Małpa is watching you.
Gry wojenne i bitewne nie każdemu kojarzą się z dobrą zabawą. Przywodzą na myśl raczej zajęcie elitarne, dla garstki zapaleńców z linijkami i figurkami. A jak jest z Zimną Wojną?

Recenzja | Twilight Struggle

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
by Kakao, 21.09.2019
Gry wojenne i bitewne nie każdemu kojarzą się z dobrą zabawą. Przywodzą na myśl raczej zajęcie elitarne, dla garstki zapaleńców z linijkami i figurkami. A jak jest z Zimną Wojną?

Recenzja | Twilight Struggle

by Kakao, 21.09.2019
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest

Nie przepadam za grami bezmyślnie epatującymi terrorem i robiącymi z zabijania zabawę. Tytuł, w którym walka sama w sobie ma być głównym źródłem płynącej z niego frajdy? Raczej podziękuję. Bitewniaki i gry wojenne, o starciach dla samych starć? To nie dla mnie.  Czego więc szukam w Twilight Struggle? Wojna przecież leży daleko poza sferą moich zainteresowań. Przyjrzałem się jednak tej batalii na wszystkich frontach. Co z tego wynikło? Dużo ciekawych przemyśleń i doświadczeń. Podzielę się nimi w swojej recenzji gry planszowej Twilight Struggle.

  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?
Dowiecie się w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie.

Twilight Struggle - w jakim klimacie jest utrzymana gra?

twilight struggle pudełko
„Od Szczecina nad Bałtykiem po Triest nad Adriatykiem żelazna kurtyna zapadła nad Kontynentem” – Winston Churchill
W klimacie Zimnej Wojny, oczywiście. Spójrzcie tylko na grafikę z pudełka! Pobudza wyobraźnię, prawda? Jest jak okładka szpiegowskiej powieści. Sugeruje przy tym, że nacisk nie został położony jedynie na strzelające czołgi. Fabuła i mechanika Twilight Struggle maszerują w doskonałej synergii. Symulują historię z okresu 1945-1989 światowej historii. Wszystkie karty obecne w grze ilustrują rzeczywiste wydarzenia i postaci. Dwa wielkie mocarstwa – USA i ZSRR- będą ścierać się ze sobą, balansując na cienkiej granicy wojny nuklearnej i starając się do niej nie dopuścić.
Gra traktuje wojnę z dużym szacunkiem i powagą. Nie epatuje przemocą, jest raczej konkretna i na swój sposób encyklopedyczna. Czasami mam wrażenie, że jestem na lekcji historii. Rozgrywka nie jest brutalna i krwawa, raczej pełna napięcia. Świat stał na krawędzi nuklearnej zagłady, a Twilight Struggle swoimi mechanikami stara się to symulować. To emocjonująca walka o wpływy między światowymi potęgami. Dochodziło wówczas do rozlewu krwi. Ale nie on w Twilight Struggle jest najważniejszy. Nie czuję wielkiej satysfakcji, kiedy wybucha wojna wietnamska. Ale takowa była. Tak właśnie działa ten tytuł – pewne wydarzenia mają miejsce i są środkiem do zyskania dominacji. Nie celem samym w sobie. Raczej tłem, na którym widzimy właściwą rozgrywkę. Takie podejście szanuję i do gry chętnie siadam.  Zobaczmy jak to działa w praktyce.

Twilight Struggle - na czym polega gra?

Gracze wcielają się w przywódców USA lub ZSRR i dążą do światowej dominacji. Będą budować wpływy w różnych państwach, robić zbrojne przewroty i wysyłać rakiety w kosmos. Za nic nie będą chcieli dopuścić do wojny nuklearnej.

Informacje o grze

  • Gatunek: Strategiczna / dla dwojga
  • Wydawca: GMT Games / w Polsce obecnie Phalanx
  • Autor: Ananda Gupta & Jason Matthews
  • Grafika: Viktor Csete, Rodger B. MacGowan, Chechu Nieto, Guillaume Ries, Mark Simonitch
  • Rok wydania: 2005 / recenzowane wydanie 2019
  • Rodzaj: Area Control
  • Czas gry: od godziny do czterech godzin
  • Liczba graczy: 2
  • Ograniczenie wiekowe: 13+
  • Losowość: średnia
Twilight Struggle w momencie pisania recenzji (wrzesień 2019) zajmuje 5 miejsce z 17 536 w ogólnym rankingu BGG oraz 1 w rankingu gier wojennych. Brzmi groźnie, ale nie zniechęcajcie się. Nawet jeśli nie przepadacie za grami wojennymi (tak jak ja), warto bliżej przyjrzeć się temu tytułowi.

Twilight Struggle - co znajdziesz w pudełku?

twilight struggle mapa recenzja
  • plansza o wymiarach 56×84 cm
  • 110 kart zdarzeń
  • 260 znaczników
  • 2 sześcienne kości
  • instrukcja
  • 2 arkusze pomocy gracza
Plansza przedstawiająca wojenną mapę świata rodem z lat 80, karty, dwie kości i worek znaczników z cyferkami. To wszystko. Rozstawiam Twilight Struggle w mgnieniu oka. To jedna z tych gier, w których elementów jest dokładnie tyle, ile trzeba. Pod względem jakości komponentów grze nie można niczego zarzucić.
Wspomnieć w tym miejscu muszę niestety o niedociągnięciach najnowszego, polskiego wydania Twilight Struggle. Błędy znalazły się zarówno na kilku kartach, jak i w instrukcji. Największy babol, niestety, widnieje na planszy. Zmienia on znacząco zasady gry, czyniąc z obecnej edycji Twilight Struggle produkt niepełnowartościowy. Wydawca, firma Phalanx, zobowiązała się do wydania erraty. Jeśli tak jak ja, posiadasz tegoroczną edycję, warto mieć w tej materii rękę na pulsie. Niech marnym pocieszeniem będzie fakt, że poprzednie edycje, przygotowane przez wydawnictwo Bard, również nie obyły się bez błędów.

Jak się gra w Twilight Struggle?

„Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ludzie poczuli żar wojny termonuklearnej” – Nikita Chruszczow

Tradycyjnie nie będę zagłębiał się tutaj we wszystkie zasady. Przedstawię Wam tylko najważniejsze ich aspekty, potrzebne do wyobrażenia sobie rozgrywki. Gra polega na budowaniu swoich wpływów w różnych zakątkach świata. Każdy kraj ma jakąś ilość punktów potrzebnych do tego, by go kontrolować.

Jak wykuwać swoją dominację? 

Za pomocą kart wydarzeń. Cały myk w Twilight Struggle tkwi we wspólnej talii kart dla obu graczy. To, co dostajemy na rękę, czasami jest korzystne dla nas, a czasami dla przeciwnika. Kilka z kart jest neutralnych. Każdą można zagrać na dwa sposoby. Wykorzystując punkty operacyjne, lub rozpatrując jej wydarzenie. Mamy taki wybór jeśli to karta, która nam sprzyja. Gorzej, jeśli na ręce mamy taką z wydarzeniem należącym do przeciwnika. W takim wypadku, po jej zagraniu dla punktów operacyjnych, rozpatrzyć należy również widniejące na niej wydarzenie. A to nie będzie dla nas miłe.

Gra podzielona jest na maksymalnie 10 etapów. Na początku każdego z nich gracze otrzymują od 8 (pierwsze 3 etapy) do 9 (wszystkie pozostałe) kart. I zaczyna się kombinowanie. Gracze podejmują decyzje, które karty zagrać dla punktów operacyjnych, które dla wydarzeń oraz w jakiej kolejności to zrobić. Zagranie karty dla jego wydarzenia jest proste – stosujemy się wtedy do treści karty. Wykorzystanie punktów operacyjnych za to otwiera trzy możliwe akcje:
  • Powiększanie swoich pływów w danym państwie, czyli dołożenie punktów potrzebnych do kontrolowania go.
  • Przewrót, czyli próba pozbawienia przeciwnika wpływów i dołożenie tam swoich punktów.
  • Wywieranie presji, czyli próba zmniejszenia sił naszego oponenta w wybranym kraju.
W grze jest kilka torów. Oprócz toru etapów i rund, mamy też status DEFCON, a także wymagane operacje wojskowe i wyścig kosmiczny. Ten ostatni pozwala zdobyć dodatkowe punkty poprzez odrzucenie karty o określonej wartości operacyjnej i rzut kością. Możemy to zrobić ograniczoną ilość razy, w zależności od naszego zaawansowania na tym torze – raz lub dwa na etap. Pozbywamy się wtedy zazwyczaj szczególnie silnych kart z wydarzeniem korzystnym dla przeciwnika, które mieliśmy na ręce. Status DEFCON zmienia się za każdym razem, gdy ktoś zagra przewrót w państwie strategicznym. Im niższy DEFCON, tym bliżej wojny nuklearnej, która natychmiast przerywa grę. Tor wymaganych operacji wojskowych ściśle powiązany jest z torem DEFCON. Zagrywając kartę dla przewrotu, przesuwamy się na torze operacji wojskowych o wartość tej karty. Na koniec rundy powinniśmy mieć co najmniej taką  pozycję na tym torze, ile wynosi wartość DEFCON. W przeciwnym razie otrzymujemy ujemne punkty zwycięstwa.
Najważniejszym torem w grze jest ten przedstawiający punkty zwycięstwa. Działa on jak przeciąganie liny. Za każdym razem, gdy zdobywamy przewagę, zbliżamy się do wygranej. Jeśli jednak to przeciwnik punktuje, znacznik poruszy się w jego stronę.

Jak można wygrać w Twilight Struggle?

twilight struggle znaczniki recenzja
Twilight Struggle może skończyć się na kilka sposobów:
  • Jeśli któryś z graczy kontroluje Europę i zagrana zostanie karta uruchamiająca punktowanie w tym regionie.
  • Poprzez końcowe punktowanie, w tym wypadku również wygrywa gracz kontrolujący Europę. Jeśli nikt nie ma tam kontroli, podliczane są punkty z wszystkich innych regionów.
  • Gdy jeden z graczy zdobędzie 20 punktów w dowolnym momencie gry przed końcowym punktowaniem.
  • Gdy poziom DEFCON spadnie poniżej 2. Wybucha wtedy wojna nuklearna i aktywny gracz przegrywa grę.

Twilight Struggle - jakie są moje wrażenia z gry?

Do krajów, które mogłyby wystąpić przeciw nam, zwracamy się nie z prośbą, lecz z żądaniem: zacznijmy dążyć do pokoju zanim ciemne moce zniszczenia spuszczone przez naukowców z łańcucha popchną ludzkość w stronę planowanej lub przypadkowej samozagłady.” – John F. Kennedy

Przede wszystkim, nazywanie Twilight Struggle grą wojenną, krzywdzi i szufladkuje ten tytuł. To nie jest pozycja stricte bitewna. Są tu starcia, ale stanowią one tło dla wydarzeń na arenie międzynarodowej. To tylko jeden z elementów. Więcej tu polityki i kultury, paktów i układów, niż strzelających armat. 

Nie będę krył się ze swoimi uczuciami w recenzji gry planszowej Twilight Struggle. Uwielbiam ją. Toczący się na planszy konflikt jest ugruntowany historycznie i nie przeszkadza mi fakt, że temat jest związany z wojną. Nie czuję się zachęcany do eskalowania konfliktu, rozgrywki nie epatują przemocą. Temat podany jest z dużym znawstwem i odpowiedzialnością. Gra planszowa Twilight Struggle ma dzięki temu niebanalny walor edukacyjny. Nawet jeśli nie znacie wydarzeń z tego okresu historii, możecie się dobrze bawić. Przy okazji nieco je zgłębiając.

Jest to jedna z najciekawszych planszówek stricte dla dwóch osób, w które miałem okazję zagrać. Rozgrywki są klimatyczne. Bardzo podoba mi się pomysł z mechaniką wspólnej talii kart dla obu graczy. Stwarza to ciekawe dylematy, rodzi emocjonujące decyzje do podjęcia. Przy okazji jest też tematyczne, bo podczas wojny ciągle przecież dzieje się coś niespodziewanego, z czym musimy sobie poradzić. Z każdą kolejną partią rośnie moja wiedza na temat tej planszówki. Ciągle zaskakuje mnie jej głębia.
Twilight Struggle jest losowe, przy rzutach kośćmi nawet bardzo, ale nadal w „zdrowy“ sposób. Nigdy nie miałem do tej gry pretensji, że ktoś wygrał dzięki szczęściu. Partia którą rozegrałem niedawno z Johnym, zakończyła się jego zwycięstwem. Wszystkie karty, które miał na ręce w ostatniej rundzie, były dla niego niekorzystne. Mimo to wygrał. Ale wiecie – on musi wygrać, tak już ma. 😉

Przed autorami chylę czoła za włożoną w grę pracę. Wszystkie efekty kart zostały oparte o wydarzenia historyczne. Co robi Jan Paweł II w Twilight Struggle? Zmniejsza wpływy Rosji w Polsce, a zwiększa siłę USA. Pozwala zagrać „Solidarność”. Sama „Solidarność” z kolei dodaje punkty siły Stanów na terenie Polski i nie może zostać zagrana, jeśli w grze nie pojawił się wcześniej papież. Tematyczne? Jeszcze jak! Każda karta jest takim smaczkiem. Robi to niesamowite wrażenie. 

Podobają mi się też modyfikatory podczas „wywierania presji”. Jeśli chcemy zmniejszyć wpływy wroga w danym państwie, będzie to tym trudniejsze, im więcej państw dookoła on kontroluje. Proste, zrozumiałe, działa świetnie. Twilight Struggle odgrywa na oczach graczy swoją wersję historii XX wieku, posługując się faktami. Fantastyczna, unikalna rzecz.

Nie musisz koniecznie być historykiem lub fanem tytułów wojennych, żeby dobrze się przy Twilight Struggle bawić. Ja nie jestem, a gra w moim prywatnym rankingu stoi bardzo wysoko. Często rozgrywam ją z dziewczyną, która również nie pała zachwytem na myśl o przewrocie w Kambodży. Ale do wspólnej partii siadamy chętnie, bo lubimy negatywną interakcję, a tej jest tutaj co niemiara. Twilight Struggle raczej nie spodoba się osobom, które preferują spokojne rozgrywki. 

Poza akcjami związanymi z torem wyścigu kosmicznego, wszystko co robimy w grze związane jest z bezpośrednią interakcją. Często bardzo zaciętą. Pamiętam jedną z rozgrywek, w której oboje uwzięliśmy się na kontrolowanie Europy. Powiedzieć, że była piekielnie zawzięta, nie oddaje nawet w połowie tego, co działo się na planszy.

Obawiałem się po pierwszych kilku podejściach do Twilight Struggle, że ze względu na rzuty kością i dociąg kart z zakrytej talii, gra będzie zbyt losowa. Niepotrzebnie. Długofalowe budowanie przewagi staje się możliwe, jeśli dobrze poznamy karty obecne w grze. Planowanie wkracza wtedy na zupełnie inny poziom. Twilight Struggle premiuje doświadczenie. Nowicjusz nie ma tu najmniejszych szans ze starym wyjadaczem. Może się za to sporo nauczyć. Instrukcja podaje przykład zaawansowanej partii, ruch po ruchu. Mimo elementów losowych, przypomina to analizę meczu szachowego

Szukając informacji o grze, natknąłem się na stronę internetową https://twilightstrategy.com. Daje ona jakieś wyobrażenie o tym, jak gracze się wkręcają w mechaniki tego tytułu. Jak analizują poszczególne karty i zagrania. Zaangażowanie zostaje wynagrodzone. A sama gra do niego zachęca. Korci i intryguje. Chcę zagrać kolejny raz. I jeszcze raz, by zobaczyć, jak tym razem przedstawi się sytuacja na planszy.

Maluję tu przed Wami obraz gry bez wad. Ale Twilight Struggle nie jest tytułem idealnym. Przede wszystkim, gra ma już swoje lata i część mechanik raczej nie znalazłaby się obecnie we współczesnych tytułach. Nie chcę tu wchodzić w szczegóły, są to raczej rzeczy, które mogą dotknąć casualowych graczy. Bo Ci, którzy zgłębią temat, mogą te rozwiązania poczytać nawet na korzyść gry. Część kart ma dość trudny do rozpatrzenia efekt. Cechy te przestają być wadami, jeśli polubimy grę i głębiej ją przeanalizujemy. Wtedy nic nie budzi tu większych wątpliwości. Wszakże Twilight Struggle cieszy się bogatą sceną turniejową. Niemniej jestem świadom, że są osoby, które szybko się od tej gry odbiją.

Ponarzekam sobie jeszcze na czas rozgrywki, który waha się od jednej do nawet czterech (!) godzin. To bardzo długo. Podczas trwania partii do gry będą wchodziły kolejne karty, sytuacja na planszy coraz bardziej się zaogni. Ale powyżej trzeciej godziny staje się to męczące w moim odczuciu. Boję się ściągnąć z półki tę planszówkę po 19:00. Mogę wtedy albo nie zdążyć zagrać w nic innego, albo nie mieć już ani ochoty, ani siły. Drażni mnie też konieczność pamiętania o efektach stałych w grze. Może ich być nawet kilkanaście pod koniec rozgrywki. Zaznaczamy je małymi znacznikami i łatwo o nich zapomnieć. A często są one istotne do rozpatrzenia konkretnych akcji. 

Twilight Struggle wymaga wzmożonej uwagi, nie da się w to grać od niechcenia. Kłopotliwa i uciążliwa jest też kontrola toru kolejności graczy. Wszystkie te rzeczy sprawiają, że ciężar rozgrywki niepotrzebnie rośnie.

Moja ocena Twilight Struggle

twilight struggle gra planszowa recenzja

Pomijając wydawniczą wtopę Phalanxu, Twilight Struggle wykonane jest bez zarzutu. Instrukcja jest jedną z lepszych, jakie przeczytałem. Konkretnie, w żołnierskich słowach, przekazuje całą potrzebną do gry wiedzę.

Trafi się czasami karta, nad którą trzeba dłuższą chwilę się zastanowić, by zrozumieć jej działanie. Sytuacje te są rzadkie, niemniej jednak mają miejsce. Zwłaszcza na początku. Reguły gry są logiczne i łatwe do przyswojenia. Tak naprawdę w Twilight Struggle robimy tylko kilka akcji na krzyż. Średniozaawansowany planszówkowicz ogarnie to w kilka chwil.

Twilight Struggle prędko mi się nie znudzi. Rozgrywka przebiega inaczej w zależności od tego, z kim siedzę przy stole. Przy każdej partii uczę się o grze czegoś nowego. Jest to tytuł wymagający skupienia i zaangażowania. Kiedy poświęci mu się dostateczną ilość uwagi, oddaje to z nawiązką. Jest głęboki i przemyślany. Klasa sama w sobie.

Grę można rozstrzygnąć przed czasem, wygrywając na punkty, doprowadzając do konfliktu nuklearnego (wtedy aktywny gracz przegrywa) lub kontrolując Europę podczas punktowania w trakcie gry. Czasami jednak przyjdzie Wam rozegrać pełną partię w Twilight Struggle, z końcowym podliczeniem punktów. I to będzie tragedia w 10 aktach, bo taka partia trwać może nawet do 4 godzin. To zdecydowanie za długo!

Partyjka w Twilight Struggle daje mi mnóstwo radości. Od groma jest tu satysfakcjonujących i trudnych decyzji. Rzuty kośćmi trzymają w napięciu, wszystko co robimy w grze ma uzasadnienie fabularne. Kiedy piszę te słowa, pudełko z grą leży na moim biurku. Mam ochotę ją rozłożyć i zagrać. Teraz.

Nie żałuję ani złotówki. Bez zastanowienia kupiłbym tę grę ponownie, gdyby coś się stało z moim egzemplarzem. Twilight Struggle na stałe zostaje w mojej kolekcji i jest regularnie ściągane z półki. Zostanie nawet gdy mi się znudzi. Chociażby ze względu na opracowanie historyczne kart, taki przedmiot to perełka.

Co mi się najbardziej podoba w grze Twilight Struggle?

  • klimat
  • głębia rozgrywki
  • walor edukacyjny
  • poważne, odpowiedzialne podejście do pojętego tematu
  • regrywalność
  • pełoprawny, duży tytuł dla dwóch osób
  • oparcie działania kart o wydarzenia historyczne
  • unikalna mechanika wspólnej talii dla obu graczy
  • projekt graficzny
  • dużo możliwości strategicznych i taktycznych
  • sposób, w jaki gra symuluje wydarzenia Zimnej Wojny
  • błyskawiczne rozstawianie i składanie gry
  • losowość podkręcająca napięcie, ale nie psująca rozgrywki
  • w gruncie rzeczy proste zasady

Co mi się najmniej podoba w grze Twilight Struggle?

  • czas trwania pełnej partii z końcowym punktowaniem
  • niektóre rozwiązania mechaniczne są archaiczne
  • gra mogłaby jeszcze bardziej zmieniać się, ewoluować podczas rozgrywki
  • niewygodny sposób, w jaki kontrolujemy kolejność wykonywanych ruchów
  • konieczność pamiętania o efektach stałych niektórych kart

Podsumowanie i ocena Twilight Struggle

twilight struggle karty
0 /10
Ocena końcowa
Twilight Struggle otrzymałoby ode mnie ocenę 10/10. Tak dobrze się przy nim bawię. Jest tutaj wszystko, czego potrzebuję od gry planszowej. Ocenę obniżam ze względu na czas trwania partii (zwłaszcza pełnej) oraz nieintuicyjną treść niektórych kart. Nie lubię też pamiętać o efektach stałych na planszy, zwłaszcza pod postacią drobnych znaczników. To czternastoletni w tej chwili tytuł, po którym widać już nieco upływający czas. Znosi go jednak bardzo dobrze.

Nie bójcie się tematyki Zimnej Wojny. Tak, gra plansowa Twilight Struggle traktuje ją bardzo poważnie. Podczas rozgrywek będziecie czuli, że jest to pozycja przeznaczona dla dojrzałych graczy. Nawet jeśli nie fascynuje Was ten konflikt, warto usiąść do stołu. Gra zapewnia dużo emocji i trzyma w napięciu. Jest ciężką pozycją, ale nie ze względu na ilość i skomplikowanie zasad. To konflikt na wszystkich frontach, który trzeba nauczyć się kontrolować. Często stanowi to nie lada wyzwanie.

Pasjonatów historii XX wieku nie muszę do tej gry dodatkowo zachęcać. Pewnie macie już ją na swoich półkach, prawda?
Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:6    Średnia:5/5]