Dolina Loary w XV wieku. Zamożni i wpływowi książęta rozbudowują swoje włości. Parają się handlem. Wartka akcja i klimat jak w dobrym sensacyjnym kinie. Już czujecie te intensywne emocje, prawda?

Recenzja | Zamki Burgundii

Ocena UraburaGames (4.7)
4.7/5
Recenzja by Kakao

Gra Planszowa Zamki Burgundii - recenzja bestsellera autorstwa Stefana Felda.

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest

Różnorodność tematyki gier planszowych nie przestaje mnie zadziwiać. Szycie kołderki. Fasolki. Budowa statku kosmicznego. Walka o względy gejsz. Wszy na małpach. Ucieczka z miejsca zbrodni. Gry planszowe przyjmą na siebie dosłownie wszystko. Do wszystkiego można też próbować dopisać Cthulhu…

Feldowskie Zamki Burgundii na tle konkurencji wyglądają jak dystyngowany, starszy pan. Czy jest sens ściągać taki klasyk z półki w 2019 roku? Sprawdziłem to. Przed Wami Zamki Burgundii. Recenzja jednej z najważniejszych gier w konwencji euro.
  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?
Dowiecie się w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie.

W jakim klimacie jest utrzymana gra?

Absolutnie w żadnym!
Autor nawet nie starał się ubrać mechaniki Zamków Burgundii w jakieś sensowne realia. Wybrał cokolwiek, co pasowało mu do gry z gatunku euro.
„Dolina Loary w XV wieku. Gracze wcielają się w role wpływowych książąt, którzy parają się handlem i starają się rozbudować swoje włości.” – Stefan Feld, instrukcja do Zamków Burgundii, strona 1
To tyle w kwestii fabuły. Dwa zdania.
Reszta to punkty, żetony i kości. To one mają znaczenie. Autor mógł do wymyślonej przez siebie mechaniki dokleić dowolny temat. Gra nadal działałaby bez zarzutu.
Jest to cecha wielu pozycji euro, która sprawia, że część graczy odbije się od Zamków Burgundii. Gra jednak wynagradza zespół Absolutnego Braku Klimatu w innych swoich aspektach.

Na czym polega gra?

Zamki Burgundii polegają na zabudowywaniu pól dostępnych na planszy gracza. „Wpływowi książęta” pobierają żetony włości z magazynów, by następnie wystawić je na swojej podzielonej na obszary planszy. Za zabudowanie całego obszaru otrzymuje się punkty. Dodatkowo, każdy z żetonów włości w momencie „wybudowania” (wystawienia na planszy gracza) odpala określony efekt. Zazwyczaj jest to możliwość wykonania dodatkowej akcji.
Brzmi banalnie?
I tak byłoby w istocie, gdyby Stefan Feld nie dorzucił do gry kości. W Zamkach Burgundii jest losowość. Sprawia ona, że każdy kolejny ruch stanowi dla graczy łamigłówkę.
Zasady gry objaśnia film przygotowany przez polskiego wydawcę, firmę Rebel.

Informacje o grze

  • Gatunek: Strategiczna
  • Wydawca: Rebel
  • Autor: Stefan Feld
  • Grafika: František Horálek, Filip Murmak
  • Rok wydania: 2011, 2017 w Polsce
  • Rodzaj: kościana, zbieranie zestawów, rozbudowa terytoriów
  • Czas gry: 60-90 minut
  • Liczba graczy: 2-4
  • Ograniczenie wiekowe: 12+
  • Losowość: średnia
Stefan Feld jest jednym z gigantów i legend planszówkowego światka. Jego nazwisko, jednym tchem, wymienia się obok chociażby Vlaady Chvátila, Bruno Cathali czy Uwe Rosenberga. Elitarne towarzystwo!
Obok Zamków Burgundii, najważniejszymi tytułami tego projektanta są m.in. W Roku Smoka oraz Trajan. Ma na swoim koncie autorstwo już prawie 30 gier!

Co znajdziesz w pudełku?

  • 164 sześciokątne żetony włości
  • 42 kwadratowe żetony towarów
  • 20 ośmiokątnych żetonów grudek srebra,
  • 30 kwadratowych żetonów robotników,
  • 12 kwadratowych żetonów bonusowych
  • 4 znaczniki 100/200 punktów
  • 8 drewnianych znaczników graczy
  • 9 kości
  • plansza
  • 6 dwustronnych plansz graczy
Zamki Burgundii wydane są ledwie poprawnie. Cieniutkie plansze graczy, skromna plansza główna, standardowe znaczniki i kości. Nie ma tutaj żadnych fajerwerków. Da się grać i nic poza tym. W tej półce cenowej można znaleźć dużo lepiej wykonane gry. By oddać grze sprawiedliwość, wspomnę o pomysłowym rozwiązaniu w postaci dwustronnych planszy graczy. W wariancie zaawansowanym każdy może mieć dzięki temu inne warunki rozbudowy włości.

Jak się gra w Zamki Burgundii?

Mechanika Zamków Burgundii sprowadza się do optymalizacji ruchów i szukania synergii między dostępnymi dla graczy akcjami.
Na początku swojej tury gracze rzucają dwiema kośćmi. Każdą z kości muszą poświęcić, by wykonać wybraną przez siebie czynność. Zarówno na głównej planszy, jak i planszy gracza, możliwe do zagrania pola są oznaczone liczbami od 1 do 6. To znaczy, że gracze mogą wykonać tylko te akcje, które odpowiadają wyrzuconym przez nich wynikom.
Ilość akcji w grze jest stosunkowo niewielka:

Pobranie żetonu włości z planszy

Poświęcamy jedną kość, by pobrać żeton z pola o odpowiadającym kości wyniku i umieszczamy ją w swoim „magazynie”. Magazyn mieści maksymalnie 3 żetony.

Umieszczenie żetonu włości w swojej posiadłości (zagranie go z magazynu)

Natychmiast uruchamiany jest wtedy odpowiedni efekt, inny dla każdego z żetonów. Jeśli ukończyliśmy (zabudowaliśmy w całości) obszar, otrzymujemy punkty.

Sprzedanie towarów

Podczas zagrywania niebieskich żetonów (statków) pobieramy z planszy wybrane towary. Dodatkowo przesuwamy się na torze pierwszego gracza. Możemy mieć maksymalnie 3 rodzaje towarów. Za ich sprzedaż otrzymujemy grudki srebra oraz punkty zwycięstwa. Oczywiście towary również oznaczone są cyframi. Jeśli chcemy sprzedać towar, musimy mieć odpowiadający mu wynik na swojej kości.

Wzięcie robotników

Akcja ta polega na odrzuceniu jednej z kości i wzięciu 2 żetonów robotników. W dowolnym momencie swojej tury gracz może poświęcić żeton robotnika. Umożliwia mu to modyfikację wyniku na kości o +1 lub -1. Jeśli odrzuci 4 robotników, modyfikatory wynoszą odpowiednio +4 / -4 itd.

Zakup żetonu z czarnego rynku

Za zgromadzone grudki srebra gracz może kupić żeton z czarnego rynku i umieścić go w swoim magazynie. Jest to jedyna akcja która nie wymaga poświęcenia kości.
Proste zasady sprawiają, że Zamki Burgundii mogą się wydawawać tytułem lekkim. Nic bardziej mylnego. Jest to średniej ciężkości euro, przy którym mózg może solidnie się zagrzać. Dlaczego? Przez szereg czynników. Występuje tu interakcja negatywna. Gracze, chcąc nie chcąc często zabierają sobie sprzed nosa potrzebne żetony. Tych jest z kolei ograniczona ilość – występuje więc zjawisko krótkiej kołderki. Za każdym razem mierzymy się też z losowością. Jeśli nie posiadamy robotników, możemy zagrać tylko to, co wypadło nam na kości. Jeśli chcemy mieć robotników, automatycznie mamy mniej akcji w turze do zagrania. Z pozornie prostej mechanicznie gry planszowej Stefan Feld wydobył zaskakującą głębię strategiczną.
Wspominałem wyżej, że każdy z żetonów odpala bonus?
Dla przykładu: zagranie żetonu zamku daje dodatkową akcję o dowolnym wyniku na kości. Inne żetony dają punkty na koniec gry. Żetony z symbolami zwierząt punktują od razu. Punktują też, ilekroć zagramy takie same żetony obok siebie. Brązowe żetony włości pozwalają za darmo wykonać akcję umieszczenia żetonu lub pobrania innego z planszy. Są też takie, które dają możliwość sprzedaży towarów bez poświęcania kości.
Tura gracza może wyglądać tak: poświęcam swoją kość z wynikiem 5, żeby pobrać żeton zwierzęcia z planszy. Drugą z wynikiem 1 poświęcam, by umieścić go w swojej posiadłości, za co dostaję 3 punkty. Koniec tury.
Może też wyglądać inaczej…
Poświęcam swoją kość z wynikiem 5, by umieścić w swojej posiadłości wcześniej zakupiony żeton zamku. Ponieważ jest to 3 taki żeton na danym obszarze, otrzymuję 20 punktów za zamknięcie obszaru. Zagranie zielonego żetonu daje mi dodatkową akcję. W ramach tej akcji umieszczam więc w swojej posiadłości wcześniej zakupiony żeton włości… umożliwiający mi wykonanie darmowej akcji budowy (bez poświęcenia kości). Wykonuję więc również tę akcję, umieszczając w posiadłości wcześniej zakupiony żeton zwierząt. Ponieważ świadomie wcześniej na swoim obszarze umieszczałem takie same żetony zwierząt, punktuję jeszcze raz za nie wszystkie, otrzymując 15 punktów. Przy okazji zamknąłem kolejny obszar na planszy, tym razem warty 25 punktów. A, jeszcze jedną kość! Mam na niej wynik 1, sprzedaję więc wszystkie towary oznaczone 1. Otrzymuję za to 6 punktów zwycięstwa i grudkę srebra. Mam już 3 grudki srebra, płacę więc 2, żeby kupić żeton z czarnego rynku…
Jak wspominałem na początku – synergia między dostępnymi akcjami to serce Zamków Burgundii. Są to mechaniczne zależności z których słynie Stefan Feld. Łączy się tutaj ze sobą dosłownie wszystko. Gracze w swoich turach szukają więc takich rozwiązań, które pozwolą im zdobyć jak najwięcej punktów. Utrudniając sobie przy okazji wzajemnie grę.

Jak można wygrać grę?

Grę wygrywa osoba, która zbierze najwięcej punktów. Dróg do zwycięstwa jest bez liku. Wymagają one pewnej elastyczności i planowania. Spostrzegawczość, strategia i optymalizacja są tutaj kluczowe.
Można wygrać skupiając się na żółtych, punktujących na koniec gry żetonach. Inną strategią jest zapełnienie jak największej ilości pól na samym początku rozgrywki, kiedy są one warte najwięcej punktów. Zdarzały mi się partie, w których opierałem się na handlu i pozycji pierwszego w kolejności gracza, co pozwalało mi zdobyć najlepsze kąski z planszy. Czasami warto zainwestować w zrównoważony rozwój, robiąc wszystkiego po trochu. Jeśli gramy wybierając asymetryczne plansze graczy, można swoją strategię oprzeć na konkretnym układzie pól. Nic nie stoi na przeszkodzie, by w Zamki Burgundii zagrać agresywnie, specjalnie podbierając żetony, których może potrzebować konkurencja.

Jakie są moje wrażenia z gry?

Zacznę tym razem od tego, co mi się w Zamkach Burgundii nie podoba. Tytuł ten przede wszystkim jest brzydki. Grafiki są niewyraźne, rozmazane i wyblakłe. Żetony zazwyczaj rozsypane dookoła, bo każdy kolor trzeba trzymać osobno. Po rozłożeniu Zamków na stole odnosi się wrażenie, że ktoś z nas żartuje. To ma być jakaś legendarna gra? 13 miejsce BGG?
Zamki Burgundii cierpią też na totalny brak klimatu. Zdaję sobie sprawę, że większość gier euro generalnie jest o niczym. Ale tak o niczym, jak o niczym są Zamki Burgundii, to chyba nie jest żadna inna gra. Równie dobrze mogłoby się to nazywać Koty i Kuwety.
Bestseller Felda potrafi wywołać u graczy paraliż decyzyjny. Ilość zależności między akcjami bywa przytłaczająca. Jeśli dodatkowo siądziemy do gry z kimś, kto lubi dłużej się zastanowić, partie potrafią niemiłosiernie przeciągnąć się w czasie. Zdarza się to zwłaszcza wtedy, gdy gracze planują więcej niż jeden ruch do przodu. Osobiście nie wykazuję tendencji do powolnego grania. Podczas rozgrywek w Zamki Burgundii bywałem jednak niejednokrotnie ponaglany.
Narzekanie skończę na swoistym braku emocji podczas gry. Rozgrywałem partie, w których walka toczyła się do ostatniego żetonu. Zagryzałem wtedy zęby, by z planszy nikt przede mną nie ściągnął tego, co jest mi potrzebne do zrealizowania mojego planu. Często jednak rozgrywka przebiega w zrównoważonym, jednostajnym, nieco ślimaczym tempie. Zamki Burgundii są tytułem dla tych, którzy docenią zgrabność mechaniczną. Brak im jednak dynamiki, nawet pomimo losowości.
Tutaj pozwolę sobie przejść do tego, co w Zamkach Burgundii lubię. Plansza jest brzydka jak taczka żwiru, to fakt. Ale nie sposób odmówić jej funkcjonalności. Poszczególne elementy zostały na niej tak umieszczone, że wszystko jest przejrzyste i logiczne. Ba, nie musimy praktycznie niczego pamiętać z instrukcji. Wszystko widać na planszy. Działanie każdego z żetonów zaprezentowano graficznie na planszy gracza. Nie muszę pamiętać co robi „to brązowe coś”, wystarczy, że zerknę na podpowiedź, którą mam pod ręką. Czyni to z Zamków Burgundii grę całkowicie niezależną językowo. Jedynie funkcje żółtych żetonów zdarza się sprawdzać, są to jednak przypadki bardzo rzadkie.
Same zasady nie wzbudzają żadnych wątpliwości, a instrukcja jest napisana przejrzyście. Na marginesach umieszczono skróty najważniejszych punktów. Jeśli już zdarzy się czegoś zapomnieć, nie zachodzi potrzeba wertowania jej w całości. Mimo złożoności mechanicznej grę tłumaczy się stosunkowo szybko.
Zamki Burgundii świetnie się skalują. Partie dwuosobowe to większa kontrola i głębia strategiczna. Skłaniają do uważnego obserwowania poczynań przeciwnika. Gra w większych składach to nieco większa dynamika. Na planszy pojawia się więcej żetonów, ale więcej jest też wygłodniałych zwycięstwa graczy.
Po kilku rozegranych turach zaczynamy rozumieć geniusz Stefana Felda. Mechanika tej gry doskonale się zazębia. Z jednej strony mamy losowość. Z każdą kolejną turą musimy rozwiązać nowe zadanie. Z drugiej strony mamy planowanie. Musimy się do tej losowości ustosunkować, przygotować się na nią lub reagować na bieżąco. Jednocześnie poczynania pozostałych graczy wpływają na sytuację na planszy. Tor punktowy dobrze motywuje do wyścigu i dogonienia rywali. Grę pokochają miłośnicy szukania wszelakich kombinacji i synergii. Większość czasu spędzimy myśląc o tym, jak jedną akcją wyzwolić trzy kolejne.
Zamki Burgundii są grą planszową, w której wspomniana losowość zupełnie nie jest uciążliwa. Mogę wygrać wyrzucając same jedynki. Wyniki na kościach warunkują jedynie mój sposób działania podczas tury, w żaden sposób nie decydując o zwycięstwie. Oto doskonały przykład na to, jak właściwie umieścić w grze elementy losowe. Kości użyte w taki sposób przyjemnie wpływają na rozgrywkę. Dostarczają dreszczyku emocji, który można traktować jak swego rodzaju łamigłówkę.

Moja ocena gry

Wykonanie

To pięta ahillesowa tej gry planszowej. Wykonanie jest słabe. Cienkie żetony, niskiej jakości plansze gracza. Mało estetyczna szata graficzna. Można to zdecydowanie zrobić lepiej.

Prostota

Zasady Zamków Burgundii są przejrzyste i proste. Nie budzą wątpliwości interpretacyjnych, dają się szybko wytłumaczyć nowym graczom. Nawet po kilkumiesięcznej przerwie udało mi się usiąść do gry bez wertowania instrukcji.

Re-Grywalność

Grę posiadam na swojej półce od ponad roku. Ściągam ją z niej regularnie, ilekroć mam ochotę na godzinną partię w proste do wytłumaczenia euro. Po 20-30 partiach odczuwałem oczywiście znużenie, jednakże po dłuższej przerwie zawsze wracam do Zamków Burgundii z dużą przyjemnością. Grywalność jest więc spora. Dodatkowo można urozmaicić sobie rozgrywkę losując plansze graczy. Każdy będzie musiał objąć wtedy nieco inną strategię.

Czas rozgrywki

60-90 minut. Trochę zbyt długi jak na tego typu grę. Zamki Burgundii są podatne na downtime związany z paraliżem decyzyjnym. Nie chcę w to grać z Herkiem, bo mogę zdążyć zamówić pizzę zanim wykona swój ruch. A może nawet ją zjeść 🙂

Fun

Ja lubię euro, więc przy Zamkach Burgundii bawię się bardzo dobrze. Grze brakuje jednak dynamiki i emocji. Zdecydowanie jest to tytuł na spokojne, niedzielne popołudnie.

Cena vs. Jakość

Wykonanie mogłoby być staranniejsze i bardziej „dzisiejsze”. Gra jednak warta jest swojej rynkowej ceny. Dostajemy elegancką, zgrabną i przemyślaną mechanikę. To często jednak istotniejsze, niż graficzne fajerwerki.

Co mi się najbardziej podoba w Zamkach Burgundii?

Złożona mechanika przy jednocześnie prostych zasadach, synergie między akcjami, dobrze użyta losowość, skalowanie, możliwość przyjmowania różnych strategii.

Co mi się najmniej podoba w Zamkach Burgundii?

Wykonanie, paraliże decyzyjne, brak klimatu.

Podsumowanie

Dla miłośników gier z gatunku euro Zamki Burgundii to pozycja obowiązkowa. Mimo swoich mankamentów gra działa bardzo zgrabnie. Wynudzą się jednak przy niej osoby szukające klimatu i dynamicznych partii. Z dezaprobatą pokręcą głowami również esteci.
Jeśli zaś po prostu lubicie dobre gry planszowe, bez względu na gatunek, śmiało usiądźcie do Zamków Burgundii. Chociażby po to, żeby posmakować stylu Stefana Felda. Ta gra to solidny kawał planszówkowego rzemiosła.
Zaryzykowałbym rozłożenie tej gry ze średnio-zaawansowanymi graczami. W ciemno zaproponuję ją doświadocznym geekom. Może sprawdzić się jako wprowadzenie do gatunku gier euro i ekonomicznych. Kumaci początkujący również dadzą sobie radę. Nie jest to jednak tytuł, który poleciłbym jako pierwszą planszówkę.
Ze smutkiem odnoszę wrażenie, że niestety, ale mechaniki Zamków Burgundii zaczynają się powoli starzeć. A przecież nie jest to gra  przesadnie wiekowa, bo ma zaledwie 8 lat. Najnowsze tytuły z gatunku euro pokazują jednak, że można jeszcze zgrabniej. Dynamiczniej. I nawet z jakimś klimatem.
Na koniec ciekawostka i trochę prywaty. Długo musiałem namawiać swoją dziewczynę na partię w Zamki Burgundii. Pewnego dnia pokazałem jej, co chce dołączyć do kolekcji. Byłoby eufemizmem, gdybym powiedział, że popukała się wtedy w czoło. Kiedy gra do nas trafiła, długo czekała na pierwszą partię. Nie wzbudziła wielkiego entuzjazmu po wyłożeniu na stół i tłumaczeniu zasad.
Wszystko zmieniło się po pierwszej rozgrywce. Od pukania się w czoło przeszliśmy do „ja to jednak lubię euro”. Teraz nie jestem praktycznie w stanie z nią wygrać. Partię rozegraną bezpośrednio przed napisaniem tej recenzji Zamków Burgundii przegrałem o dobre 50 punktów…
Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:5    Średnia:4.8/5]
Autor wpisu: Krzysiek “Kakao” Kowalczyk – muzyk, pacyfista i weganin. Rzuca kostką kiedy tylko nie siedzi w studiu.
W grach planszowych doceniam eleganckie rozwiązania mechaniczne. Podczas rozgrywki lubię przyglądać się reakcjom ludzi. Nie przepadam za losowością, chyba, że ciekawie zaimplementowaną. Więcej o UraburaGames.

Dolina Loary w XV wieku. Zamożni i wpływowi książęta rozbudowują swoje włości. Parają się handlem. Wartka akcja i klimat jak w dobrym sensacyjnym kinie. Już czujecie te intensywne emocje, prawda?

Recenzja | Zamki Burgundii

Ocena UraburaGames (4.7)
4.7/5
Recenzja by Kakao

Gra Planszowa Zamki Burgundii - recenzja bestsellera autorstwa Stefana Felda.

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest

Różnorodność tematyki gier planszowych nie przestaje mnie zadziwiać. Szycie kołderki. Fasolki. Budowa statku kosmicznego. Walka o względy gejsz. Wszy na małpach. Ucieczka z miejsca zbrodni. Gry planszowe przyjmą na siebie dosłownie wszystko. Do wszystkiego można też próbować dopisać Cthulhu…

Feldowskie Zamki Burgundii na tle konkurencji wyglądają jak dystyngowany, starszy pan. Czy jest sens ściągać taki klasyk z półki w 2019 roku? Sprawdziłem to. Przed Wami Zamki Burgundii. Recenzja jednej z najważniejszych gier w konwencji euro.
  • Czy warto dołączyć tę grę do swojej kolekcji?
  • Komu najbardziej przypadnie do gustu?
  • Czy jej cena jest adekwatna do zawartości i wykonania?
Dowiecie się w kolejnej Recenzji Gier Planszowych na Konkrecie.

W jakim klimacie jest utrzymana gra?

Absolutnie w żadnym!
Autor nawet nie starał się ubrać mechaniki Zamków Burgundii w jakieś sensowne realia. Wybrał cokolwiek, co pasowało mu do gry z gatunku euro.
„Dolina Loary w XV wieku. Gracze wcielają się w role wpływowych książąt, którzy parają się handlem i starają się rozbudować swoje włości.” – Stefan Feld, instrukcja do Zamków Burgundii, strona 1
To tyle w kwestii fabuły. Dwa zdania.
Reszta to punkty, żetony i kości. To one mają znaczenie. Autor mógł do wymyślonej przez siebie mechaniki dokleić dowolny temat. Gra nadal działałaby bez zarzutu.
Jest to cecha wielu pozycji euro, która sprawia, że część graczy odbije się od Zamków Burgundii. Gra jednak wynagradza zespół Absolutnego Braku Klimatu w innych swoich aspektach.

Na czym polega gra?

Zamki Burgundii polegają na zabudowywaniu pól dostępnych na planszy gracza. „Wpływowi książęta” pobierają żetony włości z magazynów, by następnie wystawić je na swojej podzielonej na obszary planszy. Za zabudowanie całego obszaru otrzymuje się punkty. Dodatkowo, każdy z żetonów włości w momencie „wybudowania” (wystawienia na planszy gracza) odpala określony efekt. Zazwyczaj jest to możliwość wykonania dodatkowej akcji.
Brzmi banalnie?
I tak byłoby w istocie, gdyby Stefan Feld nie dorzucił do gry kości. W Zamkach Burgundii jest losowość. Sprawia ona, że każdy kolejny ruch stanowi dla graczy łamigłówkę.
Zasady gry objaśnia film przygotowany przez polskiego wydawcę, firmę Rebel.

Informacje o grze

  • Gatunek: Strategiczna
  • Wydawca: Rebel
  • Autor: Stefan Feld
  • Grafika: František Horálek, Filip Murmak
  • Rok wydania: 2011, 2017 w Polsce
  • Rodzaj: kościana, zbieranie zestawów, rozbudowa terytoriów
  • Czas gry: 60-90 minut
  • Liczba graczy: 2-4
  • Ograniczenie wiekowe: 12+
  • Losowość: średnia
Stefan Feld jest jednym z gigantów i legend planszówkowego światka. Jego nazwisko, jednym tchem, wymienia się obok chociażby Vlaady Chvátila, Bruno Cathali czy Uwe Rosenberga. Elitarne towarzystwo!
Obok Zamków Burgundii, najważniejszymi tytułami tego projektanta są m.in. W Roku Smoka oraz Trajan. Ma na swoim koncie autorstwo już prawie 30 gier!

Co znajdziesz w pudełku?

  • 164 sześciokątne żetony włości
  • 42 kwadratowe żetony towarów
  • 20 ośmiokątnych żetonów grudek srebra,
  • 30 kwadratowych żetonów robotników,
  • 12 kwadratowych żetonów bonusowych
  • 4 znaczniki 100/200 punktów
  • 8 drewnianych znaczników graczy
  • 9 kości
  • plansza
  • 6 dwustronnych plansz graczy
Zamki Burgundii wydane są ledwie poprawnie. Cieniutkie plansze graczy, skromna plansza główna, standardowe znaczniki i kości. Nie ma tutaj żadnych fajerwerków. Da się grać i nic poza tym. W tej półce cenowej można znaleźć dużo lepiej wykonane gry. By oddać grze sprawiedliwość, wspomnę o pomysłowym rozwiązaniu w postaci dwustronnych planszy graczy. W wariancie zaawansowanym każdy może mieć dzięki temu inne warunki rozbudowy włości.

Jak się gra w Zamki Burgundii?

Mechanika Zamków Burgundii sprowadza się do optymalizacji ruchów i szukania synergii między dostępnymi dla graczy akcjami.
Na początku swojej tury gracze rzucają dwiema kośćmi. Każdą z kości muszą poświęcić, by wykonać wybraną przez siebie czynność. Zarówno na głównej planszy, jak i planszy gracza, możliwe do zagrania pola są oznaczone liczbami od 1 do 6. To znaczy, że gracze mogą wykonać tylko te akcje, które odpowiadają wyrzuconym przez nich wynikom.
Ilość akcji w grze jest stosunkowo niewielka:

Pobranie żetonu włości z planszy

Poświęcamy jedną kość, by pobrać żeton z pola o odpowiadającym kości wyniku i umieszczamy ją w swoim „magazynie”. Magazyn mieści maksymalnie 3 żetony.

Umieszczenie żetonu włości w swojej posiadłości (zagranie go z magazynu)

Natychmiast uruchamiany jest wtedy odpowiedni efekt, inny dla każdego z żetonów. Jeśli ukończyliśmy (zabudowaliśmy w całości) obszar, otrzymujemy punkty.

Sprzedanie towarów

Podczas zagrywania niebieskich żetonów (statków) pobieramy z planszy wybrane towary. Dodatkowo przesuwamy się na torze pierwszego gracza. Możemy mieć maksymalnie 3 rodzaje towarów. Za ich sprzedaż otrzymujemy grudki srebra oraz punkty zwycięstwa. Oczywiście towary również oznaczone są cyframi. Jeśli chcemy sprzedać towar, musimy mieć odpowiadający mu wynik na swojej kości.

Wzięcie robotników

Akcja ta polega na odrzuceniu jednej z kości i wzięciu 2 żetonów robotników. W dowolnym momencie swojej tury gracz może poświęcić żeton robotnika. Umożliwia mu to modyfikację wyniku na kości o +1 lub -1. Jeśli odrzuci 4 robotników, modyfikatory wynoszą odpowiednio +4 / -4 itd.

Zakup żetonu z czarnego rynku

Za zgromadzone grudki srebra gracz może kupić żeton z czarnego rynku i umieścić go w swoim magazynie. Jest to jedyna akcja która nie wymaga poświęcenia kości.
Proste zasady sprawiają, że Zamki Burgundii mogą się wydawawać tytułem lekkim. Nic bardziej mylnego. Jest to średniej ciężkości euro, przy którym mózg może solidnie się zagrzać. Dlaczego? Przez szereg czynników. Występuje tu interakcja negatywna. Gracze, chcąc nie chcąc często zabierają sobie sprzed nosa potrzebne żetony. Tych jest z kolei ograniczona ilość – występuje więc zjawisko krótkiej kołderki. Za każdym razem mierzymy się też z losowością. Jeśli nie posiadamy robotników, możemy zagrać tylko to, co wypadło nam na kości. Jeśli chcemy mieć robotników, automatycznie mamy mniej akcji w turze do zagrania. Z pozornie prostej mechanicznie gry planszowej Stefan Feld wydobył zaskakującą głębię strategiczną.
Wspominałem wyżej, że każdy z żetonów odpala bonus?
Dla przykładu: zagranie żetonu zamku daje dodatkową akcję o dowolnym wyniku na kości. Inne żetony dają punkty na koniec gry. Żetony z symbolami zwierząt punktują od razu. Punktują też, ilekroć zagramy takie same żetony obok siebie. Brązowe żetony włości pozwalają za darmo wykonać akcję umieszczenia żetonu lub pobrania innego z planszy. Są też takie, które dają możliwość sprzedaży towarów bez poświęcania kości.
Tura gracza może wyglądać tak: poświęcam swoją kość z wynikiem 5, żeby pobrać żeton zwierzęcia z planszy. Drugą z wynikiem 1 poświęcam, by umieścić go w swojej posiadłości, za co dostaję 3 punkty. Koniec tury.
Może też wyglądać inaczej…
Poświęcam swoją kość z wynikiem 5, by umieścić w swojej posiadłości wcześniej zakupiony żeton zamku. Ponieważ jest to 3 taki żeton na danym obszarze, otrzymuję 20 punktów za zamknięcie obszaru. Zagranie zielonego żetonu daje mi dodatkową akcję. W ramach tej akcji umieszczam więc w swojej posiadłości wcześniej zakupiony żeton włości… umożliwiający mi wykonanie darmowej akcji budowy (bez poświęcenia kości). Wykonuję więc również tę akcję, umieszczając w posiadłości wcześniej zakupiony żeton zwierząt. Ponieważ świadomie wcześniej na swoim obszarze umieszczałem takie same żetony zwierząt, punktuję jeszcze raz za nie wszystkie, otrzymując 15 punktów. Przy okazji zamknąłem kolejny obszar na planszy, tym razem warty 25 punktów. A, jeszcze jedną kość! Mam na niej wynik 1, sprzedaję więc wszystkie towary oznaczone 1. Otrzymuję za to 6 punktów zwycięstwa i grudkę srebra. Mam już 3 grudki srebra, płacę więc 2, żeby kupić żeton z czarnego rynku…
Jak wspominałem na początku – synergia między dostępnymi akcjami to serce Zamków Burgundii. Są to mechaniczne zależności z których słynie Stefan Feld. Łączy się tutaj ze sobą dosłownie wszystko. Gracze w swoich turach szukają więc takich rozwiązań, które pozwolą im zdobyć jak najwięcej punktów. Utrudniając sobie przy okazji wzajemnie grę.

Jak można wygrać grę?

Grę wygrywa osoba, która zbierze najwięcej punktów. Dróg do zwycięstwa jest bez liku. Wymagają one pewnej elastyczności i planowania. Spostrzegawczość, strategia i optymalizacja są tutaj kluczowe.
Można wygrać skupiając się na żółtych, punktujących na koniec gry żetonach. Inną strategią jest zapełnienie jak największej ilości pól na samym początku rozgrywki, kiedy są one warte najwięcej punktów. Zdarzały mi się partie, w których opierałem się na handlu i pozycji pierwszego w kolejności gracza, co pozwalało mi zdobyć najlepsze kąski z planszy. Czasami warto zainwestować w zrównoważony rozwój, robiąc wszystkiego po trochu. Jeśli gramy wybierając asymetryczne plansze graczy, można swoją strategię oprzeć na konkretnym układzie pól. Nic nie stoi na przeszkodzie, by w Zamki Burgundii zagrać agresywnie, specjalnie podbierając żetony, których może potrzebować konkurencja.

Jakie są moje wrażenia z gry?

Zacznę tym razem od tego, co mi się w Zamkach Burgundii nie podoba. Tytuł ten przede wszystkim jest brzydki. Grafiki są niewyraźne, rozmazane i wyblakłe. Żetony zazwyczaj rozsypane dookoła, bo każdy kolor trzeba trzymać osobno. Po rozłożeniu Zamków na stole odnosi się wrażenie, że ktoś z nas żartuje. To ma być jakaś legendarna gra? 13 miejsce BGG?
Zamki Burgundii cierpią też na totalny brak klimatu. Zdaję sobie sprawę, że większość gier euro generalnie jest o niczym. Ale tak o niczym, jak o niczym są Zamki Burgundii, to chyba nie jest żadna inna gra. Równie dobrze mogłoby się to nazywać Koty i Kuwety.
Bestseller Felda potrafi wywołać u graczy paraliż decyzyjny. Ilość zależności między akcjami bywa przytłaczająca. Jeśli dodatkowo siądziemy do gry z kimś, kto lubi dłużej się zastanowić, partie potrafią niemiłosiernie przeciągnąć się w czasie. Zdarza się to zwłaszcza wtedy, gdy gracze planują więcej niż jeden ruch do przodu. Osobiście nie wykazuję tendencji do powolnego grania. Podczas rozgrywek w Zamki Burgundii bywałem jednak niejednokrotnie ponaglany.
Narzekanie skończę na swoistym braku emocji podczas gry. Rozgrywałem partie, w których walka toczyła się do ostatniego żetonu. Zagryzałem wtedy zęby, by z planszy nikt przede mną nie ściągnął tego, co jest mi potrzebne do zrealizowania mojego planu. Często jednak rozgrywka przebiega w zrównoważonym, jednostajnym, nieco ślimaczym tempie. Zamki Burgundii są tytułem dla tych, którzy docenią zgrabność mechaniczną. Brak im jednak dynamiki, nawet pomimo losowości.
Tutaj pozwolę sobie przejść do tego, co w Zamkach Burgundii lubię. Plansza jest brzydka jak taczka żwiru, to fakt. Ale nie sposób odmówić jej funkcjonalności. Poszczególne elementy zostały na niej tak umieszczone, że wszystko jest przejrzyste i logiczne. Ba, nie musimy praktycznie niczego pamiętać z instrukcji. Wszystko widać na planszy. Działanie każdego z żetonów zaprezentowano graficznie na planszy gracza. Nie muszę pamiętać co robi „to brązowe coś”, wystarczy, że zerknę na podpowiedź, którą mam pod ręką. Czyni to z Zamków Burgundii grę całkowicie niezależną językowo. Jedynie funkcje żółtych żetonów zdarza się sprawdzać, są to jednak przypadki bardzo rzadkie.
Same zasady nie wzbudzają żadnych wątpliwości, a instrukcja jest napisana przejrzyście. Na marginesach umieszczono skróty najważniejszych punktów. Jeśli już zdarzy się czegoś zapomnieć, nie zachodzi potrzeba wertowania jej w całości. Mimo złożoności mechanicznej grę tłumaczy się stosunkowo szybko.
Zamki Burgundii świetnie się skalują. Partie dwuosobowe to większa kontrola i głębia strategiczna. Skłaniają do uważnego obserwowania poczynań przeciwnika. Gra w większych składach to nieco większa dynamika. Na planszy pojawia się więcej żetonów, ale więcej jest też wygłodniałych zwycięstwa graczy.
Po kilku rozegranych turach zaczynamy rozumieć geniusz Stefana Felda. Mechanika tej gry doskonale się zazębia. Z jednej strony mamy losowość. Z każdą kolejną turą musimy rozwiązać nowe zadanie. Z drugiej strony mamy planowanie. Musimy się do tej losowości ustosunkować, przygotować się na nią lub reagować na bieżąco. Jednocześnie poczynania pozostałych graczy wpływają na sytuację na planszy. Tor punktowy dobrze motywuje do wyścigu i dogonienia rywali. Grę pokochają miłośnicy szukania wszelakich kombinacji i synergii. Większość czasu spędzimy myśląc o tym, jak jedną akcją wyzwolić trzy kolejne.
Zamki Burgundii są grą planszową, w której wspomniana losowość zupełnie nie jest uciążliwa. Mogę wygrać wyrzucając same jedynki. Wyniki na kościach warunkują jedynie mój sposób działania podczas tury, w żaden sposób nie decydując o zwycięstwie. Oto doskonały przykład na to, jak właściwie umieścić w grze elementy losowe. Kości użyte w taki sposób przyjemnie wpływają na rozgrywkę. Dostarczają dreszczyku emocji, który można traktować jak swego rodzaju łamigłówkę.

Moja ocena gry

Wykonanie

To pięta ahillesowa tej gry planszowej. Wykonanie jest słabe. Cienkie żetony, niskiej jakości plansze gracza. Mało estetyczna szata graficzna. Można to zdecydowanie zrobić lepiej.

Prostota

Zasady Zamków Burgundii są przejrzyste i proste. Nie budzą wątpliwości interpretacyjnych, dają się szybko wytłumaczyć nowym graczom. Nawet po kilkumiesięcznej przerwie udało mi się usiąść do gry bez wertowania instrukcji.

Re-Grywalność

Grę posiadam na swojej półce od ponad roku. Ściągam ją z niej regularnie, ilekroć mam ochotę na godzinną partię w proste do wytłumaczenia euro. Po 20-30 partiach odczuwałem oczywiście znużenie, jednakże po dłuższej przerwie zawsze wracam do Zamków Burgundii z dużą przyjemnością. Grywalność jest więc spora. Dodatkowo można urozmaicić sobie rozgrywkę losując plansze graczy. Każdy będzie musiał objąć wtedy nieco inną strategię.

Czas rozgrywki

60-90 minut. Trochę zbyt długi jak na tego typu grę. Zamki Burgundii są podatne na downtime związany z paraliżem decyzyjnym. Nie chcę w to grać z Herkiem, bo mogę zdążyć zamówić pizzę zanim wykona swój ruch. A może nawet ją zjeść 🙂

Fun

Ja lubię euro, więc przy Zamkach Burgundii bawię się bardzo dobrze. Grze brakuje jednak dynamiki i emocji. Zdecydowanie jest to tytuł na spokojne, niedzielne popołudnie.

Cena vs. Jakość

Wykonanie mogłoby być staranniejsze i bardziej „dzisiejsze”. Gra jednak warta jest swojej rynkowej ceny. Dostajemy elegancką, zgrabną i przemyślaną mechanikę. To często jednak istotniejsze, niż graficzne fajerwerki.

Co mi się najbardziej podoba w Zamkach Burgundii?

Złożona mechanika przy jednocześnie prostych zasadach, synergie między akcjami, dobrze użyta losowość, skalowanie, możliwość przyjmowania różnych strategii.

Co mi się najmniej podoba w Zamkach Burgundii?

Wykonanie, paraliże decyzyjne, brak klimat.

Podsumowanie

Dla miłośników gier z gatunku euro Zamki Burgundii to pozycja obowiązkowa. Mimo swoich mankamentów gra działa bardzo zgrabnie. Wynudzą się jednak przy niej osoby szukające klimatu i dynamicznych partii. Z dezaprobatą pokręcą głowami również esteci.
Jeśli zaś po prostu lubicie dobre gry planszowe, bez względu na gatunek, śmiało usiądźcie do Zamków Burgundii. Chociażby po to, żeby posmakować stylu Stefana Felda. Ta gra to solidny kawał planszówkowego rzemiosła.
Zaryzykowałbym rozłożenie tej gry ze średnio-zaawansowanymi graczami. W ciemno zaproponuję ją doświadocznym geekom. Może sprawdzić się jako wprowadzenie do gatunku gier euro i ekonomicznych. Kumaci początkujący również dadzą sobie radę. Nie jest to jednak tytuł, który poleciłbym jako pierwszą planszówkę.
Ze smutkiem odnoszę wrażenie, że niestety, ale mechaniki Zamków Burgundii zaczynają się powoli starzeć. A przecież nie jest to gra  przesadnie wiekowa, bo ma zaledwie 8 lat. Najnowsze tytuły z gatunku euro pokazują jednak, że można jeszcze zgrabniej. Dynamiczniej. I nawet z jakimś klimatem.
Na koniec ciekawostka i trochę prywaty. Długo musiałem namawiać swoją dziewczynę na partię w Zamki Burgundii. Pewnego dnia pokazałem jej, co chce dołączyć do kolekcji. Byłoby eufemizmem, gdybym powiedział, że popukała się wtedy w czoło. Kiedy gra do nas trafiła, długo czekała na pierwszą partię. Nie wzbudziła wielkiego entuzjazmu po wyłożeniu na stół i tłumaczeniu zasad.
Wszystko zmieniło się po pierwszej rozgrywce. Od pukania się w czoło przeszliśmy do „ja to jednak lubię euro”. Teraz nie jestem praktycznie w stanie z nią wygrać. Partię rozegraną bezpośrednio przed napisaniem tej recenzji Zamków Burgundii przegrałem o dobre 50 punktów…
Jeszcze Ci mało? Zobacz profil gry na portalu BoardGameGeek.
Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on pinterest
Podobał Ci się wpis? Wystaw ocenę!
[Głosów:5    Średnia:4.8/5]
Autor wpisu: Krzysiek “Kakao” Kowalczyk – muzyk, pacyfista i weganin. Rzuca kostką kiedy tylko nie siedzi w studiu.

W grach planszowych doceniam eleganckie rozwiązania mechaniczne. Podczas rozgrywki lubię przyglądać się reakcjom ludzi. Nie przepadam za losowością, chyba, że ciekawie zaimplementowaną.
Więcej o UraburaGames.

Skomentuj

avatar