Knucie intryg, walki na arenie, wbijanie noża w plecy współgraczom. Kręcą Cię takie klimaty? Lubisz grę nad stołem i intensywne emocje? Świetnie, bo to nie jest gra dla grzecznych dzieci!

Recenzja | Spartakus Krew i Zdrada

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
by Johny, 23.09.2020
Knucie intryg, walki na arenie, wbijanie noża w plecy współgraczom. Kręcą Cię takie klimaty? Lubisz grę nad stołem i intensywne emocje? Świetnie, bo to nie jest gra dla grzecznych dzieci!

Recenzja | Spartakus Krew i Zdrada

by Johny, 23.09.2020
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest

Słyszałem o Spartakusie długo przed tym zanim usiadłem do stołu, obmacałem komponenty i powąchałem wnętrze pudełka (taki mały fetysz). Wiedziałem, że jest przez wiele osób polecany jako przykład gry, która stoi negatywną interakcją. Więc prędzej czy później musiał trafić w moje ręce.

Czy zmagania na arenie w atmosferze wszechogarniającego łajdactwa i podstępów zapewniły mi rozrywkę na wysokim poziomie? Znając moje upodobania planszówkowe, można by zaryzykować stwierdzenie, że tak. Ale czy na pewno? Przekonacie się czytając moją recenzję gry planszowej Spartakus Krew i Zdrada.

Do boju!

Spartakus Krew i Zdrada - w jakim klimacie jest utrzymana gra?

spartakus krew i zdrada recenzja gra planszowa
„Szczym ryj? Szczym ryj powiedziałeś do mnie!? Krew się poleje.”

Spartakus to gra utrzymana w klimacie starożytnych igrzysk i znanego serialu telewizyjnego. Prawdę mówiąc nie wiem co bardziej inspirowało twórców. Patrząc na projekt graficzny stwierdzam, że chyba jednak serial, ale o tym za chwilę.

W tej grze znajduje się wszystko to, co (według mnie) powinien posiadać tytuł traktujący o walkach gladiatorów. Jest krwawo, jest brutalnie, jest odważnie i w punkt! Zastosowane mechanizmy zgrabnie się ze sobą łączą i uwypuklają temat planszówki. Oprócz wspomnianych potyczek na arenie, które są zaledwie dodatkiem do rozgrywki, znajdziesz tutaj ogrom podstępów, intryg i zdrad. Czyli całe „mięcho” Spartakusa przejawiające się w grze nad stołem, inicjujące negatywną interakcją między graczami. To właśnie ten element sprawia, że partia najczęściej obfituje w emocjonujące potyczki i starcia (nie tylko na arenie).

A zatem. Klimat – stwierdzono! I to gęsty. Nie jest to jednak klimat z gatunku gier ameritrashowych. Co to, to nie. Po prostu czuć wylewającą się z planszy konsekwencję, między podjętym motywem przewodnim, a mechaniką. Zawiodą się na nim Ci, którzy szukają głębszego, immersyjnego doświadczenia pokroju Nemesis czy This War of Mine. To nie ten kaliber i nie ta stylistyka.

Spartakus Krew i Zdrada - na czym polega gra?

spartakus planszówka
„Daj się wciągnąć w wir intryg w świecie starożytnego Rzymu!”

Podczas gry będziemy wcielać się w Dominiusów, czyli głowy starożytnych, rzymskich rodów, które walczą ze sobą o wpływy i władzę, w zgodzie z maksymą „dochodź po trupach do celu”. Główne czynności wykonywane podczas rozgrywki to: knucie intryg, zawieranie iluzorycznych sojuszy, wbijanie noża w plecy, nieustanne kombinowanie, zabijanie gladiatorów na arenie (poza areną z reszta też), decydowanie o życiu i śmierci wojowników oraz organizowanie igrzysk. W realizacji tych wszystkich „szlachetnych” czynności pomogą nam przygotowane przez twórców mechaniki. Karty intryg, walki na arenie, zakup sprzętu dla gladiatorów i wiele, wiele innych.

Wygrywa najlepszy lub ten, który wykaże się najmniejszym kręgosłupem moralnym. Wszystkie chwyty dozwolone.

Informacje o grze

Angielska wersja gry powstała na bazie znanego serialu stworzonego przez telewizję Starz. Na jej podstawie wystartowała w 2016 roku kampania wspieraczkowa, w której wydawnictwo Games Factory walczyło o wydanie polskiej edycji gry, wraz z dodatkami: Węże i Wilk oraz Widmo Śmierci. Znajdziecie w nich więcej rodów, możliwość rozgrywania walki na arenie w formule 2 vs 2 (primus) oraz kilka zasad specjalnych. Ze wszystkimi dodatkami można zagrać nawet w 7 osób!

Spartakus Krew i Zdrada - co znajdziesz w pudełku?

spartakus pudełko 1

W porównaniu do ogromnych, wypasionych, współczesnych tytułów, Spartakus jest minimalistyczną grą planszową (jak na ten gatunek). Niewiele tutaj dobroci, komponentów i bajerów. Jest dokładnie tyle, ile potrzeba. Mamy do dyspozycji solidne planszetki rodów, stos kartonowych monet, na które trzeba uważać bo mogą się łatwo wytrzeć, talię kart intryg oraz przedmiotów, a także niewielkich rozmiarów, prostokątną planszę, na której będą toczyły się walki gladiatorów. No i nie zapominajmy o figurkach, które moim zdaniem są najsilniejszym punktem w całym tym zestawieniu.

Gdy po raz pierwszy otworzyłem pudełko miałem mieszane uczucia. Powiem wprost! Nie zachwyciła mnie oprawa graficzna. Uważam, że kadry wyjęte rodem z serialu, doczepione do kartonowych elementów są szpetne. Niby wszystko jest ze sobą spasowane, ale pozostawia pewien niesmak (kwestia gustu). Odnoszę wrażenie, że celem twórców było jak najwierniejsze oddanie realiów adaptacji telewizyjnej, aby gra dotarła nie tylko do planszówkowiczów, ale również do fanów serialu. Co im się bez wątpienia udało. Mnie to niestety nie przekonuje. Mimo to nie mam większych zastrzeżeń do wykonania gry. Z wyjątkiem niewyraźnej planszy i niedopasowanej wypraski – elementy przemieszczają się po pudełku w trakcie przenoszenia.

Spartakus Krew i Zdrada - jak się w to gra?

spartakus elementy 5
Gra w Spartakusa sprowadza się do czterech, czytelnych etapów:
Polega na bilansowaniu planszetki gracza przed rozpoczęciem kolejnej rundy. Otrzymujemy złoto za każdego posiadanego niewolnika i płacimy złotem za każdego gladiatora gotowego do walki. W tej fazie podejmujemy również próbę leczenia wojowników, którzy zostali poharatani na arenie.
Dobieramy po 3 losowe karty intryg na rękę i zaczynamy je zagrywać na siebie lub innych graczy. Oprócz tego możemy spieniężać karty, wykorzystywać zasady specjalne rodu oraz wykorzystywać umiejętności z pozyskanych kart dóbr.
Faza, w której licytujemy karty dóbr, gladiatorów oraz sprzętu. Płacimy za nie oczywiście złotem. Na planszy pojawiają się 4 zakryte karty, o które będziemy walczyć po kolei, odsłaniając tylko jedną kartę naraz. Po skończonych zakupach przyjdzie nam jeszcze powalczyć o tytuł gospodarza nadchodzących igrzysk, również za sprawą licytacji i brzęczących monet.
Najbardziej emocjonujący etap rozgrywki, w którym gospodarz igrzysk zaprasza dwie szkoły do starcia na arenie (może wybrać siebie). Oprócz samej walki gladiatorów w tej fazie wszyscy gracze mogą obstawiać zakłady. Do wyboru mamy sposób zakończenia walki (dekapitacja albo obrażenia), jak i zwycięską szkołę.

W praktyce, rozgrywka dzieli się w rundzie na dwie zasadnicze części. Pierwszą, którą nazwałbym fazą intryg i zakupów (1-3). Drugą, fazą areny (4), gdzie dochodzi do krwawych starć gladiatorów. Faza intryg i zakupów charakteryzuje się dynamicznym podkładaniem sobie świń i wzmacnianiem swojego rodu. Faza walki to obstawianie zakładów, pojedynek dwóch rodów na arenie i rzucanie kośćmi. A skoro jesteśmy już przy walce to warto opisać w jaki sposób przystępujemy do bitki i jak się ją rozpatruje.

Gladiatorzy mają swoje indywidualne statystyki, które objawiają się w liczbie kości walki, obrony i szybkości (każda w innym kolorze). Pula kości danego atrybutu służy do rzutów na obrażenia, obronę albo inicjatywę, a wszystkie razem stanowią żywotność danego wojownika. Otrzymując ranę musisz odrzucić określoną liczbę kostek, osłabiając tym samym swoje statystyki i obniżając szansę na sukces w kolejnych testach (mniejsza pula do rzutu).

Gdy dochodzi do walki gracze wykonują rzut na inicjatywę (co rundę). Gladiator, który uzyskał większy wynik decyduje, kto się rusza jako pierwszy. Następnie wskazany wojownik musi przemieścić się na planszy o ilość pól równą lub mniejszą jego wartości szybkości. Jeśli znajdzie się obok przeciwnika lub w bezpośrednim zasięgu broni może wykonać atak. Rzuca wtedy pulą dostępnych, czerwonych kości. Obrońca odpowiada rzutem na obronę (czarne). Uzyskane wyniki porównujemy ze sobą w zgodzie z zasadą „największy wynik do największego”. Ustawiamy zatem w kolejności wszystkie wyrzucone wartości na kościach. Jeśli czerwone przebiją czarne to zadawane jest jedno obrażenie przeciwnikowi za każdy taki wynik. Musi on odrzucić ze swojej puli tyle kości, ile otrzymał obrażeń. Proste? Zasadniczo tak, ale w praktyce pojawia się w tym rozwiązaniu wiele zgrzytów, o których opowiem w dalszej części recenzji Spartakusa.

Plusem jest to, że nieuczestniczący w walce gracze są również pośrednio zaangażowani w pojedynek na arenie. Obstawiają bowiem zakłady lub zwyczajnie kibicują wybranej stronie, bo np. mają w tym jakiś interes (pognębienie wybranego współgracza lub zarobienie hajsu).

Tak w wielkim skrócie przedstawiają się zasady gry Spartakus Krew i Zdrada. Jednak nie one są najważniejsze. Prawdziwą oś rozgrywki stanowi tutaj gra nad stołem. To co widzimy na planszy to zaledwie ramy, pozwalające doświadczyć innych, ważniejszych walorów tej planszówki. A mianowicie. Integracja między graczami jest tutaj nadrzędnym mechanizmem, który kształtuje doświadczenia z grą. Na nic Ci zgrabnie zazębiające się ze sobą mechanizmy, jeśli Twoi współgracze nie czują klimatu. Nie chcą, bądź nie potrafią blefować i oszukiwać, brzydzą się podstępem i zdradą. W takim wypadku partia w Spartakusa zamieni się w serię wymuszonych akcji i najpewniej zakończy się po pierwszej rundzie. Ekipa odpowiednio usposobionych ludzi to wymóg konieczny w przypadku tego tytułu.

Jak można wygrać w Spartakusa?

spartakus elementy 4

Zdobywając 12 punktów wpływu!

Wbrew pozorom to nie takie proste zadanie. Nie dość, że będziesz musiał chytrze kombinować nad zdobywaniem tych punktów, to jeszcze uważać na ataki pozostałych rodów, które będą chciały Cie ich pozbawić. Za co będziesz zdobywać wpływy?

W zależności od trybu gry jaki wybierzecie, będziecie mogli zaczynać od 7, 4 albo 1 punktu wpływu na start. W każdym wariancie wyłonienie zwycięzcy zajmuje sporo czasu. Szczególnie jeśli zdecydujecie się na tą trudniejszą, bardziej zaawansowaną opcję gry (odradzam serdecznie!).

Spartakus Krew i Zdrada - jakie są moje wrażenia z gry?

spartakus gra planszowa

Pierwsza partia była jak objawienie. Szybko załapaliśmy rytm rozgrywki, by już po chwili knuć intrygi, zagrywać na siebie wredne karty i jawnie łamać zawarte pakty (pozdrowienia Gorzoł, będziesz się smażył w piekle :D). A to dopiero początek. Im dalej w las tym robiło się ciekawiej. Najwięcej emocji pojawiało się zawsze w fazie igrzysk, oczywiście dzięki walkom gladiatorów. Partia płynęła zgrabnie, a my coraz bardziej wciągaliśmy się w serwowaną przez Spartakusa krwawą i zdradliwą potyczkę.

Temat tej gry idealnie trafił w nasze gusta. Pociągnął za właściwe struny planszówkowej duszy. Wydobył najgłębsze pokłady wredoty i chamstwa. Nagle ostra rywalizacja, walka na noże i rzucanie kłód pod nogi stało się dla wszystkich czymś zupełnie naturalnym. Co z tego, że przed chwilą zabiłem mu gladiatora? W następnej rundzie zaproponuję mu układ, a potem wbiję nóż w plecy. Innym razem wyłudzę od niego pieniądze w zamian za obietnicę albo pomogę zrealizować intrygę skierowaną przeciwko innemu Dominusowi. Życie.

Mało jest gier planszowych, które w tak bezpośredni sposób zachęcają do ścierania się z innymi graczami. Spartakus wręcz tego wymaga! Cała mechanika tej planszówki została potraktowana bardzo poważnie. Nie znajdziesz tu uproszczeń, cenzury, poprawności politycznej czy innych bzdur, które odarłyby tę grę z charakteru. Na planszy jest krew, bo tam odbywają się walki. W trakcie igrzysk możesz obstawić zakład na dekapitację gladiatora. A jedna z kart nosi nazwę „Kutas Jowisza”. No i co z tego?! Właśnie takich rzeczy oczekuję od gry, która traktuje o przemocy, spiskach i dochodzeniu po trupach do celu. Tytuł mówi sam za siebie (Krew i Zdrada), a „zawartość mechaniczna i stylistyczna” tylko potwierdza jego przekaz. Za to wielki szacunek. Jakby ktoś się czepiał, to na pudełku jest przecież 17+ 😉

spartakus elementy

Znalazłem w Spartakusie wiele dobrego. Przede wszystkim są emocje, które tak bardzo cenię sobie w grach – to one stanowią  paliwo rozgrywki. Jest interakcja, w tym najbardziej negatywnym wydaniu, z możliwością ciągłych negocjacji i zmiany stron. Ponadto musisz jednocześnie dogadywać i oszukiwać się z innymi graczami. Nikomu nie można zaufać. Coś niebywałego… pod warunkiem że grasz z odpowiednio nastawioną ekipą!

Dodatkowo znajdziesz tutaj świetnie poukładany mechanicznie temat. Co oznacza, że zagrywane akcje są spójne i logiczne; dają się wytłumaczyć fabularnie i nie budzą wątpliwości. Dzięki temu, w pewnym sensie czujesz się, jakbyś prowadził szkołę gladiatorów. Spiskujesz przeciwko innym graczom, zarabiasz kasę, wzmacniasz swoją pozycję i wystawiasz wojowników do walki na arenie. W dodatku mocno się w to angażujesz.

Do tego udało się twórcom połączyć wiele różnych rozwiązań mechanicznym w jedną całość. W Spartakusie masz bowiem zarządzanie kartami na ręce, licytacje, walki na arenie + rzuty kośćmi, skromne budowanie silnika, obstawianie zakładów oraz nienachalną asymetrię. Jest tego dużo, ale nie czuć podczas gry przeciążenia, ponieważ mechanizmy te zostały ze sobą rewelacyjnie zmiksowane.

Dopiero, gdy się temu wszystkiemu przyjrzeć z bliska, można dostrzec kilka, bardzo poważnych niedociągnięć. Standardowo nie mogłem ich pominąć w mojej recenzji gry planszowej Spartakus.

Oto one…

Zacznę od systemu walki, który jest ciekawy, ale na swój sposób ułomny. W swoich założeniach ma inscenizować prawdziwą potyczkę na arenie. Ten kto zada pierwszy, celny cios zyskuje ogromną przewagę. Jak w prawdziwym życiu. Zraniony przeciwnik ma niewielkie szanse na zwycięstwo. Wiarygodne? Owszem. Realistyczne? Jak najbardziej. Niestety w praktyce wygląda to kuriozalnie. Gracze zaczynają bawić się w „ganianego” od razu po wejściu na arenę. Nikt nie chce narażać się na tzw. „pierwszego strzała”, który może i pewnie przesądzi o wyniku starcia. Wojownicy krążą więc po planszy w bezpiecznej odległości od siebie czekając na to, aż któryś z graczy pomyli się w kalkulacjach albo nerwy mu puszczą. Zakupiony w poprzedniej fazie sprzęt może nieco urozmaicić walkę, ale nie jest aż tak znaczący. Co gorsza podczas fazy areny gra zwalnia tempo. Zaczyna się obstawianie zakładów, rzucanie kośćmi i „ganianie” gladiatorami po planszy. Dynamika z poprzednich faz momentalnie siada zwiastując…

spartakus elementy 3

absurdalnie długi czas rozgrywki! Nie jestem w stanie wyrazić skali znużenia jakie mnie dopadło podczas mojej ostatniej partii w Spartakusa. Bardziej zmęczyło mnie chyba tylko Nemesis (klik!), gdzie po 7,5 godziny odetchnąłem wreszcie z ulgą pożarty przez Obcego. Tutaj zmęczenie materiału polega na wykonywaniu w kółko tych samych czynności i na wzajemnym blokowaniu się. W pewnym momencie mieliśmy już serdecznie dość przedłużającej się partii, ale żaden z nas nie chciał odpuścić. Zbyt często pojawiało się zjawisko „bij leadera”. Gdy tylko ktoś zdobywał przewagę i zbliżał się do zwycięstwa, od razu obrywał po głowie od pozostałych. Chyba po raz pierwszy w swojej „karierze planszówkowej” odpuściłem wyłonienie zwycięzcy i zrezygnowałem z dokończenia rozgrywki. Brak określonego z góry momentu zakończenia partii to moim zdaniem niewybaczalny błąd Spartakusa.

Ciągłe zdobywanie i utrata punktów wpływów jest demotywująca. Odbiera mi radość z postępów jakie robię w trakcie gry. Sprawia, że muszę wielokrotnie zaczynać bój o wygraną od nowa, bo ktoś właśnie rzucił na mnie kartę intrygi, przed którą akurat nie mogę się obronić. Tak jakby rozgrywka było częściowo poza moim wpływem. Faza intryg przypomina mi w tym aspekcie Munchkina. Zwykłą, prosta karciankę, bez większej głębi i decyzyjności. Z tą różnicą, że w Spartakusie jest więcej gry nad stołem i klimatu.

Co więcej. Może nie dostrzeżesz tego podczas pierwszej partii, ale każda kolejna dostarczy Ci potrzebnej wiedzy dotyczącej tego w jakich wojowników najlepiej inwestować, jaki sprzęt im sprezentować oraz jaki atrybut podczas walki liczy się najbardziej. A to oznacza, że w grze występują lepsze i gorsze karty gladiatorów oraz przedmiotów. Osoby zaznajomione ze Spartakusem będą miały niemałą przewagę nad początkującymi i nie będzie to wynikiem doświadczenia wyrobionego podczas ogrywania gry, ale zwykłej ludzkiej obserwacji.

Na koniec muszę jeszcze dorzucić kilka słów o losowości. Otóż jest ona obecna w wielu aspektach rozgrywki. Znajdziesz ją również (a może przede wszystkim) w głównych mechanikach. Mam na myśli dociąg kart intryg, które będą determinowały Twoje możliwości taktyczno-strategiczne, a także podczas walki, gdy trzeba turlać dużą liczbą kolorowych sześcianików. O dziwo! Ta losowość nie przeszkadza mi, aż tak bardzo, ale tylko dlatego, że świetne wkomponowuje się w tematykę Spartakusa. Kuszące los mechanizmy podbijają emocje w grze, dostarczają niepewności i budują napięcie – tak bardzo potrzebne, żeby zamaskować niedoskonałości tej planszówki.

Gdy szukałem informacji o Spartakusie w sieci napotkałem na wiele pochlebnych recenzji, które wynosiły grę do rangi ideału. Zachwytom nie było końca, zarówno na blogach pisanych, jak i kanałach youtubowych. Tym bardziej trudno mi było zrozumieć moje odmienne stanowisko. Na szczęście na końcu internetów pojawiło się światełko w tunelu. Dwóch, pijących piwko „dżentelmenów” wypowiedziało się w podobnym tonie o Spartakusie co ja. Posłuchajcie co mają do powiedzenia na temat tej gry chłopaki z MelanżowniaTV 🙂

Moja ocena Spartakusa

spartakus elementy 2

Trudno mi się w tej kwestii jednoznacznie wypowiedzieć. Niby jakość elementów nie pozostawia wiele do życzenia. Ot, przyzwoicie wydana gra. Plansza wykonana z solidnego kartonu. Figurki i  żetony w porządku. Kostki w trzech kolorach zwracają na siebie uwagę. Więc co jest nie tak?

Mieszane uczucia wywołuje we mnie oprawa graficzna. Kadry wyjęte z serialu wyglądają jak doklejone na siłę do kartonu. Jest w nich coś nienaturalnego, dziwnego wręcz. Nie przemawiają do mnie, rażą w oczy swoją kiczowatością. Ale to tylko mój gust. Fani serialu będą nimi pewnie zachwyceni, odnajdą znane postaci i sceny, które emocjonowały ich w trakcie seansu. Ja do nich nie należę.

PS: Chodzą słuchy, że ma na rynku pojawić się ulepszona wizualnie wersja gry z poprawionymi grafikami. Może w tym nowym wydaniu Spartakus będzie dla mojego oka bardziej łaskawy?

Za ten element należy się duży plus. Instrukcję czyta się płynnie i swobodnie. Zasady można przyswoić dosłownie w godzinkę. Nie będziesz miał większych problemów z przekazaniem ich pozostałym graczom. Gra jest podzielona na czytelne etapy – wystarczy przechodzić je po kolei. Rzadko zdarzały nam się sytuacje, w których musieliśmy coś doczytać podczas grania. Spartakus spokojnie nada się dla średniozaawansowanej ekipy. Może nawet początkującej. Czemu nie?

Niewielka. Brakuje elementów, które różnicowałyby partie między sobą. Co prawda możesz poprowadzić inną szkołę gladiatorów. Nie będzie to natomiast, tak odmienne doświadczenie. Zasadniczo dalej robisz to samo i masz dalej mało ciekawych decyzji do podjęcia. Knujesz intrygi przeciwko innym graczom, starając się wycisnąć „coś” z losowo dobieranych kart. No i zdobywasz lub tracisz punkty wpływów. Różnice między graczami wychodzą dopiero w trakcie gry, gdy zaczyna tworzyć się asymetria, wynikająca z zakupionych gladiatorów, niewolników i sprzętów.

W Spartakusie istnieje sprytnie pomyślany system dopasowywania czasu rozgrywki do potrzeb graczy. Robi się to za pomocą suwaka z punktami wpływu. Im więcej ich mamy na początek, tym stosunkowo krócej będzie trwała partia. Chłopaki z mojej ekipy zgodnie uznali, że rozpoczęcie gry od 1 punktu wpływów to byłby jakiś (cytuję) „dramat”. Trudno się z nimi nie zgodzić.

Partia dla początkujących (od 7 punktów) zwykle trwała u nas około 2.5-3 godzin. Warto dodać, że w pełnym składzie. Gdy zwiększyliśmy poziom trudności i zeszliśmy do 4 punktów wpływu na start, jedna rozgrywka przeciągnęła się do 8 godzin!!! Musieliśmy ją zapisać w Tabletopie i podzielić na dwa etapy; żeby było śmiesznie, nawet wtedy nie dokończyliśmy partii! Aż strach pomyśleć ile czasu byśmy przeznaczyli na grę w najtrudniejszym wariancie. Na Jowisza! Nie chcę tego sprawdzać.

Być może te czasy wynikają z faktu, że jesteśmy bardzo zaciętymi graczami, którzy blokują i pilnują siebie nawzajem (nikt nie odpuszcza). A może odkryliśmy wyjątkowo wrednego „buga” w grze – sytuację, do której nie dochodziło podczas testów. Może…Ale nawet jeśli, to kilka godzin, w której etapami robisz cały czas to samo, wydaje mi się bardzo kiepskim żartem. Dlatego radzę z przymrużeniem oka potraktować czas rozgrywki nadrukowany na pudełku 😉 albo zarezerwować sobie cały wieczór na grę w najdłuższym wariancie.

Co ciekawe pierwsze dwie partie, grane „na żywo”, rozstrzygnęliśmy wyjątkowo szybko. Nie znaliśmy jeszcze wtedy dobrze mechanizmów. Nie widzieliśmy co się opłaca, a co nie. To był czas, w którym czerpałem największa przyjemność ze Spartakusa, ponieważ pojedyncza partia nie przekraczała 3 godzin. Kolejne rozgrywki owocowały większą kontrolą i prowadziły do wspomnianych wyżej, patowych sytuacji i przedłużającej się rozgrywki.

Grając w Spartakusa bawiłem się dobrze, ale tylko na początku. Każda kolejna partia przynosiła nowe wątpliwości i rozczarowania. A przede wszystkim zmęczenie materiału. Nie jest wcale przyjemnie siedzieć 3-4 godzinę z rzędu nad grą, której nie można rozstrzygnąć i nad którą mam niewielką kontrolę, poza oczywiście używaniem własnych zdolności manipulatorskich.

Niemniej, muszę przyznać że podoba mi się w niej kilka elementów. Przede wszystkim poważnie potraktowany temat z wszechobecną, negatywną interakcją. Rozgrywka jest nasycona złośliwościami i intrygą. Zdarzają się też emocjonujące decyzje do podjęcia np. wybór szkół do walki na arenie jak jesteś gospodarzem igrzysk, czy też decyzja o życiu lub śmierci przegranego gladiatora – słynny kciuk w górę lub dół. To są właśnie smaczki, które budują „klimat” Spartakusa, dostarczając jednocześnie pewnej dramaturgii. Nie przeszkadza mi nawet mechanizm licytacji, za którym z reguły nie przepadam. A tutaj? Proszę. Wpisuje się idealnie w tematykę gry.

To wszystko świetnie hula razem i gdyby zamknąć w racjonalnych ramach czas trwania partii to byłbym wręcz zachwycony możliwościami jakie daje Spartakus. Zająłby wtedy w moim rankingu nie najwyższą, ale na pewno przyzwoitą pozycję. A tak…no cóż. Jestem trochę rozczarowany.

Nie pamiętam już ile zapłaciłem za Spartakusa, ale będę chciał odzyskać przynajmniej część tej kwoty. Gra nie utrzyma się w mojej kolekcji z prostego powodu: moi współgracze nie chcą już do niej siadać. Nie przyjęła się dobrze w naszej ekipie. Na tyle mocno „obrzydziliśmy” sobie Spartakusa w trakcie ostatniej rozgrywki, że przez dłuuugi czas nie dam się namówić na partyjkę. I nie chodzi o to, że same jej założenia nam nie podeszły. Wręcz przeciwnie – trudno o lepszych ludzi do tego tytułu. Interakcja, w tym najbardziej negatywnym wydaniu, nie jest nam obca. Po prostu mechanika  gry zapędziła nas w kozi róg.

Jeśli weźmiemy na warsztat obecną cenę (ok. 170 zł), przyrównamy do zawartości pudełka i tego co gra oferuje mechanicznie to jest znośnie. I nic poza tym. Znalazłbym w podobnej, lub nieco wyższej cenie wiele innych, bardziej wartościowych tytułów.

Co mi się najbardziej podoba w grze Spartakus Krew i Zdrada?

Co mi się najmniej podoba w grze Spartakus Krew i Zdrada?

Podsumowanie i ocena Spartakusa

spartakus pudełko
0 /10
Ocena końcowa

Gdy myślałem o ocenie dla Spartakusa po pierwszej partii, w głowie pojawiała mi się ósemka. Druga partia zaowocowała obniżeniem ratingu do siedmiu. Kolejne testy obnażyły poważne, mechaniczne mankamenty tej gry, dlatego mogę jej co najwyżej wystawić 5.5 i robię to z czystym sumieniem.

Świadomie wróciłem do napisania recenzji parę miesięcy po ostatniej partii. Chciałem, aby te niekoniecznie pozytywne odczucia zbladły w miarę upływu czasu i nie miały zbyt dużego wpływu na jakość mojego tekstu. Na chwilę obecną (nawet po przerwie) nie wyobrażam sobie zasiąść ponownie do Spartakusa bez opracowania „home rules” – głównie w aspekcie szybszego zakończenia gry.

Pod kątem założeń, klimatu i charakteru rozgrywki nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Podoba mi się poważnie potraktowany temat, odważne rozwiązania i niecenzuralne teksty na kartach. Szwankuje w moim odczuciu mechanika, która nie dostarcza głębi decyzyjnej, przez co rozgrywka jest przewidywalna i powtarzalna. Co w dłuższej perspektywie staje się nużące. A negatywna interakcja i gra nad stołem bywa (niestety) wymuszona.

pewnością znajdą się amatorzy Spartakusa, a może i serialu, którzy będą bronić tego tytułu jak niepodległości. W pełni to rozumiem. Ta gra może się podobać, nawet sporej rzeszy odbiorców, ponieważ dostarcza wielu intensywnych emocji, niepewności i zwyczajnej frajdy z grania. Na początku. Niestety z czasem to emocjonalne paliwo zaczyna się wypalać i zostaje nam średniej jakości mechanika, która nie jest już tak ekscytująca jak pierwszy pojedynek na arenie. Szczególnie dla wymagających i zaawansowanych graczy. 

Komu spodoba się Spartakus?

W tej grze atmosferę budują gracze. Jakość rozgrywki uzależniona jest głównie od gotowości ludzi przy stole do wejścia w pewne rolę – bez lęku i uprzedzeń. Jeśli nie masz ekipy, która zaangażuje się w pełni w podstępne machinacje oraz zdradliwe zagrania, to lepiej od razu odpuść temat. Podobnie, gdy będziesz chciał zasiąść do tej planszówki w mniej niż 3 osoby. Spartakus ma sens tak naprawdę dopiero od 4 graczy wzwyż. Wszelkie relacje typu mąż-żona, rodzic-dziecko mogą ucierpieć po jednej, intensywnej rozgrywce. Lepiej więc nie namawiać do gry w Spartakusa ludzi, którzy nie potrafią rozdzielić partyjki od tzw. „realu”. Jak we wszystkim, tak i tutaj należy zachować zdrowy rozsądek i dystans. Tytuł ten nie sprawdzi się w gronie euro-zapaleńców, a poszukiwacze miodnego i głębokiego ameri-klimatu mogą czuć pewien niedosyt.

Mam nadzieję, że ta recenzja gry planszowej Spartakus Krew i Zdrada okazała się dla Ciebie pomocna. Jeśli masz jakieś pytania to śmiało zadaj je w sekcji z komentarzami poniżej. Polub nasz fanpage, aby być na bieżąco z nowościami. Obserwuj nasz profil na insta, jeśli masz apetyt na ciekawe, planszówkowe fotki. Wspólnymi siłami będziemy skuteczniej rozpowszechniać naszą pasję do gier planszowych.

Dziękujemy za wsparcie!

Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów: 2   Average: 5/5]
Facebook
Instagram
Reklama