W tak prostej i szybkiej grze, brak precyzyjnie sformułowanych zasad budzi jedynie moje politowanie.

Moja ocena gry Monolith Arena

Jakość poszczególnych elementów gry robi bardzo pozytywne wrażenie. Pod względem grafiki bardziej podoba mi się jednak Neuroshima Hex. Monolith Arena jest przejaskrawiona i nijaka, brak jej przez to klimatu.

Tutaj duży plus. Grę szybko się tłumaczy, zasady są proste do przyswojenia i przedłożenia innym graczom. Występują jednakże sporne sytuacje, zmuszające do przekartkowania instrukcji, a w skrajnych przypadkach nawet poszukania interpretacji zasad w internecie.

Bardzo duża. Jeśli tylko graczom nie przeszkadza losowość, Monolith Arena będzie grą na wiele spotkań. Z zastrzeżeniem, że będą to spotkania głównie dwuosobowe.

Adekwatny do ciężaru gry. Zdarza się jednak czasami, że rozgrywka się „zatnie”, jeśli któryś z graczy będzie chciał dokładnie przemyśleć swój ruch. Wtedy zamiast 20 minut, partia potrafi trwać 30 min. i więcej. Odnoszę wtedy wrażenie, że to nieco zbyt długo.

Dla mnie fun z rozgrywki jest żaden. Gra jest zbyt losowa, wolę wyciągnąć i zaproponować coś innego. A już zwłaszcza w kategorii gier dla dwóch osób, w którą Monolith Arena zdaje się mierzyć.

Gra jest warta swojej ceny. Wydana jest z rozmachem typowym dla gier Portalu.

Co mi się najbardziej podoba w grze Monolith Arena?

  • szybkie przygotowanie partii
  • dynamiczne pojedynki
  • jakość wydania
  • asymetryczność bez poczucia zaburzonego balansu
  • stosunkowa lekkość rozgrywki

Co mi się najmniej podoba w grze Monolith Arena?

  • losowość w najgorszej możliwej odsłonie
  • przestarzała mechanika
  • czasami niejasne sytuacje na planszy
  • brak wiarygodnego klimatu

Podsumowanie i ocena gry Monolith Arena

0 /10
Ocena końcowa

Monolith Arena nie jest wybitnie zła. Nie jest jednak też grą wybitnie dobrą. Może się podobać, co odzwierciedlają pochlebne recenzje i opinie innych graczy. Zdecydowanie nie jest jednak tytułem dla mnie, przez zbytnią losowość i swoistą bezmyślność rozgrywki. To gra dla maniaków, którzy chcą się uczyć optymalnych zagrań danymi frakcjami. Quasi-szachy, z asymetrycznymi frakcjami i nieznośną losowością, psującą niejedną partię. Ja tam wolę zwykłe szachy, bez udziwnień.

Nie widzę jednak żadnej przyczyny, dla której miałbym postawić Monolith Arenę nad Neuroshimą Hex. Jeśli ktoś zamierza wybrać nową wersję starej mechaniki ze względu na inny klimat, w mojej ocenie popełni błąd. Zarówno w pierwszej jak i drugiej pozycji klimat podczas gry i tak jest nieodczuwalny, a ten Neuroshimowy chociaż ma ręce i nogi.

Mechaniki zarówno Hexa jak i Areny zdążyły się zestarzeć. Owszem, mogą dawać dużo frajdy. Zwłaszcza początkującym graczom. Wybór tytułów które są bardziej przemyślane, klimatyczne i przede wszystkim mniej losowe jest tak duży, że wolę usiąść do czegoś innego.

Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:7    Średnia:4.9/5]