Małpa is watching you.
Fallout, STALKER, Metro 2033… gracze pecetowi i konsolowi, szalejący za klimatami post-apokaliptycznymi, mają w czym wybierać. Co z planszówkowiczami? Tu jest trochę gorzej. Czy Zona ma szanse to zmienić?

Recenzja | Zona : Sekret Czarnobyla

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest

by Kakao, 30.11.2019

Fallout, STALKER, Metro 2033… gracze pecetowi i konsolowi, szalejący za klimatami post-apokaliptycznymi, mają w czym wybierać. Co z planszówkowiczami? Tu jest trochę gorzej. Czy Zona ma szanse to zmienić?

Recenzja | Zona : Sekret Czarnobyla

by Kakao, 30.11.2019
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest

Dobre kilka lat temu kupiłem sobie iMaca. Ubolewam od tego czasu, że ilekroć łapie mnie nostalgia i chciałbym odpalić jakiegoś PCtowego starocia, nie mogę tego zrobić. Baldur’s Gate i Icewind Dale doczekały się reedycji, które mogę uruchomić na swoim komputerze. Szereg tytułów na OSX-a jednak nie istnieje, a moja chęć zagrania nie jest aż tak przemożna, żebym chciał bawić się w instalowanie Windowsa. Wolę w tym czasie rozłożyć planszówkę.

Wspominam o tym, bo często mam ochotę wrócić do serii gier Fallout. Nie tych opracowanych przez Bethesdę. Do jedynki, dwójki i Tacticsa. Jest niby planszowa adaptacja tych realiów. Mocno nawiązuje ona jednak do najnowszych produkcji, a mechanicznie jest co najwyżej średnia. Mój głód na post-apo pozostał więc niezaspokojony.

Aż tu Johny pewnego razu przyniósł na nasze spotkania Zonę. Skąd to wytrzasnął i jakim cudem nie słyszałem o tym tytule wcześniej? Nie wiem. Niejasno przebąkiwał, że widział ją na Pyrkonie. Rozłożył planszę, wyjaśnił zasady. Przecierałem oczy ze zdziwienia, bo leżało przede mną coś, co mieszało Fallouta z katastrofą czarnobylską w proporcjach 1:1. Mój poziom zainteresowania gwałtownie wzrósł. Co z tego wynikło? Jaką grą jest Zona? Zapraszam do mojej recenzji tego tytułu.

  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?
Dowiecie się w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie.

Zona - w jakim klimacie jest utrzymana gra?

recenzja zona plansza

Realia Zony to alternatywna wersja rzeczywistości. Po katastrofie w Czarnobylu Rosjanie nie zamykają elektrowni. Prowadzą w niej oraz na okolicznych terenach eksperymenty naukowe, które wymykają się spod kontroli. Zadaniem graczy będzie zgłębić sekrety Zony i dostać się na teren elektrowni, zwany tutaj Sarkofagiem.

Gra jest klimatyczna. Do turbo immersyjnego doświadczenia, przy którym zapominamy o życiu jest jej daleko. Jednak użyte przez projektantów mechaniki dobrze współgrają z tematem. Świat opisywany jest przy użyciu zgrabnych, krótkich scenek z kart wydarzeń. Umiejętnie budują one odczuwany klimat.

Mapę przemierzają mutanty. Na swojej drodze spotkamy anomalie, strażników i podobnych nam Szperaczy. Powietrze, co jakiś czas, przeszyją fale promieniowania z elektrowni. Czujemy, że w pobliżu czeka na nas tajemnica, która domaga się odkrycia.

To aspekt Zony, który niezmiernie mi się podoba. Chciałem się dostać do Sarkofagu nie tylko dlatego, by wygrać. Gra wzbudziła we mnie autentyczną chęć zbadania, co tam na mnie czeka.

Zona - na czym polega gra?

Gracze wezmą udział w specyficznym wyścigu. Każdy wcieli się w Szperacza – osobę, która wbrew obowiązującemu prawu i zastosowanym środkom prewencyjnym, przeniknęła do czarnobylskiej strefy wykluczenia. Cel jest jeden: dotrzeć do Sarkofagu. Do Źródła. Do samego serca katastrofy.

Po drodze podejmujemy mnóstwo decyzji i bierzemy udział w mniejszych zadaniach i przygodach.

Informacje o grze

  • Gatunek: Przygodowa
  • Wydawca: Rebel
  • Autor: Krzysztof Głośnicki, Maciej Drewing
  • Grafika: Wojciech Bajor, Tomek Zarucki
  • Rok wydania: 2019
  • Rodzaj: Adventure, Science Fiction
  • Czas gry: 3 do 4 godzin
  • Liczba graczy: 1-4
  • Ograniczenie wiekowe: 18+ (myślę, że 16+ jest rozsądniejsze)
  • Losowość: duża
Zona to druga gra spod ręki Krzysztofa Głośnickiego. Poprzednią był Elekt, karcianka, której recenzji możecie niedługo spodziewać się na blogu Urabura Games. Maciej Drewing z kolei jest informatykiem, mającym hyzia na punkcie post-apo w stylu STALKERA czy Metro 2033. Nic dziwnego zatem, że Zona kipi od pochodnego klimatu.

Zona - co znajdziesz w pudełku?

recenzja zona planszówka
  • plansza ZONY
  • plansza targowiska
  • 10 figurek postaci
  • 10 plansz postaci
  • 4 plansze plecaków
  • 207 małych kart
  • 108 dużych kart
  • 56 żetonów mutantów i anomalii
  • 131 pozostałych żetonów

Ilość elementów tej gry planszowej jest optymalna, dzięki czemu elegancko i intrygująco prezentuje się ona na stole. Wszystko ma tu swoje miejsce i pełni określoną rolę. Jakość planszy, kart i znaczników nie budzi zastrzeżeń. Miłym dodatkiem są figurki. Wypraska jest funkcjonalna.

Największym fizycznym atutem Zony jest podajnik na potwory. Pomaga on utrzymywać porządek. Dzięki niemu stosy kafelków nie rozsypują się. Proste, funkcjonalne rozwiązanie. Szanuję to. Cieszę się, że w nowoczesnych planszówkach, takie udogodnienia zdarzają się coraz częściej.

Jak się gra w Zone?

Instrukcję do Zony znajdziesz tutaj.

Jak to wszystko wygląda w praktyce? Bardzo prosto. Poruszamy się po mapie. Każdy region, w którym się znajdziemy, pozwala na odpalenie unikalnej akcji. Wioska, Zajazd i Obóz Naukowy pozwalają poczuć się bezpiecznie. To tam dokonujemy transakcji i opatrujemy rany. W pozostałych miejscówkach nie jest już tak przyjemnie.

Rządowy Schron, Podziemne Archiwum, Laboratorium Botaniczne i Obserwatorium Emisyjne to miejsca-klucze. Do nich musimy udać się, by pozyskać Tajemnice. Nie jest tam jednak łatwo i przyjemnie. Bez odpowiedniego sprzętu ani rusz. Gracze krążą między miejscówkami, zdobywając przedmioty i trofea. Sprzedają je bądź zachowują, by wykorzystać w walce. Jeśli zdobyliśmy dwie Tajemnice, możemy skierować swoje kroki do Sarkofagu i spróbować sięgnąć po zwycięstwo.

A propos walki. Starcia i spotkania to w Zonie testy oparte na kościach. W zgrabny i pomysłowy sposób ich wyniki modyfikujemy za pomocą tego, co posiadamy. Przykład? Dawkę promieniowania przyjmujemy na założony skafander. Jeśli go nie mamy, dostaniemy obrażenia. Potwory zadają rany różnego rodzaju, które również możemy odparować ekwipunkiem. Tak samo dobytą bronią zwiększamy prawdopodobieństwo ubicia bestii. Słowem – sprzęt, to modyfikatory rzutów. Brzmi banalnie, działa świetnie, podkręca fabułę.

Każdy z graczy kontroluje unikalną postać, która sama z siebie również modyfikuje wyniki testów. Posiada też specjalną umiejętność. To jednak nie wszystko, bowiem bohaterowie mają też reputację. Ta wpływa często na treść rozpatrywanych wydarzeń. Negatywna reputacja znacząco utrudnia handel. Pozytywna pozwala niejednokrotnie zgarnąć dodatkowy bonus.

Jak można wygrać w Zone?

zona gra planszowa ilustracje

Zwyciężymy w Zonie, jeśli uda nam się dotrzeć do Sarkofagu, tj. miejsca katastrofy. Wygrywa tylko jeden z graczy przy stole.

Wcześniej musimy posiąść dwie Tajemnice. By to zrobić, eksplorujemy różne lokacje i wykonujemy zadania, które tam na nas czekają. Warto się do nich dobrze przygotować. W tym celu polujemy, by sprzedawać trofea. Za zarobione pieniądze kupujemy lepszy sprzęt.

Zona to wyścig. W pewnym momencie musimy podjąć ryzyko i wyruszyć na poszukiwania Tajemnic. Nie będziemy mieli pewności, czy już jesteśmy gotowi. To cały urok tej gry. Nie do końca wiemy, co nas może spotkać. Czy posiadany sprzęt jest wystarczający? Czy nie zaszkodzi nam nasza reputacja? Nie przekonamy się, jeśli nie zaryzykujemy.

Zona - jakie są moje wrażenia z gry?

W Zonie przeszkadzają mi dwie rzeczy. Pierwszą jest downtime. W pewnym momencie zacząłem się na głos zastanawiać, czy zdążę pobiec po piwo do sklepu, zanim reszta graczy zrobi swoje ruchy. Nawet przystąpiłbym do tego eksperymentu, gdyby nie to, że nie miałem drobnych oraz fakt, że nie lubię biegać. A poważnie: na swoją kolej w Zonie trochę poczekacie.

Każdy z graczy musi zaplanować swoje ruchy, potem je wykonać i rozpatrzeć ewentualne spotkania i walki. Rzadko ma to wpływ na pozostałe osoby przy stole. Zdarzają się jednak momenty, kiedy z uwagą przyglądamy się temu, co spotkało naszych rywali. Nie zmienia to faktu, że rajd po piwko przyszedł mi do głowy.

Drugim mankamentem Zony jest wrażenie, że wszystko to już gdzieś widziałem. Zona to swoisty miks mechanik znanych z Robinsona, This War of Mine i Runebounda czy też Talismana. Jest tu survivalowa tematyka i dociąganie kart wydarzeń, ilekroć gracze wykonają swoje akcje (Robinson Crusoe). Wydarzenia często mają charakter paragrafowych opowieści, w których podejmujemy decyzje i zdajemy testy (This War of Mine). To my decydujemy, w którą stronę się udamy i jakiego zadania się podejmiemy (Runebound, Eldritch Horror). Od graczy zależy też, czy czują się już na tyle mocni, by przystąpić do realizacji finałowego zadania (Talisman i pochodne).

zona karty 2

Klimat Zony i jej świat przedstawiony niebezpiecznie przywodzi na myśl realia serii gier Fallout i STALKER. Wspominanie w tym kontekście serialu Czarnobyl wyprodukowanego przez HBO może wprowadzać w błąd. Zona nie ma z nim nic wspólnego, no, może poza geografią. Bo cała reszta to zgrabny miks fantastyki i post apokalipsy.

Poza wyżej wymienionymi zarzutami, podoba mi się tutaj w zasadzie wszystko. Gra ma lekki, przygodowy charakter. Odprężający, emocjonujący i dający satysfakcję wtedy, kiedy trzeba. Zdarzają się tu sytuacje na pograniczu „przegięcia pały”, ale gra nigdy nie odbiera graczowi kontroli nad tym, co się dzieje. Nawet kiedy prowadzony bohater ma przyjąć jakieś potężne obrażenie, zawsze możemy się do tego jakoś ustosunkować.  Mamy możliwość reakcji. Jeśli nasza postać zginie, to tylko dlatego, że źle obliczyliśmy ryzyko. Mechanika gry szybko skarci brawurowe zagrywki bez uprzedniego przygotowania. Zginąć tu stosunkowo łatwo.

Niezbędna ze strony gracza będzie pewna ostrożność, która dodatkowo dobrze współgra z fabułą i klimatem. Zanim wyruszymy na poszukiwanie tajemnic lub bezpośrednio do Sarkofagu, staramy się do tego odpowiednio przygotować. Cały szkopuł w tym, że inni gracze też to robią. Zona łączy założenia mechaniki push your luck i gry wyścigowej. Tak. To jest wyścig. Jeśli zbyt dużo czasu spędzimy w fazie przygotowań, ubiegną nas rywale. Z kolei nieprzygotowani odpowiednio, dostaniemy od gry łomot.

zona karty

Jestem szczerze zdziwiony opiniami o braku interakcji między graczami w Zonie. Faktycznie, nie zachodzi ona bezpośrednio między postaciami. Osoby przy stole mogą jednak znacznie uprzykrzyć sobie życie. Głównie poprzez mechanizm Kart Wieści. Może to doprowadzić nawet do śmierci postaci. Sam znalazłem się w sytuacji, w której wyjście z jednej z lokacji było dla mnie sporym ryzykiem. Dlatego, że Johny miał możliwość dostawienia tam potwora, z czego skrzętnie skorzystał. Negatywna interakcja w najczystszej i wrednej postaci. Miałem spory problem, by wydostać się z miejsca, w którym byłem. Przez decyzję innego gracza.

Niemniej, główny nacisk w Zonie położony jest na aspekt rywalizacji i wyścigu, a nie negatywnej interakcji. Jest jej niewiele i podano ją w nieoczywisty sposób. Na tyle, że część graczy zdaje się jej w ogóle nie zauważać. Moim zdaniem dodanie do Zony mechaniki umożliwiającej naparzanie się między bohaterami zaszkodziłoby tej grze. Rozumiem, czemu jej tu nie ma.

Przedmioty, a zwłaszcza artefakty obecne w Zonie, znacznie różnią się między sobą. Wzbudziło to we mnie obawę o brak balansu. Niepotrzebnie. Mimo tego, że każda osoba przy stole zgromadziła inny zestaw narzędzi, szanse na wygraną były bardzo wyrównane. Sporo zależy tu od losowości i jeśli doświadczycie serii pechowych rzutów, faktycznie zrobi się Wam pod górkę. Największymi konsekwencjami obarczone są jednak złe decyzje. To kolejny plus Zony. Jest losowo, ale nie aż tak, by komuś doszczętnie popsuło to rozgrywkę. Samo szczęście nie wystarczy, by wygrać.

zona podajnik

Podoba mi się sposób, w jaki gra się fabularyzuje. Jeden z nas grał Pijaczyną. Umieraliśmy ze śmiechu, kiedy po nieudanym zadaniu, wypłynął rurą kanalizacyjną razem ze ściekami. Innym razem spotkał na swojej drodze Anomalię, pod postacią Lodowego Ogrodu. Na ten widok łyknął kozackiego bimbru i stawił jej czoła, pokonując ją cudem, z udziałem wielkiej ilości szczęścia. Co również wzbudziło pewną wesołość. Tak jak jego potyczki ze szczurami, w których używał granatów. I strzelby.

Ja z kolei prowadziłem wówczas Odmieńca. Sugerując się wizerunkiem postaci, postanowiłem trochę ją odegrać. Postępowałem tak, jakby promieniowanie nie istniało. Kusiłem los, niejednokrotnie zdając się na kości. Przed wejściem do Sarkofagu (próby realizacji celu gry), zdarłem z siebie całe wierzchnie odzienie. Wszedłem do środka niemalże nagi, bez żadnego skafandra. Nie chcę nikomu popsuć radości samodzielnego odkrywania sekretów Zony. Napiszę więc tylko, że to, co stało się dalej, miało fabularny sens. Zrobiło też niemałe wrażenie na pozostałych graczach.

Moja ocena gry Zona

zona postacie

Bez zarzutu. Zona wygląda atrakcyjnie i ma współczesną, świetną wypraskę. Mam nadzieję, że taka organizacja miejsca w pudełku stanie się standardem. Grafiki przedmiotów podkręcają klimat. Ikonografia jest zrozumiała i czytelna. Miałem pewne obawy co do ilości tekstu na kartach, ale w praktyce okazało się, że jego objętość jest optymalna. Nie obraziłbym się za to, gdyby napisy na planszy były chociaż trochę większe.

Podoba mi się kolorystyka mapy, po której się poruszamy. Przechodzi od zieleni, gdzie czujemy się w miarę bezpiecznie, przez pomarańcz i czerwień. Sprytna psychologiczna zagrywka, która dobrze ilustruje to, co dzieje się w grze.

Nic nie budzi tutaj większych wątpliwości. Zasady są jasne a rozgrywka przebiega płynnie. Próbowałem Zonę popsuć swoimi akcjami i przyłapać na jakimś błędzie. Nie dało rady, bo wessało mnie w wir przygody. Złapałem się na tym, że przestałem testować, a zacząłem po prostu dobrze się bawić. Chyba nie umiem tej gry zarekomendować bardziej.

Stosunek ilości mechanik do ciężaru zadań, jakim muszą sprostać gracze, jest idealny. Szybko zresztą zapominamy o zasadach, skupiając się na przygodzie. O to przecież chodzi.

Nie boję się o regrywalność. Nie dlatego, że Zona to wór kart przedmiotów i wydarzeń, które będą występowały w różnych miejscach i układach. Do tej gry chce się po prostu wracać. Jest zgrabna i przemyślana. Wszystko w niej działa jak tak, jak powinno.

Jasne, że po kilku partiach będziecie znali już większość kart wydarzeń i nie pomoże tutaj losowe rozmieszczenie lokacji. W pewnym momencie stwierdzicie, że widzieliście tu już wszystko. Ale nie ma planszówki, której by to nie dotyczyło. Nawet kobyły rzędu Descenta z dziesiątkami dodatków, kiedyś się kończą.

Zona to temat na 3-4 godziny. Rozegrana partia skutecznie zaspokaja planszówkowy głód. We znaki daje się jednak spory i odczuwalny downtime. Chwilę trzeba na swój ruch w Zonie poczekać. Czyni to jednak z niej przy okazji tytuł o swoistej lekkości. Chętnie usiądę do stołu, żeby przy okazji napić się piwka i po prostu pogadać. Nic nie stoi też na przeszkodzie, żeby zagrać „na poważnie”, z odpowiednią muzyką i wchodzeniem w role. Po rozgrywce nie będę raczej miał ochoty na inne tytuły.

Partia w Zonę to przyjemność. Tytuł ten dostarcza mi rozrywki w nienachalny, prostolinijny sposób. Mógłby być bardziej angażujący i wzbudzać więcej emocji, to fakt. Najważniejsze jest jednak to, że mam ochotę to powtórzyć. Chciałbym mieć Zonę na swojej półce. Johny, szelmo! Zazdroszczę Ci, że to Ty masz u siebie to pudełko.

Bawią mnie tutaj podejmowane decyzje. Losowość dostarcza przyjemnego napięcia. Zarządzam ryzykiem planując własne akcje, jednocześnie śledząc poczynania innych graczy. Co zachęca mnie jednocześnie do bardziej śmiałych i niebezpiecznych działań. Sprzyja to odczuwaniu przygody. Wszystko ładnie się ze sobą spina i zazębia.

Wątpię, by Johny żałował zakupu Zony. Ja nie żałowałbym na pewno. Każda cena poniżej 200 zł jest adekwatna do jakości i ilości gry w grze. Mimo lekkiego i wybitnie przygodowego charakteru, zadowolony byłem nawet ja. W głębi serca euro gracz.

Więcej niż 200 zł jednak nie chciałbym zapłacić za Zonę. Nie jest to gra, aż tak głęboka i angażująca, by była warta tej kwoty.

Co mi się najbardziej podoba w grze Zona?

  • wykonanie
  • klimat gry
  • ciekawy świat przedstawiony
  • porządnie opracowane wstawki fabularne
  • lekkość mechanik
  • niewielka ilość przejrzystych i zrozumiałych zasad
  • wykonywanie zadań i sięganie po zwycięstwo daje satysfakcję

Co mi się najmniej podoba w grze Zona?

  • downtime! zbyt długo czekam na swój ruch
  • gdzieś to wszystko już widziałem
  • odrobinę zbyt duża losowość

Podsumowanie i ocena Zony

zona gra planszowa pudełko
0 /10
Ocena końcowa

W tym akapicie odpowiadam zazwyczaj na pytanie: dla kogo jest ta gra? Tym razem zaryzykuję stwierdzenie, że Zona może się spodobać w zasadzie każdemu. Testowaliśmy ją z casualowym, choć nie początkującym, graczem. Grał aż furczało. Ja casualem raczej nie jestem, a do Zony podszedłem (wstyd przyznać) z pewnym lekceważeniem. Tytuł nie budził mojego zaufania czy nawet zaciekawienia. Johny w ogóle mnie zaskoczył, kiedy powiedział, że chce to kupić. W jakim błędzie byłem!

Bawiłem się świetnie. Jasne, nie było to intelektualne wyzwanie na miarę ciężkiego eurokloca czy poważnego dungeon crawlera z rozwojem postaci. Zona daje inny rodzaj doświadczenia. Opowiada pewną historię, poprzez klimatyczne scenki. Jest losowa, fakt. Nie psuło mi to jednak przyjemności z gry, a jedynie podkręcało emocje tam, gdzie trzeba. Zona jako pierwsza planszówka? Czemu nie!

Fanów Fallouta i ogólnie pojętego post apo, czy też survivalu, nie muszę dodatkowo namawiać. Możecie podkręcić ocenę o punkt w górę. Będziecie chcieli do Zony wracać. Ja z pewnością wrócę. 

Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:11    Średnia:5/5]