Małpa is watching you.

Zasiądź wygodnie i daj się porwać morskiej opowieści o tym, jak grupa rozbitków walczyła o przeżycie. A ja sprawdzę w tym czasie, czy to jeszcze gra planszowa, czy już RPG?

Recenzja | Robinson Crusoe

Ocena UraburaGames (3.8)
3.8/5
Recenzja by Kakao

Robinson Crusoe gra planszowa. Recenzja kooperacyjnej przygody na bezludnej wyspie. Czy walka o przetrwanie skończy się dla Ciebie szczęśliwie?

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest

Nie mam łatwego życia z ekipą UraburaGames. Po rzuceniu mnie na głęboką wodę pod postacią Terraformacji Marsa, Herku najwidoczniej uznał, że to za mało. Zasugerował mi napisanie kolejnego tekstu. Tym razem o najpopularniejszej grze planszowej autorstwa Ignacego Trzewiczka – Robinsonie Crusoe. Poczułem się tak, jakby w tonącego rzucono cegłą. Dlaczego? Bo Robinson Crusoe to gra planszowa, która ma nie tylko rzeszę oddanych fanów, ale i zawziętych krytyków. Opinie graczy są tutaj mocno podzielone. A co ja o niej sądzę? Cóż, postaram się złapać rzuconą mi cegłę! Przed Wami szczegółowa recenzja gry planszowej Robinson Crusoe. Recenzja, w której opowiem o jej zaletach, ale nie zapomnę też wspomnieć o wadach.

Zapraszam do przeczytania kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie, w której dowiecie się:

  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?
Lepiej weź się w garść Rozbitku! Czeka Cię sporo pracy.

W jakim klimacie jest utrzymana gra?

robinson crusoe recenzja gra planszowa

Mija czwarty dzień, odkąd trafiliśmy na tę przeklętą wyspę. Każda chwila tutaj to droga
przez mękę. Dopiero wczoraj udało nam się rozpalić ogień i zjeść ciepły posiłek. Składał
się z morderczej kozy, którą musieliśmy zabić we własnej obronie. Wpadła do obozu raniąc
członków mojej załogi. Kto by się spodziewał, że kozy to takie krwiożercze bestie? Z
ledwością daliśmy jej radę.

Czuwam wpatrzony w płomienie ogniska. Reszta śpi, zmęczona po kolejnym dniu ciężkiej
pracy. Dziwię się im mimo wszystko, jak mogą spać, kiedy wokół jest taki hałas? Ja nie
mogę zasnąć. Każdy dźwięk przyprawia mnie o dreszcze. Las, który za dnia sprawia
wrażenie baśniowego raju, pełnego rajskich ptaków, nocą ryczy jak wściekłe zwierzę.
Małpie bachanalia! Części z tych odgłosów nie rozpoznaję. Prędzej czy później będziemy
musieli dowiedzieć się, co tak żałośnie zawodzi ilekroć zachodzi słońce.

Mam przeczucie, że nie jesteśmy tu sami. Że ta wyspa ma mieszkańców. I że lepiej będzie,
jeśli my znajdziemy ich, zanim oni znajdą nas.

Dziennik  kapitański, autor nieznany, prawdopodobnie XV wiek

Gra planszowa Robinson Crusoe jest tytułem przygodowym. Duży nacisk położono na stworzenie odpowiedniego klimatu gry. Narracja bezboleśnie wprowadza w realia powieści Daniela Defoe, jest wiarygodna i spójna. Podczas partii w których uczestniczyłem, odtwarzaliśmy odgłosy dżungli, aby jeszcze lepiej wejść w klimat rozgrywki. Tym samym wzmacnialiśmy, i tak już wysoki, współczynnik immersji tytułu. Z łatwością wchodziliśmy w rolę zagubionych rozbitków walczących o przetrwanie.

Na czym polega gra?

Robinson Crusoe to kooperacyjna gra planszowa z przygodą w tle. Gracze dysponują ograniczonym zestawem ruchów i muszą współpracować, by przeżyć na bezludnej wyspie oraz spełnić wymagania aktualnie rozgrywanego scenariusza. Będą budować schronienie, szukać pożywienia, polować, rozpalać ogień i konstruować broń. Niezbędna będzie komunikacja między graczami, gdyż do zrobienia jest dużo, a czasu mało. Warunki na wyspie nie ułatwiają osiągnięcia celu. Rozbitkowie muszą zmierzyć się z przeciwnościami losu. Rany, ukąszenia, złamania, zatrucia pokarmowe i szalejący sztorm to w Robinsonie chleb powszedni.

Informacje o grze

  • Gatunek: Kooperacyjna, przygodowa
  • Wydawca: Portal Games
  • Autor: Ignacy Trzewiczek
  • Grafika: Piotr Słaby, Mateusz Bielski, Michał Zieliński, Maciej Mutwil, Rafał Szyma, Tomasz Bentkowski, Mateusz Kopacz
  • Rok wydania: 2012
  • Rodzaj: Worker Placement, Cooperative, Dice Rolling, Variable player powers
  • Czas gry: 80-120 min.
  • Liczba graczy: 1-4
  • Ograniczenie wiekowe: 10+
  • Losowość: duża
Autor gry Ignacy Trzewiczek to człowiek-legenda, nie tylko polskiej, ale międzynarodowej sceny gier planszowych. Niegdyś mocno związany ze sceną RPG, obecnie szef wydawnictwa Portal i autor wielu popularnych, nagradzanych tytułów. W procesie tworzenia i testowania Robinsona maczały palce takie tuzy jak m.in. Michał Oracz (Neuroshima Hex, This War of Mine) czy Vlaada Chvatil (Mage Knight, Cywilizacja: Poprzez Wieki).

Co znajdziesz w pudełku?

  • 90 kart Przygód
  • 70 kart Wydarzeń
  • 52 karty Tajemnic
  • 12 specjalnych kości
  • 7 różnych scenariuszy
  • zestaw drewnianych i plastikowych kości
  • talia Bestii
  • karty Przedmiotów
Ależ to pudło ciężkie!
Wypełnione dobrem po brzegi. Zawartość gry budzi respekt. Wydawnictwo Portal popisało się rozmachem. Zarówno plansza jak i poszczególne komponenty wykonane są światowo, trudno mieć tutaj jakiekolwiek zastrzeżenia.
Osobom, które nie widziały jeszcze porządnej, współczesnej planszówki, opadną szczęki ze zdziwienia. Piękna, konsekwentna ikonografia. Mnóstwo szczegółów, zachowana czytelność, funkcjonalność i klimat. Brawo.

Jak się gra w Robinsona Crusoe?

Robinson Crusoe jest grą o stosunkowo skomplikowanych zasadach, do czego odniosę się poniżej, w „moich wrażeniach z gry”. Tutaj postaram się w skrócie i uproszczeniu przedstawić Wam, jak wygląda rozgrywka.
Gracze wcielają się w różne postaci – do wyboru są Kucharz, Żołnierz, Odkrywca i Cieśla. Każda z nich ma określoną ilość punktów życia oraz specjalne umiejętności ułatwiające grę. Istotne są punkty determinacji w formie zbieranych żetonów. Pełnią one dwojaką funkcję. Z jednej strony można nimi opłacać aktywację umiejętności postaci. Z drugiej, pierwszy gracz musi mieć wymaganą ich ilość podczas „fazy morale”, by nie odnieść ran. W ciągu gry wykonujemy akcje mechaniką worker placement. Domyślnie każdy ma dwa pionki, które może poświęcić, by wykonać daną czynność. Dostępne akcje reprezentowane są na planszy pod postacią kart. Rozbitkowie mogą konstruować narzędzia i ulepszenia obozu, eksplorować wyspę, polować, zbierać pożywienie lub drewno. Brzmi banalnie.
Gdzie tkwi haczyk?
Wykonując akcję gracz może poświęcić na nią dwa piony. Wtedy automatycznie kończy się ona sukcesem. Tyle tylko, że postać nic już nie zrobi do końca rundy. Możliwe jest poświęcenie jednego piona by wykonać daną czynność. Sukces nie jest wtedy gwarantowany, a głos oddajemy losowi. W zależności od tego, czy gracz próbuje coś zbudować, zbierać surowce lub eksplorować, rzuca zestawem kości. To kości zdecydują, czy udało się wykonać akcję. Powiedzą też przy okazji, czy postać odniosła ranę i czy nie spotkała jej jakaś dodatkowa przygoda. W przypadku wyrzucenia znaku zapytania na kości, gracz dociąga odpowiednią kartę i rozpatruje jej treść. Rozbitkowie do pomocy mają Piętaszka i Psa. Zapewniają oni dodatkowe, choć ograniczone akcje.
Rozgrywka przebiega w szeregu rund. Liczbę rund określa scenariusz. Scenariuszy do wyboru jest 7, różnią się one warunkami zwycięstwa. Celem może być skonstruowanie ogniska, by zostać zauważonym przez widoczny na horyzoncie statek. Innym razem musimy kogoś uratować. Albo zmierzyć się z kanibalami.
Każda runda składa się z 6 faz. Są to kolejno:
  • Faza wydarzenia - gracze dociągają w niej kartę, która krótko opisuje losowe zdarzenie. Zazwyczaj jest to coś, co skomplikuje rozgrywkę i będzie stanowiło dodatkowe wyzwanie.
  • Faza morale – w zależności od poziomu znacznika na torze Morale, pierwszy gracz ponosi odpowiednie konsekwencje. Wysokie morale to bonus w postaci punktów determinacji, niskie zaś skutkuje koniecznością odrzucenia determinacji, a może nawet obniżyć poziom punktów zdrowia. Morale spada wskutek różnych wydarzeń, również wtedy, gdy postać gracza jest ranna. Podnieść je można na przykład wykonując akcję „porządkowania obozu”.
  • Faza produkcji – gracze otrzymują zasoby produkowane przez ich obóz.
  • Faza akcji – to najważniejsza faza gry. Gracze wspólnie planują gdzie rozstawić piony. Realizują zamierzone cele i reagują na losowe wydarzenia. Muszą też zadbać o wystarczającą ilość pokarmu oraz zabezpieczyć obóz. Ranne postaci mogą się zregenerować w trakcie odpoczynku..
  • Faza pogody – zgodnie ze scenariuszem rzucamy kośćmi Pogody. Wynik rzutu (deszcz, śnieg, wygłodniałe zwierzęta) porównujemy z poziomem rozwoju dachu i palisady obozu. Jeśli obóz był dobrze zabezpieczony, nic się nie dzieje. Jeśli nie był - gracze ponoszą konsekwencje. Odrzucają pożywienie, odnoszą rany, mogą też spotkać bestie i stoczyć z nią walkę.
  • Faza nocy – w tej fazie każda postać musi zjeść posiłek. Brak pożywienia to kolejne odniesione rany. Nocą gracze mogą też przenosić obóz na inny kafelek mapy. Po rozegraniu fazy nocy, runda się kończy i wracamy do fazy wydarzenia. Jeśli któraś z postaci ginie, gra automatycznie kończy się przegraną całej drużyny.

W jaki sposób wygrać grę?

Warunki zwycięstwa dyktuje scenariusz. Gracze starają się spełnić wymagania scenariusza i przeżyć przez określoną ilość rund.

Jakie są moje wrażenia z gry?

Gra planszowa Robinson Crusoe – przygoda na bezludnej wyspie łączy w sobie szereg pomysłowych mechanik. Różne umiejętności postaci, rzuty kośćmi i worker placement, zarządzanie zasobami oraz elementy gry paragrafowej. Do tego tor morale i presja czasu. Nic dziwnego więc, że w Robinsonie występuje krótka kołderka (mamy mało czasu i dostępnych akcji, a zadań do wykonania dużo). A to wszystko ubrane w kooperację. Robi to kolosalne wrażenie.
Podczas rozgrywania partii klimat cały czas jest obecny i w moim mniemaniu to największy atut tej planszówki. Niewiele potrzeba, by wkręcić się w przedstawiany przez nią świat.
Grze daleko do infantylnej naiwności. Robinson konsekwentnie stara się opowiedzieć pewną historię i robi to w wiarygodny sposób.
Podoba mi się zaimplementowanie scenariuszy, co sprawia, że za każdym razem gra jest trochę inna i z łatwością można ją wzbogacić o dodatki. Społeczność fanów prężnie działa tworząc własne warianty. Czyni to z Robinsona swoistą platformę do snucia niemalże paragrafowych opowieści i nie zdziwię się, jeśli ten zestaw mechanik zobaczymy w przyszłości w innym tytule.
Grze towarzyszą spore emocje. Za każdym razem gdy dociągam kartę wydarzenia, czy też rzucam kością, czuję przyjemny dreszcz. Dobrze w Robinsona gra się solo. Odpowiedni soundtrack, szklaneczka rumu i zupełnie nie czuje się upływającego czasu. Robinson przyzwoicie się skaluje, nie odczułem, by był mniej lub bardziej przyjemny w zależności od ilości osób przy stole.
Jest to jednakże kooperacja i jak to kooperacja, jest podatna na syndrom gracza alfa. Robinson w żaden sposób nie stara się walczyć z tym problemem. Jeśli przy stole znajdzie się osoba, która ma tendencję do podporządkowywania sobie innych ludzi, może to popsuć grę pozostałym graczom. Są na rynku tytuły, które zdecydowanie lepiej sobie z tym radzą.
Mam spory problem z ciężarem mechanicznym Robinsona. Zacznę od instrukcji – jest ona niesłychanie szczegółowa i obszerna. Pierwsze partie to zdecydowanie gra z instrukcją na kolanach. Opisuje ona rozgrywkę w zawoalowany sposób, charakterystyczny dla Ignacego Trzewiczka. Ja za tym stylem nie przepadam i nie jestem w swojej opinii odosobniony. Wyznaję też zasadę, że im obszerniejsze FAQ i erraty, tym instrukcja ma więcej mankamentów. Robinson ma dwie wersje instrukcji, w zależności od edycji konkretnego egzemplarza, około 20 stron. Do tego  FAQ i erratę – kolejne 18 stron. Łącznie 38 stron, z czego prawie połowa to odpowiedzi na pytania do instrukcji. Niech to wystarczy za komentarz.
Irytująca w moim mniemaniu jest też sama obsługa Robinsona. Myśląc „obsługa”, mam na myśli wszystko to, co gracze muszą zrobić wokół gry, a co nie jest związane z ich decyzjami. Czyli wszystko co nie generuje zabawy. W fazach wydarzenia, morale, produkcji oraz pogody i nocy, gracze nie podejmują kompletnie żadnej decyzji. To żmudne dokładanie znaczników, dociąganie kart i rzuty kośćmi. Praktycznie wyłącznie w fazie akcji mamy jakikolwiek wpływ na grę. Następnie znów odbywa się festiwal rzucania i przesuwania, dokładania i rozpatrywania. Wszystko to sprawia, że odczuwam brak kontroli nad grą. Biernie wykonuję czynności, które pozostają poza moim wpływem. Oczywiście w zgodzie z instrukcją.
Same karty wydarzeń w większości robią graczom jakąś krzywdę. Ilekroć na kości wypadał znak zapytania, drżącą ręką dobierałem kartę wydarzenia. Oczami wyobraźni widziałem już, że moją postać właśnie spotyka kolejna tragedia. Rzadko zdarza się znaleźć w ten sposób coś pożytecznego. Raczej wygląda to tak:
Ok, to ja spróbuję zrobić łóżko. Poświęcę jednego piona, drugim pójdę zbierać drewno …
[RZUT KOŚCMI] Aha, nie udało się. Odniosłem ranę, spadło nam morale. O nie, znak zapytania! No dobra, dobieram kartę… CO??!! Spotykam bestię. Ile ja mam punktów życia?
No niestety, przegraliśmy, bestia mnie pożarła.
Tak, Robinson jest grą w której postaci mogą zginąć, próbując zrobić łóżko (!)
Gra jednak fabularnie stara się usprawiedliwić swoje mechaniki. Wchodzimy do nieznanej dżungli zbierać drewno na opał, faktycznie więc może nas spotkać coś niemiłego. Wniosek?
Ta losowość jest wpisana w specyfikę tego tytułu i jego fabułę. Nie tyle jest to mankament, co cecha.
Gra dobrze sprawdzi się w gronie osób, które lubią gry fabularne. Dobrze bawić się będą Ci, którzy mają w sobie żyłkę hazardzisty. Nie boją się ryzykować i ponosić konsekwencji tego ryzyka. Jeśli jednak nie przepadacie za losowością i bardziej od poczucia przygody cenicie sobie kontrolę nad grą, jest szansa, że Robinson będzie dla was rozczarowaniem.

Moja ocena

Wykonanie

Robinson jest przepięknie, starannie wydany. Grafiki są spójne i pomysłowe. Plansza przejrzysta i praktyczna. Jakość wykonania komponentów dodatkowo zwiększa immersyjność tego tytułu. Żywność to banany, drewno to drewno, a skóra to znaczniki w kształcie skór zwierzęcych. Dbałość o szczegóły jest wzorowa! Planszetki graczy są dwustronne, możemy w ten sposób wybrać nawet płeć odgrywanej postaci. Minusem jest całkowity brak wypraski. Jeśli postanowicie ubrać karty w koszulki, będziecie mieli problem z zamknięciem pudełka. A i bez tego jest ciężko, stąd rekomenduję zakup jakiegoś organizera na poszczególne komponenty.

Prostota

Ilość reguł jest zupełnie niewspółmierna do „gry samej w sobie”. Wykonujemy w sumie tylko kilka akcji, a zasad które regulują ich legalność jest zdecydowanie za dużo.

Re-Grywalność

Spora! Siedem scenariuszy i mnóstwo kart oraz zróżnicowane postaci sprawiają, że za każdym razem gra jest nieco inna. Nie powinna szybko się znudzić.

Czas rozgrywki

Partia w Robinsona to przedział czasu między 90 a 120 minut, w zależności od stopnia zaawansowania graczy przy stole. Gra może skończyć się szybciej, jeśli któraś z postaci zginie. Jest to zdecydowanie adekwatny czas, partie się nie dłużą.

Fun

Najtrudniejsze, co można ocenić w Robinsonie, to radość płynąca z gry. Mogę się tu wypowiedzieć jedynie subiektywnie. Cenię sobie eleganckie mechaniki, lubię szukać zależności między akcjami. Wpływ na grę i konsekwencje wykonanych akcji są dla mnie kluczowe. Nie przepadam za losowością podaną w taki sposób, w jaki użył jej Ignacy Trzewiczek w Robinsonie. Mimo świetnego klimatu i wielu lubianych przeze mnie mechanik, Robinson frustrował mnie. Nie zmienia to faktu, że zapalona rzesza graczy ubóstwia ten tytuł. Dobrze rozumiem dlaczego. Jak każda gra, Robinson nie jest jednak tytułem dla każdego.

Cena vs. Jakość

Współczynnik ceny do jakości jest świetny. Gra zdecydowanie jest warta swojej ceny.

Co mi się najbardziej podoba w Robinsonie Crusoe?

Jakość wykonania, klimat, immersyjność, scenariusze, skalowanie, elementy gry paragrafowej, rozsądny czas rozgrywki.

Co mi się najmniej podoba w Robinsonie Crusoe?

Losowość i frustrujące poczucie braku kontroli. Absurdalna ilość zasad w stosunkowo prostej, pod kątem podejmowanych decyzji, grze. Instrukcja. Mimo wszystko kuriozalne sytuacje, którym muszą czasami sprostać postaci, wykonując błahe czynności.

Podsumowanie

Robison Crusoe to gra planszowa dla miłośników przygody. Odnajdą się tutaj gracze wszelakich RPGów oraz osoby, którym nie przeszkadza zbytnia losowość. Przeszłość i doświadczenie Ignacego Trzewiczka związane z papierowymi grami fabularnymi, widoczne są tu gołym okiem. Lubisz ryzykować? Wkręcić się w klimat, wchodzić w rolę? To śmiało możesz sięgnąć po Robinsona. Przeżyjesz niejedną przygodę, bawiąc się niemalże jak na porządnej sesji RPG.
Zdecydowanie nie jest to jednak tytuł na początek przygody z planszówkowym hobby, a niestety, bywa w ten sposób rekomendowany. Ilość reguł rządzących Robinsonem sprawia, że zdecydowanie jest to gra planszowa dla średniozaawansowanych i zaawansowanych graczy.
Euro gracze mogą sobie Robinsona odpuścić. Klimat i przygodowość to jego dominujące cechy. Gra budzi spore emocje, ale nie trafi do osób ceniących planszówki głównie za zgrabne mechaniki.
Mam nadzieję, że Ignacy Trzewiczek sięgnie jeszcze kiedyś po robinsonowe rozwiązania. Kierunek wyznaczony tym tytułem zdecydowanie pełen jest potencjału.
Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:10    Średnia:5/5]

Zasiądź wygodnie i daj się porwać morskiej opowieści o tym, jak grupa rozbitków walczyła o przeżycie. A ja sprawdzę w tym czasie, czy to jeszcze gra planszowa, czy już RPG?

Recenzja | Robinson Crusoe

Ocena UraburaGames (3.8)
3.8/5
Recenzja by Kakao

Robinson Crusoe gra planszowa. Recenzja kooperacyjnej przygody na bezludnej wyspie. Czy walka o przetrwanie skończy się dla Ciebie szczęśliwie?

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest

Nie mam łatwego życia z ekipą UraburaGames. Po rzuceniu mnie na głęboką wodę pod postacią Terraformacji Marsa, Herku najwidoczniej uznał, że to za mało. Zasugerował mi napisanie kolejnego tekstu. Tym razem o najpopularniejszej grze planszowej autorstwa Ignacego Trzewiczka – Robinsonie Crusoe. Poczułem się tak, jakby w tonącego rzucono cegłą. Dlaczego? Bo Robinson Crusoe to gra planszowa, która ma nie tylko rzeszę oddanych fanów, ale i zawziętych krytyków. Opinie graczy są tutaj mocno podzielone. A co ja o niej sądzę? Cóż, postaram się złapać rzuconą mi cegłę! Przed Wami szczegółowa recenzja gry planszowej Robinson Crusoe. Recenzja, w której opowiem o jej zaletach, ale nie zapomnę też wspomnieć o wadach.

Zapraszam do przeczytania w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie, w której dowiecie się:

  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?
Lepiej weź się w garść Rozbitku! Czeka Cię sporo pracy.

W jakim klimacie jest utrzymana gra?

robinson crusoe recenzja gra planszowa

Mija czwarty dzień, odkąd trafiliśmy na tę przeklętą wyspę. Każda chwila tutaj to droga
przez mękę. Dopiero wczoraj udało nam się rozpalić ogień i zjeść ciepły posiłek. Składał
się z morderczej kozy, którą musieliśmy zabić we własnej obronie. Wpadła do obozu raniąc
członków mojej załogi. Kto by się spodziewał, że kozy to takie krwiożercze bestie? Z
ledwością daliśmy jej radę.

Czuwam wpatrzony w płomienie ogniska. Reszta śpi, zmęczona po kolejnym dniu ciężkiej
pracy. Dziwię się im mimo wszystko, jak mogą spać, kiedy wokół jest taki hałas? Ja nie
mogę zasnąć. Każdy dźwięk przyprawia mnie o dreszcze. Las, który za dnia sprawia
wrażenie baśniowego raju, pełnego rajskich ptaków, nocą ryczy jak wściekłe zwierzę.
Małpie bachanalia! Części z tych odgłosów nie rozpoznaję. Prędzej czy później będziemy
musieli dowiedzieć się, co tak żałośnie zawodzi ilekroć zachodzi słońce.

Mam przeczucie, że nie jesteśmy tu sami. Że ta wyspa ma mieszkańców. I że lepiej będzie,
jeśli my znajdziemy ich, zanim oni znajdą nas.

Dziennik  kapitański, autor nieznany, prawdopodobnie XV wiek

Gra planszowa Robinson Crusoe jest tytułem przygodowym. Duży nacisk położono na stworzenie odpowiedniego klimatu gry. Narracja bezboleśnie wprowadza w realia powieści Daniela Defoe, jest wiarygodna i spójna. Podczas partii w których uczestniczyłem, odtwarzaliśmy odgłosy dżungli, aby jeszcze lepiej wejść w klimat rozgrywki. Tym samym wzmacnialiśmy, i tak już wysoki, współczynnik immersji tytułu. Z łatwością wchodziliśmy w rolę zagubionych rozbitków walczących o przetrwanie.

Na czym polega gra?

Robinson Crusoe to kooperacyjna gra planszowa z przygodą w tle. Gracze dysponują ograniczonym zestawem ruchów i muszą współpracować, by przeżyć na bezludnej wyspie oraz spełnić wymagania aktualnie rozgrywanego scenariusza. Będą budować schronienie, szukać pożywienia, polować, rozpalać ogień i konstruować broń. Niezbędna będzie komunikacja między graczami, gdyż do zrobienia jest dużo, a czasu mało. Warunki na wyspie nie ułatwiają osiągnięcia celu. Rozbitkowie muszą zmierzyć się z przeciwnościami losu. Rany, ukąszenia, złamania, zatrucia pokarmowe i szalejący sztorm to w Robinsonie chleb powszedni.

Informacje o grze

  • Gatunek: Kooperacyjna, przygodowa
  • Wydawca: Portal Games
  • Autor: Ignacy Trzewiczek
  • Grafika: Piotr Słaby, Mateusz Bielski, Michał Zieliński, Maciej Mutwil, Rafał Szyma, Tomasz Bentkowski, Mateusz Kopacz
  • Rok wydania: 2012
  • Rodzaj: Worker Placement, Cooperative, Dice Rolling, Variable player powers
  • Czas gry: 80-120 min.
  • Liczba graczy: 1-4
  • Ograniczenie wiekowe: 10+
  • Losowość: duża
Autor gry Ignacy Trzewiczek to człowiek-legenda, nie tylko polskiej, ale międzynarodowej sceny gier planszowych. Niegdyś mocno związany ze sceną RPG, obecnie szef wydawnictwa Portal i autor wielu popularnych, nagradzanych tytułów. W procesie tworzenia i testowania Robinsona maczały palce takie tuzy jak m.in. Michał Oracz (Neuroshima Hex, This War of Mine) czy Vlaada Chvatil (Mage Knight, Cywilizacja: Poprzez Wieki).

Co znajdziesz w pudełku?

  • 90 kart Przygód
  • 70 kart Wydarzeń
  • 52 karty Tajemnic
  • 12 specjalnych kości
  • 7 różnych scenariuszy
  • zestaw drewnianych i plastikowych kości
  • talia Bestii
  • karty Przedmiotów
Ależ to pudło ciężkie!
Wypełnione dobrem po brzegi. Zawartość gry budzi respekt. Wydawnictwo Portal popisało się rozmachem. Zarówno plansza jak i poszczególne komponenty wykonane są światowo, trudno mieć tutaj jakiekolwiek zastrzeżenia.
Osobom, które nie widziały jeszcze porządnej, współczesnej planszówki, opadną szczęki ze zdziwienia. Piękna, konsekwentna ikonografia. Mnóstwo szczegółów, zachowana czytelność, funkcjonalność i klimat. Brawo.

Jak się gra w Robinsona Crusoe?

Robinson Crusoe jest grą o stosunkowo skomplikowanych zasadach, do czego odniosę się poniżej, w „moich wrażeniach z gry”. Tutaj postaram się w skrócie i uproszczeniu przedstawić Wam, jak wygląda rozgrywka.
Gracze wcielają się w różne postaci – do wyboru są Kucharz, Żołnierz, Odkrywca i Cieśla.Każda z nich ma określoną ilość punktów życia oraz specjalne umiejętności ułatwiające grę. Istotne są punkty determinacji w formie zbieranych żetonów. Pełnią one dwojaką funkcję. Z jednej strony można nimi opłacać aktywację umiejętności postaci. Z drugiej, pierwszy gracz musi mieć wymaganą ich ilość podczas „fazy morale”, by nie odnieść ran. W ciągu gry wykonujemy akcje mechaniką worker placement. Domyślnie każdy ma dwa pionki, które może poświęcić, by wykonać daną czynność. Dostępne akcje reprezentowane są na planszy pod postacią kart. Rozbitkowie mogą konstruować narzędzia i ulepszenia obozu, eksplorować wyspę, polować, zbierać pożywienie lub drewno. Brzmi banalnie.
Gdzie tkwi haczyk?
Wykonując akcję gracz może poświęcić na nią dwa piony. Wtedy automatycznie kończy się ona sukcesem. Tyle tylko, że postać nic już nie zrobi do końca rundy. Możliwe jest poświęcenie jednego piona by wykonać daną czynność. Sukces nie jest wtedy gwarantowany, a głos oddajemy losowi. W zależności od tego, czy gracz próbuje coś zbudować, zbierać surowce lub eksplorować, rzuca zestawem kości. To kości zdecydują, czy udało się wykonać akcję. Powiedzą też przy okazji, czy postać odniosła ranę i czy nie spotkała jej jakaś dodatkowa przygoda. W przypadku wyrzucenia znaku zapytania na kości, gracz dociąga odpowiednią kartę i rozpatruje jej treść. Rozbitkowie do pomocy mają Piętaszka i Psa. Zapewniają oni dodatkowe, choć ograniczone akcje.
Rozgrywka przebiega w szeregu rund. Liczbę rund określa scenariusz. Scenariuszy do wyboru jest 7, różnią się one warunkami zwycięstwa. Celem może być skonstruowanie ogniska, by zostać zauważonym przez widoczny na horyzoncie statek. Innym razem musimy kogoś uratować. Albo zmierzyć się z kanibalami.
Każda runda składa się z 6 faz. Są to kolejno:
  • Faza wydarzenia - gracze dociągają w niej kartę, która krótko opisuje losowe zdarzenie. Zazwyczaj jest to coś, co skomplikuje rozgrywkę i będzie stanowiło dodatkowe wyzwanie.
  • Faza morale – w zależności od poziomu znacznika na torze Morale, pierwszy gracz ponosi odpowiednie konsekwencje. Wysokie morale to bonus w postaci punktów determinacji, niskie zaś skutkuje koniecznością odrzucenia determinacji, a może nawet obniżyć poziom punktów zdrowia. Morale spada wskutek różnych wydarzeń, również wtedy, gdy postać gracza jest ranna. Podnieść je można na przykład wykonując akcję „porządkowania obozu”.
  • Faza produkcji – gracze otrzymują zasoby produkowane przez ich obóz.
  • Faza akcji – to najważniejsza faza gry. Gracze wspólnie planują gdzie rozstawić piony. Realizują zamierzone cele i reagują na losowe wydarzenia. Muszą też zadbać o wystarczającą ilość pokarmu oraz zabezpieczyć obóz. Ranne postaci mogą się zregenerować w trakcie odpoczynku..
  • Faza pogody – zgodnie ze scenariuszem rzucamy kośćmi Pogody. Wynik rzutu (deszcz, śnieg, wygłodniałe zwierzęta) porównujemy z poziomem rozwoju dachu i palisady obozu. Jeśli obóz był dobrze zabezpieczony, nic się nie dzieje. Jeśli nie był - gracze ponoszą konsekwencje. Odrzucają pożywienie, odnoszą rany, mogą też spotkać bestie i stoczyć z nią walkę.
  • Faza nocy – w tej fazie każda postać musi zjeść posiłek. Brak pożywienia to kolejne odniesione rany. Nocą gracze mogą też przenosić obóz na inny kafelek mapy. Po rozegraniu fazy nocy, runda się kończy i wracamy do fazy wydarzenia. Jeśli któraś z postaci ginie, gra automatycznie kończy się przegraną całej drużyny.

W jaki sposób wygrać grę?

Warunki zwycięstwa dyktuje scenariusz. Gracze starają się spełnić wymagania scenariusza i przeżyć przez określoną ilość rund.

Jakie są moje wrażenia z gry?

Gra planszowa Robinson Crusoe – przygoda na bezludnej wyspie łączy w sobie szereg pomysłowych mechanik. Różne umiejętności postaci, rzuty kośćmi i worker placement, zarządzanie zasobami oraz elementy gry paragrafowej. Do tego tor morale i presja czasu. Nic dziwnego więc, że w Robinsonie występuje krótka kołderka (mamy mało czasu i dostępnych akcji, a zadań do wykonania dużo). A to wszystko ubrane w kooperację. Robi to kolosalne wrażenie.
Podczas rozgrywania partii klimat cały czas jest obecny i w moim mniemaniu to największy atut tej planszówki. Niewiele potrzeba, by wkręcić się w przedstawiany przez nią świat.
Grze daleko do infantylnej naiwności. Robinson konsekwentnie stara się opowiedzieć pewną historię i robi to w wiarygodny sposób.
Podoba mi się zaimplementowanie scenariuszy, co sprawia, że za każdym razem gra jest trochę inna i z łatwością można ją wzbogacić o dodatki. Społeczność fanów prężnie działa tworząc własne warianty. Czyni to z Robinsona swoistą platformę do snucia niemalże paragrafowych opowieści i nie zdziwię się, jeśli ten zestaw mechanik zobaczymy w przyszłości w innym tytule.
Grze towarzyszą spore emocje. Za każdym razem gdy dociągam kartę wydarzenia, czy też rzucam kością, czuję przyjemny dreszcz. Dobrze w Robinsona gra się solo. Odpowiedni soundtrack, szklaneczka rumu i zupełnie nie czuje się upływającego czasu. Robinson przyzwoicie się skaluje, nie odczułem, by był mniej lub bardziej przyjemny w zależności od ilości osób przy stole.
Jest to jednakże kooperacja i jak to kooperacja, jest podatna na syndrom gracza alfa. Robinson w żaden sposób nie stara się walczyć z tym problemem. Jeśli przy stole znajdzie się osoba, która ma tendencję do podporządkowywania sobie innych ludzi, może to popsuć grę pozostałym graczom. Są na rynku tytuły, które zdecydowanie lepiej sobie z tym radzą.
Mam spory problem z ciężarem mechanicznym Robinsona. Zacznę od instrukcji – jest ona niesłychanie szczegółowa i obszerna. Pierwsze partie to zdecydowanie gra z instrukcją na kolanach. Opisuje ona rozgrywkę w zawoalowany sposób, charakterystyczny dla Ignacego Trzewiczka. Ja za tym stylem nie przepadam i nie jestem w swojej opinii odosobniony. Wyznaję też zasadę, że im obszerniejsze FAQ i erraty, tym instrukcja ma więcej mankamentów. Robinson ma dwie wersje instrukcji, w zależności od edycji konkretnego egzemplarza, około 20 stron. Do tego  FAQ i erratę – kolejne 18 stron. Łącznie 38 stron, z czego prawie połowa to odpowiedzi na pytania do instrukcji. Niech to wystarczy za komentarz.
Irytująca w moim mniemaniu jest też sama obsługa Robinsona. Myśląc „obsługa”, mam na myśli wszystko to, co gracze muszą zrobić wokół gry, a co nie jest związane z ich decyzjami. Czyli wszystko co nie generuje zabawy. W fazach wydarzenia, morale, produkcji oraz pogody i nocy, gracze nie podejmują kompletnie żadnej decyzji. To żmudne dokładanie znaczników, dociąganie kart i rzuty kośćmi. Praktycznie wyłącznie w fazie akcji mamy jakikolwiek wpływ na grę. Następnie znów odbywa się festiwal rzucania i przesuwania, dokładania i rozpatrywania. Wszystko to sprawia, że odczuwam brak kontroli nad grą. Biernie wykonuję czynności, które pozostają poza moim wpływem. Oczywiście w zgodzie z instrukcją.
Same karty wydarzeń w większości robią graczom jakąś krzywdę. Ilekroć na kości wypadał znak zapytania, drżącą ręką dobierałem kartę wydarzenia. Oczami wyobraźni widziałem już, że moją postać właśnie spotyka kolejna tragedia. Rzadko zdarza się znaleźć w ten sposób coś pożytecznego. Raczej wygląda to tak:
Ok, to ja spróbuję zrobić łóżko. Poświęcę jednego piona, drugim pójdę zbierać drewno…
[RZUT KOŚCMI] Aha, nie udało się. Odniosłem ranę, spadło nam morale. O nie, znak zapytania! No dobra, dobieram kartę… CO??!! Spotykam bestię. Ile ja mam punktów życia?
No niestety, przegraliśmy, bestia mnie pożarła.
Tak, Robinson jest grą w której postaci mogą zginąć, próbując zrobić łóżko (!)
Gra jednak fabularnie stara się usprawiedliwić swoje mechaniki. Wchodzimy do nieznanej dżungli zbierać drewno na opał, faktycznie więc może nas spotkać coś niemiłego. Wniosek?
Ta losowość jest wpisana w specyfikę tego tytułu i jego fabułę. Nie tyle jest to mankament, co cecha.
Gra dobrze sprawdzi się w gronie osób, które lubią gry fabularne. Dobrze bawić się będą Ci, którzy mają w sobie żyłkę hazardzisty. Nie boją się ryzykować i ponosić konsekwencji tego ryzyka. Jeśli jednak nie przepadacie za losowością i bardziej od poczucia przygody cenicie sobie kontrolę nad grą, jest szansa, że Robinson będzie dla was rozczarowaniem.

Moja ocena

Wykonanie

Robinson jest przepięknie, starannie wydany. Grafiki są spójne i pomysłowe. Plansza przejrzysta i praktyczna. Jakość wykonania komponentów dodatkowo zwiększa immersyjność tego tytułu. Żywność to banany, drewno to drewno, a skóra to znaczniki w kształcie skór zwierzęcych. Dbałość o szczegóły jest wzorowa! Planszetki graczy są dwustronne, możemy w ten sposób wybrać nawet płeć odgrywanej postaci. Minusem jest całkowity brak wypraski. Jeśli postanowicie ubrać karty w koszulki, będziecie mieli problem z zamknięciem pudełka. A i bez tego jest ciężko, stąd rekomenduję zakup jakiegoś organizera na poszczególne komponenty.

Prostota

Ilość reguł jest zupełnie niewspółmierna do „gry samej w sobie”. Wykonujemy w sumie tylko kilka akcji, a zasad które regulują ich legalność jest zdecydowanie za dużo.

Re-Grywalność

Spora! Siedem scenariuszy i mnóstwo kart oraz zróżnicowane postaci sprawiają, że za każdym razem gra jest nieco inna. Nie powinna szybko się znudzić.

Czas rozgrywki

Partia w Robinsona to przedział czasu między 90 a 120 minut, w zależności od stopnia zaawansowania graczy przy stole. Gra może skończyć się szybciej, jeśli któraś z postaci zginie. Jest to zdecydowanie adekwatny czas, partie się nie dłużą.

Fun

Najtrudniejsze, co można ocenić w Robinsonie, to radość płynąca z gry. Mogę się tu wypowiedzieć jedynie subiektywnie. Cenię sobie eleganckie mechaniki, lubię szukać zależności między akcjami. Wpływ na grę i konsekwencje wykonanych akcji są dla mnie kluczowe. Nie przepadam za losowością podaną w taki sposób, w jaki użył jej Ignacy Trzewiczek w Robinsonie. Mimo świetnego klimatu i wielu lubianych przeze mnie mechanik, Robinson frustrował mnie. Nie zmienia to faktu, że zapalona rzesza graczy ubóstwia ten tytuł. Dobrze rozumiem dlaczego. Jak każda gra, Robinson nie jest jednak tytułem dla każdego.

Cena vs. Jakość

Współczynnik ceny do jakości jest świetny. Gra zdecydowanie jest warta swojej ceny.

Co mi się najbardziej podoba w Robinsonie Crusoe?

Jakość wykonania, klimat, immersyjność, scenariusze, skalowanie, elementy gry paragrafowej, rozsądny czas rozgrywki.

Co mi się najmniej podoba w Robinsonie Crusoe?

Losowość i frustrujące poczucie braku kontroli. Absurdalna ilość zasad w stosunkowo prostej, pod kątem podejmowanych decyzji, grze. Instrukcja. Mimo wszystko kuriozalne sytuacje, którym muszą czasami sprostać postaci, wykonując błahe czynności.

Podsumowanie

Robison Crusoe to gra planszowa dla miłośników przygody. Odnajdą się tutaj gracze wszelakich RPGów oraz osoby, którym nie przeszkadza zbytnia losowość. Przeszłość i doświadczenie Ignacego Trzewiczka związane z papierowymi grami fabularnymi, widoczne są tu gołym okiem. Lubisz ryzykować? Wkręcić się w klimat, wchodzić w rolę? To śmiało możesz sięgnąć po Robinsona. Przeżyjesz niejedną przygodę, bawiąc się niemalże jak na porządnej sesji RPG.
Zdecydowanie nie jest to jednak tytuł na początek przygody z planszówkowym hobby, a niestety, bywa w ten sposób rekomendowany. Ilość reguł rządzących Robinsonem sprawia, że zdecydowanie jest to gra planszowa dla średniozaawansowanych i zaawansowanych graczy.
Euro gracze mogą sobie Robinsona odpuścić. Klimat i przygodowość to jego dominujące cechy. Gra budzi spore emocje, ale nie trafi do osób ceniących planszówki głównie za zgrabne mechaniki.
Mam nadzieję, że Ignacy Trzewiczek sięgnie jeszcze kiedyś po robinsonowe rozwiązania. Kierunek wyznaczony tym tytułem zdecydowanie pełen jest potencjału.
Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:10    Średnia:5/5]

Skomentuj

avatar