Jak myślisz? Czy ekologia, fotosynteza, genetyka i efekt cieplarniany mogą być dobrą zabawą? Już dziś sprawdzę to dla Was w recenzji sprzedażowego hitu ostatnich paru lat, grze autorstwa Jacoba Fryxeliusa.

Recenzja | Terraformacja Marsa

Ocena UraburaGames (4.4)
4.4/5
Recenzja by Kakao

Terraformacja Marsa - recenzja jednej z najpopularniejszych, zaawansowanych gier planszowych ostatnich lat.

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest
Kiedy przyglądałem się z boku ludziom grającym w Terraformację Marsa, zanim sam miałem okazję w nią zagrać, odniosłem wrażenie obcowania z jakimś szaleństwem. Kilku gości siedziało w skupieniu, każdy z ułożonym pasjansem z kilkudziesięciu kart. Przed nimi absurdalnie wielka mapa Marsa. Dookoła mnóstwo znaczników. I to by było na tyle. Po lekturze instrukcji nadal nie rozumiałem tego światowego fenomenu. Dlaczego wszyscy tak to chwalą? Jak to się u licha stało, że ta gra stoi teraz na mojej półce?
  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?
Dowiecie się w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie.
Zapraszam na eksplorację planety spędzającej Elonowi sen z powiek.

W jakim klimacie jest utrzymana gra?

Zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości NASA. Też nie wiedzieliśmy, że księżyc jest tak blisko.
Akcja gry toczy się w przyszłości. Jest rok 2315, ziemia jest przeludniona, a jej zasoby się kurczą. Potężne korporacje przystępują do przekształcenia nieprzyjaznego Marsa w nadającą się do zamieszkania planetę. Zadanie to wymaga potężnych nakładów finansowych. Brakuje tlenu i wody, jest zbyt zimno. Zanim na Marsie pojawią się ludzie, powstać muszą oceany, lasy, miasta oraz cała masa przedsięwzięć.
Na pytanie „w jakim klimacie utrzymana jest gra”, na potrzeby recenzji Terraformacji Marsa, najłatwiej byłoby odpowiedzieć: w klimacie czasopisma popularnonaukowego. Od lektury instrukcji, poprzez obcowanie z tekstami i grafikami na kartach, a kończąc na akcjach wykonywanych na planszy, można odnieść wrażenie przebywania na ciekawym wykładzie z astronomii. Tym bardziej, że lwia część pojęć z którymi styczność mają gracze to faktycznie terminy naukowe. Wspominam o tym, gdyż w euro grach, klimat często schodzi na drugi plan, bądź jest zupełnie nieodczuwalny. W Terraformacji Marsa udało się jednak go zachować. Zdarza się również, że autor puszcza do nas oko, przypominając, że to mimo wszystko zabawa i fikcja. Odbiera to grze pompatyczny charakter i sprawia, że klimat jest lżejszy. Czyni to tytuł strawnym nawet dla osób, które nie przepadają za kosmiczną tematyką. Na przykład dla mnie.

Na czym polega gra?

Termin „terraformacja” to dosłownie „tworzenie Ziemi”. I tym właśnie będą zajmować się gracze. Każdy z nich wcieli się w szefa innej korporacji. Będą wspólnie podnosić na Marsie temperaturę i tlen, sadzić lasy, budować miasta i realizować często szalone na pierwszy rzut oka projekty. Ale to nie wszystko, bo korporacje – jak to korporacje – na całym tym przedsięwzięciu będą chciały też zarobić. Gracze przy okazji terraformowania będą zabiegać o źródła finansowania, rywalizować o prestiżowe nagrody i tytuły oraz produkować surowce. Innymi słowy jest co robić. A co dokładnie dowiecie się z poniższej, szczegółowej recenzji Terraformacji Marsa.
Skrócone zasady gry dobrze przedstawia film przygotowany przez wydawnictwo Rebel.

Informacje o grze

  • Gatunek: Strategiczna
  • Wydawca: Rebel
  • Autor: Jacob Fryxelius
  • Grafika: Isaac Fryxelius
  • Rok wydania: 2016
  • Rodzaj: Ekonomiczna
  • Czas gry: od 120 min. wzwyż
  • Liczba graczy: 1-5
  • Ograniczenie wiekowe: 12+
  • Losowość: średnia
Terraformacja Marsa to tytuł obsypany nagrodami, dzielnie broniący miejsca w pierwszej piątce tytułów najważniejszego planszówkowego rankingu BGG. Jej autor, Jacob Fryxelius, jest doktorem chemii i nauczycielem przedmiotów ścisłych. Polskim wydaniem gry zajęła się firma Rebel.

Co znajdziesz w pudełku?

terraformacja marsa recenzja gra planszowa
  • 1 plansza
  • instrukcja
  • 5 planszy graczy
  • 233 karty
  • 400 znaczników
  • 80 kafelków
Gra jest poprawnie wydana. Wrażenie robi ilość kart i znaczników. Plansza jest estetyczna i przejrzysta. Rozczarowują planszetki gracza, wykonane zdecydowanie ze zbyt cienkiego kartonu. Po kilku partiach widać też ubytki na znacznikach (ściera się z nich farba). Niezmiernie cieszy mnie za to fakt, że na kartach zamieszczono zarówno ikonografię jak i tekst, w czytelny sposób opisujący ich działanie. Jeśli zapomnę do czego służył dany symbol, nie muszę grzebać w instrukcji, bo wszystko mam przed oczami. Sama instrukcja mogłaby być napisana przejrzyściej. Na szczęście zasady gry nie są na tyle skomplikowane, by często do niej zaglądać.

Jak się gra w Terraformację Marsa?

Każda partia podzielona jest na pokolenia. Ilość rozegranych pokoleń zależy od poczynań graczy, nie ma limitu. Każde pokolenie składa się z faz:
  • Kolejności - przekazany zostaje znacznik pierwszego gracza
  • Badań – gracze dobierają i zakupują karty projektów
  • Akcji – każdy z graczy wykonuje aktywności
  • Produkcji – korporacje otrzymują nowe surowce, po czym rozgrywane jest kolejne pokolenie
W Terraformacji Marsa każdy z graczy kontroluje swoją korporację. Na początku dobierają karty projektów, decydując za które z nich zapłacą, by móc pozostawić je sobie na ręce i wykorzystać w późniejszym etapie gry. By zagrać taką kartę, muszą spełnić określone na niej warunki i wykorzystać posiadane zasoby. Niektóre projekty da się zagrać tylko wtedy, gdy na Marsie jest niski poziom tlenu, inne wymagają, by temperatura nie przekraczała określonego pułapu. Gracze kalkulują przy zakupie karty czy będą w stanie ją wykorzystać w najbliższym czasie, ewentualnie co mogą zrobić, by móc ją zagrać. Karty zagrywamy, by zyskać w jakiś sposób przewagę nad konkurentami. Część kart działa natychmiast, wywołując konkretny efekt (np. zwiększając poziom produkcji danego zasobu), z innych korzystamy raz na pokolenie. Kilka kart pozwala też gromadzić dodatkowe dobra, które zapunktują na koniec gry.
Oprócz dobierania i kupowania kart projektów na rękę, gracze zarządzają też ekonomią, czyli poziomem produkcji surowców wewnątrz swojej korporacji. Gromadzą megakredyty (walutę), stal, tytan, roślinność, energię oraz ciepło. Bez rozwinięcia swoistego silnika nie będą mogli wykonać większości akcji.
Dostępna jest też grupa prostych czynności, które powiązane są bezpośrednio z planszą oraz planszetką gracza (posadzenie lasu, budowa miasta i inne). Za zdecydowaną większość możliwych aktywności gracze otrzymują punkty zwycięstwa. Ciekawą opcją jest ufundowanie tytułu bądź nagrody, na przykład przez gracza, który wybudował najwięcej miast, lub pozyskuje najwięcej megakredytów. Można w ten sposób zdobyć sporą przewagę. Część akcji pozwala zajmować obszary na planszy, za co również przyznawane są punkty. Niektóre odpalają dodatkowe korzyści osobie, która je zajęła.
Szefowie korporacji wykonują po dwie akcje, po czym kolejka przechodzi na następnego z nich i w ten sposób wędruje dookoła stołu, dopóki wszyscy nie spasują. Przechodzą wtedy do fazy produkcji. Każdy otrzymuje kolejną porcję surowców i megakredytów. Następnie znów dobierają karty decydując o tym, które z nich kupią. I przystępują do wykonywania akcji. Tak przebiega cała gra.
Tutaj docieram do najciekawszego zagadnienia, które mogę poruszyć w recenzji Terraformacji Marsa. Tytuł ten to rasowa  gra ekonomiczna z bezczelnym wyścigiem na torze punktacji. W dodatku z częściową interakcją negatywną. Zdarza się nawet, że bezpośrednią. A to wszystko pod przykrywką realizowania wspólnego celu. Cała mechanika Terraformacji Marsa skupiona jest na nieustannie zmieniających się warunkach zagrywania kart projektów. Rodzi to masę dylematów z którymi mierzą się gracze.
Gdy kupujemy kartę na rękę często istnieje możliwość, że nigdy jej nie zagramy. Każda akcja niesie ze sobą konsekwencję zmiany warunków zabawy. Gracze realizują swoje własne plany, nieświadomie utrudniając, bądź ułatwiając grę konkurentom. Wystarczy więc, że mamy kartę która wymaga na przykład niskiego poziomu tlenu, a nasz konkurent w kilku swoich ruchach gwałtownie go podniesie. Bo on akurat potrzebuje mieć wysoki do zagrania swojego projektu.
Mechanizm ten działa świetnie i zdecydowanie stanowi o sile tego tytułu. Bywa, że przez długi czas szykujemy się do użycia jakiejś mocnej karty. Zbieramy surowce, zagrywamy akcje tak, by spełnić wymagania projektu. Kiedy w końcu się to udaje, czujemy dużą satysfakcję, patrząc na nasz znacznik zasuwający dziarsko po torze punktacji, w akompaniamencie lamentu naszych konkurentów. Bądź przeciwnie, zdarza się przegapić moment, kiedy silna karta nie nadaje się już do zagrania. Wtedy, analogicznie, nie czujemy satysfakcji. Zawodzimy i kwękamy.
Gra kończy się, kiedy na planszy znajdzie się wymagana ilość oceanów, planeta osiągnie odpowiedni poziom tlenu i temperaturę. Mars został przygotowany do kolonizacji, pora zatem sprawdzić, która z korporacji poradziła sobie z tym zadaniem najlepiej.

W jaki sposób wygrać grę?

Terraformację Marsa wygrywa gracz, którego znacznik najdalej posunie się na torze punktowym. O zawrót głowy przyprawić może jednak ilość czynników, dzięki którym zdobywa się punkty. Jest to niemalże wszystko, co robiliśmy podczas gry. Punktujemy dzięki zagranym kartom, zajętym polom na mapie, ufundowanym tytułom i nagrodom. Część kart punktuje też na samym końcu gry. Dróg do odniesienia zwycięstwa jest bardzo dużo. Zdarzały się partie, w których zwyciężałem dzięki projektom z kart. Były też takie, gdzie przegrywałem, bo pozostali gracze partycypowali w tytułach i nagrodach, które sobie odpuściłem. Słowem – warto mieć oczy dookoła głowy i bacznie śledzić to, co dzieje się na planszy.

Jakie są moje wrażenia z gry?

Terraformacja Marsa to grywalny, dynamiczny i przyjemny w obcowaniu tytuł. Z pewnością jest to klimatyczna gra z gatunku ekonomiczno-strategicznego, co zdarza się rzadko. Podczas rozgrywki faktycznie czujemy, że jest tam jakiś Mars i że mamy wpływ na jego kształt. Nie uważam, że tematyka gry jest na siłę doklejona do mechaniki. Sam pomysł ciągłego zmieniania warunków wykonywania akcji jest genialny w swej prostocie i działa wyśmienicie. Podoba mi się tworzenie własnego silniczka produkującego surowce. Gra skutecznie motywuje mnie do zyskania przewagi nad rywalami.
Asymetryczność korporacji zwiększa regrywalność, bo zawsze mamy trochę inne warunki startowe niż pozostali gracze. Gra jest stosunkowo prosta do wytłumaczenia. Zaryzykowałbym tutaj nawet partię z początkującymi graczami. Może nie nabiją jakiegoś kosmicznego wyniku, ale będą się dobrze bawili próbując realizować projekty i budując silnik swojej korporacji. Ci bardziej zaawansowani zaczną szukać synergii między akcjami. Bez mrugnięcia okiem zaproponuję Terraformację również doświadczonym geekom. Ta gra nie znalazła się w czołówce rankingu BGG przypadkiem.
Terraformacja Marsa bardzo dobrze się skaluje. Działała bez zarzutu w każdym składzie w jakim ją rozłożyłem. Partie dwuosobowe cechuje nieco większa dowolność w zagrywaniu projektów – są bardziej taktyczne. Odnoszę w nich wrażenie większej kontroli nad grą. Partie trzy- i czteroosobowe to większa dynamika, dużo ciaśniej robi się też na samej planszy. Jak na grę ekonomiczną samej rozgrywce towarzyszą też stosunkowo duże emocje. Gra oferuje tryb solo, skupiający się na optymalizacji. Nie uwiódł mnie on. Zdecydowanie do gry solo wolałbym rozłożyć inny tytuł.
W Terraformacji występuje negatywna interakcja. Czasami trafiamy na karty, które pozwalają uszczuplić zasoby naszych konkurentów, ale raczej ma to formę delikatnej uszczypliwości i nie występuje w każdej partii. Pomimo, iż gra skłania do obserwowania ruchów innych graczy, nie skupiamy się na tym, by pokrzyżować komuś plany. Raczej każdy pochylony jest nad własną planszetką.
Mam jednakże problem z losowością tego tytułu i nie mogę pominąć tej kwestii w recenzji Terraformacji Marsa. Zdarzają się partie, w której karty projektów trafiające nam do ręki mają między sobą taką synergię, że trudno jest podjąć zły wybór, bo zawsze zagramy coś, co przyniesie nam punkty. Bywa tak, że do wyboru mam totalne barachło i szajs, które trafia do mnie na nieodpowiednim etapie gry. Zazwyczaj wtedy pozostali gracze wybierają w rzeczach, które mogłyby mi się przydać. Problem ten w jakiś sposób rozwiązuje mechanizm draftu, który jednak wydłuża i tak już pokaźny czas gry. Terraformacja Marsa może bowiem trwać nawet kilka godzin. W tej kategorii gier to długo. Czas gry zależny jest od poczynań graczy, zazwyczaj jednak każdy dąży do jak najwyższego wyniku, co potrafi niemiłosiernie przeciągnąć partie.
Z draftem czy bez i tak nie potrafię w żaden sposób fabularnie usprawiedliwić chwili, w której pod koniec gry dostaję projekty, których nie mogę już w żaden sposób zagrać, a które bardzo pomogłyby mi na samym jej początku. Rujnuje to klimat, który gra buduje skądinąd bardzo sprawnie w każdym innym aspekcie. Zakładając, że jest jakiś zespół naukowców, który co pokolenie przedstawia projekty mojej korporacji, nie rozumiem dlaczego pod koniec gry muszę odrzucać karty, które zagrać mogłem wyłącznie kilkanaście pokoleń (!) temu. Albo nieadekwatne do tego, w czym moja korporacja się wyspecjalizowała podczas konkretnej partii, czyli dla przykładu produkcji tytanu. A tu taki psikus – nie skorzystam z niego w żaden sposób, bo tytanowemu potentatowi naukowcy opracowali projekty, które wymagają roślin. Nielogiczne, losowe i niszczące klimat. Na szczęście, takie tragedie nie zdarzają się podczas każdej partii. Niemniej jednak mają miejsce.

Moja ocena

terraformacja marsa pudełko
Jacob Fryxelius postawił poprzeczkę bardzo wysoko, zgrabnie łącząc mechaniki i podając całość jako stosunkowo lekkostrawne danie. Terraformacja Marsa jest grą o odpowiednim skomplikowaniu w stosunku do ciężaru decyzji, które podejmują gracze.
Część planszówkowej społeczności narzeka na jakość wydania oraz brak konsekwencji graficznej kart. Ja nie odniosłem takiego wrażenia – tytuł jest estetyczny i przejrzysty. Posługuje się zarówno ikonografią jak i tekstem na kartach, które z rzadka budzą wątpliwości interpretacyjne. Nie trzeba też pamiętać o worku wyjątków od wyjątków w regułach gry. Po kilkumiesięcznej przerwie w rozgrywkach wystarczy krótkie przewertowanie instrukcji i możemy siadać do zabawy.

Wykonanie

Gra wykonana jest przyzwoicie. Oczywiście to i owo można podciągnąć, jednakże podniosłoby to cenę tego tytułu, a obecnie jest ona optymalna.

Prostota

Terraformacja Marsa jest stosunkowo prostą mechanicznie grą o dużej głębi strategicznej. Nie odczuwałem żadnych trudności podczas tłumaczenia zasad graczom, którzy nie mieli wcześniej z nią do czynienia (chociaż chwilę to zajmuje). Po dwóch, maksymalnie trzech rozegranych pokoleniach nie myślimy już o zasadach, a o drodze do zwycięstwa.

Re-Grywalność

Bardzo duża, znam ludzi którzy rozegrali w Terraformację ponad 100 partii. Nie bez znaczenia jest asymetryczność korporacji i pokaźna ilość kart, które czynią każdą partię niepowtarzalną. Do gry powstał również szereg dodatków, nie pomieszczę ich jednakże w tej i tak już obszernej recenzji Terraformacji Marsa.

Czas rozgrywki

W moim mniemaniu czas rozgrywki jest jednym z mankamentów tej gry. Waha się bowiem od 120 minut do około 5 godzin i wlecze się zwłaszcza w partiach dwuosobowych. Jak na grę tego typu to bardzo dużo. Jeśli tylko gracze skupią się na zdobyciu jak największego wyniku zamiast samej terraformacji, gra robi się w moim odczuciu zdecydowanie zbyt długa.

Fun

Jeśli akurat nie padniemy ofiarą losu i gra ciągle nie będzie nam serwować absurdalnych kart projektów, radość z gry w Terraformację Marsa jest duża. Sam nie odmówię rozegrania kolejnej partii. Lubię taki typ myślenia, jakiego wymaga ten tytuł. Musimy kontrolować to, co dzieje się na planszy i optymalizować własne ruchy. Gra nagradza strategiczne, długofalowe myślenie. Czasami opłaca się ryzyko. Terraformacja skłania również do obserwowania poczynań innych graczy. Jest przy tym grą z wyczuwalnym i ciekawym klimatem, przez co może posłużyć do przekonania niedowiarków, że gra optymalizacyjna i ekonomiczna nie musi być tylko arkuszem Excela incognito.

Cena vs. Jakość

Współczynnik ceny do jakości jest świetny. Duża ilość komponentów, estetyczna i czytelna plansza oraz sprawnie działająca, przemyślana mechanika sprawiają, że gra jest zdecydowanie warta swojej średniej rynkowej ceny.

Co mi się najbardziej podoba w Terraformacji Marsa?

Klimat (mimo tego, że nie przepadam za taką tematyką), stosunek ceny do jakości, swoista prostota mechaniczna, niewykluczająca jednakże głębi rozgrywki.

Co mi się najmniej podoba w Terraformacji Marsa?

Jest dużo bardziej losowa, niż początkowo mogłoby się to wydawać. Bywa też zbyt długa.

Podsumowanie

Terraformacja Marsa to gra dla zaawansowanych i średniozaawansowanych graczy. Dobrze bawić się przy niej będą też „kumaci” początkujący. Na ten moment to swoisty „must have” w świecie gier planszowych i polecam ją z czystym sumieniem każdemu, kto się nimi interesuje. Dla geeka, który jakimś cudem jeszcze w to nie grał, będzie doskonałym wyborem. Tym, którzy interesują się tematyką kolonizacji kosmosu, a przy okazji lubią gry planszowe, nie muszę jej w ogóle polecać, bo już dawno mają swoje egzemplarze. Gra zbiera coraz liczniejsze rzesze fanów na całym świecie. I bardzo dobrze, bo to solidny, przemyślany i grywalny tytuł.
Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:11    Średnia:4.7/5]
Autor wpisu: Krzysiek “Kakao” Kowalczyk – muzyk, pacyfista i weganin. Rzuca kostką kiedy tylko nie siedzi w studiu.
W grach planszowych doceniam eleganckie rozwiązania mechaniczne. Podczas rozgrywki lubię przyglądać się reakcjom ludzi. Nie przepadam za losowością, chyba, że ciekawie zaimplementowaną. Więcej o UraburaGames.

Czy ekologia, fotosynteza, genetyka i efekt cieplarniany mogą być dobrą zabawą? Sprawdzę to dla Was w recenzji sprzedażowego hitu ostatnich lat, grze Jacoba Fryxeliusa.

Recenzja | Terraformacja Marsa

Ocena UraburaGames (4.4)
4.4/5
Recenzja by Kakao

Terraformacja Marsa - recenzja jednej z najpopularniejszych, zaawansowanych gier planszowych ostatnich lat.

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest
Kiedy przyglądałem się z boku ludziom grającym w Terraformację Marsa, zanim sam miałem okazję w nią zagrać, odniosłem wrażenie obcowania z jakimś szaleństwem. Kilku gości siedziało w skupieniu, każdy z ułożonym pasjansem z kilkudziesięciu kart. Przed nimi absurdalnie wielka mapa Marsa. Dookoła mnóstwo znaczników. I to by było na tyle. Po lekturze instrukcji nadal nie rozumiałem tego światowego fenomenu. Dlaczego wszyscy tak to chwalą? Jak to się u licha stało, że ta gra stoi teraz na mojej półce?
  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?
Dowiecie się w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie.
Zapraszam na eksplorację planety spędzającej Elonowi sen z powiek.

W jakim klimacie jest utrzymana gra?

Zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości NASA. Też nie wiedzieliśmy, że księżyc jest tak blisko.
Akcja gry toczy się w przyszłości. Jest rok 2315, ziemia jest przeludniona, a jej zasoby się kurczą. Potężne korporacje przystępują do przekształcenia nieprzyjaznego Marsa w nadającą się do zamieszkania planetę. Zadanie to wymaga potężnych nakładów finansowych. Brakuje tlenu i wody, jest zbyt zimno. Zanim na Marsie pojawią się ludzie, powstać muszą oceany, lasy, miasta oraz cała masa przedsięwzięć.
Na pytanie „w jakim klimacie utrzymana jest gra”, na potrzeby recenzji Terraformacji Marsa, najłatwiej byłoby odpowiedzieć: w klimacie czasopisma popularnonaukowego. Od lektury instrukcji, poprzez obcowanie z tekstami i grafikami na kartach, a kończąc na akcjach wykonywanych na planszy, można odnieść wrażenie przebywania na ciekawym wykładzie z astronomii. Tym bardziej, że lwia część pojęć z którymi styczność mają gracze to faktycznie terminy naukowe. Wspominam o tym, gdyż w euro grach, klimat często schodzi na drugi plan, bądź jest zupełnie nieodczuwalny. W Terraformacji Marsa udało się jednak go zachować. Zdarza się również, że autor puszcza do nas oko, przypominając, że to mimo wszystko zabawa i fikcja. Odbiera to grze pompatyczny charakter i sprawia, że klimat jest lżejszy. Czyni to tytuł strawnym nawet dla osób, które nie przepadają za kosmiczną tematyką. Na przykład dla mnie.

Na czym polega gra?

Termin „terraformacja” to dosłownie „tworzenie Ziemi”. I tym właśnie będą zajmować się gracze. Każdy z nich wcieli się w szefa innej korporacji. Będą wspólnie podnosić na Marsie temperaturę i tlen, sadzić lasy, budować miasta i realizować często szalone na pierwszy rzut oka projekty. Ale to nie wszystko, bo korporacje – jak to korporacje – na całym tym przedsięwzięciu będą chciały też zarobić. Gracze przy okazji terraformowania będą zabiegać o źródła finansowania, rywalizować o prestiżowe nagrody i tytuły oraz produkować surowce. Innymi słowy jest co robić. A co dokładnie dowiecie się z poniższej, szczegółowej recenzji Terraformacji Marsa.
Skrócone zasady gry dobrze przedstawia film przygotowany przez wydawnictwo Rebel.

Informacje o grze

  • Gatunek: Strategiczna
  • Wydawca: Rebel
  • Autor: Jacob Fryxelius
  • Grafika: Isaac Fryxelius
  • Rok wydania: 2016
  • Rodzaj: Ekonomiczna
  • Czas gry: od 120 min. wzwyż
  • Liczba graczy: 1-5
  • Ograniczenie wiekowe: 12+
  • Losowość: średnia
Terraformacja Marsa to tytuł obsypany nagrodami, dzielnie broniący miejsca w pierwszej piątce tytułów najważniejszego planszówkowego rankingu BGG. Jej autor, Jacob Fryxelius, jest doktorem chemii i nauczycielem przedmiotów ścisłych. Polskim wydaniem gry zajęła się firma Rebel.

Co znajdziesz w pudełku?

terraformacja marsa recenzja gra planszowa
  • 1 plansza
  • instrukcja
  • 5 planszy graczy
  • 233 karty
  • 400 znaczników
  • 80 kafelków
Gra jest poprawnie wydana. Wrażenie robi ilość kart i znaczników. Plansza jest estetyczna i przejrzysta. Rozczarowują planszetki gracza, wykonane zdecydowanie ze zbyt cienkiego kartonu. Po kilku partiach widać też ubytki na znacznikach (ściera się z nich farba). Niezmiernie cieszy mnie za to fakt, że na kartach zamieszczono zarówno ikonografię jak i tekst, w czytelny sposób opisujący ich działanie. Jeśli zapomnę do czego służył dany symbol, nie muszę grzebać w instrukcji, bo wszystko mam przed oczami. Sama instrukcja mogłaby być napisana przejrzyściej. Na szczęście zasady gry nie są na tyle skomplikowane, by często do niej zaglądać.

Jak się gra w Terraformację Marsa?

Każda partia podzielona jest na pokolenia. Ilość rozegranych pokoleń zależy od poczynań graczy, nie ma limitu. Każde pokolenie składa się z faz:
  • Kolejności - przekazany zostaje znacznik pierwszego gracza
  • Badań – gracze dobierają i zakupują karty projektów
  • Akcji – każdy z graczy wykonuje aktywności
  • Produkcji – korporacje otrzymują nowe surowce, po czym rozgrywane jest kolejne pokolenie
W Terraformacji Marsa każdy z graczy kontroluje swoją korporację. Na początku dobierają karty projektów, decydując za które z nich zapłacą, by móc pozostawić je sobie na ręce i wykorzystać w późniejszym etapie gry. By zagrać taką kartę, muszą spełnić określone na niej warunki i wykorzystać posiadane zasoby. Niektóre projekty da się zagrać tylko wtedy, gdy na Marsie jest niski poziom tlenu, inne wymagają, by temperatura nie przekraczała określonego pułapu. Gracze kalkulują przy zakupie karty czy będą w stanie ją wykorzystać w najbliższym czasie, ewentualnie co mogą zrobić, by móc ją zagrać. Karty zagrywamy, by zyskać w jakiś sposób przewagę nad konkurentami. Część kart działa natychmiast, wywołując konkretny efekt (np. zwiększając poziom produkcji danego zasobu), z innych korzystamy raz na pokolenie. Kilka kart pozwala też gromadzić dodatkowe dobra, które zapunktują na koniec gry.
Oprócz dobierania i kupowania kart projektów na rękę, gracze zarządzają też ekonomią, czyli poziomem produkcji surowców wewnątrz swojej korporacji. Gromadzą megakredyty (walutę), stal, tytan, roślinność, energię oraz ciepło. Bez rozwinięcia swoistego silnika nie będą mogli wykonać większości akcji.

Dostępna jest też grupa prostych czynności, które powiązane są bezpośrednio z planszą oraz planszetką gracza (posadzenie lasu, budowa miasta i inne). Za zdecydowaną większość możliwych aktywności gracze otrzymują punkty zwycięstwa. Ciekawą opcją jest ufundowanie tytułu bądź nagrody, na przykład przez gracza, który wybudował najwięcej miast, lub pozyskuje najwięcej megakredytów. Można w ten sposób zdobyć sporą przewagę. Część akcji pozwala zajmować obszary na planszy, za co również przyznawane są punkty. Niektóre odpalają dodatkowe korzyści osobie, która je zajęła.

Szefowie korporacji wykonują po dwie akcje, po czym kolejka przechodzi na następnego z nich i w ten sposób wędruje dookoła stołu, dopóki wszyscy nie spasują. Przechodzą wtedy do fazy produkcji. Każdy otrzymuje kolejną porcję surowców i megakredytów. Następnie znów dobierają karty decydując o tym, które z nich kupią. I przystępują do wykonywania akcji. Tak przebiega cała gra.
Tutaj docieram do najciekawszego zagadnienia, które mogę poruszyć w recenzji Terraformacji Marsa. Tytuł ten to rasowa  gra ekonomiczna z bezczelnym wyścigiem na torze punktacji. W dodatku z częściową interakcją negatywną. Zdarza się nawet, że bezpośrednią. A to wszystko pod przykrywką realizowania wspólnego celu. Cała mechanika Terraformacji Marsa skupiona jest na nieustannie zmieniających się warunkach zagrywania kart projektów. Rodzi to masę dylematów z którymi mierzą się gracze.
Gdy kupujemy kartę na rękę często istnieje możliwość, że nigdy jej nie zagramy. Każda akcja niesie ze sobą konsekwencję zmiany warunków zabawy. Gracze realizują swoje własne plany, nieświadomie utrudniając, bądź ułatwiając grę konkurentom. Wystarczy więc, że mamy kartę która wymaga na przykład niskiego poziomu tlenu, a nasz konkurent w kilku swoich ruchach gwałtownie go podniesie. Bo on akurat potrzebuje mieć wysoki do zagrania swojego projektu.
Mechanizm ten działa świetnie i zdecydowanie stanowi o sile tego tytułu. Bywa, że przez długi czas szykujemy się do użycia jakiejś mocnej karty. Zbieramy surowce, zagrywamy akcje tak, by spełnić wymagania projektu. Kiedy w końcu się to udaje, czujemy dużą satysfakcję, patrząc na nasz znacznik zasuwający dziarsko po torze punktacji, w akompaniamencie lamentu naszych konkurentów. Bądź przeciwnie, zdarza się przegapić moment, kiedy silna karta nie nadaje się już do zagrania. Wtedy, analogicznie, nie czujemy satysfakcji. Zawodzimy i kwękamy.
Gra kończy się, kiedy na planszy znajdzie się wymagana ilość oceanów, planeta osiągnie odpowiedni poziom tlenu i temperaturę. Mars został przygotowany do kolonizacji, pora zatem sprawdzić, która z korporacji poradziła sobie z tym zadaniem najlepiej.

W jaki sposób wygrać grę?

Terraformację Marsa wygrywa gracz, którego znacznik najdalej posunie się na torze punktowym. O zawrót głowy przyprawić może jednak ilość czynników, dzięki którym zdobywa się punkty. Jest to niemalże wszystko, co robiliśmy podczas gry. Punktujemy dzięki zagranym kartom, zajętym polom na mapie, ufundowanym tytułom i nagrodom. Część kart punktuje też na samym końcu gry. Dróg do odniesienia zwycięstwa jest bardzo dużo. Zdarzały się partie, w których zwyciężałem dzięki projektom z kart. Były też takie, gdzie przegrywałem, bo pozostali gracze partycypowali w tytułach i nagrodach, które sobie odpuściłem. Słowem – warto mieć oczy dookoła głowy i bacznie śledzić to, co dzieje się na planszy.

Jakie są moje wrażenia z gry?

Terraformacja Marsa to grywalny, dynamiczny i przyjemny w obcowaniu tytuł. Z pewnością jest to klimatyczna gra z gatunku ekonomiczno-strategicznego, co zdarza się rzadko. Podczas rozgrywki faktycznie czujemy, że jest tam jakiś Mars i że mamy wpływ na jego kształt. Nie uważam, że tematyka gry jest na siłę doklejona do mechaniki. Sam pomysł ciągłego zmieniania warunków wykonywania akcji jest genialny w swej prostocie i działa wyśmienicie. Podoba mi się tworzenie własnego silniczka produkującego surowce. Gra skutecznie motywuje mnie do zyskania przewagi nad rywalami.
Asymetryczność korporacji zwiększa regrywalność, bo zawsze mamy trochę inne warunki startowe niż pozostali gracze. Gra jest stosunkowo prosta do wytłumaczenia. Zaryzykowałbym tutaj nawet partię z początkującymi graczami. Może nie nabiją jakiegoś kosmicznego wyniku, ale będą się dobrze bawili próbując realizować projekty i budując silnik swojej korporacji. Ci bardziej zaawansowani zaczną szukać synergii między akcjami. Bez mrugnięcia okiem zaproponuję Terraformację również doświadczonym geekom. Ta gra nie znalazła się w czołówce rankingu BGG przypadkiem.

Terraformacja Marsa bardzo dobrze się skaluje. Działała bez zarzutu w każdym składzie w jakim ją rozłożyłem. Partie dwuosobowe cechuje nieco większa dowolność w zagrywaniu projektów – są bardziej taktyczne. Odnoszę w nich wrażenie większej kontroli nad grą. Partie trzy- i czteroosobowe to większa dynamika, dużo ciaśniej robi się też na samej planszy. Jak na grę ekonomiczną samej rozgrywce towarzyszą też stosunkowo duże emocje. Gra oferuje tryb solo, skupiający się na optymalizacji. Nie uwiódł mnie on. Zdecydowanie do gry solo wolałbym rozłożyć inny tytuł.

W Terraformacji występuje negatywna interakcja. Czasami trafiamy na karty, które pozwalają uszczuplić zasoby naszych konkurentów, ale raczej ma to formę delikatnej uszczypliwości i nie występuje w każdej partii. Pomimo, iż gra skłania do obserwowania ruchów innych graczy, nie skupiamy się na tym, by pokrzyżować komuś plany. Raczej każdy pochylony jest nad własną planszetką.
Mam jednakże problem z losowością tego tytułu i nie mogę pominąć tej kwestii w recenzji Terraformacji Marsa. Zdarzają się partie, w której karty projektów trafiające nam do ręki mają między sobą taką synergię, że trudno jest podjąć zły wybór, bo zawsze zagramy coś, co przyniesie nam punkty. Bywa tak, że do wyboru mam totalne barachło i szajs, które trafia do mnie na nieodpowiednim etapie gry. Zazwyczaj wtedy pozostali gracze wybierają w rzeczach, które mogłyby mi się przydać. Problem ten w jakiś sposób rozwiązuje mechanizm draftu, który jednak wydłuża i tak już pokaźny czas gry. Terraformacja Marsa może bowiem trwać nawet kilka godzin. W tej kategorii gier to długo. Czas gry zależny jest od poczynań graczy, zazwyczaj jednak każdy dąży do jak najwyższego wyniku, co potrafi niemiłosiernie przeciągnąć partie.
Z draftem czy bez i tak nie potrafię w żaden sposób fabularnie usprawiedliwić chwili, w której pod koniec gry dostaję projekty, których nie mogę już w żaden sposób zagrać, a które bardzo pomogłyby mi na samym jej początku. Rujnuje to klimat, który gra buduje skądinąd bardzo sprawnie w każdym innym aspekcie. Zakładając, że jest jakiś zespół naukowców, który co pokolenie przedstawia projekty mojej korporacji, nie rozumiem dlaczego pod koniec gry muszę odrzucać karty, które zagrać mogłem wyłącznie kilkanaście pokoleń (!) temu. Albo nieadekwatne do tego, w czym moja korporacja się wyspecjalizowała podczas konkretnej partii, czyli dla przykładu produkcji tytanu. A tu taki psikus – nie skorzystam z niego w żaden sposób, bo tytanowemu potentatowi naukowcy opracowali projekty, które wymagają roślin. Nielogiczne, losowe i niszczące klimat. Na szczęście, takie tragedie nie zdarzają się podczas każdej partii. Niemniej jednak mają miejsce.

Moja ocena

terraformacja marsa pudełko
Jacob Fryxelius postawił poprzeczkę bardzo wysoko, zgrabnie łącząc mechaniki i podając całość jako stosunkowo lekkostrawne danie. Terraformacja Marsa jest grą o odpowiednim skomplikowaniu w stosunku do ciężaru decyzji, które podejmują gracze.
Część planszówkowej społeczności narzeka na jakość wydania oraz brak konsekwencji graficznej kart. Ja nie odniosłem takiego wrażenia – tytuł jest estetyczny i przejrzysty. Posługuje się zarówno ikonografią jak i tekstem na kartach, które z rzadka budzą wątpliwości interpretacyjne. Nie trzeba też pamiętać o worku wyjątków od wyjątków w regułach gry. Po kilkumiesięcznej przerwie w rozgrywkach wystarczy krótkie przewertowanie instrukcji i możemy siadać do zabawy.

Wykonanie

Gra wykonana jest przyzwoicie. Oczywiście to i owo można podciągnąć, jednakże podniosłoby to cenę tego tytułu, a obecnie jest ona optymalna.

Prostota

Terraformacja Marsa jest stosunkowo prostą mechanicznie grą o dużej głębi strategicznej. Nie odczuwałem żadnych trudności podczas tłumaczenia zasad graczom, którzy nie mieli wcześniej z nią do czynienia (chociaż chwilę to zajmuje). Po dwóch, maksymalnie trzech rozegranych pokoleniach nie myślimy już o zasadach, a o drodze do zwycięstwa.

Re-Grywalność

Bardzo duża, znam ludzi którzy rozegrali w Terraformację ponad 100 partii. Nie bez znaczenia jest asymetryczność korporacji i pokaźna ilość kart, które czynią każdą partię niepowtarzalną. Do gry powstał również szereg dodatków, nie pomieszczę ich jednakże w tej i tak już obszernej recenzji Terraformacji Marsa.

Czas rozgrywki

W moim mniemaniu czas rozgrywki jest jednym z mankamentów tej gry. Waha się bowiem od 120 minut do około 5 godzin i wlecze się zwłaszcza w partiach dwuosobowych. Jak na grę tego typu to bardzo dużo. Jeśli tylko gracze skupią się na zdobyciu jak największego wyniku zamiast samej terraformacji, gra robi się w moim odczuciu zdecydowanie zbyt długa.

Fun

Jeśli akurat nie padniemy ofiarą losu i gra ciągle nie będzie nam serwować absurdalnych kart projektów, radość z gry w Terraformację Marsa jest duża. Sam nie odmówię rozegrania kolejnej partii. Lubię taki typ myślenia, jakiego wymaga ten tytuł. Musimy kontrolować to, co dzieje się na planszy i optymalizować własne ruchy. Gra nagradza strategiczne, długofalowe myślenie. Czasami opłaca się ryzyko. Terraformacja skłania również do obserwowania poczynań innych graczy. Jest przy tym grą z wyczuwalnym i ciekawym klimatem, przez co może posłużyć do przekonania niedowiarków, że gra optymalizacyjna i ekonomiczna nie musi być tylko arkuszem Excela incognito.

Cena vs. Jakość

Współczynnik ceny do jakości jest świetny. Duża ilość komponentów, estetyczna i czytelna plansza oraz sprawnie działająca, przemyślana mechanika sprawiają, że gra jest zdecydowanie warta swojej średniej rynkowej ceny.

Co mi się najbardziej podoba w Terraformacji Marsa?

Klimat (mimo tego, że nie przepadam za taką tematyką), stosunek ceny do jakości, swoista prostota mechaniczna, niewykluczająca jednakże głębi rozgrywki.

Co mi się najmniej podoba w Terraformacji Marsa?

Jest dużo bardziej losowa, niż początkowo mogłoby się to wydawać. Bywa też zbyt długa.

Podsumowanie

Terraformacja Marsa to gra dla zaawansowanych i średniozaawansowanych graczy. Dobrze bawić się przy niej będą też „kumaci” początkujący. Na ten moment to swoisty „must have” w świecie gier planszowych i polecam ją z czystym sumieniem każdemu, kto się nimi interesuje. Dla geeka, który jakimś cudem jeszcze w to nie grał, będzie doskonałym wyborem. Tym, którzy interesują się tematyką kolonizacji kosmosu, a przy okazji lubią gry planszowe, nie muszę jej w ogóle polecać, bo już dawno mają swoje egzemplarze. Gra zbiera coraz liczniejsze rzesze fanów na całym świecie. I bardzo dobrze, bo to solidny, przemyślany i grywalny tytuł.
Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:11    Średnia:4.7/5]
Autor wpisu: Krzysiek “Kakao” Kowalczyk – muzyk, pacyfista i weganin. Rzuca kostką kiedy tylko nie siedzi w studiu.

W grach planszowych doceniam eleganckie rozwiązania mechaniczne. Podczas rozgrywki lubię przyglądać się reakcjom ludzi. Nie przepadam za losowością, chyba, że ciekawie zaimplementowaną.
Więcej o UraburaGames.

Skomentuj

avatar