Małpa is watching you.
Czy możliwa jest uprawa pomidorów, sałaty i marchewek na Islandii? A jeśli tak, to po co? Sprawdź sam i przenieś się na lodową wyspę, by uprawiać lodowy ogródek. Good luck!

Recenzja | Reykholt

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
by Johny, 12.01.2020
Czy możliwa jest uprawa pomidorów, sałaty i marchewek na Islandii? A jeśli tak, to po co? Sprawdź sam i przenieś się na lodową wyspę, by uprawiać lodowy ogródek. Good luck!

Recenzja | Reykholt

by Johny, 12.01.2020
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest

A może by tak rzucić wszystko i wyjechać do Reykholt?

Któż z nas nie pragnie odrobiny spokoju? Odpoczynku od codziennych trudów i wiecznej gonitwy za kasą. Czy nie lepiej przeprowadzić się w odległe, malownicze, dzikie tereny? Poczuć smak wolności i orzeźwiający powiew wiatru we włosach. Dzięki nowej grze Uwe Rosenberga, możemy tego wszystkiego doświadczyć nie wychodząc z domu. Na pewno? Przekonacie się po przeczytaniu mojej recenzji gry planszowej Reykholt.

  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?
Dowiecie się w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie.

Reykholt - w jakim klimacie jest utrzymana gra?

reykholt recenzja gra planszowa
„Wspinaczka na wulkany, olśniewająca zorza polarna, liczenie owiec i przepyszne pomidory – to wszystko i jeszcze więcej znajdziesz na Islandii.”

Bardzo możliwe, ale zupełnie nie na tym polega gra Reykholt. Nie znajdziesz tu wulkanów, owiec, ani zorzy. Jedynie pomidory i inne warzywa. W tej grze na próżno szukać głębi i klimatu. Instrukcja w czterech zdaniach wprowadza nas w tło fabularne. A raczej w jego brak.

Oprócz klasycznej rozgrywki dostajemy również wariant przygody. Wymaga on wprowadzenia dwóch zmian podczas przygotowana gry. Dochodzą nam karty scenariusza (5) oraz żetony wydarzeń (12). Scenariusz i wydarzenia. Hmm…brzmi jak pewnego rodzaju fabuła, przygotowana na potrzeby rozgrywki. Prawda? To może wstęp do tego trybu rzuci nieco światła na nastrój, w którym utrzymana jest gra?

„Witaj na Islandii! Zdecydowałeś się na nowe życie – „rzucić wszystko i wyjechać na Islandię”. Pożegnaj uciążliwy hałas wielkiego miasta, rozgorączkowane życie i wyścig szczurów. Zacznij uprawiać warzywa w Reykholt – na pozór idyllicznym i spokojnym miasteczku”

Jednak nie. Jak widać Islandia i uprawa warzyw to motyw przewodni Reykholt’a. Nawet tryb przygody nie zmienia głównych założeń rozgrywki, a wprowadza jedynie modyfikacje. Zasadniczo nic więcej oprócz sadzenia tutaj nie znajdziesz. Wartka akcja? Nie ma szans. Wciągający motyw? Nic z tego!

Właśnie w tej grze pierwszy raz zetknąłem się ze specyficzną twórczością Uwe Rosenberga. Okazuje się, że Reykholt to nie jest odosobniony przypadek planszówki opartej na motywie rolniczym w jego portfolio. Bez choćby ziarna klimatu czy tła fabularnego.

Wkładaj więc kalosze, zakasaj rękawy i do roboty! Euro-susza nadchodzi

Reykholt - na czym polega gra?

„Gracze wcielają się w ogrodników, utrzymujących się z uprawy warzyw na pięknej Islandii!”

A mówiąc wprost, starają się zbić sałatę na turystach 😉 A może wyhodować sałatę? W każdym razie muszą wykarmić jak największą liczbę osób podczas islandzkich dożynek. Nazywa się to zwiedzaniem.

A teraz na poważnie.

Gracze przemieszczają pionki w kształcie butelek (zwane menadżerami) od stołu do stołu, po nietypowym torze punktowym. Za przejście płacą warzywami określonego rodzaju. Będą je musieli w różny sposób pozyskiwać w trakcie partii. Przy pomocy, (a jakże) uprawy lub konkretnych akcji. Ten z graczy, który „zajdzie” najdalej, w ograniczonym czasie, wygrywa grę. 

Informacje o grze

  • Gatunek: Strategiczna
  • Wydawca: Portal Games
  • Autor: Uwe Rosenberg
  • Grafika: Klemens Franz, Lukas Siegmon
  • Rok wydania: 2018
  • Rodzaj: Worker Placement
  • Czas gry: 30-60 min.
  • Liczba graczy: 1-4
  • Ograniczenie wiekowe: 12+ (zdecydowanie przesadzone)
  • Losowość: mała
Autorem Reykholt jest znany na rynku gier planszowych Uwe Rosenberg. To twórca, który specjalizuje się w grach typu „pola oranie” – jak to mawia Kakao. Czyli gry z motywem warzyw i szeroko pojętej uprawy. Na swoim koncie ma słynną Agricolę, Pola Arle czy Le Havre. W żadną z tych gier (jeszcze) nie grałem. W Reykholt pierwszy raz zetknąłem się z twórczością Uwe. Za polską dystrybucję gry odpowiada wydawnictwo Portal Games. Tytuł ten był mocno promowany na Pyrkonie 2019. Właśnie tam pierwszy raz go zobaczyliśmy.

Reykholt - co znajdziesz w pudełku?

reykholt recenzja planszówka

Mam wrażenie, że obecnie wydawcy bardziej, niż na mechanice, koncentrują się na wyglądzie planszówek. Co powinna mieć dobrze zaprojektowana gra? Przyciągającą wzrok okładkę? Ciekawe ilustrację i nietuzinkowy motyw? Dla niektórych to wystarczy, a gra i tak się sprzeda. I to dobrze. Dowodem na to niech będą wypełnione po brzegi figurkami kickstarterowe projekty, cieszące się wielką popularnością. Zasady gry często schodzą na dalszy plan lub są marginalizowane (nawet przez wspierających).

Nie chcę wydawać osądów czy podobnie jest w przypadku Reykholta. Ale nie oszukujmy się, grafika na pudełku robi robotę. Tak samo jak zmyślne zasobniki do przechowywania surowców, a także sama kolorystyka. Zastosowane tu barwy są ciepłe, pastelowe, trochę jakby rozmazane. Przywodzą na myśl sielankowy klimat odległej i spokojnej krainy. Nadają grze idylliczny charakter. Wzbudzają pozytywne emocje. Wizualnie jest to schludny i elegancki projekt. Gra prezentuje się ładnie, gdy ją rozłożymy na stole. Po przejściu pierwszej fali zauroczenia zaczynamy zagłębiać się w jej mechanikę. I tu już niestety nie jest tak kolorowo.

W takich sytuacjach nasuwa mi się na myśl stare, dobre przysłowie – nie oceniaj książki po okładce!

Co zatem znajdziemy w środku?

  • dwustronna plansza gry
  • kafelek zakrywający
  • 4 pionki menadżerów
  • 12 pionków pracowników
  • arkusz naklejek
  • 8 kafelków rund
  • 160 drewnianych znaczników towarów
  • 23 karty szklarni
  • 5 kartonowych skrzyń na towary
  • 40 kafelków towarów
  • 4 karty gracza
  • 34 karty trybu przygody
  • 36 kart usług
  • instrukcja do gry

Jak się gra w Reykholta?

reykholt plansza 2
Gracz, który ostatnio kupował pomidory zostaje Pierwszym Graczem”
Rozgrywka jest ograniczona czasowo. Trwa 7 rund, w których będziemy przechodzić przez 4 czasy (fazy) gry. Rundy odmierzamy za pomocą kafelków stylizowanych na księgę.
  • Czas Pracy
Przydzielamy po kolei swoich 3 „Pracowników” na pola z akcjami i od razu je wykonujemy.
  • Czas Zbiorów
Zbieramy towary ze swoich szklarni. Z każdej szklarni jeden towar, chyba że efekty w grze mówią inaczej.
  • Czas Zwiedzania
Przesuwamy swój pionek na torze ze stołami. Aby przejść stół trzeba zapłacić nadrukowany na nim koszt w postaci warzyw. Im dalej, tym koszt jest większy. Raz na tę fazę gry musimy przeskoczyć stół, za który nie możemy zapłacić. Zamiast tego zbieramy z niego warzywa w określonej ilości. Skaczemy po stołach, dopóki starcza nam na to zasobów.
  • Czas Powrotu
Zabieramy z planszy znaczniki „Pracowników”.

I tak 7 razy.

Do tego dochodzą jeszcze karty usług. Na początku każdej partii losowo dobieramy odpowiednią ich ilość. W ramach akcji możemy zdecydować się na wzięcie jednej z kart i położenie obok siebie. Dostajemy efekt specjalny, który wykorzystujemy w trakcie gry. Pozostali gracze nie mają już do niej dostępu. Chyba, że siedzą obok. Wtedy w ramach tej samej akcji mogą zdecydować się na dzielenie efektu z karty między siebie i „sąsiada”, który ją pierwszy dobrał. Albo wybrać inną. Niektóre z tych kart mogą okazać się bardzo przydatne. Inne zakładają często mało realne do spełnienia warunki. Podczas naszych partii rzadko z nich korzystaliśmy.

Akcje na planszy mają kilka podstawowych efektów. Możemy dobierać konkretne warzywa, pozyskiwać szklarnie, siać, zbierać, dobierać karty usług, niszczyć szklarnie, aby przeskakiwać po stołach. Oczywiście pod warunkiem, że pole z akcją nie zostało wcześniej zajęte przez innego gracza. Szklarnie różnią się między sobą dostępnym miejscem oraz rodzajem warzyw, jakie możemy w nich zasiać.

Jak widzisz, mechanika gry planszowej Reykholt nie jest przesadnie skomplikowana. Zasadniczo to tyle jeśli chodzi o klasyczny wariant gry. Nie testowałem trybu przygody, który dodaje scenariusze i wydarzenia.

Jak można wygrać w Reykholta?

Trzeba wyprzedzić innych graczy i zajść na jak najdalszy stół.

Reykholt - jakie są moje wrażenia z gry?

reykholt plansza 1

Mówiąc szczerze, nie mam bladego pojęcia o co chodzi fabularnie w grze Reykholt. Nie potrafię sobie nawet tego wyobrazić.  Cel jest na tyle abstrakcyjny, że koncentruję się głównie (i mimo wszystko) na jego osiągnięciu. Pomijam całą doklejoną na siłę otoczkę, która odchodzi w cień po wykonaniu pierwszej akcji. Ta planszówka to czysta kalkulacja, która może runąć jak szklarnia podczas wichury, jeśli inny gracz zablokuje nam możliwość wykonania pewnych akcji.

Przez całą rozgrywkę zbieramy warzywa i płacimy nimi, żeby poruszyć nasz pionek do przodu. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak typowy „engine building”. Im więcej szklarni i lepsza wydajność produkcji, tym szybciej będziemy się przesuwać po stołach. Prawda? No nie. Okazuje się, że…

…tak naprawdę niczego nie trzeba uprawiać! Grę można wygrać z pominięciem części dostępnych mechanik. Nie wiem czy to jest celowy zabieg, czy też nie. Ale tak jest. W trzech partiach pod rząd zostaliśmy poniżeni przez dziewczynę, która ma niesamowity zmysł do Reykholt’a. To nie może być przypadek. Odnoszę wrażenie, że potrafi tę grę policzyć. W trakcie, gdy my męczyliśmy się z pozyskiwaniem szklarni i uprawą ogródka, ona śmigała od stołu do stołu. Miała w serdecznym poważaniu uprawę warzyw. Zbierała je w trakcie wykonywania akcji, a szklarnie niszczyła, żeby przesuwać się dalej. Ot, cały trik.

reykholt karta

Nie ma w tym oczywiście nic złego. Przecież jest to jedna z możliwych dróg do zwycięstwa (później sam tak robiłem). Niemniej wzbudza w pozostałych graczach niemałą frustrację. Bo nagle okazuje się, że cała ta uprawa warzyw na Islandii jest warta funta kłaków. A wraz z nią cały motyw przewodni gry.

Reykholt nie wzbudza we mnie emocji – tych pozytywnych. Jest miałki i nudny. W każdej rundzie robimy dokładnie to samo. Nic się nie zmienia. Na domiar złego, dostępne akcje mają niewiele wspólnego z logiką. Bo niby dlaczego za odrzucenie dwóch szklarni mam się przesunąć o jeden stół do przodu? A co w tym wszystkim chodzi?

No dobra, trochę ponarzekałem. A co z plusów?

Niewątpliwie ta gra ma pewne zalety. Jest to prostota, która przejawia się w nieskomplikowanych zasadach. Spójne z tematyką wykonanie elementów gry. Ciekawy mechanizm przesuwania się po stołach, który jest odpowiednikiem toru punktacji. Do tego szybki czas rozgrywki. Ale…

Moja ocena Reykholta

reykholt elementy

…no właśnie. Mechanicznie nie jest najlepiej. Motyw przewodni – „uprawa warzyw na Islandii” –  sugeruje, że będziemy konsekwentnie budować przewagę w trakcie gry. Tworzyć własne mechanizmy (szklarnie), które umożliwią nam pokonanie przeciwnika. Czyli „engine building”, jak w klasycznym eurasie. Jeśli na to liczysz, to zapomnij. Tutaj możesz wygrać grę z pominięciem części zasad. Udowodniła to Klaudia, która rozjechała nas w trzech partiach pod rząd, marginalizując uprawę warzyw. Szacun!

Ponadto nie znajduję w tej grze motywu, który by mi przyświecał. Jakiegoś emocjonującego celu, do którego mogę dążyć. Nie czuję się jak ogrodnik na dalekiej Islandii. Bo cały czas myślę o przeskakiwaniu stołów, a nie o sadzeniu warzyw. Sprawia to, że akcje przestają mieć klimat. Stają się zwykłą euro-kalkulacją. A jeśli tak, to po co są na siłę podszyte wiejskim, islandzkim motywem?

Ogólnie wykonanie gry planszowej Reykholt jest na przyzwoitym poziomie. Portal Games zatroszczył się o jakość poszczególnych elementów. Za to duży plus.

Plansza prezentuje się okazale. Nadrukowana jest po obu stronach. Wersja dla 2 graczy jest nieco uboższa w wybór dostępnych akcji. Poza tym gra ma dobrze zrobioną ikonografię. Choć z początku średnio czytelną. Dopiero po rozegraniu kilku rund zaczynamy się z nią oswajać. Na polach z akcjami znajdują się również teksty, opisujące daną czynność. Od razu widzimy co możemy zrobić, ale przez to pola z akacjami i sama plansza stają się mniej czytelne. Surowce w postaci drewnianych znaczników warzyw przetrzymywane są w specjalnych zasobnikach, które mają swój urok.

Zasady nie są skomplikowane. Z łatwością przyswoją je również osoby, które są mniej obyte z grami planszowymi. Instrukcja na kilku stronach objaśnia, w uporządkowany sposób, na czym polega gra.

Dla mnie każda partia w Reykholt wyglądała tak samo. Niewiele zmian do rozgrywki wprowadzają kary usług, które wybieramy spośród różnych zestawów. Poza tym, początkowe ustawienie jest takie samo dla wszystkich graczy. W trakcie gry nic się nie dzieje. Ciężar podejmowanych decyzji stoi w miejscu. Zmienia się jedynie cena jaką trzeba zapłacić za przeskakiwanie kolejnych stołów.

Jest w sam raz. Nie za długi, nie za krótki. Mieściliśmy się w 4 osoby w zamieszczonym na pudełku czasie.

Nie wrócę do tego tytułu. Nie przemawia do mnie. Jak dla mnie jest to podszyte mizerną otoczką, suche euro dla początkujących. Bez interakcji, bez fantazji i polotu. To pierwsza gra, w której nie drażni mnie losowość, a właśnie założenia mechaniczne. Bo losowości, jako takiej, w Reykholt nie ma. Nie rzucamy kością, nie dociągamy kart na rękę, nie losujemy wydarzeń. Mimo to nie bawię się dobrze podczas tej gry. A wszystko za sprawą „dziwnych” założeń mechanicznych i braku sensownego celu do realizacji. Skakanie po stołach i pozbywanie się warzyw to dla mnie trochę za mało.

W dniu pisania recenzji gry planszowej Reykholt, jej cena oscyluje w okolicach 150 złotych. Ta kwota jest znośna biorąc pod uwagę jakość wykonania. Natomiast jeśli spojrzymy na ilość „gry w grze” i mechanikę to zaczynam mieć wątpliwości. Z gatunku lekkich gier euro – w tym samym przedziale cenowym – zdecydowanie lepiej w mojej ocenie wypada Na Skrzydłach (klik!)

Co mi się najbardziej podoba w grze Reykholt?

  • niski próg wejścia
  • gra dla początkujących
  • dobre, ale nie powalające wykonanie
  • niski downtime (oczekiwanie na swój ruch)
  • proste, nieskomplikowane zasady
  • ciekawie opracowany tor „punktacji”
  • tryb przygody jako urozmaicenie rozgrywki

Co mi się najmniej podoba w grze Reykholt?

  • brak klimatu
  • brak interakcji
  • monotonna rozgrywka
  • akcji zagrywanych podczas gry nie da się logicznie uzasadnić
  • niska regrywalność

Podsumowanie i ocena Reykholta

reykholt pudełko
0 /10
Ocena końcowa

Reykholt to lekkie i nieskomplikowane euro dla początkujących. Można tę grę potraktować jako przedsionek do trudniejszych planszówek. Kilka szybkich partii i wymieniamy ją na coś bardziej charakternego. Osobiście nie czuję „klimatu” tej gry. Brakuje mi konkretnego celu i motywacji. Akcje nie wzbudzają we mnie emocji. Może to zwyczajnie nie moja tematyka. A może zbyt wiele wymagam od prostej gry planszowej?

Dla kogo jest Reykholt?

Reykholt jawi mi się jako rodzinna, nieskomplikowana gra planszowa. Ot, do pogrania po niedzielnym obiedzie z dziećmi. Niezobowiązująca i niewymagająca zbyt wielkiego zaangażowania. To planszówka, która nie pali zwojów mózgowych. Owszem jest w niej trochę kalkulacji, ale nie przesadnie dużo. Zaawansowani euro- gracze będą zawiedzeni. Ci, którzy szukają w grach interakcji oraz emocji również. Natomiast jeśli masz chęć na coś szybkiego, eurasowatego  z motywem islandzkiej wsi  to czemu nie…

Ja pasuję.

Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:3    Średnia:5/5]