Każde uniwersum klasycznej fantastyki ma wiele do zaoferowania. Nieprzebyte tunele, ukryte artefakty czy bohaterska śmierć w chwale. Czy to wszystko możesz znaleźć w grze Runebound 3ed.? Wejdź i się przekonaj!

Recenzja | Runebound

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
by Karczmarz, 09.12.20
Każde uniwersum klasycznej fantastyki ma wiele do zaoferowania. Nieprzebyte tunele, ukryte artefakty czy bohaterska śmierć w chwale. Czy to wszystko możesz znaleźć w grze Runebound 3ed.? Wejdź i się przekonaj!

Recenzja | Runebound

by Karczmarz, 09.12.20
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest

Gdy myślę o tematyce fantasy, przychodzi mi do głowy pewne przysłowie: „im dalej w las, tym więcej drzew”. Chodzi mi o to, że im bardziej zagłębiamy się w fantastykę, tym więcej światów poznajemy.

Terrinoth jest jednym z nich. Na początku wydaje się, że niczego nowego nie zobaczymy. Ot, proste uniwersum, podobne do wielu innych. Przecież w większości fantasy mamy smoki, elfy i maluczkie postacie urastające do miana bohaterów. W Runebound jest podobnie. Pytanie brzmi: czy ta gra oferuje coś więcej niż przekształcony świat?

Przekonasz się o tym, czytając moją recenzję. Zapraszam do lektury.

Runebound - w jakim klimacie jest utrzymana gra?

recenzja runebound planszówka

„Zrywa się złowrogi wiatr i zaczynają nadciągać pierwsze podmuchy, zapowiadające wszechogarniający mrok…”

Notka wprowadzająca w krainę Terrinoth przypomina mi utwór Tolkiena pt. Władca Pierścieni. Podobnie jak we wspomnianej powieści, w Runebound pojawia się zło – starożytni, dawni wrogowie, zagrażający całej krainie. Ktoś musi się im przeciwstawić i łatwo się domyślić, że tymi siłami będą właśnie gracze, a raczej dzierżone przez nich postacie.

Czy zostaną okrzyknięci bohaterami? Nie wiadomo. Czy zginą zabici przez niziołka, próbującego ukraść im ostatnie grosze? Tego też nie wiemy. Jedno jest pewne – to oni są ostatnią deską ratunku. Jeśli przepadną, to razem z nimi całe Terrinoth.

Sama kraina jest przedstawiona w intrygujący sposób. Od razu widać, że plansza to tylko skrawek zaprezentowanego świata. Mamy przeczucie, że gdzieś jeszcze czeka coś ciekawego na odkrycie. To sprawia, że jesteśmy żądni przygody, a do niej na szczęście niedaleko. Wystarczy usiąść przy stole, rozłożyć grę i gotowe.

Oczywiście, nie poczujecie tego wszystkiego, jeśli NIE jesteście nastawieni na eksplorację nieznanego terenu, walkę na śmierć i życie, czy chęć zdobycia pewnego doświadczenia. To jest pure fantasy* przypominające sesję RPG, gdzie mechanika pełni rolę mistrza gry.

*Pure Fantasy – tak określam fantastykę, która jest składową High Fantasy czy Heroic Fantasy. Jestem miłośnikiem tych podgatunków, jednakże nie każdy z nich jest „nieskazitelną fantastyką”. Są tytuły, które wyrzucam z tego „worka”, ze względu na wpływ innych podgatunków na dane dzieło. Tego typu fantastyka jest dla mnie najbardziej poszukiwanym rodzajem. Charakteryzuje się ona: androcentryzmem; innym, równoległym światem, gdzie nie istnieje „nasz” świat; walką dobra ze złem, gdzie dobro zawsze zwycięża; rozwinięciem technologicznym na poziomie wczesnego średniowiecza; bohaterskimi i szlachetnymi czynami; prawdziwą, męską przyjaźnią; występowaniem elfów bądź/i smoków; obecnością magii;

PS: Definicji nie szukajcie w przestrzeni sieciowej. Nie ma takiej. Zamiast tego wpisując frazę „pure fantasy” można wyszukać „ciekawy” przedmiot. 

Runebound - na czym polega gra?

recenzja runebound gra planszowa

Gracze będą wcielać się w postacie, które zdążyły już odcisnąć swe piętno w świecie Terrinoth. Do pełni szczęścia brakuje im niewiele. Niektórzy z nich, wiedzą już o nadciągającym niebezpieczeństwie i przygotowania do ostatecznej walki, przedkładają nad swoje prywatne dążenia. Z jakim zagrożeniem będą się zmagać? To zależy od tego, który z dwóch dostępnych scenariuszy wybierzemy. Co za tym idzie, droga do zwycięstwa będzie tylko jedna. Pokonać nadchodzące zło.

Pewnego jesiennego wieczoru, w me progi zawitała dziwna persona. Gdy otworzyła drzwi, wpuściła chłodne powietrze z nadworza. Wszyscy goście rzucili na nią tylko okiem, lecz ja ją obserwowałem uważnie. Od razu było widać, iż jest nietutejsza. Biła od niej aura niespotykana w tych rejonach. Dziewczę było pewne siebie, harde i sprawiało wrażenie zadziornej. Kiedy podeszła do szynkwasu, rzuciła dziwną, złotą monetę na ladę mówiąc:„Mocny”. Kiedy wychynęła kilka głębszych, język się jej rozplątał. A to było coś, co uwielbiałem – opowieści z daleka. Nie dosyć, iż uraczyła mnie wspaniałymi historiami, to znacznie zasiliła me kieszenie. Niezwykłą kobietą była…

Niestety, nie niosła ze sobą dobrych nowin. Nadciągało zło, które miało przyćmić słońce na tak długo, że ludzie zapomną czym jest dzień. Oby nie miała racji. Bo co ja zrobię z Karczmą? Ktoś musi karmić tych biednych żłobów”

Cytat XXVIII z księgi I „Wspomnień Karczmarza”. O tajemniczej personie. Rok Pański 1159

Informacje o grze

Początki Runebound sięgają 2004 roku. To wtedy Fantasy Flight Games wydało pierwszą edycję zaprojektowaną przez Martina Walllace’a i Darrela Hardy’ego. Sam start był dobry, jednakże po czasie tytuł ten szybko został zweryfikowany przez rynek. Zarzucono grze niedostateczną grywalność, brzydotę czy długi downtime. A to był tylko wierzchołek góry lodowej. Mimo to, postanowiono wydać dodatek do pierwszej edycji: Shadows of Margath.

Autorzy nie chcieli, aby ich gra umarła śmiercią tragiczną. Zakasali więc rękawy i rok po premierze pierwszej edycji, przedstawili światu kolejną odsłonę. Recenzje z początku były dobre, ale zdystansowane. Widocznie po wpadce z wcześniejszą wersją, gracze potrzebowali czasu, aby się oswoić. Mijały miesiące, a gra dalej utrzymywała wysoką notę. To pozwoliło na wydanie wcześniej już przygotowanych dodatków. Przez następne pięć lat, ukazywały się rozmaite rozszerzenia. W ich skład wchodziły m.in. nowe przygody; karty przedmiotów, sojuszników, wyzwań; postacie (w tym promocyjne figurki). Bardziej znane rozszerzenia to Sands of Al-Kalim, The Frozen Wastes czy odświeżone Shadows of Margath.

W 2015 roku, po pięciu latach „posuchy” i medialnej ciszy, ukazała się kolejna odsłona Runebound’a. Wprowadzono wiele zmian, z autorami włącznie. Odświeżenie gry zlecono Lukas’owi Litzsinger’owi, który był pracownikiem wydawnictwa od grudnia 2010 roku. Dlaczego postanowiono na ponowny remake tytułu? Opinie są podzielone, ale najczęściej powtarza się jedna – dążenie amerykańskich wydawnictw do osiągnięcia jak największej korzyści finansowej. W przypadku Runebound’a wskazuje na to cena dodatków, o których wspomnę trochę później. Z drugiej strony, ten kto grał w drugą edycję wie, że była ona dobra, ale miała swoje wady. Bardzo możliwe więc, że wydanie trzeciej edycji to po części zasługa graczy, którzy liczyli na idealną wersję lubianej gry. Pozostaje zapytać, czy ich oczekiwania zostały spełnione?

Runebound - co znajdziesz w pudełku?

runebound elementy 7

Może się wydawać, że zawartość pudełka jest pokaźna, ale to nie do końca prawda. Porównując wagę i ilość elementów z tytułami o podobnej Sugerowanej Cenie Detalicznej, nie sposób nie zauważyć różnicy. Runebound, moim zdaniem, wypada średnio. Nie twierdzę oczywiście, że decyzję zakupową powinniśmy podejmować wyłącznie w oparciu o te parametry. Po prostu rzuciło mi się to w oczy, podobnie jak mało interesująca okładka. Z drugiej strony możliwe, że gra jest na tyle zbalansowana, że nie potrzebuje dużej ilości elementów. Może autor założył, że wystarczy niezbędne minimum? Tego nie wiem, ale mam pewną teorię, o której wspomnę w dalszej części mojej recenzji Runebound’a.

Jeśli zaś chodzi o same składowe planszówki, to są one wykonane z wysokiej jakości tektury. Karty mają dobrze zaokrąglone rogi. Podobnie jest z żetonami i znacznikami – są równe. Co prawda można zauważyć na brzegach delikatne pozostałości po wyciskaniu żetonów, jednakże to rzecz naturalna. Nie spotkałem się natomiast z brakiem wyśrodkowania elementów. Nie widziałem też błędów drukarskich. Figurki są wykonane starannie i bardzo szczegółowo, zważywszy na ich skalę. Można by rzec: perfekcyjnie.

Względem poprzedniej edycji zmieniło się sporo. Kostki terenów są plastikowe i mają naklejki. Nie ma już kości dziesięciościennych (k10). Karty są posortowane wedle rodzaju przygody, a nie poziomu trudności. Tak (!), teoretycznie moglibyśmy wygrać grę walcząc tylko raz! System walki i doświadczenia został diametralnie zmieniony, tak samo z resztą jak rozwój postaci. Olaboga! Dodano licznik tur! Zmniejszono ilość bohaterów z dwunastu do sześciu, a to nie wszystko. To tylko jedne z ważniejszych zmian…

Runebound - jak się w to gra?

runebound figurki

Przypomnę raz jeszcze, że podczas gry wcielicie się w bohaterów świata Terrinoth. Wróć! Postacie. Bohaterami to zostaniecie jak pokonacie głównego przeciwnika. Pominę tutaj samo przygotowanie gry i tłumaczenie zasad. Tę przyjemność pozostawię Wam, gdy przestudiujecie już dokładnie instrukcję. Po wybraniu „swojego pionka w grze”, koniecznie musicie zapoznać się z historią postaci – bez tego ani rusz. I zaczynacie. Tak po prostu. Jeśli byliście kiedyś graczem na sesji RPG, to tutaj wygląda to podobnie. Tyle tylko że mamy planszę i system, który jest naszym Mistrzem Gry.

W trakcie gry będziecie przemierzać świat walcząc z potworami, ratując niewiasty z opresji, a nawet donosząc na oprychów. Podział rundy nie jest zbyt rozbudowany. Mamy zbiór akcji do wyboru i tylko trzy punkty do wydania. Od nas zależy co nasza postać będzie robić. Możemy: poruszyć bohatera, kupić ekwipunek, wyruszyć na przygodę, odpocząć bądź szkolić się. Każda z tych możliwości kosztuje pewną ilość punktów. Niektóre z nich, możemy wykonać tylko w danym miejscu, np. kupno przedmiotów może odbywać się wyłącznie w mieście (nie miasteczku). Naturalnie możemy też brać udział w walkach, które są inicjowane przez karty przygód, podczas spotkań z różnymi pokracznymi stworzeniami. Możemy również walczyć między sobą. Jednak, aby do tego doszło, trzeba mieć odpowiednie zdolności ;).  

runebound elementy 6

Podsumowując. Macie główny cel, chęci i trochę miedziaków w kieszeni. Coś tam potraficie. Wywijać kijem czy leczyć rany zmieloną trawą. Nieważne. Ważnym jest, aby wczuć się w rolę, a zwycięstwo przyjdzie samo. Serio! Jeśli chodzi o Runebound, to fajnie jest się zanurzyć w opowieść, podejść na luzie i dać ponieść przygodzie. Wiem, że to niestandardowe podejście, w końcu to gra planszowa, ale moim zdaniem lepiej ją potraktować jak pseudo sesję RPG, przy której można trochę „poświrować”. W końcu po to TEŻ są planszówki. Prawda?

Jak można wygrać w Runebound?

runebound elementy 2

Jeśli wasz wybór padnie na scenariusz pt. „Margath Powstaje”, to misję możecie wygrać poprzez zabicie Smoka, nim ten dotrze do Tamalir. Z kolei gdy wybraliście drugi repertuar pt. „Król Umarłych”, musicie zabić Mistycznego Nekromantę. W obu przypadkach przegrywacie, gdy nie spełnicie warunków do końca aktu 2.

Aby ułatwić sobie pojedynek z ostatecznym złem, możecie wspomóc się specjalnymi żetonami. Niezależnie od tego jak się będą nazywały w danym scenariuszu, sprowadzają się do tego samego – obniżają poziom zdrowia przeciwnika za każdy taki krążek. Gdy uda Wam się wygrać, podnosicie triumfalnie miecz w górę, niczym szlachetny Sir Eyck z Denesle krzycząc „For kingdom and glory!”. ;).

eyck z denesle

Runebound - jakie są moje wrażenia z gry?

runebound postać

Nim podzielę się z Wami moimi odczuciami, chciałbym dodać, że grałem w obie wcześniejsze edycje. Zatem moje wrażenia opiszę przez pryzmat styczności z poprzednimi wersjami – na zasadzie analizy porównawczej.

Pierwszy kontakt z ostatnią odsłoną miałem długo po premierze, bo w 2019 roku. Byłem w pewien sposób zauroczony drugą częścią gry, więc do kolejnej reedycji podszedłem z dystansem i pewnym wahaniem. Z tego co wiem, nie tylko ja miałem taki problem. Pomiędzy fanami dwójki i trójki zaczęła się zajadła dyskusja o tym, która odsłona jest lepsza. Zwolennicy starszej edycji, zarzucali tej „nowej” zbyt dużo zmian względem pierwowzoru. Pozostali twierdzili, że jest o niebo lepsza. Zdania były podzielone. Wpływ na wypaczenie mojego poglądu miały też recenzje, które przeczytałem przed przystąpieniem do rozgrywki.

Z początku, poprawki czy raczej zmiany, które nastąpiły, nie zadowalały mnie. Mam nadzieję, że zrozumiecie moje podejście. Są rzeczy, do których nie tak łatwo się przyzwyczaić. Po pierwszej partyjce, byłem zniesmaczony, mimo że udało mi się wygrać. Potyczka z „największym zagrożeniem” świata Terrinoth wydawała mi się zbyt łatwa. System walki mi nie odpowiadał, przygody były oklepane, a stwory nie były między sobą zróżnicowane poziomami trudności. Nic nie przypominało drugiej edycji Runebound’a.

Kilka miesięcy później dałem grze kolejną szansę. No i niespodziewanie „wsiąkłem”. Po czasie spojrzałem na ten tytuł z innej perspektywy – odrzuciłem na bok wcześniejsze uprzedzenia. Zacząłem dostrzegać dobre zmiany w trzeciej edycji. Walka zaczęła mieć dla mnie sens, bo nie tłukliśmy się już z bezmózgim NPC, tylko z „żywą personą”. Misje zrobiły się bardziej przejrzyste. System rozwoju postaci nagle stał się czymś interesującym. Dostrzegłem intensywność barw poszczególnych elementów (jakbym przejrzał na oczy). Cytaty na kartach nie były pomijane, tylko czytane na głos, z zaangażowaniem. W końcu zauważyłem bardzo dobrze zrobione figurki, których nie sposób było wcześniej nie dostrzec (!).

Gra naprawdę zyskała w moich oczach. Jednak coś mi nie dawało spokoju. Niby wszystko zaczęło być w porządku, ale coś mi tutaj nie pasowało. Niepokój rósł w miarę częstego ogrywania Runebound’a i któregoś dnia zrozumiałem, czym był ten irytujący, swędzący punkt w mojej głowie. To Fantasy Flight Games (więcej informacji w podsumowaniu)

Moja ocena Runebound

runebound pudełko

Jeśli miałbym przywołać ze wspomnień wszystkie gry od FFG, to w żadnej z nich, nie spotkałem jeszcze lepiej zrobionych figurek, niż w trzeciej edycji Runebound’a. Istotna jest dokładność, przy tak niewielkim rozmiarze. Postacie robią wrażenie, zwłaszcza po ich pomalowaniu. Podobnie mogę ocenić planszę, która prezentuje się nad wyraz okazale. Żywe i ciepłe kolory nadają jej pewnej ekspresji. Gracz ma poczucie, że to nie jest zwykły świat. 

Graficznie, w porównaniu do poprzednich edycji, jest o niebo lepiej. Ilustracje są ciekawsze i bardziej tematyczne. O wykonaniu kart, znaczników i żetonów już mówiłem, ale jeszcze raz zwrócę uwagę na bardzo dobre wyśrodkowanie. Widziałem kilka egzemplarzy i nie spotkałem się z jakimś przesunięciem drukarskim, czy wadliwym wycięciem. Jakość jest iście wysoka. 

Jeśli chodzi o minusy, to są dwie rzeczy, które nie pasują mi w tej edycji. Pierwsza to kości ruchu. Stare były czaderskie, a te są tandetne – plastik i jakieś dziwne naklejki. Druga kwestia to karty przygód. Sam pomysł jest jak najbardziej w porządku. Chodzi mi o ich zawartość. Mogłyby być bardziej zróżnicowane. Niestety, przypominają mi zadania typu: przynieś, podaj, pozamiataj. Nie są zbyt kreatywne.

Po tym co napisałem w „Jak się gra w Runebound” można wywnioskować, że zasady są stosunkowo proste. Mogłem wspomnieć coś więcej, np. o systemie walki. Jednakże wydaje mi się, że recenzja nie jest tylko po to, aby tłumaczyć poszczególne reguły. Sam tytuł nie jest skomplikowany. W sumie najcięższe decyzje podejmujemy w trakcie finałowej walki. Oczywiście podczas gry zdarzają się trudniejsze momenty, jednak postrzegam Runebound jako grę do piwa i zabawy. Ta planszówka ma cieszyć i robi to dobrze. 

Nie polecam sugerować się oceną złożoności, która widnieje na BGG. Gracze dają jej 2,5 pkt na 5 pkt w skali trudności, co według mnie, zupełnie nie pokrywa się z rzeczywistością. Ponadto nasza rodzima wersja jest dobrze przetłumaczona i nie ma zbyt wielu nieścisłości. 

Wpływ na prostotę Runebound’a mają też takie aspekty jak umiejętności, przedmioty i przygody. Względem wcześniejszej wersji zostały diametralnie zmienione, są bardziej przyjazne, a zasady ich działania można szybciej „załapać”. Jest to z pewnością spory plus, gdyż w drugiej edycji, zdarzało się że gracze mieli z tym problemy.

Nadszedł czas na pierwszy, twardy orzech do zgryzienia. Runebound nie jest zbyt elastyczny pod względem regrywalności. Wystarczy zagrać kilka razy, aby zauważyć wysoką powtarzalność. Przygody są te same. Ze scenariuszami nie poszalejemy. Na dłuższą metę, nawet częsta zmiana graczy nie pomoże. Gra jest ciekawa, wciąga, ale jak podchodzimy do niej drugi, może trzeci raz. Potem zaczyna wpadać rutyna. 

Bardzo dokucza brak trybu kampanii, który mógłby sporo zmienić. Gracze mieliby cel. A „uciukanie” finalnego przeciwnika na końcu aktu 2, nie ukrywajmy, jest banalnie proste. Wiele razy grałem w Runebound’a i ZA KAŻDYM RAZEM KTOŚ WYGRYWAŁ. I nie, nie graliśmy źle. Jestem typem człowieka, który lubi „mieć zasady” w małym paluszku. Po prostu scenariusze zawarte w podstawce są oklepane. Gra zaczyna się dopiero, gdy posiadamy dodatek „Nierozerwalne Więzi”. Wprowadza on tryb solo/co-op, co według mnie powinno być składową podstawki. Zamiast tego, Fantasy Flight Games próbowało zmaksymalizować dochody z gry wydając mierną podstawkę i zachęcając graczy do zakupu tego dodatku. 

Niestety, czas rozgrywki to kolejna bolączka Runebound’a. Od wydania pierwotnej edycji mało się w tym względzie zmieniło. Zaznaczam w tym miejscu, że chodzi o czas pojedynczego scenariusza. W trzeciej wersji podjęto próbę naprawy tego parametru przez wprowadzenie licznika tur, co sprawdza się przy dwóch graczach. Jednak przy większej liczbie osób, dalej długo czeka się na swój ruch. 

Winowajcą tego stanu rzeczy jest nowy system walki, który w tym wydaniu ma wreszcie jakiś sens, ale niestety nie przyśpiesza samej rozgrywki. Zakładane przez wydawcę ramy czasowe są adekwatne, gdy gramy w dwójkę albo solo. W momencie, gdy do stołu siądzie więcej osób, średnio wychodzi 1h 20 min na gracza. 

Tak jak wspomniałem wcześniej, Runebound jest jedną z tych gier, które w założeniu powinny bawić i cieszyć. Z ręką na sercu zapewniam Was, że tak jest, niestety do czasu. Jeśli zamierzacie grać w samą podstawkę, powinniście dozować sobie kolejne partie. Raz na jakiś czas ściągnąć go z półki – byle nie za często. Istnieje ryzyko, że Wam się szybko znudzi, a wtedy zostaniecie z dwoma opcjami do wyboru. Sprzedać grę, bądź kupić do niej dodatek.

W perspektywie czasu zakup dodatków to coś nieuniknionego, więc trzeba liczyć się z tym, że gra może nas kosztować finalnie 4 razy tyle. 

Jak to się ma do jej jakości? Ceny nie są może kosmiczne, ale na pewno wysokie, zważywszy na to co dostajemy. Zawartość, moim zdaniem, nie jest adekwatna do ceny (pomimo starannego wykonania) i jedynym winowajcą tutaj jest wydawca. Warto wspomnieć, że Runebound może być ciągle rozwijany, chociaż przesłanek ku temu nie ma. Rzekłbym nawet, że bardziej można się spodziewać zamknięcia linii wydawniczej. Dlaczego? O tym opowiem w podsumowaniu.

Co mi się najbardziej podoba w grze Runebound?

Co mi się najmniej podoba w grze Runebound?

Podsumowanie i ocena Runebound

runebound elementy 1
0 /10
Ocena końcowa

Podsumowanie chciałbym zacząć od zwrócenia uwagi na jedną istotną sprawę. Runebound jest dobrą grą, a ja nie jestem zwolennikiem wydawania, co chwila, kolejnych edycji. Jeśli ktoś „skopał grę” za pierwszym razem, to czemu nie miałby tego zrobić za drugim? Wniosek mój jest taki, że Runebound, mógł zostać zrobiony o niebo lepiej. Ostatnia wersja ma swoje bolączki. Oczywiście nie ma gier idealnych, ale od planszówki wydanej w 2015 roku powinniśmy oczekiwać czegoś więcej. Zwłaszcza, że to przecież remake, a nie całkowicie nowy projekt. Wiem też, że łatwiej jest mówić, a trudniej zrobić. Jednak śmiem stwierdzić, że jakby ktoś się porządnie przyłożył, a nie nastawiał tylko na zysk, to by zrobił z trzeciej edycji bardzo dobrą, może nawet wyśmienitą grę. A tak, jest to po prostu średniak (ale ciągle lepszy od Talizmana ;D).

Uwielbiam gry o tematyce fantastycznej i serce mi się kraja, widząc tak nieoszlifowany diament. Może to znak, aby coś z tym zrobić i spróbować własnych sił? Kto wie…

Trzecia edycja Runebound’a to zakończenie pewnej epoki. O samej grze można powiedzieć wiele dobrego jak i sporo jej zarzucić. Jednak to wydawca ponosi największą odpowiedzialność. Kiedy zainteresowałem się na poważnie trzecią odsłoną, poszperałem trochę w sieci, poczytałem i zacząłem myśleć o przyszłości Runebound’a. Pan Litzsinger już nie pracuje dla FFG, tylko Wizardów. Niby nic, bo przecież zlecono mu tylko projekt odnowy tytułu – można to przeboleć. Jednakże to dalej nie główny powód moich obaw o Runebound’a.

Wspomniałem w pewnej części tekstu, że amerykańskie wydawnictwa skłaniają się bardziej ku konkretnemu zarobkowi, a mniej koncentrują się na sentymentach. Fantasy Flight Games nie jest wyjątkiem. Już od jakiegoś czasu, ich linia wydawnicza opiera się o głośne tytuły. Takie, które przyniosą zysk, niezależnie od tego czy są dobrą grą, czy nie. Nie twierdzę, że Runebound jest wspaniały, bo ma swoje bolączki. Jednak nie od dziś słychać pogłoski o porzuceniu tego projektu. Od 2017 roku nie wydano żadnego dodatku i nie zapowiada się aby było inaczej. Dlaczego? 

Sprzedaż Runebound leci na łeb, na szyję. Przez długi czas, tytuł ten był na promocji w oficjalnym sklepie, do momentu kiedy nie pozbyto się całego nakładu. O dodruku ani widu, ani słychu więc można spodziewać się najgorszego. W tym miejscu zaznaczę, że to tylko mojej domysły. Nie mam oficjalnych informacji odnośnie struktury firmy, która została opisana powyżej. To samo tyczy się planów względem Runebound’a. To tylko moje przemyślenia.

Komu może spodobać się Runebound?

Grę polecam wszystkim, którzy chcieliby zasmakować przygody w stylu RPG, a nie mają możliwości rozegrania prawdziwej sesji. Świat Terrinoth może przypaść do gustu fanom Władcy Pierścieni, którzy szukają czegoś „innego”. Nawet Talizmaniacy znajdą coś dla siebie. Runebound to luźna przygoda fantasy, w której obecne są smoki, magia i bohaterowie. Jeśli nie przepadacie za tego typu klimatem, możecie się rozczarować. Najlepiej jak obejrzycie kilka filmików na Youtube, celem zaznajomienia się z grą, jej charakterem i tematyką. 

Nie sądzę, aby był jakiś zakres wiekowy dla tego tytułu. Swoich sił w walce ze złem mogą spróbować tak naprawdę wszyscy. Jedyne na co bym zwrócił uwagę, to możliwość nabycia Runebound’a. W polskich sklepach gra jest nadal dostępna, można ją też spokojnie kupić z drugiej ręki. To samo dotyczy dodatków.

Jeśli dotrwaliście do końca, dziękuję Wam serdecznie za poświęcony czas i zapraszam Was do czytania moich kolejnych recenzji!

Tematycznie podobne gry: Descent, Mage Knight, Gloomhaven, Władca Pierścieni: Podróże przez Śródziemie.

Inne podobne gry: Spartakus, Martwa Zima, Nemezis.

Mam nadzieję, że ta recenzja gry planszowej Runebound okazała się dla Ciebie pomocna. Jeśli masz jakieś pytania to śmiało zadaj je w sekcji z komentarzami poniżej. Polub nasz fanpage, aby być na bieżąco z nowościami. Obserwuj nasz profil na insta, jeśli masz apetyt na ciekawe, planszówkowe fotki. Wspólnymi siłami będziemy skuteczniej rozpowszechniać naszą pasję do gier planszowych.

Dziękujemy za wsparcie!

Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów: 24   Average: 4.4/5]
Facebook
Instagram
Reklama